Japonia 06.2018

Oto relacja z naszej 18-dniowej wycieczki do Japonii w czerwcu 2018.
20180603220318-01-750x501 20180603220618-01-750x501

Po 11 godzinach lotu Dreamlinerem z Warszawy wylądowaliśmy na lotnisku Tokio – Narita. Po załatwieniu formalności (bagaże, karty SIM, bilety kolejowe) pojechaliśmy pociągiem na południe Japonii do Osaki.
Osaka jest trzecim (po Tokio i Jokohamie) miastem Kraju Kwitnącej Wiśni – centrum usługowym i finansowych. Zwana jest Miastem Tysiąca Mostów, lub Miastem Wody, ponieważ znajduje się tu ogromna ilość rzek przepływających przez miasto i wpadających do Morza Wewnętrznego. Po zakwaterowaniu w hotelu jedziemy do dzielnicy rozrywki Dotonbori, w której jest bardzo dużo restauracji, pubów, kawiarni i sklepów. Swoją nazwę wzięła od kierownika budowy Yasui Doutona, który 400 lat temu nadzorował budowę kanału Dotonbori. Na ulicach jest masa ludzi, których przyciągnęła ta modna dzielnica Osaki. Na ścianach budynków świecące neony, ekrany LED-owe i olbrzymie podświetlane reklamy 3D powodują, że wieczorem jest tu tak jasno jak w dzień. Od kanału Dotonbori w kierunku Hard Rock Cafe przez 2 kilometry ciągnie się shopping street – ulica którą płynie rzeka ludzi i często trzeba się przeciskać przez tłum zwiedzających.
20180603220525-01-750x501 20180603220407-01-750x501

Kolejny słoneczny dzień spędzamy zwiedzając Osakę. Jedziemy do dzielnicy Tennoji gdzie tuż przy dworcu kolejowym stoi olbrzymim wieżowiec Harukas 300. Wjeżdżamy szybką windą na 60 piętro, by stamtąd obejrzeć panoramę Osaki. Piętro niżej jest kawiarnia gdzie przy spokojnej muzyce i kawie można delektować się widokami za oknem. Wieżowiec ma ponad 300 metrów i jest najwyższym budynkiem w Osace. Wokół tarasu widokowego do szyb “przyklejonych” jest kilkadziesiąt uczniów w żółtych czapeczkach, którzy robią do szkoły zapiski z tego co widzą za oknem. Niedaleko Wieży Harukas jest jedna z najstarszych świątyń shintoistycznych Shitennoji. Wokół głównego chramu i pięcio-piętrowej wieży stoi jeszcze kilkanaście innych chramów, oraz nietypowy (dla nas) cmentarz. Tuż obok Shitennoji jest mały bar, gdzie próbujemy pierożków z różnorodnym nadzieniem mięsnym i rybnym. Wewnątrz znajduje się też niewielka ilość bulionu, który był dla nas miłą niespodzianką. Po południu jedziemy do Zamku Osaka – białej budowli z charakterystycznym zielony dachem i złotymi zdobieniami. Jego pierwowzór powstał pod koniec XVI wieku, dzisiaj niestety została już tylko kopia odbudowana w XX wieku. Wracając do hotelu zatrzymaliśmy się jeszcze na dworcu Osaka, które swym rozmachem architektonicznym i przestrzennym robi olbrzymie wrażenie. Na zakończenie dnia wzbiliśmy się powietrze siedząc w wagoniku Młyńskiego Koła.
Mimo tego, że dzisiaj największe odległości pokonywaliśmy pociągami to jednak udało nam się zrobić ponad 21 tys. kroków.
20180604200347-01-750x501 20180604200511-01-750x501 20180604200139-01-750x501 20180604200237-01-750x501 20180604194257-01-750x501 20180604194237-01-750x501 20180604200302-01-750x501 20180604200426-01-750x501 20180604200541-01-750x501  20180604224331-01-750x501

