Kambodża 02.2019

Relacja z naszej 2-tygodniowej wycieczki objazdowej po Kambodży na przełomie lutego i marca 2019.

Naszą wycieczkę do Kambodży rozpoczynamy od… Tajlandii. Lądujemy rano w Bangkoku (ponieważ bilety lotnicze do Bangkoku były tańsze niż do Phnom Penh), a jutro wieczorem jedziemy do Siem Reap w Kambodży. Po szybkim prysznicu po podróży idziemy na obiad, a następnie jedziemy tuk-tukami do starej dzielnicy Bangkoku. Wynajmujemy tam łódkę i płyniemy rzeką Khlong, która wpada do Menam.  Wzdłuż niej rozrzucone są buddyjskie świątynie, które przeplatają się z ubogimi domami na palach. Docieramy do Wat Arun – Świątyni Świtu, z której rozpościera się widok na rzekę Menam i Pałac Królewski. Biała wieża Wat Arun wznosząca się na 104 metry, udekorowana jest porcelaną – robi ogromne wrażenie. Stamtąd promem przedostajemy się na drugi brzeg rzeki i idziemy na najbardziej znaną ulicę backpackerów w Bangkoku – Khao San. Na kolację mamy tajska zupa tom yam, krewetki, smażony makaron i piwo Chang…
2840001-01-750x500 2830979-01-750x500 2850999-01-750x500 2860009-01-750x500 2860005-01-750x500 2860046-01-750x499 2860054-01-750x500 2860070-01-750x500 2860066-01-750x500 2860075-01-750x500

Tej nocy nie spaliśmy zbyt długo, ponieważ przed godziną 6 była pobudka, potem szybkie śniadanie i wyjeżdżamy z Bangkoku. Po półtorej godziny van się zatrzymuje i spacerkiem wąskim przejściem docieramy do torów. Po obydwu stronach rozłożone są stragany, gdzie można kupić żywe ryby, przyprawy, t-shirty, pamiątki i owoce (m. in. moje ulubione mangostany),. Punktualnie o 9 słyszymy sygnał ostrzegawczy pociągu i w jednej chwili właściciele straganów zwijają zadaszenie kramów, a lady z towarem na kółkach cofają się do tyłu. Nadjeżdża pociąg, który dosłownie ociera się o ludzi i stragany. Powoli, powoli udaje mu “przecisnąć”. Musi się jednak zatrzymać, widocznie jakiś niesforny turysta nie schował się zbyt głęboko, chociaż straganiarze cały czas zwracają nam uwagę. Po przejeździe pociągu nie mogliśmy odmówić sobie świeżych owoców: longany, mangostany i rambutany. Pół godziny drogi od targu na torach jest targ na rzece. Można tam zjeść, ubrać się, napić, kupić lokalne owady przybite szpilką do deski i kupić pamiątki do rozdania znajomym w Polsce. W wąskiej rzece, a właściwie kanale jest ogromny korek. Łodzie z towarem na sprzedaż, mijają się z łodziami turystycznymi, łodziami-kuchniami. Niezły młyn i… duże zanieczyszczenie powietrza przez spalinowe silniki łodzi. Popołudniu w Bangkoku zwiedzamy Pałac Królewski i świątynię Wat Pho.

2860094-01-750x500 2860097-01-750x500 2860118-01-750x500 2860102-01-750x500 2860135-01-750x500 2860136-01-750x500 2860176-01-750x500 2860169-01-750x500 2860246-01-750x500 2860259-01-750x500

Przyjechaliśmy do Kambodży i to od razu do najładniejszego miejsca w tym kraj – do Angkoru. Przed zwiedzaniem świątyń idziemy najpierw do ulicznego baru prowadzonego przez Khmerską rodzinę spróbować miejscowego jedzenia. W Siem Reap wynajmujemy trzy tuk-tuki i rozpoczynamy naszą przygodę z Angkorem. Najpierw jedziemy do najstarszych budowli w Angkorze – do świątyń z grupy Relous: sześć wież Preah Ko i świątynię Bakang. Już one robią na nas duże wrażenie, więc co będzie potem, gdy pojedziemy do Angkor Thom, czy Angkor Wat. Na koniec dnia siadamy na szczycie świątyni Pre Rup, by odpocząć przy zachodzie słońca.
2860425-01-750x499 2860413-01-750x500 2860523-01-750x500 2860488-01-750x500 2860449-01-750x499 2860403-01-750x499 2860562-01-750x500 2860551-01-750x500

