Birma 07.2018

Relacja z naszej 16-dniowej wycieczki objazdowej po Birmie w lipcu 2018.

Wylądowaliśmy w największym mieście Birmy – Yangon. Przesiadkę mieliśmy w Doha, gdzie wychodząc z samolotu zderzyliśmy się z 44-ro stopniową ścianą powietrza. Na szczęście w Birmie nie jest tak gorąco i o 6 rano było 26 st. C., ale niestety pada. W lipcu jest tutaj pora deszczowa, więc opadów jest dużo. Pierwszego dnia w Yangon spacerowaliśmy w centrum odwiedzając dwie pagody: Sule i Botahtaung. Ta pierwsza znajduje się na środku ronda w pięknym otoczeniu: stoi bowiem wśród kolonialnej zabudowy, która jest pozostałością po Brytyjczykach. Nie jest jednak łatwo się do niej dostać, ponieważ mimo tego, że jesteśmy na pasach dla pieszych kierowcy trąbiąc przejeżdżają nam swoimi autami przed nosami. Pagoda Botahtaung oddalona jest od ścisłego centrum i leży nad rzeką Yangon. Relikwiami w tej świątyni są drobne kości Buddy, oraz jego włos. Zwiedzając cały dzień Yangon na przemian otwieramy i zamykamy parasole, ponieważ pogoda jest bardzo kapryśna.
2750093-01-750x500 2750191-01-750x499 2750131-01-750x500 2750115-01-750x500 2750138-01-750x500 2750125-01-750x499

Kolejny dzień w Yangon minął nam prawie bez opadów. Prawie, ponieważ kiedy nagle lunęło byliśmy pod dachem w markecie Bogyoke Aung Sun, więc deszcz nas nie dotyczył. To stuletni market, gdzie oprócz materiałów, pamiątek i biżuterii można kupić także starocia i wyroby z jadeitu. Po zakupach na targu pojechaliśmy do dwóch świątyń: Chaukh Tat Gyi i Ngah Tat Gyi. W jednej znajduje się 65 metrowy leżący Budda, a w drugiej ogromny Budda siedzi. Niestety mieliśmy pecha, ponieważ obie rzeźby przysłonięte są teraz przez rusztowanie. Mimo wszystko świątynie robią ogromne wrażenie, ponieważ wokół głównych rzeźb jest wiele małych świątyń, obrazów i figurek.
Po obiedzie wyjeżdżamy z Yangon i kierujemy się na północ Birmy do Mandalay. Jedziemy pociągiem nocnym, co dostarcza nam wielu wrażeń. Pociąg 700 km pokonuje w ciągu 15 godzin mimo, że nie zatrzymuj się na wielu stacjach. Zaraz po tym jak ruszył (punktualnie) mobilna obsługa birmańskiego Warsa zebrała zamówienia na kolację i za dwie godziny podali gotowe dania. Przez cały czas „100 tysięcy” sprzedawców przechodzi przez wszystkie wagony sprzedając orzeszki, słodycze, kukurydzę, piwo, birmańską whisky, jajka, ubranka dla dzieci, koszule, duriany, betel, kawę. Tory na naszej trasie chyba nie są zbyt równe, ponieważ w czasie całej drogi pociąg trząsł się jakby jechał po zaoranym polu. Raz buja jak w kołysce to znowu czujemy się jak na galopującym koniu, albo skacze jak mała żabka. Natomiast siedzenia są bardzo wygodne: szerokie, rozkładane i na nogi jest bardzo dużo miejsca. A obrazy za oknem pociągu są jak film w kinie: domy z trzciny, piłkarze w błocie, piknik na torach, bawoły w wodzie. Mimo tego, że autobusy są szybsze to wg mnie pociąg w Birmie jest atrakcją obowiązkową dla każdego podróżującego po tym kraju turysty. To niezapomniane przeżycie!
2750292-01-750x500 2750324-01-750x500 2750343-01-750x500 2750372-01-750x500 2750346-02-750x500 2750384-02-750x500