Następny dzień był pochmurny, a po południu zaczął nawet kropić deszcz. Z Osaki jedziemy do prawdopodobnie najładniejszego zamku w Japonii – Himeji. W przeciwieństwie do zamku w Osace i wielu innych zamek Himeji przetrwał najazdy, wojny, trzęsienia ziemi, oraz tajfuny. Stoi na wzgórzu Himayama od ponad 400 lat. Ma piękną białą sylwetkę dlatego nazywany jest Zamkiem Białej Czapli. Wykonany z drewna pokryty jest białym tynkiem (łącznie z dachówkami) co powoduje że “błyszczy się on z daleka”. Wnętrze zamku jest wiernie zachowane, całe w drewnie z wąskimi i stromymi schodami, które prowadzą na ostatnie piętro, gdzie stoi niewielka świątynia. Cudo!
Drugą część dnia spędzamy w 1,5 milionowym mieście. Kobe. To stąd pochodzi najlepsza wołowina japońska Kobe Beef. Podobno krowy rasy Wagyu, z których pochodzi to mięso są masowane, słuchają muzyki poważnej i pojone są piwem, żeby tłuszcz w mięsie równomiernie się rozprowadzał. Wizytówką Kobe jest część portowa miasta z deptakiem, restauracjami podającymi Kobe Beff, butikami, śpiewającym Elvisem Presleyem i pomnikiem upamiętniającym trzęsienie ziemi w 1995 roku. Charakterystycznym miejscem widocznym z daleka jest czerwona wieża Kobe Port Tower, która ma taras widokowy na wysokości 100 metrów. Nie ma tu zbyt wiele ludzi. Odwiedzamy też kolorowe Chinatown, które przepełnione jest restauracjami i punktami z jedzeniem na wynos. Długi spacer po Kobe udowodnił nam, że jest to bardzo fajne, nieduże miasto, do którego można przyjechać by spędzić kilka spokojnych dni.
20180605211929-01-501x749 20180605212212-01-501x750 20180605214255-01-501x750 20180605212141-01-750x501 20180605212118-01-750x501 20180605212102-01-750x501 20180605212037-01-750x501  IMG_0328-01-750x500 IMG_0327-01-750x500 20180605211815-01-750x501 20180605211741-01-750x501

Z japońskiego miasteczka Hashimoto zaczynamy piąć się koleją do góry… za oknem soczysta zieleń lasu i wysokie góry. Jedziemy do Koyasan. 1200 lat temu mnich Kukai założył na wzgórzu pierwszy klasztor Shingon. Teraz w tej niewielkiej  miejscowości znajduje się ponad 100 świątyń i klasztorów. Najwspanialsze to oczywiście Kongobuji i kompleks Garan. W  Kongobuji (poświęcone matce Toyotomiego) jest wiele pokoi z pięknie ozdobionymi malowidłami na ścianach, dużą salą konferencyjną, gdzie pijemy zieloną herbatę, buddyjską kuchnią, oraz starannie utrzymanym ogrodem na zewnątrz. Nieco dalej w zachodniej części miasteczka jest kompleks Garan, w którym znajduje się kilkanaście drewnianych budowli. Najbardziej efektowna to Konpon Daito, ponieważ jej czerwony kolor silnie kontrastuje z  zielonymi drzewami. Nieco na uboczu stoi świątynia Saito, z której dochodzą śpiewy mnichów buddyjskich. Największe wrażenie robi jednak cmentarz Okunion, mający 200 tys. kamiennych pomników stojących między starymi drzewami. Wiele z nich porośniętych jest mchem co daje im jeszcze większego uroku. Spacerkiem dochodzimy do Mauzoleum Kobo Daishiego (imię nadane założycielowi Koyasan po jego śmierci) – wielkiej świątynia z ciemnym wnętrzem sprzyjającym modlitwie. Tuż obok natomiast znajduje się Świątynia Latarń – miejsce, w którym światło daje około 20 tys. lampionów. Niesamowite miejsce.
20180606213602-01-750x500 20180606213629-01-750x501 20180606213739-01-750x501  20180606213711-01-750x501 20180606214137-01-750x499 20180606214332-01-750x500
20180606214216-01-499x746 20180606214036-01-499x746 20180606213915-01-499x750

