Laos 11.2017

Dwutygodniowa wycieczka do Laosu, oraz Sapy w Wietnamie – 02-15.11.2017
20171104_003747-01-500x750 20171104_003417-01-500x750 20171104_003442-01-500x750 20171103194618__MG_8607-01-750x500 20171103194345__MG_8594-01-750x500 20171103194021__MG_8580-01-750x500 20171103194700__MG_8610-01-750x500
Wylądowaliśmy w Wietnamie. W czasie tej wycieczki pojedziemy do górskiej miejscowości Sapa na dwa dni, a następnie polecimy do Laosu.
Mimo to że samolot usiadł bardzo późno na płycie lotniska w Hanoi, zdążyliśmy jeszcze zjeść zupkę pho. Po kolacji zjedzonej na ulicy na malutkich taborecikach poszliśmy na spacer dość głośną i rozrywkową ulicą Ta Hien niedaleko jeziora Hoan Kiem. Trafiliśmy do pubu Hay Bar, gdzie mimo późnej pory grał jeszcze zespół. W hotelu recepcjonista powitał nas słowami “iloveyou” – po chwili konsternacji okazało się, że jest to hasło do hotelowego wi-fi.

20171105070146__MG_8848-01-750x500 20171104094503__MG_8629-01-750x500 20171104122013__MG_8770-01-750x500 20171104123209__MG_8803-01-750x500 20171105070340__MG_8851-01-750x500 20171104120058__MG_8748-01-750x499 20171105071539__MG_8863-01-750x500 20171105055131__MG_8819-01-750x499
250 km na północny zachód od Hanoi pomiędzy górami leży miejscowość Sapa. Położona na wysokości 1500 m n.p.m. jest wietnamskim Zakopanem. Przez dwa dni naszym przewodnikiem po górskich ścieżkach była Lily. Przez ten czas przeszliśmy kilkanaście kilometrów przez ryżowe pola tarasowe, strome zbocza, czy chwiejne metalowe mostki i kładki. Jest to teren zamieszkiwany przez Hmongów – mniejszość etniczna nosząca charakterystyczne stroje. Potrafią oni nam towarzyszyć bez słowa przez kilka kilometrów by podczas lunchu próbować nam sprzedać wszystko to co nieśli w koszach na plecach: chusty, torebki, bransoletki, czy breloczki.
Jesteśmy w północnym Wietnamu, tymczasem na południu przeszedł tajfun Damrey – najsilniejszy tajfun od 16 lat na tym terenie. Przeszedł m.in. przez Nha Trang, Hoi An, Hue zabijając 27 osób, a wiele jest zaginionych. Przewrócił kilka łodzi na Morzu Południowochińskim, w których z 61 osób uratowano 25, los pozostałych jest nieznany. Ewakuowano 33 tys. ludzi, odwołano ponad 40 lotów, doszczętnie zniszczonych jest ponad 620 domów, występują lokalne podtopienia, 40 tys. hektarów upraw jest zniszczonych.

20171104_222515-01-500x750 20171104_233649-01-500x752 20171104_221508-01-500x750 20171104_223431-01-500x750
Po górskim trekkingu wokół Sapy zatrzymaliśmy się przy dworcu autobusowym, gdzie mogliśmy zjeść miejscowe specjały głównie z grilla. Zaskakuje różnorodność potraw. Szczególnie smaczne są duże żaby, zaskoczył smak piskląt i ślimaków gotowanych z dodatkiem dużej ilości trawy cytrynowej. Niektóre z potraw wymagały instrukcji przed zjedzeniem, ale przygotowujący potrawy z cierpliwością wszystko wyjaśniali. Wszędzie małe plastikowe krzesełka i olbrzymia ilość Wietnamczyków spotykających się przy wspólnym posiłku.