Rano dojechaliśmy pociągiem do Mandalay – drugiego co do wielkości miasta w Birmie. Z dworca do hotelu jechaliśmy „na pace”, ponieważ w Mandalay nie ma tyle taksówek co w Yangon, więc jest to najbardziej popularny środek transportu. Będziemy tu zwiedzać kilka miejsc, które wpisane są w historię Birmy. Płyniemy rzeką Irawadi do Mingun, które było niegdyś stolicą Birmy. Teraz Mingun to niewielka wioska, w której zachowało się kilka wspaniałych zabytków. Płynąc rzeką już z daleka widać ceglaną pagodę, oraz białą świątynię Hsinbyume. Po zejściu ze statku witają nas dwa ogromne pomniki lwów bez głów, które prowadzą do najważniejszego miejsca w tym miejscu – pagody Mingun.  Rozpoczęto ją budować z rozkazu króla Bodawpaya i miała być najwyższą stupą na świecie. Niestety z planów budowy nic nie wyszło i zamiast 150 metrów stupa ma “tylko” 50. W dodatku jest mocno popękana przez trzęsienia ziemi, przez co nie można wejść na jej szczyt. Pagoda Hsinbyume została wybudowana przez króla Bodawpaya, ku pamięci swojej zmarłej żony w czasie porodu. Piękna śnieżnobiała budowla robi duże wrażenie swoją wielkością, symetrią i powtarzalnością dekoracyjnych elementów. W Mingun idziemy również do wielkiego 90-cio tonowego dzwonu, pagody z odciskiem stopy Buddy, oraz świątyni, gdzie na środku stoi pomnik mnicha o imieniu Mingun Sayadaw U Vicittasarabivamsa, który został wpisany do księgi rekordów Guinnessa ze względu na swoją znakomitą pamięć.
2750518-01-750x500 2750524-01-750x500 2750528-01-750x500 2750776-01-750x500 2750578-01-750x500 2750626-01-750x500 2750713-01-750x500 2750671-01-750x500

Następnego dnia zwiedzamy kolejne (byłe) stolice Birmy, które leżą wokół Mandalay: Sagaing, Inwa, Amarapura. Przejeżdżając mostem z Mandalay widzimy już panoramę Sagaing, na której wzgórzach porozrzucanych jest setki świątyń. Mieszka tu ponad 6 tys. mnichów. Niestety mamy czas na zwiedzenie tylko 3 świątyń, oraz buddyjską szkołę. U Ponya Shin i U Min Thounzeh leżą na  wzniesieniach skąd rozpościera się piękny widok na rzekę Irawadi, pobliskie pola i kolejne stupy. W świątyni U Ponya Shin towarzyszy nam buddyjska modlitwa płynąca z głośników, która roznosi się na pobliskie wzgórza. W jednej z wielu sal ze złotym Buddą siedzi mnich, który z buddyjskiej księgi czyta do mikrofonu modlitwę. Mimo tego, że są to bardzo popularne wśród turystów świątynie w U Min Thounzeh nie ma nam kto zrobić zdjęcia grupowego ponieważ jesteśmy sami, ustawiamy więc aparat na samowyzwalacz. W Kaunghmudaw łapie nas chwilowa ulewa, ale miejscowe dzieci są tak zachwycone, że kąpią się w stojącej deszczówce. Żeby dostać się do kolejnej stolicy – Inwa musimy przepłynąć promem rzekę Irawadi. Tutaj dwuosobowymi bryczkami ciągniętymi przez konie jeździmy do najbardziej charakterystycznych miejsc: klasztor, wieża zegarowa… Na zakończenie dnia jedziemy do Anarapury, gdzie na jeziorze jest najdłuższy drewniany most na świecie U Bein. Tutaj Łucja także ze względu na swoje jasne włosy zaczepiana jest przez miejscowych z prośbą o zdjęcie.
2750786-01-750x500 2750837-01-750x500 2760122-01-750x500 2760380-01-750x500 2760303-01-750x500 2760195-01-750x500 2760230-01-750x500 2760295-01-750x499 2760413-01-750x500 2760487-01-750x500

