Sri Lanka 03.2019

Relacja z naszej 2-tygodniowej wycieczki objazdowej na Sri Lance w marcu 2019.

Wylądowaliśmy na Bandaranaike International Airport – główne lotnisko Sri Lanki. Znajduje się w pobliżu miasta Colombo, które mimo że jest największym miastem na wyspie, nie jest jego stolicą. Siedziba parlamentu i rządu znajduje się w Sri Dźajawardanapura Kotte. Sri Lanka to ponad 20 milionowe państwo leżące na wyspie Cejlon, które znajduje się przy Indiach, kilka stopni powyżej równika. Na Sri Lance spędzimy prawie dwa tygodnie i mamy zamiar zobaczyć tu kilka miejsc m.in. Kandy, Anuradhapurę, Sigiriję, Dambullę, Mirissę, Galle, Park Narodowy Wilpattu, Polonnaruwe, Elle.
Screenshot_20190317-210355-01-500x750 IMG_20190317_134729-01-500x750 IMG_20190317_163325-01-500x750

Budzik zadzwonił kilka minut po 5 rano. Musimy wcześnie wstać, ponieważ rano jest największa szansa na to by w parku narodowym zobaczyć zwierzęta. Potem robi się coraz bardziej gorąco i szanse na obserwację zwierząt spadają. Jedziemy do największego  parku narodowego na Sri Lance Wilpattu, które znane jest z tego, że jest wiele jezior i oczek wodnych powstających z obfitych opadów deszczu. Teraz na Sri Lance jest pora sucha, więc wiele z nich wyschło.
Wsiadamy w dwa pickupy i jedziemy w dżunglę. W Wilpattu znajduje się dużo lampartów i słoni. Zdajemy sobie sprawę, że lamparta raczej nie zobaczymy, ale na wytropienie słonie są szanse. W czasie jazdy napotykamy kury lankijskie, warany, jednego żółwia, czaple, bawoły wodne, orła, krokodyle błotne, makaki. W pewnym momencie kierowca zatrzymuje się przy niewielkim zagajniku, wyłącza silnik i zaczynamy nasłuchiwać. Coś tam się rusza, łamie gałęzie i tarmosi się między krzakami. To słoń! Nie widzimy go w pełnej krasie, ponieważ w gęstej roślinności zajęty jest jedzeniem i nie ma ochoty do nas wyjść, widzimy jego fragmenty. Cel safari jednak został osiągnięty: jest słoń! Jesteśmy bardzo zadowoleni, że już w drugim dniu naszej wycieczki po Sri Lance zobaczyliśmy największego mieszkańca wyspy. Wracając, nagle Olek woła do kierowcy żeby się zatrzymał. Przed nami tuż przy drodze leży lampart i obserwuje otoczenie. Gdy nadjeżdża kolejny wóz, zaniepokojony „kotek” wstaje i leniwie wchodzi w dżunglę. Miejscowy kierowca pickupa (który jeździ tu codziennie) wychyliła się z kabiny i powiedział, że mieliśmy bardzo duże szczęście. Wiemy o tym.
1120121-01-750x500 1120235-01-750x500 1120215-01-750x500 1120244-01-750x499 1120129-01-750x500 1120197-01-750x499 1120188-01-750x500 1120178-01-750x499 1120078-01-750x500 1120101-01-01-750x501