20171107045851__MG_8901-01-750x501 20171107054446__MG_8924-01-750x500 20171107071428__MG_8944-01-750x500 20171107051558__MG_8917-01-750x500 20171107100051__MG_8998-01-750x499 20171107101450__MG_9037-01-750x500
20171107101105__MG_9032-01-499x750 20171107102142__MG_9067-01-499x749 20171107101751__MG_9048-01-499x748
Wylądowaliśmy w Wientian – stolicy Laosu. Z Hanoi lot trwał nieco ponad godzinę, następnie szybkie załatwienie wizy na lotnisku i jedziemy minibusem do hotelu. Był już późny wieczór, ale na nocny market mieliśmy jeszcze trochę siły. W Wientian nie ma zbyt dużo atrakcji, ale świątynie Pha That Luang i Sisaket należy odwiedzić. Pierwsza to błyszcząca swym kolorem w słońcu złota stupa wewnątrz której znajduje się włos Buddy. To najważniejsza świątynia w Laosie, choć zbyt dużo wiernych tu nie było. W Sisaket natomiast jest ponad 6 tysięcy buddyjskich rzeźb wykonanych z brązu, drewna i kamienia. Tam spotkaliśmy młodą parę na sesji zdjęciowej w tradycyjnych laotańskich strojach. Przy głównej drodze prowadzącej do Pałacu Prezydenta stoi łuk triumfalny Patuxai przypominający ten z Paryża, na który można wejść po 193 stopniach. Do hotelu wracaliśmy dwoma tuk-tukami, których kierowcy mimo że dostali wizytówki z adresem hotelu to ciągle zatrzymywali się pytać innych kierowców o drogę. Największe wrażenie zrobił na nas Park Buddy, gdzie znajduje się 200 rzeźb hinduskich i buddyjskim z olbrzymią kilkupiętrową dynią. Na wierzchołek dyni można wejść po wąskich schodach i bardzo ciasnym korytarzem. Cały park to wytwór miejscowego mistyka, który chciał połączyć hinduizm z buddyzmem. Drogi w Laosie nie są najlepszej jakości, ponieważ do Parku Buddy oddalonego o 30 km od Wientian jechaliśmy ponad godzinę.

20171108103038__MG_9601-01-750x500 20171108060537__MG_9252-01-750x500 20171108052712__MG_9128-01-750x499 20171108061051__MG_9275-01-750x500 20171108063019__MG_9285-01-750x499 20171108074353__MG_9433-01-750x499 20171108065906__MG_9321-01-750x500 20171108073826__MG_9391-01-750x500
Droga z Wientian do Kong Lor była długa i usłana dziurami, stąd zajęła nam 11 godzin. Ale… warto było. Mieszkamy w drewnianych domkach położonych na niewielkim wzgórzu nad rzeką otoczoną skalistymi górami. Zaraz po śniadaniu wąskimi łodziami ruszamy w górę rzeki Nam Hinboun. Nurt nie jest zbyt wartki, ale bywają płycizny i wtedy musimy wejść do wody, by sternicy mogli przeciągnąć łodzie. Dużą przeszkodą są także powalone olbrzymie konary drzew leżące w wodzie. Dopływamy do olbrzymiej góry z wejściem do jaskini. Jaskinia Kong Lor jest chyba najbardziej imponującą w całym Laosie. Przepływa przez nią rzeka i żeby ją zwiedzić można to zrobić tylko na łodzi. Siedmiokilometrowa trasa wiedzie w zupełnej ciemności, ponieważ tylko niewielki odcinek, który można przejść na piechotę, jest oświetlony. Przed jaskinią dostajemy latarki, dzięki czemu możemy zobaczyć ogrom tej jaskini. Wysokość sięga nawet 50 metrów. Slalomem mijamy wystające z wody głazy, a skalne nawisy w słabym świetle latarek swymi kształtami pobudzają wyobraźnię.

20171108_170702-01-750x421 20171108_171748-01-750x421 20171109035352__MG_9606-01-750x500 20171109040517__MG_9617-01-750x500
Z naszych bungalowów stojących tuż nad rzeką niedaleko jest do miejsca zwanego laguną. Aby do niego dotrzeć, koniecznym jest wynajęcie łódki z pagajem, którą pływanie na początku sprawia trochę problemów, ale już po krótkiej chwili okazuje się, że prawie wszystko można mieć pod kontrolą. W hotelu dowiemy się, że odległość w jedną stronę to 700 metrów i zajmie ona około 20 minut. W praktyce okazało się, że płynie się bardzo krętą i zarośniętą odnogą rzeki o krystalicznej wodzie. Co chwilę z wody wystają zwalone drzewa, co powoduje konieczność ciągłego manewrowania. Jedna z naszych łódek utknęła na podwodnym konarze i trzeba było wspólnymi siłami uwalniać ją z uwięzi. W jednym miejscu musimy nawet wysiąść z łodzi, bo nie dało się przepłynąć. Cel podróży to ściana głazów, u podnóża której znajduje się niewielkie lecz głębokie oczko z niesamowicie przejrzystą wodą. Niestety nie można w nim pływać, gdyż znajduje się ono powyżej ujęcia wody pitnej dla wioski. Kąpiel możliwa jest na wysokości hotelu, gdzie prąd rzeki jest wartki, ale pływa się w niej bardzo przyjemnie. Myślę, że dla każdego, kto chce sprawdzić jak pływa się miejscowymi łodziami samodzielnie, wyprawa do laguny sprawi wiele frajdy.
Vicky – właścicielka bungalowów, w których mieszkamy zwróciła nam uwagę, że jesteśmy bardzo wesołą, ciągle uśmiechniętą, energiczną i zgraną grupą. I mimo tego, że siedzimy w hotelowej restauracji żartując i śmiejąc się do późnej nocy to następnego dnia wcześnie rano wstajemy na śniadanie. Vicky była zachwycona zwłaszcza Włodkiem – naszym “happy Buddą”, którego z uśmiechem głaskała po brzuchu :-) .