Plan na ten dzień jest ambitny, więc musimy się spieszyć. Po porannym spacerze na pobliski targ jedziemy zwiedzać świątynie w Mandalay. Najważniejszym miejscem tutaj jest oczywiście Mandalay Hill – świątynia na wzgórzu, do której prowadzą setki schodów. Wg legendy ponad 2,5 tys. lat temu kazania głosił tutaj Budda. U podnóża góry stoją kolejne świątynie: Kyauktawgyi z ogromnym marmurowym Buddą, oraz Kuthodaw i Sandar Mu Ni – największe księgi na świecie. W setkach białych kapliczek znajdują się marmurowe płyty z tekstami buddyjskimi. Ze wzgórza Mandalay widać Pałac Królewski, który otoczony jest fosą. Niestety w czasie II wojny światowej został kompletnie zniszczony, więc oglądamy jego replikę. W niewielkim sklepiku ze złotem możemy zobaczyć jak ręcznie wytwarza się cieniutkie listki złota, które buddyści naklejają na pomniki Buddy. W świątyni Mahamuni przez kilkadziesiąt lat uzbierała się taka warstwa złota,że powoli pomnik zatraca swoje kształty. Łucja i Maciek (oboje mają włosy blond) nadal proszeni są przez Birmańczyków o pozowanie z nimi do wspólnych zdjęć :-) .
2760726-01-500x750 2760559-01-500x749 2760578-01-500x749 2760697-01-500x749 2760731-01-750x500 2760630-01-750x500 2760677-01-750x500 2760565-01-750x500

Po podróży nocnym autobusem z Mandalay nad jezioro Inle i krótkim odpoczynku w hotelu wynajmujemy trzy łodzie motorowe i ruszamy na całodzienną wycieczkę wokół jeziora Inle. Zaraz na początku napotykamy rybaka ze stożkowatym koszem do połowów ryb. Jest charakterystyczną postacią w Inle i znajduje się na wielu pocztówkach z Birmy. Pływamy po jeziorze na którego brzegach znajdują się pagody, sklepy, restauracje, oraz małe wytwórnie płócien, ozdób ze srebra, pamiątek, czy papierosów. W jednym z nich przy krosnach pracują kobiety z plemienia Karen, które mają charakterystyczne metalowe obręcze na szyjach. Jednym z ciekawszych miejsc jest In Dein, do którego prowadzi ścieżka ze straganami. Wokół jest kilkaset małych stup, które stojąc jedna przy drugiej tworzą las stup. Część z nich jest nowa, część wyremontowana, a przy niektórych ten remont trwa. Niestety są też takie które się zawaliły, lub tynk odpada, a cegły trzymają się na słowo honoru. Wiele jest bogato zdobionych, często z Buddą w środku tworzą na wzgórzu niezapomniany klimat. Najbardziej znanym miejscem jest pagoda Phaung Daw Oo, gdzie znajduje się 5 figurek ze złota, do których ludzie nadal naklejają cieniutkie złote listki. Dzisiaj nie można już z tego wyczytać jak 100 czy 200 lat temu wyglądały posążki Buddy. Przy świątyni Marek zagrał z miejscowymi w piłkę (popularna rozrywka w Birmie) i chyba nie spodziewali się, że pójdzie mu tak dobrze. Wracając do miasta przepływamy przez wodną wieś, oraz ogrody, gdzie na jeziorze uprawia się m.in. pomidory i kalafior. Wracając do miasta Nyaung Shwe nagle na środku jeziora jedna z łodzi stanęła i okazało się, że zabrakło nam benzyny. Dobrze, że płyniemy w grupie, więc sternicy wymienili się kanistrami. Za chwilę jednak wszyscy trzej Birmańczycy zatrzymali łodzie i zaczęli po ciemku szukać właściwej odnogi rzeki, która prowadzi do naszego miasteczka. Na szczęście odnaleźli właściwą drogę. Dziewczyny przeżyły chwilę grozy.
2760850-01-750x500 2770244-01-750x500 2770143-01-750x500 2770115-01-750x500 2770127-01-750x500 2770175-01-750x500 2770229-01-750x500 2770202-01-750x499 2770318-01-750x500 2770259-01-750x500