Po południu zwiedzamy starożytne miasto Anuradhapura, które przez 1400 lat było stolicą Sri Lanki, oraz Mihintale – uważane za miejsce narodzin syngaleskiej kultury buddyjskiej. W Anuradhapura odwiedziliśmy najstarszą stupę w tym mieście – Thuparama, która w porównaniu z Ruwanweli (byliśmy wieczorem) jest bardzo małą. Poszliśmy do Sri Maha Bodhi, gdzie rośnie podobno najstarsze drzewo na ziemi, które jest historycznie udokumentowane. Wyrosło ze szczepki figowca pod którym oświecenie miał Budda. Obok drzewa jest Brazen Palace, który II wieku p.n.e. miał pełnić rolę klaszoru. Oglądamy też najlepiej zachowany kamień księżycowy na wyspie oraz ogromną ceglaną stupę Abhayagiri.
dav dav sdr dav dav dav mde
Odwiedzamy kolejne starożytne miasto Sri Lanki – Polonnaruwę. Począwszy od XI wieku przez dwa stulecia była stolicą Syngalezów. Za czasów króla Parakramabahu (1153-1186) przeżywała swoje lata świetności, natomiast do dzisiaj zostały już tylko fragmenty miasta. Kupujemy całodzienny bilet i wybieramy cztery miejsca, które należy tu zobaczyć. Zaczynamy od muzeum, w którym znajdują się makiety pokazujące jak kilka wieków temu wyglądała zabudowa miasta. Za chwilę będziemy mogli je zweryfikować z rzeczywistością. Po pałacu królewskim zostały już tylko grube ściany, oraz zarys dawnych komnat. Tuż obok znajduje się sala posiedzeń Rady Królewskiej zachowana z zdecydowanie większym stopniu. Przed wejściem leży księżycowy kamień, schody udekorowane są balustradami, a wewnątrz są kolumny, które niegdyś podtrzymywały drewniany dach. Idąc do królewskiego basenu na naszej drodze stanął… a właściwie pełzał wąż. Nasze szczęście poszedł swoją drogą. Kwadrat to kolejne dobrze zachowane miejsce, gdzie znajdują się świątynie. Także w tym przypadku drewniane dach nie dotrwały do naszych czasów. Całkiem inaczej wygląda Gar Vihara. Cztery postacie Buddy wykute są w jednej skale, a struktura kamienia (poziome pasy) dodaje im tylko uroku. Dwie postacie siedzą, jedna stoi, a największa, 14 metrowa leży. Dzisiaj rano odwiedziliśmy także stojącego Buddę w Aukana. Po drodze z Anuradhapury do Polonnaruwy zatrzymaliśmy  niedaleko Habarana, gdzie chętni mogli pojeździć przy jev na słoniu. Po tym nasz panie zmęczone słoniowymi niewygodami poszły na ajurwedyjski masaż, a w tym czasie Roman z Amalem ograli masażystki w carrom (bilard indyjski). Ostatni odcinek drogi nie był dla nas zbyt szczęśliwy. Najpierw w tył samochodu Amala wjechał motocyklista, potem zatrzymała nas policja do kontroli, następnie staliśmy w korku ponieważ bus wypadł widzieliśmy wypadek busa, a na koniec prawie wyrwałem drzwiczki do samochodowego schowka.

2910792-01-01-750x499 2910802-01-01-750x500 2910811-01-750x500 2910813-01-750x500 2910820-01-750x500 2910814-01-750x500 2910832-01-750x500 2910837-01-750x500 2910753-01-750x500 2910840-01-750x500 IMG-20190319-WA0002-01-750x499 2910850-01-750x500

Jedną noc spędziliśmy w hotelu położonym niedaleko skały Sigirija w środkowej Sri Lance. Jedziemy do niej zaraz po śniadaniu, ponieważ dni są gorące, więc na górę lepiej wchodzić rano, gdy jest chłodniej. Skała Sigirija ma 200 metrów wysokości i jest częścią wygasłego wulkanu. Na szczęście wchodzimy od strony zachodniej, więc na początku drogi mamy cień. U podnóża skały znajdują się pozostałości po basenach, przebieralniach, jacuzzi. Dalej przechodzimy przez wnęki w skale, gdzie na ścianach zachowały się malowidła przedstawiające kobiety Kasjapy. Kasjapa był, królem który w V wieku wybudował tu pałac, baseny i całą infrastrukturę wodno-kanalizacyjną, oraz był fanem kobiecej urody (tu znajdziecie historię jak Kasjapa zabił swojego ojca). Dalej idziemy obok lustrzanej ściany i przejściem między łapami lwa dochodzimy na wierzchołek skały, skąd rozciąga się piękny widok na okolicę. Kilkanaście kilometrów od skały Sigirija znajduje się Dambulla, która uważana jest za środek wyspy. Znajdują się tam świątynie jaskiniowe ze 150 rzeźbami przedstawiającymi Buddę. Magia obu miejsc (Sigiriji i Dambulli) sprawia, że mimo dużego wysiłku w upale, uważamy dzisiejszy dzień za bardzo udany. Oba te miejsca wpisane są na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO. Dzisiaj jest full moon – buddyjskie święto i na całej wyspie nie sprzedaje się żadnego alkoholu, a piwa byśmy się chętnie napili…
Jadąc do Kandy zatrzymujemy się jeszcze w fabryce, gdzie kobiety ręcznie barwią materiały techniką batiku, oraz w ogrodach z ziołami, gdzie można było kupić olejki i maści na różne dolegliwości. Zauważyliśmy, że naszego kierowcę Amala bardzo lubią miejscowi policjanci, ponieważ trzy razy go dzisiaj zatrzymywali i sprawdzali jego dokumenty.