20171110_113453-01-750x500 20171109085737__MG_9674-01-750x500 20171110111303__MG_9844_1-01-750x500 Zupa Laos
W Laosie bardzo często jemy zupy. W związku z tym, że mieszka tu wielu Wietnamczyków zdarza się, że podają tu tradycyjną wietnamską zupę pho, ale nie tylko. Laotańczycy mają swoją odmianę, ale często trzeba ją sobie lepiej doprawić. Zdarzają się też prawdziwe perełki jak np. zupa z żaby, która była wyśmienita (ostatnie zdjęcie).

Paweł napisał wiersz:

Zupa Pho Bo

Oglądać, smakować czy wąchać oto jest pytanie?
Zadaje je każdy kto taką zupę dostanie.
Za każdym razem perfekcyjna w swym smakowym chaosie,
zjesz ją w Wietnamie, w Kambodży i w Laosie.

W plątaninie nitek makaronu ryżowego,
odnajdziesz cienkie plasterki mięsa wołowego.
Do tego kapustka pak choi i cytrynowa trawa,
by bardziej wyrazista była ta potrawa.
Zielona cebulka drobno posiekana
z kiełkami sojowymi musi teraz być dodana.
A wszystko to zalewa niczym tsunami,
wywar z tajemnymi, azjatyckimi składnikami.
A gdy w misce jest już cała baza,
czas by zaczęła się doprawiania faza.
Kolendra, czosnek, sos rybny i chilli,
to jest to co trzeba dodać w tej chwili.
Jeszcze deszcz soku z limonki skropi wszystko to,
i już masz gotową zupę Pho Bo.

Jedzenie tego to istna, kulinarna rozpusta,
a jedyna jej wada to to:
że miska staje się za szybko pusta… :-(

Laos-dowietnamu.pl-grupowe Laos-dowietnamu.pl-jaskinia-wodna Laos-dowietnamu.pl-rzeka Laos-dowietnamu.pl-kajaki Laos-dowietnamu.pl-tuktuk Laos-dowietnamu.pl-budda Laos-dowietnamu.pl-jaskinia Laos-dowietnamu.pl-jaskinia-budda Laos-dowietnamu.pl-jaskinia-pajak Laos-dowietnamu.pl-jaskinia-kraba
Przyjechaliśmy do Vang Vieng w środkowym Laosie, które otoczone jest ze wszystkich stron wapiennymi skałami porośniętymi bujną roślinnością. Vang Vieng jest bardzo rozrywkowym miastem w Laosie, które przyciąga wielu obcokrajowców. Tylu turystów nie widzieliśmy wcześniej we wszystkich miejscach razem wziętych. W centrum miasta jest pełno knajp, restauracji, sklepów z pamiątkami, budek ze street foodem i biur wycieczkowych. Duży ruch, dużo ludzi, skuterów oraz busów z otwartą paką do przewozu osób. My wybraliśmy taki właśnie pojazd, który przez Laotańczyków zwany jest tuk-tukiem. Różni się jednak wielkością od tych tuk-tuków, które my znamy z Kambodży czy Tajlandii. Pojechaliśmy za miasto zwiedzać jaskinie. Pierwszą była Jaskinia Wody, do której wpływa się na wielkich dętkach. Trasę wyznacza lina, którą trzeba ciągnąć, aby przesuwać się do przodu. Mimo tego, że leżymy na wodzie trzeba uważać na głowę, bo jaskinia jest bardzo niska. Obok znajduje się Jaskinia Słonia, w której po słoniu został już tylko symboliczny odcisk stopy i kawałek skały przypominający to dostojne zwierzę. Mnisi buddyjscy postawili tu kilka podobizn Buddy. Największe wrażenie robi jednak jaskinia Złotego Kraba znajdująca się przy Błękitnej Lagunie. Najwięcej turystów przyciąga oczywiście sama Laguna, ponieważ można się tam wykąpać w chłodnej wodzie i poskakać z kilkumetrowego drzewa do rzeki. Wejście do Jaskini Złotego Kraba znajduje się wysoko w skale. Koniecznie trzeba zabrać latarkę ponieważ wnętrze (jak często w Laosie) nie jest oświetlone. W pierwszej kamiennej sali stoi ołtarz z wielkim Buddą, który oświetlony jest jeszcze światłem padającym z niewielkiego wejścia. Dalej już tylko ciemność i kręte, śliskie ścieżki. Kilka olbrzymich, skalnych komnat, przez które przeszliśmy nie stanowiły całej jaskini, ale i tak wystarczyło żebyśmy się prawie zgubili. W popłoch wprowadził nas olbrzymi pająk, większy od dłoni Pawła, z czarno-żółtymi nogami. Cieszyłem się równie mocno jak nasz przewodnik laotański, że udało mi się znaleźć wyjście z jaskini. Zaniepokojony naszą długą nieobecnością czekał już przy wejściu do jaskini i za bardzo nie wiedział czy zanurzyć się w te “egipskie ciemności”.