Jeden dzień spędziliśmy na jeziorze Inle, a kolejny spędzamy wokół jeziora. Po spacerze na targu Mingalar w Nyaung Shwe wypożyczamy rowery i jedziemy poza miasto. Odwiedzamy najpierw klasztor Shwe Yan, gdzie w drewnianym zabytkowej budowli uczą się i mieszkają mali mnisi buddyjski. Obok stoi biała stypa wewnątrz której w czerwonych ubrankach siedzą dziesiątki małych posążków Buddy. Wokół jeziora teren jest równy, więc jedzie się bardzo dobrze, dopiero jak odbijamy od głównej drogi i oddalamy się od jeziora droga zaczyna piąć się do góry. Momentami robi się już tak stromo, że schodzimy z rowerów i do Red Mountain dochodzimy prowadząc je. W restauracji Red Mountain Estate możemy spróbować wina, które wytwarzają na miejscu z tutejszych winogron. Słodkie jest bardzo dobre. Po kilku kolejnych kilometrach zbliżamy się do jeziora i docieramy do tekowego mostu prowadzącego w głąb jeziora do wioski, gdzie domy stoją w wodzie na palach. Most Maing Thauk prowadzi wzdłuż plantacji pomidorów i jest tak długi, że części osób nie chce się już wracać piechotą i płyną łodzią wzdłuż mostu. W drodze powrotnej korzystamy ze skrótu i polnymi drogami dojeżdżamy do hotelu. Nasze rowery (z przerzutkami!!!) spisały się znakomicie, choć mimo szerokiego siodełka tyłki bolą.
2770461-01-750x500 2770439-01-750x500 2770431-01-750x500 2770400-01-750x500 2770455-01-750x500 2770448-01-750x500 2770528-01-750x500 2770512-01-750x500 2770515-01-750x500 2770483-01-750x500

Kolejnego dnia o 4 rano dotarliśmy nocnym autobusem z jeziora Inle do Bagan. Korzystając z okazji, że nie śpimy o tak wczesnej porze pojechaliśmy od razu nad niewielkie jezioro oglądać wschód słońca. Niebo wprawdzie było zachmurzone, ale już sama atmosfera oczekiwania w tak niesamowitym miejscu robi duże wrażenie. Bagan to miejsce, gdzie na 100 km kwadratowych znajduje się ponad 2200 stup, świątyń i klasztorów. Po śniadaniu cały dzień spędzamy na zwiedzaniu starych budowli. Zaczynamy jednak od wieży widokowej wybudowanej w 2006 roku, z której rozpościera się niesamowita panorama. Budowle z czerwonej cegły odznaczają się na tle bujnej zieleni. Niektóre świątynie są małe, a inne wznoszą się na kilkanaście metrów. Jeździmy często po polnych drogach, by dotrzeć do najładniejszy i najbardziej charakterystycznych. Po drodze zatrzymujemy się we wsi Minnanthu, po której oprowadza nas 16-letnia córka właściciela straganu z pamiątkami. Mieszkańcy żyją tutaj z wyrobów ręcznych, które sprzedają potem przy okolicznych świątyniach. W Shwe Gu Gyi kończymy dzisiejszy dzień oglądając zachód słońca. Niestety na taras świątyni nie możemy wejść ponieważ po trzęsieniu ziemi, oraz wypadku z udziałem turystów rząd wprowadził zakaz wspinania się na niektóre świątynie. Wokół jest pełno sprzedawców. Wśród nich spotykamy 15-letnią Kin San Hlaing (na ostatnim zdjęciu), która po polsku ostrzega mnie przed niskimi konarami drzewa: „Uważaj na głowę”. Pochwaliła się, że uczy się od turystów i zna już słowa kilkunastu języków.
2770605-01-750x500 2770632-01-750x500
2770860-01-500x749 2770778-01-500x749 2770755-01-500x750 2770834-01-750x500 2770713-01-750x500 2770736-01-750x500 2770769-01-750x500 2770710-01-750x500 2770902-01-750x500