2910894-01-750x500 2910918-01-750x500 2910927-01-750x500 2910913-01-750x500 2910951-01-750x500 2910959-01-750x500 2910956-01-750x500 2910969-01-750x500 2920016-01-750x500 2920002-01-750x500 IMG-20190319-WA0002-01-750x499 2910990(0)-01-750x499

Wieczorem dotarliśmy do Kandy. Dzień później nasz kierowca Amal wiezie nas 40 kilometrów poza miasto do Pinawali. To niewielka miejscowość, ale bardzo znana na Sri Lance, ponieważ znajduje się tu sierociniec dla słoni. Mieszkają tutaj te słonie, które nie poradziłyby sobie w naturalnym środowisku. Mają rozległy camp, z którego dwa razy dziennie idą nad rzekę by zażyć kąpieli w rzece Ma Oya. Kornacy zbierają słonie i przy dźwiękach syreny przechodzą przez ulicę (prawie na pasach) i ulicą pełną sklepów z pamiątkami kierują się ku rzece, gdzie mają dwie godziny relaksu. Obserwujemy to wszystko z tarasu restauracji, gdzie zamawiamy lunch w formie bufetu. Olek nie chce jeść obiadu w związku z czym musi wyszorować słonia. W drodze z Pinnawali do Kandy zatrzymujemy się w fabryce herbaty, gdzie cały proces produkcji pokazuje nam “śmieszna” Swarnamali. “Śmieszna”, ponieważ patrząc na nas nie może się powstrzymać od śmiechu, a my nie wiemy dlaczego…  może posługujemy się zabawnym językiem, może rozumie nasze komentarze, a może wyczuwa zapach słonia przyniesiony przez Olka?

Nadszedł czas na zwiedzanie Kandy, które uznawane jest za kulturalną stolicę Sri Lanki, oraz najważniejsze w tej części Azji miejsce dla Buddystów.
Wychodzimy rano z hotelu i idziemy spacerem wzdłuż malowniczego jeziora znajdującego się w dolinie, wokół której rozpościera się miasto. Nad brzegiem wypatrujemy jaszczury przypominające kształtem małe krokodyle. Po drugiej stronie jeziora w porannym słońcu mieni się złoty dach świątyni Zęba Buddy, którą będziemy zwiedzać po południu. Najpierw jednak czas na lokalny targ, a jak przystał na azjatycki targ jest tu wszystko. Owoce, warzywa, przyprawy, mięso, ryby, ziarna, a nawet mąki w płóciennych workach. Kolory mieszają się z okrzykami sprzedawców zachwalający swoje towary z nie zawsze przyjemnymi zapachami. Na targu spędzamy godzinę, a następnie idziemy się wyciszyć i zwiedzić znajdującą się na górze nad miastem świątynię Bahirawakanda.
Olbrzymi posąg Buddy góruje nad Kandy i dzięki przyklejonym do jego pleców schodom można na niego wejść i zajrzeć do środka. Wewnątrz są malowidła na ścianach i liczne mniejsze posągi. Przy świątyni działa również Międzynarodowe Centrum Relacji Buddyjskich.
W drodze powrotnej postanawiamy ochłodzić się i zgłębiając rdzenne lankijskie zwyczaje idziemy do lokalnego pubu na piwo. Teraz mamy siły na zwiedzanie głównej atrakcji Kandy, czyli świątyni Zęba Buddy.
Kompleks pałacowo-świątynny został wpisany na Listę Światowego Dziedzictwa Kulturalnego UNESCO. Świątynia jest też najważniejszym miejscem pielgrzymek Buddystów w południowej części Azji. Mieści cenną dla nich relikwię – ząb Buddy. Wraz z liczną grupą turystów, oraz lokalnych pielgrzymów niosących w ofierze kolorowe kwiaty zwiedzamy wnętrze świątyni, z pięknie rzeźbionym „skarbcem” w którym znajduje się relikwia.
Potem przechodzimy do Muzeum Buddyzmu. Trafiamy na bardzo zaangażowanego lokalnego przewodnika, który wprowadza nas w historię buddyzmu, oraz oprowadza po salach prezentujących najważniejsze dla kultury buddyjskiej zabytki Sri Lanki i innych krajów azjatyckich. Nieocenionym tłumaczem okazuje się nasz kolega Olek, który nie tylko doskonale przekłada słowa przewodnika, ale również dopowiada nam różne ciekawostki i tłumaczy tajniki symboli z ważnego dla niego buddyjskiego świata.
Wieczorem odpoczywamy, ponieważ jutro z samego rana ruszamy do Ella na wyprawę pociągiem przez herbaciane wzgórza.