Kolejnego dnia opuszczamy Osaką i jedziemy do Kioto. Osaka jest miastem przemysłowo-biznesowym natomiast Kioto przepełnione japońską historią i tradycją. Jedziemy do świątyni Fushimi Inari poświęconej bogini ryżu. Kilka olbrzymich czerwonych budowli otoczonych jest przez sklepiki i małe stragany z przekąskami na wynos. Zalesiona góra w tle świątyni także nosi imię Inari i prowadzi do niej ścieżka z bramami tori. Jest ich kilkaset stąd ścieżka zwie się Drogą Tysiąca Bram Tori. Ufundowane są przez osoby prywatne i firmy, a największe kosztują ponad 1 mln jenów (czyli ok. 35 tys. zł). Po drugiej stronie Kioto w dzielnicy Arashiyama jest Bambusowy Las, oraz deptak nad rzeką Katsura. Jest to bardzo przyjemne miejsce na spacery. Z Bambusowego Lasu zatrzymaliśmy się w Lesie Kimon na dworcu Arashiyama – było to kilkadziesiąt efektownie podświetlanych wzorów materiału przeznaczonych na tradycyjny japoński strój kobiecy.  Wieczorem zasiadamy na maty w tradycyjnej japońskiej restauracji i zaczynamy grillować mięsko.
20180607224333-01-750x499 20180607224537-01-750x501 20180607224603-01-750x501 20180607224505-01-750x501 20180607224302-01-750x501 20180607224107-01-750x501
20180607224130-01-501x750 20180607224157-01-501x750 20180607224220-01-501x750

Rano po śniadaniu jedziemy do Świątyni Złotego Pawilonu – to najsłynniejsza świątynia w Japonii, więc jest tu bardzo dużo ludzi. Trzypiętrowy budynek pokryty jest złotem, a każde piętro zaprojektowane jest w innym stylu: parter przypomina pałac, drugi poziom jest w stylu rezydencji samuraja, a ostatni to sanktuarium zen. Mieszkali tam szoguni na emeryturze, więc mieli bardzo przyjemną starość w pięknym otoczeniu nad wodą. Każdy punkt naszej dzisiejszej wycieczki związany jest z szogunami i cesarzami japońskimi, więc kolejnym miejscem do którego trafiamy jest Zamek Nijo. Przez długi czas była to siedziba szogunów, a potem przejęli zamek cesarze. Zamek otoczony jest fosą i murem, a dodatkowym zabezpieczeniem przed wrogiem była “słowicza podłoga”. Szogun wiedział o każdym skradającym się intruzie w jego rezydencji, ponieważ podłoga skrzypiała pod naciskiem uprzedzając mieszkańców, że ktoś nadchodzi. Dopełnienie do świątyni i zamku jest Pałac Cesarski, który położony jest na terenie ogromnego parku, a sam otoczony jest murem i też zajmuje spory teren. Przez 1000 lat był siedzibą rządu japońskiego. Późnym popołudniem jedziemy do dzielnicy Gion z tradycyjną japońską zabudową. I już na początku natykamy się na gejsze, a potem kolejną i kolejną… Chodzą bardzo szybko, może dlatego, że niemal wszyscy turyści kierują w ich stronę swoje aparaty fotograficzne. Pięknie ubrane, z ostrym makijażem: biała twarz podkreślona czarną kreską i czerwonymi ustami, chowają się pod kolorową parasolką.
20180608223011-01-750x501 20180608222917-01-750x501 20180608222807-01-750x501 20180608222826-01-750x501 20180608222731-01-750x499 20180608222703-01-750x501  20180608222551-01-750x499 IMG_0481-01-750x501

45 minut drogi pociągiem od Kioto znajduje się “niewielka” miejscowość Nara (niecałe 400 tys. mieszkańców). Była to pierwsza stolica Japonii – w VIII wieku przez 69 lat z krótką przerwą. Dzięki temu, że w 784 roku stolicę przeniesiono do Kioto Nara uchowała się od zniszczeń poprzez najazdy i ataki wrogów na stolicę.
Jedziemy do świątyni Kasuga Taisha, która oddalona jest od centrum miasta i leży w parku na zboczu góry. Prowadzi do niej ścieżka, wzdłuż której stoją kamienne latarnie, a wokół nich chodzą daniele. Jest ich bardzo dużo w Narze, a najwięcej wzdłuż głównych traktów turystycznych, ponieważ wiedzą, że dostaną od zwiedzających ciasteczka, które można kupić na każdym kroku. Świątynia Kasuga Taisha znana jest z tego, że znajduje się tu około 2 tys. lampionów. W czasie naszego zwiedzania w świątyni odbywał się ślub, a przy lampionach trwała fotograficzna sesja ślubna. Jest to jedno z ładniejszych miejsc w Narze. Spacerując dalej mijamy m.in. Pawilon Trzeciego Miesiąca i Pawilon Drugiego Miesiąca, z którego jest piękny widok na park i świątynne budynki. Wąskimi uliczkami dochodzimy do świątyni Todai-ji. Jest to największa budowla drewniana na świecie, wewnątrz której znajduje się 16 metrowy siedzący Budda odlany z brązu. Podchodząc do wejścia świątynia swoją wielkością robi ogromne wrażenie. Aż trudno uwierzyć, że kiedyś była jeszcze o ⅓ wyższa. Budda siedzący wewnątrz na kwiecie lotosu również jest wielki, stąd nazwa budowli: Pawilon Wielkiego Buddy. Po powrocie do Kioto wjeżdżamy na stu metrową wieżę widokową, w wieczorem idziemy na kolację do tradycyjnej japońskiej restauracji.
20180609220443-01-501x750 20180609220509-01-501x751 20180609220805-01-501x751 20180609220339-01-750x499 20180609220048-01-750x500 20180609220556-01-750x500 20180609220659-01-750x501 20180609220415-01-750x500 20180609221023-01-750x501 20180609215659-01-501x750