Cały dzisiejszy dzień spędziliśmy jeżdżąc tuk-tukiem po świątyniach Angkoru. To najpiękniejsze miejsce w Kambodży dlatego spędzamy tu kilka dni. Ruszamy zaraz po śniadaniu, ale zaczynamy od Muzeum Min Lądowych, które prowadzi Aki Ra. Aki Ra zajmuje się rozminowywanie północno zachodniej części Kambodży, gdzie jeszcze jest wiele “bombowych pamiątek” po wojnach jakie toczyły się przed laty w Kambodży. Prowadzi także fundację i szkołę dla dzieci, które są kalekie lub straciły rodziców wskutek wybuch niewypału. Najdalej oddaloną świątynią, do której dzisiaj jedziemy jest Banteay Srei – Cytadela Kobiet, gdzie delikatne płaskorzeźby w czerwonym piaskowcu zapierają nam dech w piersiach. Przy wyjściu ze świątyni na podwyższeniu siedzi zespół składający się z ofiar min lądowych i gra tradycyjną muzykę khmerską. Wracamy do głównego kompleksu świątyń i zatrzymujemy się w East Mebon, a potem w Ta Som, która jest moją ulubioną świątynią: niezbyt duża, jest tu niewielu turystów i ma dwie piękne gopury (bramy wejściowe), z której jedna oplatana jest przez ogromne drzewo figowe. Całkiem inaczej wygląda świątynia Neak Pean, która stoi na sztucznej wyspie w Baraju Jayatataka (zbiornik wodny) i otoczona jest basenami. Angkorczycy uważali, że po kąpieli w nich człowieka opuszczają wszystkie choroby. Na koniec dzisiejszego dnia zostawiamy sobie największą świątynię jaką dzisiaj zobaczymy – Preah Khan. Jest to połączenie miasta urzędowego, świątyni i uczelni buddyjskiej, a budowę jej rozpoczęto w 1191 roku w czasie panowania Dżajawarman VII. Po zwiedzaniu jedziemy do centrum Siem Reap, a potem idziemy na kolację do Hok Ly 168 Restaurant. Byliśmy tam wczoraj i bardzo nam smakowało jedzenie, więc wracamy. Obsługiwała nas Nai Houy, której rodzice  prowadzą tę “restaurację”. Okazało się, że obchodzi dzisiaj 17-te urodziny. Dostała od nas prezenty, a my od niej w zamian piekielnie ostry sos chilli, który przygotowała jej mama.
2860579-01-750x500 2860597-01-750x500
Muzeum Min Lądowych

2860621-01-750x500 2860618-01-750x500
Bantleay Srai

2860801-01-750x500 2860642-01-750x500
East Mebon

2860828-01-750x500 2860840-01-750x500
Neak Pean

2860851-01-750x499 2860890-01-750x500
Preah Khan

2860816-01-500x750 2860809-01-500x750 2860825-01-500x747
Ta Som

2860926-01-750x500 2860933-01-750x500
17-te urodziny Nai Houy

Trzeci dzień (i ostatni :-( ) spędzamy zwiedzając świątynie Angkor w Kambodży. Na koniec zostawiliśmy sobie te najlepsze, czyli Angkor Thom, Ta Prom i Angkor Wat. Angkor Thom była ostatnią stolicą Angkor wybudowaną przez Dżajawarmana VII pod koniec XII wieku. Składa się z wielu budowli, a najwspanialsza to Bayon z ponad setką twarzy na wysokich wieżach. Obok stoi Baphuon mająca 34 metry wysokości, Phimeanakes, Taras Trędowatego Króla, Taras Słoni… Dobrze że świątynie otoczone są  drzewami, dającymi cień ponieważ temperatura dochodzi do 34 st Celsjusza. Dodatkowo duża wilgotność powoduje, że musimy schłodzić się bryłą lodu rzuconą na kark (i nie tylko :-)  na kark). Ta Prom znana jest z tego, że wdziera się do niej dżungla, a wielkie figowce oplatają swymi korzeniami mury budowli. Na deser zostawiliśmy sobie najwspanialszą świątynię – Angkor Wat. Najpierw jedziemy do niej wcześnie rano na wschód słońca, a po południu zwiedzamy ją dokładnie. Składa się z trzech poziomów, a do schodów na ostatnie piętro ustawiła się spora kolejka, ale widok z góry zapiera dech w piersi, więc warto było stać w pół godzinnej kolejce. Tuż przed zamknięciem Angkor Wat udaje nam się obejść ją w koło by oglądnąć najwspanialsze płaskorzeźby w Angkorze. Wieczorem oddajemy się w ręce masażystów i kończymy wieczór w Cheers Club na Pub Street.
2870036-01-750x500 2860966-01-750x500
Angkor Wat