Laos-dowietnamu.pl-1-grupowe Laos-dowietnamu.pl-2-most Laos-dowietnamu.pl-1-panorama Laos-dowietnamu.pl-1-targ Laos-dowietnamu.pl-2-gory Laos-dowietnamu.pl-4-gory Laos-dowietnamu.pl-toaleta Laos-dowietnamu.pl-3-droga
W Laosie dużo czasu zajmują nam przejazdy. Odległości nie są zbyt duże, ale drogi są kiepskie: jezdnia nierówna, wyrwy po osuwiskach, bardzo głębokie dziury i leżące duże kamienie na jezdni, które spadły ze zbocza góry. Drogi są wąskie i kręte, ponieważ w Laosie 70% terenu stanowią góry, więc często jeździmy serpentynami. Kierowcy się tym nie przejmują i nawet na ostrych zakrętach potrafią wyprzedzać inne auta. Do tego wszystkiego dochodzą jeszcze zwierzęta: odpoczywające na jezdni psy, spacerujące środkiem drogi krowy, czy przebiegające na drugą stronę ulicy kozy i świnie. Zdarzają się także kwoki ze swoimi pisklętami, które próbują przebiec między autami. A kierowcy zbytnio nie zwalniają w miejscowościach. Przerażenie budzą małe dzieci, które nie mając placów zabaw bawią się tuż przy ulicy obok pędzących aut. W czasie naszej wycieczki do Laosu przejazdów mamy kilka: Wientian – Kong Lor – Phonsavan – Vang Vieng – Luang Prabang. Krajobrazy cały czas się zmieniają, oglądamy różnorodne góry, porośnięte gęstą dżunglą, pola ryżowe, palmy oraz wiele nieużytków. Zatrzymujemy się na punktach widokowych, oraz przy małych targowiskach gdzie sprzedają lokalne produkty. Na punkcie widokowym w drodze do Vang Vieng toalety nie miały jednej ściany, więc siedząc na “tronie” mieliśmy przed sobą panoramę Gór Annamskich.
W drodze do Luang Prabang natomiast nasz kierowca zatrzymał się na stacji benzynowej, a potem na przydrożnym parkingu i dwa razy zmienił tablice rejestracyjne w swoim aucie… hmmm.