Tego dnia wypożyczamy rowery i jedziemy zwiedzać świątynie, które położone są w niedalekiej okolicy naszego hotelu. Rowery nie nie mają przerzutek, schodzi powietrze z kół, hamulce pamiętają generał Aung Sanga, a siodełka powinny być wymienione 15 lat temu. Ale rowery jadą do przodu. Za miastem zjeżdżamy z głównej, asfaltowej ulicy i jedziemy ubitą drogą, na której koła grzęzną w piasku. Oczywiście nie brakuje upadków, ponieważ rowery na cienkich oponach są mało stabilne na takim podłożu. Niewielkie świątynie i pagody porozrzucane są gęsto po okolicy i gdy wchodzimy na niewielkie wzniesienie ukazuje nam się niesamowity widok: kilkadziesiąt świątyń z czerwonej cegły na zielonym tle. Na chwilę odpoczynku zatrzymujemy się w spokojnej restauracji Fantasia Garden z widokiem na rzekę Irawadi. Po obiedzie idziemy do prawdopodobnie najbardziej spektakularnej świątyni w Bagan – Shwezigon Pagoda. W ogromnej złotej stupie przechowywane są dwie relikwie Buddy: kość oraz ząb. Wieczorem tuk-tukiem jedziemy w okolicę świątyni Manuch, gdzie dziewczyny ozdabiają ręce tatuażem z henny.
Dzisiaj jest drugi dzień, gdzie przez prawie cały czas świeci słońce. Trochę to było męczące, ale lepsze to niż opady deszczu.
2780018-01-750x500 2780057-01-750x500 2780037-01-750x500 2780023-01-750x500 2780061-01-750x500 2780113-01-750x500
2780014-01-500x749 2780010-01-500x750 2780181-01-500x750

Bagan to bez wątpienia najpiękniejsze miejsce w Birmie, dlatego spędzamy tu trzy dni. W pierwszym dniu wynajęliśmy auto, w drugim jeździliśmy rowerami, a trzeciego korzystamy także z usług kierowcy busa. Nie jesteśmy w stanie zwiedzić wszystkich świątyń, ale trzy dni to wystarczający czas na poznanie Baganu. Zaczynamy od najbardziej znanej świątyni: Ananda, która w 1990 roku obchodziła swoje 900-lecie. Ogromna biała świątynia ze złotą kopułą odznacza się na tle ceglanych budowli także tym, że jest w bardzo dobrym stanie, ponieważ z okazji swoich “urodzin” przeszła gruntowny remont. Jeździmy od świątyni do świątyni. Za oknem żar leje się z nieba, a my wysiadamy z klimatyzowanego auta przy kolejnej zabytkowej budowli na kilkanaście minut. Po trzech dniach ciężko jest nam już dopasować świątynię do konkretnej nazwy. Prócz Anandy zwiedzamy dzisiaj Gubyaukgyi, Nagayon, Abeyadana, Dhammayangyi, Kheminga. Na rzece Irawadi wynajmujemy łódź i płyniemy kilkanaście minut do świątyni Kyauk-ku Umin, która wybudowana jest przy jaskini i posiada podziemne korytarze prowadzące do niewielkich wydrążonych pomieszczeń służących mnichom do medytacji. Tuż obok znajduje się niewielki klasztor buddyjski. Wieczorem nasz kierowca zawozi nas do świątyni Taung Ta Wet Gu, na którą można wejść (jest ich niewiele) i oglądać zachód słońca. Niebo jednak zasłania się wieczorem chmurami i widok nie jest zbyt imponujący.
2780377-01-750x500 2780383-01-750x500 2780238-01-750x500 2780265-01-750x500 2780270-01-750x500 2780297-01-750x500
2780370-01-01-499x750 2780423-01-499x747 2780257-01-499x747