2870080-01-750x500 2870107-01-750x499 2870168-01-750x500 2870181-01-750x500 2870117-01-750x500 2870130-01-750x500
Angkor Thom
2870147-01-1667x2500-750x1124 2870137-01-1667x2499-750x1124 2870142-01-1667x2500-750x1124 2870196-01-750x500 2870202-01-750x500
Baphuon

2870228-01-750x500 2870219-01-750x500
2870236-500x750 2870245-500x750 2870250-500x750
Ta Prom

2870343-01-750x500 2870283-01-750x500
Angkor Wat

Po trzech dniach intensywnego zwiedzania świątyń Angkor, kolejny dzień mamy luźniejszy – pływamy po jeziorze Tonle Sap. Na początek jednak zatrzymujemy się na farmie krokodyli, które hoduje się tu na mięso i skóry. Naszymi przewodnikami po tym terenie jest dwójka cztero- może pięciolatków, którzy pokazują nam, gdzie są krokodyle, informują po angielsku że tu leży pies, to jest kaczka, a to królik. W nagrodę na koniec poszliśmy do sklepu i wybrały sobie lody. Kilka kilometrów od Siem Reap leży największe jezioro Azji Południowowschodniej – Tonle Sap. Teraz w Kambodży jest pora sucha, dlatego jezioro ma niski stan, a rzeka wzdłuż której jedziemy tuk-tukami prawie wyschła. Wsiadamy do dużej łodzi i płyniemy przez wioskę Kamplong Phuk. W porze deszczowej wygląda ona całkiem inaczej: wszystkie domy stoją w wodzie. Teraz natomiast przez wioskę płynie tylko wąska rzeka i widać na jak wysokich palach stoją domy. Jezioro w porze deszczowej przybiera tyle wody, że powiększa się 5-6 krotnie w porównaniu do pory suchej. Gdy wypłynęliśmy na pełne jezioro zatrzymujemy się w pływającej restauracji skąd małymi łodziami udajemy do zalanego lasu. Panuje tu błogi spokój, a cisza zmącona jest tylko szumem wioseł zanurzających się w wodzie i śpiewem Khmerki – jednej ze sterniczek.

2870424-01-750x500 2870435-01-750x500 2870451-01-750x500 2870462-01-750x500 2870475-01-750x500 2870541-01-750x499 2870525-01-750x500 2870590-01-750x500

Po 4 dniach spędzonych w Siem Reap, jedziemy do Sihanoukville – miejscowości położonej nad morzem. To miasto zmienia się z miesiąca na miesiąc. Ostatni raz byłem tu w lutym 2018 roku i okazało się, że od tego czasu przybyło nowych budynków, część starych zniknęła, a nad miastem górują dźwigi budowlane w takiej liczbie jakiej nigdy tu nie widziałem. Chińskie hotele rosną jak grzyby po deszczu. Część naszej grupy jedzie na plaże Otres, a część zostaje na plaży Serendipity – niedaleko naszego hotelu. Otres oddalona jest o 7 kilometrów od centrum miasta, plaża jest zdecydowanie węższa, czystsza, turystów chińskich mnie i nawet słońce częściej wychodzi tu zza chmur :-) . Po południu jedziemy do marketu Phsar Leur i do świątyni Wat Krom. W świątyni również trwa budowa, a po drugiej stronie ulicy rośnie kilkunasto piętrowy budynek (kolejny hotel z kasynem?), który swoją wielkością na pewno przytłoczy świątynię.
2870676-01-750x500 2870654-01-750x500 2870641-01-750x500 2870667-01-750x500 2870635-01-750x499 2870619-01-750x500 2870677-01-750x500 2870689-01-750x500 2870705-01-750x500 2870714-01-750x500