2920369-01-750x500 2920328-01-750x500 2920341-01-750x499 2920352-01-750x500 2920323-01-750x500 2920319-01-750x500  2920373-01-750x500 2920377-01-750x499

Tego dniaj wstaliśmy bardzo wcześnie z różnym poziomem rześkości i przed 7 rano pędziliśmy już kawalkadą kolorowych tuk tuków na stacje kolejowa. O 7:40 odjeżdżał nasz pociąg do Ella, na który mieliśmy już zakupione wcześniej bilety dzięki nieocenionym Amalowi. Linia z Kandy do Ella uważana jest za jedną z najpiękniejszych tras kolejowych na świecie. Cudownie wolny niebieski pociąg pokonał około 130 km w ciągu 6 godzin wijąc się wśród zielonych wzgórz rodem z Jurassic Park, mrocznych wąwozów, tajemniczych wodospadów, buddyjskich stup i “kapliczek”. Nie mniejsze atrakcje mieliśmy wewnątrz wagonu, który dzieliliśmy z grupą przemiłych lankijskich nauczycielek z rodzinami. Serca wszystkim skradła urocza dziewczynka śpiewająca dziecięce (lub nie) piosenki z pewnością siebie gwiazdy MTV. Z męską częścią rodziny omówiliśmy natomiast bieżącą sytuację społeczno-polityczną :-) . Okazało się też, że Danesh, który jest lekarzem, wybiera się do Wielkiej Brytanii na praktykę, dzięki czemu ma zamiar osiągnąć w przyszłości baaaaaardzo wysoką pozycję społeczną (nie tylko lekarską). Może uścisnęliśmy rękę przyszłemu prezydentowi? Było dużo śmiechu, miejscowe specjały, radosne dzieci, opowieści Wahu o swojej pracy w Korei Pd. Co człowiek to historia. Przed 14:00 wysiedliśmy na wysokości 1040 m n.p.m. w Ella i pojechaliśmy do hotelu znowu tuk tukami, jakby trochę większymi niż w Kandy. Po obiedzie włóczyliśmy się po Ella zwiedzając sklepy z alko…pamiątkami, a niektórzy trafili nawet do buddyjskiej gompy na pudże (śpiewaną medytację).
IMG_20190323_065824-01-750x500 IMG_20190323_083617-01-01-750x500 IMG_20190323_101727-01-750x499 IMG_20190323_103737-01-750x499 IMG_20190323_104344-01-01-750x499 IMG_20190323_115908-01-750x500