Z dnia na dzień jesteśmy coraz bliżej Tokio – stolicy Japonii. Przyjechaliśmy z Kioto do Nagoi super szybkim pociągiem shinkansenem. Nagoya została bardzo zniszczona w czasie drugiej wojny światowej, natomiast dzisiaj jest ważnym centrum przemysłowym i nowoczesnym miastem z wieloma perełkami architektury. Najpierw jednak zwiedzanie zaczynamy od miejsc związanych z historią i kulturą japońską – jedziemy do świątyni, która jest jednym z ważniejszych miejsc shintoistycznych w Japonii. To Atsuta – otoczony starym parkiem kompleks świątynny, w którym podobno znajduje się miecz Kusanagi – wielki skarb japoński. W Nagoi oglądamy także zamek z XVI wieku, bardzo podobny do tego w Osace i Himeji. Niestety sam zamek był zamknięty natomiast mogliśmy oglądać nowo zrekonstruowane budowle wokół niego. Nasz hotel znajduje się niedaleko dworca kolejowego i zaraz po wyjściu ze stacji naszym oczom ukazuje się Spiralna Wieża. Obracając się do tyłu widzimy natomiast dwie bliźniacze wieże dworca kolejowego, oraz Midland Square, na który wjeżdżamy na 50 piętro Sky Promenade. Wcześniej spacerujemy jeszcze przez Park Odori i zatrzymujemy się przy wieży telewizyjnej Nagoya, oraz niezwykłym architektonicznie centrum handlowym Oasis 21.
20180610203605-01-750x501 20180610203405-01-750x500 20180610203955-01-750x501 20180610204017-01-750x501 20180610203816-01-750x499 20180610203856-01-750x500
20180610203648-01-501x750 20180610203919-01-501x750 20180610204226-01-501x750 20180610204355-01-501x751

Zepsuła się pogoda w czasie naszej wycieczki do Japonii – zaczęło padać. Jadąc pociągiem z Nagoi do Jokohamy mijaliśmy górę Fuji, ale niestety prawie cała była w chmurach. Pomimo padającego deszczu w Jokohamie zaczynamy od Chińskiej Dzielnicy, która jest podobno największą Chinatown w Azji (nie biorąc pod uwagę Chin oczywiście :-) ). Wchodzimy przez jedną z czterech bram. Wewnątrz jest bardzo kolorowo i co krok sprzedają coś do jedzenia, zachęceni więc widokami potraw idziemy na lunch – pierożki w kształcie sakiewek nadziewane wieprzowiną, owocami morza, oraz delikatnym rosołkiem wewnątrz. Obok w restauracji podają dania z rekinich płetw. Z Chińskiej Dzielnicy idziemy nad morze, ale strasznie wieje, więc wiatr przegania nas między budynki. Popołudniem trochę się uspokaja więc wracamy do portu na spacer. Były tu kiedyś doki portowe, a teraz stoi centrum handlowo-rekreacyjne Minato Mirai 21, czyli Port Przyszłości 21. Wokół pełno znakomitych budowli: wieżowiec Landmark z punktem widokowym, Muzeum Morskie, Muzeum Sztuki, a dawne magazyny przekształciły się w Red Brick Warehouse, czyli butiki i modne restauracje. Z daleka widać olbrzymie koło młyńskie, oraz statek Yokohama.
20180611174230-01-501x750 20180611174312-01-501x749 20180611174250-01-501x749 20180611174355-02-750x499 20180611174337-01-750x500 20180611174414-01-750x501 20180611174434-01-750x501 20180611212559-01-750x501 20180611212628-01-750x501 20180611205747-01-750x501 20180611212326-01-750x500