Laos-dowietnamu.pl-mnich Laos-dowietnamu.pl-temple Laos-dowietnamu.pl-mekong Laos-dowietnamu.pl-slon Laos-dowietnamu.pl-wodospad2 Laos-dowietnamu.pl-wodospad4 Laos-dowietnamu.pl-wodospad3 Laos-dowietnamu.pl-wodospad4i
Wczoraj wieczorem przyjechaliśmy do Luang Prabang i w związku z tym, że jutro po południu opuszczamy to miasto to postanowiliśmy dziś intensywnie pozwiedzać okolicę. Jutro natomiast mamy plan na zwiedzanie tutejszych świątyń. Wcześnie rano zaglądamy więc na chwilę na ulicę Sakkaline. Przed godziną 6 mnisi rozpoczynają swój obrzęd: wychodzą na ulicę i w rzędzie jeden za drugim “proszą” o jedzenie, które wyznawcy buddyzmu wkładają do ich jałmużniczych mis. Kilkudziesięciu mnichów w swoimi szafranowych szatach podąża główną ulicą. Niestety na Sakkaline Road jest to już w dużym stopniu skomercjalizowane – miejscowi sprzedają ugotowany ryż i zapraszają na małe taboreciki, z których rozdaje się mnichom dary.
Zaraz po szybkim ulicznym śniadaniu popłynęliśmy łodzią po Mekongu do jaskiń Pak Ou. Stoi tam ponad 4 tysiące figurek buddyjskich. Jest to najbardziej znana jaskinia w okolicach Luang Prabang (i oczywiście także nieoświetlona). Na szczęście mieliśmy swoje latarki. Zatrzymaliśmy się także w Whisky Village, gdzie produkuje się lokalny alkohol. Tuż przy rzece Mekong jest obóz słoni i płynąc łodzią już z daleka widzieliśmy jak kilka słoni idzie do rzeki na kąpiel. Po chwili staliśmy przy nich i karmiliśmy trzciną cukrową 13 słoni.
Ostatnim etapem naszej całodziennej wycieczki wokół Luang Prabang są wodospady Kuang Si.

_MG_0767 _MG_0797 _MG_0822 _MG_0833 _MG_0009 _MG_0013 _MG_9995 _MG_0011
Ostatni dzień w Laosie spędzamy w Luang Prabang – miasteczku, którego urodę doceniono i w 1995 roku wpisano na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO. To miejsce gdzie spotykamy najwięcej mnichów, ponieważ jest tu bardzo dużo pagód i stup buddyjskich. Zwiedzamy kilka z nich: najważniejsza to Wat Xieng Thoung z potrójnym dachem, gdzie odbywały się kiedyś najważniejsze uroczystości władcy Pałacu Królewskiego m.in. koronacje. Sam Pałac z zewnątrz jednak nie powala, znajduje się w nim obecnie Muzeum Narodowe. Nie mamy jednak pełnego obrazu Pałacu ponieważ sale wystawowe były już zamknięte. A szkoda, bo było bardzo gorąco i chwila w chłodnych pomieszczeniach na pewno dobrze by nam zrobiła. Stara część miasta znajduje się na niewielkim półwyspie wokół którego rzeka Nam Khan wpada do Mekongu. To tu przy ulicy Sakkaline, która jest pełna kolonialnej zabudowy znajduje się najwięcej świętych miejsc dla buddystów. Wieczorem na Sakkaline rozkłada się nocny market z pamiątkami, materiałami, ubraniami czy kawą i herbatą. Najlepszą jednak rzeczą przy nocnym markecie jest wąska uliczka, gdzie znajdują się stragany z jedzeniem.

dowietnamu.pl-laos-1 dowietnamu.pl-laos-1-3 dowietnamu.pl-laos-1-11 dowietnamu.pl-laos-1-12 Laos-dowietnamu.pl-wiersz dowietnamu.pl-laos-1-4
Monika Koniecka

 

Kolendra w zupie i dziury na drodze,
Zimne piwo Lao, banany w ogrodzie,
Pieczone żaby i łodzie drewniane,
Orzeszki ziemne po drodze skubane.
Małpa na sznurku i Budda śpiący,
Do tego dźwięk cykad w uszach wibrujący,
Jak kryształ w rzece woda, gorące powietrze,
Strzeliste bambusy gnące się na wietrze,
Dzieci beztrosko bawiące się w błocie,
Kolorowe pranie suszone na płocie,
Ludzie serdeczni, uśmiechnięci stale,
Biegli w laotańskim, a w angielskim – wcale.
Chaty na palach i skaliste góry,
Dostojne bawoły i rozbiegane kury,
Pola ryżowe i wietnamskie prosie,
To wszystko zobaczysz tylko w Laosie.

Paweł Michalski

Kraje

Wietnam

Kambodża

Sri Lanka

Birma

Ostatnie wpisy

Azja

ciekawostki

video

Facebook

Get the Facebook Likebox Slider Pro for WordPress