Aktualności

a Amal powiedział…

08 stycznia 2020
Autor:
Rafał

Dzisiejszego dnia odkrywamy tradycyjną Sri Lankę. Na obrzeżach Habarany sprawdzamy jak wygodny jest transport, który na Sri Lance używany jest w rolnictwie, czyli wóz ciągnięty przez dwa bawoły. Resorów ten wóz nie ma, więc do Sigiriyi byśmy tym transportem raczej nie dotarli. Za chwilę przepływamy łodzią (taki lankijski mini-katamaran) niewielkie jezioro, by dostać się na drugi brzeg na lunch. Lunch jemy w glinianej chacie, krytej liśćmi bananowca, gdzie gotują na drewnie i nie używają prądu. Tradycyjne dania lankijskie (ryż, cieciorka, curry, kurczak, ryba, papadan) przygotowywane są w glinianych naczyniach, a podawane na okrągłych liściach zebranych z jeziora. Oczywiście próbujemy tak jak lankijczycy jeść bez sztućców i prawą ręką (choć nie wszyscy).  Na pożegnanie pani pokazuje nam jak zrobiła z liści bananowca dach swojej chatki. W czasie odkrywania tradycyjnej Sri Lanki, gdy zaczynałem zdanie od “a Amal powiedział…” wszyscy już wiedzieli o co chodzi. A to zdanie powtarzam bardzo często. Wtedy wszyscy wyciągaliśmy portfele i dawaliśmy napiwki: woźnicy, sternikowi, kucharce, pomocnicy kucharki, kierowcy tuk-tuka…, ponieważ jak “Amal powiedział” napiwki na Sri Lance to rzecz normalna.

W czasie wycieczki na Sri Lankę nie może zabraknąć czasu na masaż ajurwedyjski z olejkami eterycznymi. Nie wszyscy chyba jednak byli zrelaksowani, ponieważ ktoś w czasie masażu pojękiwał (nikt się jednak nie przyznaje). Masażystki, mimo że to zwykle drobne kobiety mają dużą siłę w dłoniach, oraz posiadają wiedzę tajemną, ponieważ przyłożywszy gorący kamień do siniaka Doroty ten momentalnie znikł. Wiec powtarzam “a Amal powiedział, że masażystkom należy dać napiwek”.