Czasem słońce, czasem deszcz… taką mamy pogodę w Japonii. Odwiedzamy Kamakurę – stolicę Japonii w latach 1192-1333, która z trzech stron otoczona jest wzgórzami, a z czwartej ma dostęp do morza. Plaża jest szeroka z ciemnym wulkanicznym piaskiem, a morze tak wzburzone, że pływa dziś wielu surferów. W Kamakurze znajduje się kilkadziesiąt świątyń buddyjskich i chramów shintoistycznych. Na początek starą koleją elektryczną Enoden jedziemy do Daibutsu – Wielkiego Buddy, który jest drugi co do wielkości Budda z brązu w Japonii. Pierwszego widzieliśmy w Narze, miał 16 metrów. Ten w Kamakurze jest o 5 metrów niższy, ale można wejść do jego środka. Niedaleko Buddy Daibutsu znajduje się świątynia Hase-dera, która ma wiele ciekawych miejsc na swoim terenie: chram z 11-głową boginią Kannon, dziesiątki figurek jizo, niewielki gaj bambusowy, punkt widokowy na morze, jaskinie czy ścieżkę przy której rosną hortensje. Nieco inaczej wygląda chram Tsurugaoka Hachiman-gu, z którego prowadzi trakt do samego morza. Wracając zatrzymujemy się w Porcie Jokohama by wjechać na Wieżę Landmark, na której jest punkt widokowy. Wczoraj przechodziliśmy obok tego wieżowca, ale pogoda była paskudna i szczyt wieży schowany był w deszczowych chmurach. Winda zawozi nas na 69 piętro tj 273 metrów n.p.m. z prędkością 750 metrów na minutę.
20180612224837-01-501x750 20180612225127-01-501x750 20180612225058-01-501x749 20180612225321-01-750x500 20180612225255-01-750x501 20180612224932-01-750x501 20180612224910-01-750x501 20180612224955-01-750x501 20180612225022-01-750x501 20180612225557-01-750x501 20180612225655-01-750x500

Dotarliśmy do stolicy Japonii. W Tokio naszą wycieczkę zaczynamy od zwiedzania bardzo modnej dzielnicy wśród młodzieży – Shibuyi. Wychodząc z dworca od razu napotykamy psa Hachiko, który jest tak popularny, że ustawiła się kolejka, żeby zrobić sobie zdjęcie z jego pomnikiem. Prawie 100 lat temu pies Hachiko codziennie odprowadzał swojego Pana na dworzec i przychodził po niego wieczorami. Pewnego dnia Pan jednak nie wrócił do domu ponieważ umarł w pracy, a pies jeszcze przez kilka lat przychodził codziennie na dworzec. Przed pomnikiem stoi starszy Pan z tabliczką na plecach, że robi wszystkim zdjęcia za darmo. Należy tylko dać mu swój aparat fotograficzny. W Shibuyi jest najbardziej popularne skrzyżowanie w Tokio znane z wielu zdjęć i tuż obok niego spotykamy Sho i Kyo – młodych japońskich przewodników, którzy prowadzą nas na wieżowiec skąd z góry widać całą dzielnicę Shibuya, wieżowce w Shinjuku i park Yoyogi. Prowadzą nas także w miejsce, gdzie można kupić bento, czyli jedzenie w pudełkach na wynos. Następnie idziemy na spacer do świątyni Meiji w ogromnym parku Yoyogi, oraz do Pałacu Cesarskiego niedaleko stacji Tokio. Po południu kierujemy swoje kroki do dzielnicy Ginza, w której pełno jest architektonicznych perełek. Największe wrażenie robi na nas Tokyo International Forum (dzielnica Marunouchi tuż obok Ginzy), które jest centrum kongresowo-wystawienniczym. Niesamowita budowla!
20180613202215-01-750x501 20180613201928-01-750x501 20180613202152-01-750x501 20180613202604-01-750x500 20180613203321-01-750x501 20180613202315-01-750x501
20180613202920-01-501x749
20180613202632-01-501x749 20180613203218-01-501x751 20180613203406-01-501x751