Niewielka miejscowość Ella położona jest w górach na południu Sri Lanki. Są tu 3 może 4 ulice, wiele restauracji i hoteli, a liczba białych przewyższa liczbę Lankijczyków. Przed godziną 9 pod nasz hotel podjeżdżają 4 tuk tuki i jedziemy za miasto. Zatrzymujemy się na punkcie widokowym, skąd widać wiadukt kolejowy z 9 łukami wybudowany jeszcze za czasów kolonialnych. Po kilku minutach nadjeżdża pociąg. Kanonada fotograficznych trzasków migawek, nad torami latają drony, a wzdłuż wiaduktu kłębią się turyści i miejscowi – taka jest atmosfera. Gwoździem programu były monumentalne wodospady Rawana i Diyaluma. Ten drugi jest najwyższym wodospadem na wyspie i ma 177 metrów wysokości. Wdrapaliśmy się na skały pod wodospadem przedzierając się przez dżunglę, w której prawdopodobnie grasowały kobry królewskie ;-) Potęga wodospadu była obezwładniająca. Po kilku sekundach byliśmy całkowicie przemoczeni wodnym pyłem.
Po degustacji świeżego soku kokosowego i wyjedzeniu miąższu pomknęliśmy w kierunku archeologicznych atrakcji. Wprawdzie świątyń miało już nie być, ale skały Buduruwageli nie możemy ominąć. Swoim kształtem przypomina klęczącego słonia. W skale wyrzeźbionych jest 7 postaci. Główna, najwyższa ma 16 metrów wysokości i przedstawia Buddę w pozycji stojącej. Obok znajdują się wyobrażenia bodhisattwy Awalokiteśwary, Tary i prawdopodobnie Buddy Mądrości – Manjushri. Wszystkie postacie pochodzą z VII-VIII wieku.
Nagle grupa się rozdzieliła: część wraca do Ella, a część jedzie w drugą stronę w poszukiwaniu kościoła katolickiego. Droga do kościoła okazuje się bardzo ciekawa, bo prowadzi serpentynami na sam szczyt góry zapewniając grupie poszukiwawczej niesamowite widoki. Na górze w miasteczku Haputhale znaleźli mały urokliwy kościółek z misją i szkołą. Ale było już po mszy. Dopiero w Bandaraweli cel został osiągnięty. Msza była prowadzona w języku angielskim, z ciekawą oprawą muzyczną, brzmiącą dla naszych uszu prawie jak popowe przeboje.
2920514-01-500x749 2920442-01-500x750 2920458-01-500x749 2920500-01-750x500 2920498-01-750x500 2920473-01-750x500 2920451-01-750x500 IMG_1010-01-750x499 IMG_1014-01-750x500

W związku z tym, że mieszkamy w górskiej miejscowości Ella, postanawiamy dzisiaj zrobić trekking po okolicznych górach, by sprawdzić co z nich widać. Na początek idziemy na Szczyt Małego Adama. Droga początkowo otoczona jest krzewami herbaty, a potem zmienia się w schody prowadzące na szczyt. Słońce grzeje, niebo jest bezchmurne, na górze znajdują się rzeźby przedstawiające siedzącego Buddę. Ze szczytu naprzeciwko widać potężną Skałę Ella (Ella Rock), w dole wije się droga, która oddziela dwie najbardziej znane w tej okolicy góry. Widać także błyszczący w oddali wodospad Rawana przy którym byliśmy wczoraj. PRZEPIĘKNE WIDOKI! Na szczycie Ella Rock dostrzegamy jakieś ruchy, to prawdopodobnie ludzie siedzą na skale i obserwują nas na Małym Adamie. Mamy ochotę tam wejść, ale zdajemy sobie sprawę z tego, że nie jest to łatwa góra. Schodząc z Małego Adama wstępujemy do ekskluzywnej restauracji na soczek i bierzemy tuk tuki by pojechać pod Jaskinię Rawana. Żeby do niej dojść musimy niestety pokonać kilkaset schodów do góry. Podobno ten odcinek ma 500 metrów długości. Schodząc wchodzimy do niewielkiej świątyni Rawanna Ella. Tak, wiem, miało już nie być świątyń… ale skoro jest tak blisko… Ciągle myślimy o Ella Rock. Postanawiamy więc iść w jej kierunku ile się da. Na pewno nie zdobędziemy szczytu, bo zbliża się już godzina 14, ale może dojdziemy do pierwszego, a może nawet do drugiego punktu widokowego na drodze do wierzchołka. Startujemy. Trasa nie jest dobrze oznaczona, ale mamy GPS z mapą więc damy radę. W pewnym momencie za plecami słyszymy głos. Kobieta pyta nas gdzie idziemy pokazując nam ścieżkę, którą minęliśmy. Nie mamy tej ścieżki zaznaczonej na mapie, ale skoro Pani tu gdzieś mieszka to na pewno zna bardzo dobrze wszystkie skróty. Idziemy więc za nią. Narzuciła tempo mimo że jest boso. Nie jest łatwo. W pewnym momencie pokazuje nam nasz cel, ja przewracam oczami, a ona uśmiecha się z politowaniem. Staramy się z Olkiem być twardzi i idziemy dalej. Nie jest łatwo. Nasza “przewodniczka” na pewno jest w wieku emerytalnym, a maszeruje jak ja 10 lat temu. Zatrzymuje się, gdy widzi że uzupełniam płyny, łamie chwasty na ścieżce i toruje drogę, żeby nam było łatwiej, ale i tak nie jest łatwo. W pewnym momencie zatrzymuje się, pokazuje gdzie mamy dalej iść i odchodzi z kilkoma naszymi dolarami. Gdy patrzę na mapę okazuje się, że poprowadziła nas dużym skrótem, więc uznajemy, że były to bardzo dobrze wydane dolary. W tej sytuacji nie możemy jej zawieść i decydujemy się wejść na szczyt. Choć nie jest łatwo. W końcu udało się! Ze szczytu Ella Rock widzimy Małego Adama, jakiż on się stąd wydaje mały. Za nim kolejne pasma gór i kolejne. PRZEPIĘKNE WIDOKI! Schodząc zgubiliśmy oczywiście skrót, który pokazała nam nasza “przewodniczka” i kluczymy przedzierając się między krzewami herbaty, wysoką trawą i zaroślami. Okazało się, że schodziliśmy dłużej niż wchodziliśmy. Wejście od świątyni Rawanna Ella na szczyt Ella Rock zajęło nam 1 godzinę i 20 min. Kto był to wie, że to dobry czas :-) .