Zakończyliśmy zwiedzanie Baganu i jedziemy w kierunku birmańskich plaż. Choć odległość z Yangon do Ngwe Saung to w linii prostej tylko 200 kilometrów, zajmuje nam to aż 7 godzin. Drogi są wąskie i pełno w nich dziur, chociaż ciągle mijamy roboty naprawcze. Samochód ciągle jeździ slalomem i często zwalnia by nie wpaść w dziurę. W związku z tym nie przekracza 70 km/godz. Jazda kierowców też daje wiele do życzenia bo często wyprzedzają na trzeciego i wymuszają pierwszeństwo. Nasz hotel w Ngwe Saung stoi tuż przy plaży. Od maja do października w tej części Azji jest pora deszczowa: często pada, jest wietrznie i morze jest bardzo wzburzone. Chcieliśmy jednak parę dni spędzić nad birmańskim wybrzeżem i mamy nadzieję, że może na chwilę pogoda będzie dla nas przychylna i morze się uspokoi. Jeśli nie to mamy jeszcze basen przy hotelu.
2780472-01-750x499 2780469-01-750x499 2780477-01-750x500 20180730_172715-01-750x499

W miejscowości Ngwe Saung nad Zatoką Bengalską od samego rana pada. Jedziemy więc kilkanaście kilometrów do obozu słoni, który znajduje się w dżungli tuż nad rzeką. Po przejściu drewnianego mostku, który bardzo się chwieje zatrzymujemy się w szopie. Po chwili w oddali wyłania się kilka słoni z opiekunami na grzbietach. Nie są tak duże jak afrykańskie, mają mniejsze uszy i tylko jeden z nich ma kły. Między nimi niezdarnie przepycha się 1,5 roczny “maluch”. Po przywitaniach siadamy na grzbiety słoni i ruszamy w dżunglę. Olbrzymie słonie przeciskają się wąską ścieżką, a pierwszy kornak (opiekun słoni) w niektórych miejscach musi karczować drogę. Po kilkunastominutowym spacerze słonie wchodzą do rzeki. Miejscami jest głęboko, woda sięga tak wysoko, że spodenki mamy mokre.
Po południu idziemy na spacer nad morze. Dochodzimy do niewielkich stup umieszczonych na skałach, a tuż obok rozgrywa się mecz piłkarski, gdzie zawodnicy strzelają gole do prowizorycznej bramki zrobionej z bambusowych kijków.
2780531-01-750x500 2780708-01-750x499 2780694-01-750x500 received_2269939286355629-01-750x499 2780894-01-750x499 2780800-01-750x499 2780871-01-750x499 2780838-01-750x500 2780888-01-750x500 2780824-01-750x500

Wróciliśmy z wybrzeża Zatoki Bengalskiej do Yangon. Na koniec zostawiliśmy sobie najlepszą rzecz w Yangon i zarazem najświętsze miejsce w całej Birmie. Jedziemy do pagody Shwedagon. Na niewielkim wzniesieniu stoi 100 metrowa stupa, do której z czterech stron świata prowadzą długie schody pełne straganów. Wokół głównej stupy znajduje się dziesiątki mniejszych świątyń z podobiznami Buddy, sale modlitewne, oraz małe stupy. Po zachodzie słońca dzięki oświetleniu cały kompleks zaczyna błyszczeć. Niemalże wszystko pokryte jest złotem, które mieni się i odbija światło. Podobno jest tu ponad 60 ton złota, oraz kilka tysięcy drogocennych kamieni. Shwedagon Pagoda urzeka swoją wielkością, blaskiem, różnorodnością i powagą modlących się. Szkoda tylko, że pada deszcz, a czasem nawet tak leje, że chodząc boso brodzimy po kostki w wodzie.
2790001-01-750x500 2780984-01-750x500 2790015-01-750x500 2780990-01-750x500