Od kilku dni obserwowaliśmy prognozy pogody dla góry Fudżi i przez cały czas zapowiadali duże zachmurzenie, a czasami nawet opady deszczu. W końcu trafiamy na w miarę dobre “okno” pogodowe, więc wsiadamy w pociąg i jedziemy… wprawdzie z 45 minutowym opóźnieniem, ponieważ w czasie przesiadki pomyliłem pociągi :-( , ale jedziemy. W górskim miasteczku Kawaguchico niebo zasłoniło się chmurami. W związku z tym jedziemy do górskiej stacji nr 5 na wysokość 2300 m mając nadzieję, że tu uda nam się zobaczyć przynajmniej część Fuji. Początkowo wszystko zasłonięte jest mgłą, jednak po kilkunastu minutach wiatr rozwiewa chmury i naszym oczom ukazuje się najwyższy szczyt Japonii (3776 m n.p.m.). O wejściu na górę nawet nie myślimy, ponieważ Fuji-san (Góra Fudżi) otwarta jest od 1 lipca przez 2 miesiące. Od górskiej stacji nr 5 (na której jesteśmy) w górę szlak nie zamknięty. Po powrocie do Kawaguchiko obchodzimy jezioro i wjeżdżamy kolejką linową Kachi-Kachi, by zobaczyć z góry okoliczne miejscowości, oraz Fudżi z innej perspektywy. I tu także pogoda jest dla nas przychylna i odsłania nam na moment ośnieżony wierzchołek Fudżi. Wyprawa zakończona jest więc sukcesem zwłaszcza, że prócz oryginalnej góry widzieliśmy jej wiele imitacji.
20180614221230-01-750x501 20180614221037-01-750x500 20180614220825-01-750x501 20180614220702-01-750x500 20180614220723-01-750x501 20180614221059-01-750x499 20180614220543-01-750x501 20180614220751-01-750x501 20180614220949-01-750x500 20180614221122-01-750x501

W związku z tym, że pada deszcz idziemy najpierw do Muzeum Edo, w którym dzięki naturalnej wielkości makiet zostajemy przeniesieni w czasy szogunów. Oprowadza nas japońska przewodniczka, która z pasją opowiada nam historię Tokio. Tymczasem przestaje padać, więc idziemy do parku Ueno, w którym oprócz olbrzymich połaci zieleni są także świątynie, jezioro, zoo i muzea: Narodowe, Sztuki, Nauki. 15 minut piechotą z parku na północ trafiamy na bardzo spokojną dzielnicę, gdzie między niskimi domami rozrzucone są niewielkie świątynie, oraz małe cmentarze. W międzyczasie trafiamy na bar sushi, gdzie danie do wyboru jeżdżą przed nami na taśmie, a kucharz tylko uzupełnia wolne miejsca. Żeby nie przyzwyczajać się do tak spokojnego i cichego Tokio jedziemy z Ueno do Shibuyi, gdzie zaczyna się nocne życie. Znane skrzyżowanie które widzieliśmy dwa dni temu wygląda teraz całkiem inaczej – jest zdecydowanie tłoczniej. Wokół kolorowe neony, muzyka na żywo, przeciskający się ludzie i kelnerzy nawołujący do swoich restauracji. Przekonaliśmy się dzisiaj, że Tokio jest bardzo różnorodne.
20180615215708-01-750x501 20180615215018-01-750x500 20180615215240-01-750x501 20180615215049-01-750x500 20180615215348-01-750x500 20180615215605-01-750x501 20180615214930-01-750x501 20180615214955-01-750x501

Wcześnie rano jedziemy na północ od Tokio do niewielkiej miejscowości Nikko. Położona jest w górach i swoim wyglądem, oraz ukształtowaniem terenu przypomina polski Karpacz. W lasach wokół Nikko rozrzucone są świątynie, które budowane były na cześć pierwszego szoguna z rodu Tokugawa – Ieyasu. Pierwszą świątynią, którą zwiedzamy to Rinnoji. Niestety jest ona remontowana i nie widać jej ogromnej bryły z zewnątrz, ponieważ zasłonięta jest rusztowaniem. W środku po obu stronach Buddy siedzą dwie ośmio-metrowe figury Kannon – bogini współczucia. Wyrzeźbione są w drewnie, pozłacane, i jedna ma głowę konia, a druga tysiąc rąk. Obok Rinnoji znajduje się najwspanialsza świątynia w Nikko, a właściwie cały kompleks – Toshogu. Po prawej stronie mijamy pięciopiętrową pagodę, a brama główna wprowadza nas na plac z wieloma drewnianymi budowlami. Najpiękniejsze są jednak kolejne dwie bramy Yomei-mon i Kara-mon, które misternie rzeźbione prowadzą do głównej świątyni. Od bocznego wyjścia wąska dróżka prowadzi nas do grobowca Ieyasu Tokugawy. Pierwsze świątynie w Nikko zaczęto budować w XVIII wieku, ale cały kompleks został bardzo rozbudowany przez wnuka Ieyasu – Iemitsu, który także zadbał o swoje mauzoleum – Taiyuin. Jest ono jednak dużo skromniejsze od mauzoleum Ieyasu, ponieważ wnuk w ten chciał pokazać, że to jego dziadek był najważniejszy. Nikko to zdecydowanie jedna z ładniejszych rzeczy jakie widzieliśmy do tego czasu w Japonii.
20180616190232-01-750x500 20180616190114-01-750x500 20180616190011-01-750x501 20180616190057-01-750x500 20180616185941-01-750x500 20180616185848-01-750x501 20180616185743-01-750x501 20180616185815-01-750x501