Kolejnego dnia wyrywamy się z “chińskiego” miasta Sihanoukville w Kambodży i szybkim promem płyniemy na wyspę Koh Rong Sanloem. Zatrzymujemy się w Zatoce Saracenów. Cudowne miejsce: biały piasek, ciepła i czysta woda, mielizna ciągnie się daleko w morze, a wzdłuż plaży stoją bary jeden za drugim. Do tego słońce grzeje i jest 30 st C. Opalamy się, zażywamy kąpieli wodnym, spacerujemy, gramy w siatkówkę wodną, ucinamy drzemkę, jemy tom yam, huśtamy się, a niektórzy nawet tańczą. Dobre jednak się szybko kończy i musimy wracać do Sihanoukville. Kapitan promu tak go rozpędził, że łódź aż skacze na falach. Nie wszyscy pasażerowie to wytrzymują i czarne woreczki się przydają.
2870814-01-750x499 2870742-01-750x500 2870751-01-750x499 2870769-01-750x500 2870811-01-750x500 2870790-01-750x500 2870800-01-750x499 2870818-01-750x500

Nasz odpoczynek na khmerskich plażach się kończy i jedziemy do Kampot. Po drodze znajduje się Park Narodowy Ream, który mamy zamiar zobaczyć. Zatrzymujemy się więc tuż przy rzece, w bardzo biednej części Kambodży, w której jak się okazuje jest rządowa wypożyczalnia łodzi. Bierzemy łódź i płyniemy po Preak Toek Sab (rzeka Świeża Woda), której woda jest słodka w porze deszczowej natomiast w porze suchej słona. Płynie z nami przewodnik – pracownik parku, sternik łodzi i jego kilkuletni synowie, którzy sprawnie obciętym plastikowym kanistrem wylewają co jakiś czas wodę z łodzi. Nad naszymi głowami czasem przeleci orzeł, zimorodek, w oddali siedzi czapla biała, czasem wyskoczy ryba nad wodę. Małp, tygrysów, jeleni nie widzieliśmy. Zatrzymujemy się na chwilę przy dziurawym, drewnianym mostku, którym idziemy w głąb dżungli i dochodzimy do wysokiej platformy. Nie wchodzimy jednak na nią ponieważ jej stan nie budzi naszego zaufania. Mimo to park jest piękny, bardzo zielony, panuje cisza, na wodzie jest kilku rybaków, a turystów ze świecą szukać. Po relaksującej przejażdżce łodzią jedziemy do farmy pieprzu. Po drodze pękła nam opona w aucie, z którą kierowca szybko sobie poradził, a my w tym czasie poszliśmy do lokalnego baru na piwo, gdzie głodny Włodek zaglądał do wszystkich garnków w kuchni. Kampot znany jest z produkcji najlepszego pieprzu na świecie (nie Wietnam jak podaje w Polsce jedna z sieci sklepów :-) ). W La Plantation Pepper Farm założone przez Europejczyków najpierw mamy spacer między krzakami pieprzu, a potem degustację. Nie zjedliśmy nigdy przez cały tydzień! tyle pieprzu co dzisiejszego popołudnia. Najostrzejszy był pieprz długi. Oczywiście pieprz nie jest tu tani, ale farma ma kilka światowych certyfikatów jakości i co roku tester-kontroler sprawdza jego wartość.