2920620-01-750x499 2920628-01-750x500 2920594-01-750x500 2920582-01-750x500 IMG_1902-01-750x499 2920598-01-750x499 IMG_1925-01-750x500 2920642-01-750x500 2920662-01-750x500 2920653-01-750x500 2920670-01-750x500 2920774-01-750x500 IMG_20190325_151217-01-750x500 2920749-01-750x501

Rano opuszczamy lankijskie góry i jedziemy nad lankijskie plaże. Nadchodzi czas odpoczynku po intensywnym zwiedzaniu Sri Lanki. Szkoda nam opuszczać Elle, ponieważ mamy tu ulubioną restaurację, która przygotowuje genialne potrawy (kottu roti… hmmmm), ale wyprawa trwa, więc jedziemy dalej. Mirissa leży na południowym krańcu Sri Lanki nad Oceanem Indyjskim. Teraz przez kilka dni mamy czas na opalanie, kąpiele w ciepłym oceanie, drinki, romantyczne spacery na plaży. Ale zwiedzać co nieco też będziemy :-) .
IMG-20190326-WA0007-01-750x500 IMG-20190326-WA0003-01-750x500 IMG-20190326-WA0005-01-750x500 IMG-20190326-WA0006-01-750x499 2920788-01-750x500 2920792-01-750x499 2920831-01-750x500 2920799-01-750x500 2920837-01-750x500 2920804-01-750x500

Kilkadziesiąt kilometrów od plaż w Mirissie leży 100 tysięczne miasto Galle. Jedziemy tam autobusem kursowym. Mamy wrażenie, że kierowca robi wszystko żeby pobić rekord świata w najkrótszym przejeździe tego odcinka. Jazda jest ostra. W Galle jest wielki fort, który zaczęto budować 500 lat temu. Najpierw Portugalczycy wykorzystując drewno, a potem Holendrzy go rozbudowali używając kamień i rafę koralową, którą zresztą widać w strukturze murów. Potężne mury po których spacerują turyści i miejscowi oddzielają stare miasto od Oceanu Indyjskiego. Wewnątrz jest niska zabudowa, kilka kościołów katolickich, meczet i wąskie uliczki pełne sklepów z pamiątkami, restauracjami i kawiarniami. Uff, jest bardzo gorąco, dopiero tuż przed zachodem słońca robi się nieco chłodniej i można posiedzieć na rozgrzanym kamiennym murze.
2920900-01-750x500 2920897-01-750x500 2920913-01-750x500 2920927-01-750x500 2920924-01-750x500 2920929-01-750x500 2920945-01-750x498 2920941-01-750x499 2920977-01-750x499 2920966-01-750x500