Jeden dzień spędziliśmy w Nikko w duchu buddyzmu i shintoizmu, a w kolejny zgłębiamy Tokio. Rano idziemy na autobus wodny i płyniemy na wyspę Odaiba. To sztuczna wyspa wybudowana, aby chronić Tokio przed atakami z morza. Jest tu ogromne koło młyńskie, charakterystyczny budynek telewizji Fuji, a spacerując trafiamy na ogromnego robota, oraz wystawę samochodów. Z Odaiby płyniemy rzeką Sumida do Ueno, gdzie znajduje się bardzo kolorowa Sensoji – najstarsza świątynia w Tokio (VII wiek). Podobno  świątynię odwiedza rocznie 30 milionów ludzi. Wokół są stragany z jedzenie i pamiątkami, które przeżywają oblężenie – tyle jest tu ludzi. Płynąc do Sensoji już z daleka widzimy największą wieżę w Japonii. To Skytree, która mierzy 634 metry, a najwyższy punkt widokowy, na który wjeżdżamy ma 450 metrów.
20180617222035-01-01-750x500 20180617222011-01-750x500 20180617221134-01-750x501 20180617221524-01-750x501 20180617221715-01-750x501 20180617221733-01-750x501
20180617221838-01-501x749 20180617221308-01-501x750 20180617221206-01-501x750 20180617221331-01-501x746

18 czerwca od rana japońskie telewizje informują o trzęsieniu ziemi pod Osaką, w którym zginęły 3 osoby, a ponad 200 zostało rannych. Miało magnitudę 6,1 co oznacza, że stojący człowiek może nie utrzymać się na własnych nogach. My tymczasem jesteśmy w Tokio – ponad 400 od Osaki. Rano jedziemy na targ rybny Tsukiji, który jest największym na świecie hurtowym targiem rybnym. Podobno sprzedaje się tu dziennie około 2 tys. ton ryb i owoców morza. Wokół targu jest niezliczona ilość barów i restauracji, które serwują dania ze świeżych ryb. Na pożegnanie Tokio jedziemy do dzielnicy Roppongi, w której znajduje się kompleks Roppongi Hills – symbol japońskiej branży IT. Idziemy do Muzeum Sztuki Mori na wystawę o japońskiej architekturze, oraz na punkt widokowy w wieży Mori na wysokości 238 metrów.
20180618202113-01-750x501 20180618202301-01-750x501 20180618202201-01-750x501 20180618202245-01-750x501 20180618201844-01-750x501 20180618201907-01-750x501
20180618201924-01-501x749 20180618202005-01-501x750 20180618202032-01-501x749