Różnice kulturowe, zwyczaje, warunki bytowe, odmienne posiłki były bardzo zaskakujące nie tylko dla dzieci, które pierwszy raz odwiedziły Azję. Atrakcji, które będziemy wspominać długo było wiele: świątynie Baganu, bryczki w Inwa, podziemia klasztorne, fabryka płatków złota. Były także momenty bardziej ekscytujące: słonie w Shwe Naung, zgubienie drogi powrotnej na jeziorze Inle, dwie myszki w pociągu, jazda na rowerach, czy ogromne fale na morzu w Zatoce Bengalskiej.
Jedną z przyjemniejszych rzeczy były odwiedziny w Międzynarodowym Buddyjskim Centrum Edukacji w Sagaing. Przyjechaliśmy tu akurat w czasie przerwy między lekcjami więc kilkadziesiąt dzieci spędzało wolny czas przed szkołą. Ich stroje mieniły się w trzech kolorach: purpurowym i różowym – to chłopcy i dziewczęta przygotowujący się do mnisiego życia, oraz zielonym – uczniowie, którzy chyba nie zamierzają zostać mnichami buddyjskimi. Byliśmy zainteresowani szkołą i tego jak zdobywają wiedzę, ale oni także zaciekawili się naszą obecnością w ich szkole. Nieśmiałe, ale cały czas uśmiechnięte podchodziły do nas i bacznie nam się przyglądały, zwłaszcza jasnowłosej Łucji i Maćkowi. Po dzwonku wszystkie pobiegły do klas rozmieszczonych w dwóch trzypoziomowych budynkach. W pierwszym odbywa się edukacja wczesna dla przedszkolaków i małych dzieci szkolnych. W drugim natomiast uczą się dzieci starsze (szkoła średnia i studia). Po placówce oprowadzała nas jedna z nauczycielek, oraz mnich buddyjski pokazując każdą klasę i opowiadając o szkole. Przedszkolaki uczą się przez zabawę, a nieco starsze chórem powtarzają zadany materiał. U tych najstarszych w jednej z klas trafiliśmy akurat na egzamin z matematyki, w innej młodzież uczyła się fizyki, a w kolejnej chemii po angielsku.
IBEC (Międzynarodowe Buddyjskie Centrum Edukacji) zostało założone w 2006 roku przez 9 mnichów i jest instytucją bezpłatną. Prócz edukacji nauczyciele w tej szkole kładą nacisk na promowanie moralności.
Edukacja w Birmie prowadzona przez szkoły rządowe jest darmowa, jednak najlepsze wykształcenie w tym kraju dają podobno szkoły buddyjskie.
P2750892 P2750916 P2750949 P2750959 P2760011 P2750985 P2760019 P2760029

 

          Birma – prawdziwa bezpretensjonalna i oczywiście nieoczywista w zapomnianych zwyczajach – że jak zmierzch to wszyscy idą spać, że się uśmiechają jakbyśmy się znali więc nie wypada się nie uśmiechać, że jak droga to z dziurami bo się wytłukła, że ruch w lewo to z prawej strony kierownica… I może ostatnia taka okazja żeby zobaczyć bez tłumów i łokcia w plecach absolutnie totalne skarby architektury kultury i sztuki. Bo są wszędzie i na każdym kroku w zupełniej symbiozie z pasącą się krową i straganem z trzech desek. Jedyna taka. Autentyczna do granic.
No i Rafał ze spokojem i cierpliwością mnicha – bezcenne.
Dziękujemy.

Iza, Marek i Ignacy

 

 

Kolejne wyprawy do Birmy: więcej szczegółów tutaj.

Kraje

Wietnam

Kambodża

Sri Lanka

Birma

Ostatnie wpisy

Azja

ciekawostki

video

Facebook

Get the Facebook Likebox Slider Pro for WordPress