Południowa Sri Lanka to bardzo dobre miejsce na obserwację wielorybów. Codziennie rano z portu wypływa w morze kilka łodzi z turystami na pokładzie. Zajmujemy miejsca w jednej z nich, ubieramy kapoki, niektórzy biorą tabletkę by nie poczuć się gorzej w czasie bujania łodzią i zaczynamy wypatrywać wielorybów. Trochę to trwa zanim wypłyniemy daleko w morze, więc część pasażerów statku nie wytrzymuje napięcia i ucina sobie drzemkę. W pewnym momencie prawdopodobnie wpływamy w strefę zamieszkałą przez delfiny, ponieważ za burtą pojawia się kilka stad delfinów, a w każdym jest po kilka, a nawet kilkanaście sztuk. Chyba chcą zrobić na nas wrażenie ponieważ płyną wzdłuż naszej łodzi, skaczą nad wodą, a nawet robią dziwne akrobacje. Niektóre są na tyle odważne, że płyną tuż przed dziobem naszej łodzi. Tylu delfinów na raz to chyba jeszcze nikt z naszej grupy nie widział. Głównym celem naszej wyprawy w morze są jednak płetwale błękitne, które są największymi istotami żyjącymi na ziemi. Mogą osiągnąć nawet 33 metry długości i ważyć 190 ton. Po kolejnych kilkudziesięciu minutach dostrzegamy w końcu charakterystyczną fontannę nad wodą, a za chwile ukazuje się grzbiet płetwala. Oczywiście nie widzimy go w pełnym rozmiarze tylko dostrzegamy charakterystyczną małą płetwę grzbietową, a po chwili ogon, który jakby macha nam na pożegnanie. Wieloryb zanurkował. Kilka łodzi z turystami płynie w to miejsce, nasz sternik zatrzymuje łódź, wyłącza silnik i czekamy na kolejną odsłonę. Po kilku minutach ten obraz się powtarza. I jeszcze raz i jeszcze… Niesamowity widok!
Spędzamy jeszcze dzień na plaży i wieczorem jedziemy do Negombo skąd mamy wylot do Polski. Nie wszyscy… Olek zostaje jeszcze jedną noc i wraca do Szkocji kolejnego dnia wieczorem.

Współautorami relacji byli uczestnicy wyprawy – Iwona i Olek :-)

2930405-01-750x500 2930303-01-750x500 2930639-01-750x499 2930672-01-750x500 2920988-01-750x500 2920991-01-750x500

Kolejny wyjazd na Sri Lankę w sierpniu 2019. Więcej szczegółów tutaj.

 

          Dziękujemy za kolejny genialny wyjazd. Nie żadna wycieczka na Sri Lankę. Fajna przygoda. Codziennie coś innego, nowego. Wielkie WOW.  Po prostu nasz klimat.
Nie żadne hotele 5*, ale tak normalnie, po ludzku :-) .
Widziałem Twój grafik…..wszędzie …brak miejsc. Weź nas gdzieś dopnij do Kambodży jesień2019/wiosna 2020…

Ela i Mariusz z Poznania

 

          Wyjazd na Sri Lankę był moją pierwszą wyprawą do Azji i właściwie nie wiedziałem, czego się spodziewać. Wybrałem ofertę Rafała, gdyż wydawała mi się najmniej komercyjna z dostępnych na rynku. Nie pomyliłem się ani trochę. Doświadczyłem tylu wrażeń, widoków, smaków, zapachów i rozmów z Lankijczykami, ze zauroczyłem się krajem zupełnie. Było tak wspaniale, że aż trudno oddać to słowami. Przy czym Rafał jest doskonale przygotowanym organizatorem, a jednocześnie elastycznie reaguje na zmieniające się okoliczności. W dodatku miałem szczęście trafić na świetną grupę i spotkać fantastycznych ludzi. Część mnie została na pewno na Sri Lance, a Sri Lanka została we mnie.

Olek (Inverness)

Kraje

Wietnam

Kambodża

Sri Lanka

Birma

Ostatnie wpisy

Azja

ciekawostki

video

Facebook

Get the Facebook Likebox Slider Pro for WordPress