2870831-01-750x500 2870839-01-750x500 2870845-01-750x500 2870863-01-750x500 2870933-01-750x500 2870959-01-750x500 2880035-01-750x500 2880039-01-750x500 2880050-01-750x499 2880126-01-750x500 2880149-01-750x500 2880136-01-750x500

W drodze z Sihanoukville do stolicy Kambodży Phnom Penh jedną noc spędzamy w Kampot. Wczoraj byliśmy w miejscu gdzie rośnie najlepszy pieprz na świecie, a dzisiaj kręcimy się po centrum. Kampot to kolonialne miasteczko (dawna kolonia francuska), w którym ma się wrażenie, że czas się zatrzymał. Przyjeżdża tu trochę “białych”, którzy chcą odpocząć od chińskich turystów, których jest bardzo dużo w Angorze czy Sihanoukville. Europejczycy, Amerykanie,… snują się po kolorowych uliczkach, objeżdżają je na skuterach, lub siedzą w wielu barach i kawiarniach spędzając czas na błogim nic nie robieniu. Jest gorąco: temperatura 32 st. C, a odczuwalna 37.
2880320-01-750x500 2880309-01-750x499 2880326-01-750x500 2880333-01-750x500 2880303-01-750x500 2880246-01-750x500 2880234-01-499x750 2880255-01-499x747 2880353-01-499x747 2880228-01-750x500

“Jeżeli szukacie cichego i spokojnego hotelu to nie trafiliście dobrze” – tak nas przywitała recepcjonistka w hotelu w Kampot, gdzie śpimy jedną noc. Mad Monkey Hostel Kampot. Takie graffiti na ścianach.
2880461-01-750x500 2880223-01-750x4992880186-01-500x749 2880210-01-500x749 2880221-01-500x750 2880417-01-500x750 2880182-01-500x750 2880204-01-500x750 2880172-01-01-500x750 2880174-01-500x750 2880190-01-500x749
2880225-01-750x500 2880216-01-750x500 2880196-01-750x500 2880218-01-750x500

Dwa dni spędzamy w stolicy Kambodży – Phnom Penh. W pierwszym dniu poznajemy historię Kambodży, tak straszną, że wolelibyśmy o niej nie słyszeć. Czerwoni Khmerzy w latach 1975-79 wymordowali 2-2,5 mln swoich obywateli. Oglądamy dzisiaj świadectwo tej historii: jesteśmy w więzieniu S-21 Tuol Sleng, oraz na Polach Śmierci. W S-21 więźniowie byli przesłuchiwani, bici, torturowani, po czy przyznawali się do wszystkiego co chcieli oprawcy. Następnie zostawali przewiezieni 15 kilometrów za miasto, gdzie po uderzeniu motyką lub pałką w tył głowy wrzucano ciała do zbiorowych grobów. Takich masowych grobów na Polach Śmierci jest prawie 130. Znajdują się na terenie dawnego cmentarza chińskiego. Groby są tak płytkie, że jeszcze do dzisiaj po 40 latach z ziemi “wychodzą” ludzkie kości i fragmenty ubrań. W Tuol Sleng spotykamy Chum Mey jednego z siedmiu więźniów, który przeżył S-21, ponieważ był mechanikiem i potrafił naprawiać maszyny Czerwonym Khmerom. Teraz w miejscu swojej dawnej kaźni sprzedaje swoje wspomnienia zawarte w książce.
W miejscu gdzie łączą się dwie rzeki Tonle Sap i Mekong znajduje się główny deptak Phnom Penh. To miejsce spotkań, odpoczynku, aktywnego relaksu (ludzie tu biegają, tańczą, grają w piłkę). Wzdłuż promenady jest wiele sklepów i restauracji. Na końcu znajduje się nocny market, na tyłach którego rozłożone są maty, gdzie można zamówić i zjeść jakiś przysmak z grilla. Niedaleko naszego hotelu jest restauracja serwująca hot poty. W salach na kilku piętrach wszystkie stoliki są zajęte, a my jesteśmy jedynymi białymi. Na 10 osób dostajemy dwa duże garnki z wywarem, w którym pływają mięsne kulki, a na wózku przy stole rozłożone są talerzyki z różnorodną zieleniną, wołowiną, grzybami. Wywar przez cały czas się gotuje, a my dorzucamy ciągle coś z małych talerzyków do garnka.
2880533-01-750x500 2880547-01-750x500 2880504-01-750x500 2880522-01-750x500 2880531-01-750x499 2880544-01-750x500 2880554-01-750x500 2880561-01-750x500 2880575-01-750x500 2880583-01-750x500 2880611-01-750x500 2880606-01-750x500 2880493-01-750x500 2880576-01-750x499