Powróciliśmy z 18 dniowej wycieczki do Japonii. Odwiedziliśmy kilkanaście miast, tych bardzo dużych jak Tokio, Osaka czy Nagoya, oraz nieco mniejszych np.: Nara, Kamakura. Zadziwiło nas w Japonii nowoczesne budownictwo, szybkie i punktualne pociągi shinkansen, zasady i normy w życiu publicznym, tajemnicze świątynie, oraz bardzo dobre jedzenie. Jedliśmy w wielu miejscach, więc mogliśmy przyjrzeć się sposobie przyrządzania, formie podawania, oraz organizacji pracy i przestrzeni w restauracjach.
Rzeczą normalną w japońskich restauracjach jest pokazywanie swoich dań w witrynie. Mogą to być zdjęcia, ale bardzo często na wystawie stoją gotowe dania z… tworzywa sztucznego, czyli menu 3D. Kucharz kupuje poszczególne elementy i składa je w taki sposób żeby wyglądało identycznie jak to co podaje głodnym klientom. Na wystawie wyglądają jak prawdziwe. W wielu miejscach – barach szybkiej obsługi, gdzie jedzenie jest najtańsze stoją maszyny, w których wybiera się danie, płaci, a następnie podaje kucharzowi paragon. Za 5-7 minut danie jest gotowe. Są to najczęściej makaronu z warzywami, mięsem i jajkiem, oraz zupy.
Bardzo popularnym daniem są pierożki-sakiewki nadziewane mięsem lub owocami morza gotowane na parze. Nadzienie wewnątrz sakiewki pływa w wywarze przez co pierożki nie są suche.
W Kobe mieliśmy okazję spróbować wołowiny z krów rasy Wagyu. Krowy te żyją bezstresowo: są masowane, słuchają muzyki poważnej i pojone są piwem, żeby tłuszcz w mięsie równomiernie się rozprowadzał. Mięso trzeba było sobie samemu grillować na wbudowanej w stole kuchence.
W Tokio w dzielnicy Asakusa poszliśmy do restauracji, gdzie trzeba było pójść do okienka w kuchni, podać kucharzowi jaką wagę ma mieć nasz stek, a kucharz odmierzał przy nas plaster wołowiny i pytał w jakim stopniu stek ma być wysmażony. Następnie kelnerka prosiła by założyć papierowy fartuszek i na gorącej żeliwnej płycie przynosiła skwierczącą wołowinę.
Oczywiście byliśmy także w restauracjach sushi, gdzie kucharze stali na środku otoczeni barem z krzesłami i przygotowywali dania. Wokół nich na taśmie przesuwały się talerzyki z różnymi rodzajami sushi. Cena porcji w zależności od tego z czym jest podane japońskie danie wahała się od 95 jenów do nawet 780 jenów, czyli 3-26 zł. Siedząc przy barze naprzeciwko kucharza sięgamy po talerzyk sushi z łososiem, tuńczykiem, ikrą, krewetką czy wasabi. Każdy ma inny kolor, a cenę można łatwo sprawdzić, ponieważ na ścianie wiszą kolorowe talerzyki z cenami. Na koniec kelnerka (nie licząc talerzyków) przeciąga czytnikiem magnetycznym po stosie talerzy z naszego sushi i wystawia rachunek, który trzeba uiścić w kasie. Niektórzy po zakończeniu obiadu mają przy sobie nawet po kilkanaście pustych talerzy.
Oczywiście w restauracjach prócz sushi króluje także zupa miso, czyli bulion z warzywami, oraz pastą miso zrobioną ze sfermentowanej soi. Dodaje się do niej ryby, tofu, wodorosty, warzywa sezonowe… Zupa podawana jest jako dodatek do innych dań. Popularny jest także  ramen – gruby makaron z warzywami, mięsem lub rybą, jajkiem na twardo, nasionami sezamu i przyprawiony jest sosem sojowym.
Zdarzało nam się jeść w restauracjach o tradycyjnym japońskim wystroju. Musieliśmy ściągnąć buty, usiąść przy stole na matach w małym pokoiku, zamknąć przesuwane papierowe drzwi, a gdy chcieliśmy zamówić obiad wzywaliśmy kelnera dzwonkiem, który jest nieodłącznym elementem przy każdym stoliku. Do każdego posiłku dodawana jest darmowa woda. Na stołach często stoją wazy z wodą, lub są kraniki przy barach, gdzie można uzupełnić kubeczek. Nierzadka obok przypraw stoi pudełko z zielonym proszkiem, który można wsypać sobie do wody – to tradycyjna japońska herbata.
Do wielu restauracji nie udało nam się wejść, ponieważ przed lokalem ustawia się kolejka głodnych klientów i czasem na wolny stolik trzeba czekać prawie godzinę. Zostaje wtedy iść do sklepu i kupić bento – czyli pudełko z idealnie skomponowanym, gotowym do zjedzenia daniem.
P2700757 P2720123 P2720120 P2700894 e296c191-0fb6-4ff9-ab8d-fe671fb18615-02-750x499 P2730280 P2730359 P2720458 P2730989 P2720865

 

Kolejne wyprawy do Japonii: więcej szczegółów tutaj.

Kraje

Wietnam

Kambodża

Sri Lanka

Birma

Ostatnie wpisy

Azja

ciekawostki

video

Facebook

Get the Facebook Likebox Slider Pro for WordPress