W stolicy Kambodży jesteśmy dwa dni, po czym lecimy do Tajlandii. Z Bangkoku mamy samolot do Moskwy, a potem do Warszawy. W ostatni dzień w Phnom Penh jedziemy tuk-tukami pod wzgórze, na którym stoi Wat Phnom. To bardzo ważne miejsce dla mieszkańców Phnom Penh, ponieważ stała tu kiedyś świątynia wybudowana przez założycielkę stolicy: babkę Phnom (tak ją wołali). W głównym pomieszczeniu jest kilkadziesiąt podobizn Buddy, na ścianach są freski opowiadające historie z khmerskiej wersji Ramajany, a obok świątyni jest biała stupa z prochami króla. Sama babka Phnom siedzi wyrzeźbiona w zadaszonej świątyni i ciężko się do niej dopchać by zapalić kadzidełko. Idąc w kierunku Pałacu Królewskiego zaglądamy do Wat Ounalom, niestety większość budynków jest pozamykanych. Najbardziej reprezentatywnym miejsce w stolicy Kambodży jest bez wątpienia Pałac Królewski. Na rozległym terenie znajduje się okazała sala tronowa, biblioteka, skarbiec królewski, willa Napoleona II, stupy z prochami dawnych królów, dzwonnica, makieta Angkor Wat, czy Pagoda Szmaragdowego Buddy, w której znajduje się ponad tysiąc jego podobizn. Najważniejsze z nich to siedzący na podwyższeniu Budda wykonany z drogocennego szmaragdu, oraz stojący przed nim 90 kilogramowy złoty Budda ozdobiony kilkoma tysiącami diamentów. Ostatnie chwile w stolicy Kambodży każdy spędza na swój sposób: robiąc ostatnie zakupy na Russian Market, siedząc na rzeką i oglądając płynące łodzie, spacerując po wąskich uliczkach pełnych sklepów i restauracji, czy jedząc krewetki w cieście i pijąc ostatni w Kambodży mango shake.
2880667-01-500x749 2880662-01-500x749 2880648-01-500x750 2880698-01-750x500 2880687-01-750x500 2880683-01-750x500 2880693-01-750x500 2880672-01-750x500 2880670-01-750x500 2880640-01-750x500 2880630-01-750x500

Kolejne wyprawy do Kambodży w grudniu 2019 i styczniu 2020, więcej szczegółów tutaj.

 

          Dziękujemy Ci za wspaniałą wyprawę, świetnie wszystko przygotowałeś. Warunki znakomite, a sama Kambodża na długo zostanie w naszej pamięci. Co prawda najbardziej nastawialiśmy się na ANGKOR i nie zawiedliśmy się. Jest wart każdej chwili tam spędzonej, a świątynie które zwiedzaliśmy tak różnorodne i piękne, że aż trudno wybrać która podobała się najbardziej. Świetnie było też zobaczyć jak toczy się życie nad jeziorem w porze suchej, gdy widać na jak wysokich palach domy stoją i jak przeorganizowali ludzie codzienne  życie na ten okres czasu. Ciekawie było też dowiedzieć się jak pieprz rośnie. Super, że oprócz zabytków i historii nie tylko tej dawnej, ale i tej niedawnej Kambodży mogliśmy trochę poznać przyrodę.  Zapamiętamy krajobrazy i kolory tego kraju. To zostaje gdzieś tam w pamięci i pod powiekami. Bawiliśmy się świetnie i cudnie spędziliśmy czas, KAMBODŻA to piękna przygoda, którą mogliśmy przeżyć. Myślę, że jeszcze na jakąś wyprawę z Tobą się zabierzemy wcześniej czy później :-).

Pozdrawiamy bardzo serdecznie Asia i Maciek z Opola :-)

 

          Mieliśmy ogromną przyjemność dotknąć Kambodży w rzeczywistym wydaniu, nie  tylko tym przeznaczonym dla turystów. Duża w tym zasługa organizatora i opiekuna grupy. Poznaliśmy fascynujące miejsca i ciekawych ludzi. To niezapomniane przeżycie, bardzo dziękujemy Rafałowi i reszcie grupy.

Wiesiek i Sławka z Opola

Kraje

Wietnam

Kambodża

Sri Lanka

Birma

Ostatnie wpisy

Azja

ciekawostki

video

Facebook

Get the Facebook Likebox Slider Pro for WordPress