Wietnam 01.2019

Relacja z naszej 14-dniowej wycieczki objazdowej po Wietnamie w styczniu 2019.

Wylądowaliśmy w południowym Wietnamie w Sajgonie. Szybkie zameldowanie w hotelu i ruszyliśmy w miasto. Wiele czasu nie mieliśmy, ale francuską dzielnicę i punkt widokowy w Bitexco Financial Tower zaliczyliśmy. Wieczorem Jean Jacques mieszkający od trzech lat w Wietnamie zaprosił nas do klubu. Kolejnego dnia wcześnie rano pojechaliśmy do dżungli Cat Tien, które leży na północ od Sajgonu. Śpimy w drewnianym domku, w jednym pokoju pod moskitierami. Po południu jedziemy na rowerową wycieczkę. Na początku nie było źle, ale z czasem na wiejskich wybojach odczuliśmy twardość siodełek.
2820152-01-750x500 2820161-01-750x500 2820260-01-750x500 2820233-01-750x499 2820215-01-750x500 2820190-01-750x499

Dwa dni spędziliśmy w wietnamskim parku narodowym Cat Tien. Nasz nocleg położony w przepięknym miejscu w lesie to trzy drewniane domki: nasza sypialnia, stołówka i kuchnia. Dzień wcześniej po południu jeździliśmy rowerami, a wieczorem przy ognisku jedna z mieszkanek z plemienia Ma opowiadała nam jak w latach 80 XX wieku jej rodzice mieszkali w dżungli z dala od cywilizacji. Śpiewała nam piosenki w języku, którego Wietnamczycy nie rozumieją. W drugim dniu mieliśmy trekking w dżungli. Naszym celem jest Jezioro Krokodyli do którego prowadzi pięciokilometrowa ścieżka. Mieszka tu kilkadziesiąt gatunków ssaków, w tym: makaki, gibony sambary indyjskie, woły, żółwie, a nawet słonie. Tych ostatnich nie widzieliśmy, za to krokodyli było w jeziorze wiele i chętnie  pozowały nam do zdjęć. Wysoko na gałęziach wypatrzyliśmy gibony. Idąc gęstą dżunglą słyszeliśmy gdzieś niedaleko odgłosy różnych zwierząt ale w gęstej dżungli ciężko było cokolwiek wypatrzeć. Cat Tien nie jest popularnym miejscem wśród turystów, ale bardzo przyjemnie spędziliśmy te dwa dni.
IMG-20190112-WA0042-01-750x421 IMG-20190112-WA0048-01-750x499 IMG-20190112-WA0041-01-750x499 IMG_20190112_142330-01-750x500

IMG_20190112_104253-01-750x499 IMG_20190112_104832-01-750x499 IMG_20190112_112726-01-750x499 IMG_20190112_115825-01-750x499 IMG_20190112_113928-01-750x500 1000295-01-750x499

Przyjechaliśmy do Mui Ne. To bardzo popularny wietnamski, nadmorski kurort dla cudzoziemców. Obowiązkowym miejscem tutaj do odwiedzenia są wydmy z białym i czerwonym paskiem. Na te pierwsze jedziemy 30 minut z naszego hotelu, a potem wypożyczamy quady. Wiatr mocno sypie po oczach kiedy wjeżdżamy ostro pod górę. Na czerwonych wydmach dostaję kawałek PCV, na szczycie piaskowej góry jedna z Wietnamek smaruje ją woskiem, pokazuje mi technikę zjazdu i sunę po ostrym zboczu w dół. Prawie jak po śniegu, którego prawdopodobnie żaden z mieszkańców Mui Ne nigdy w życiu nie widział. Po południu jedziemy w kierunku Phan Thiet, gdzie znajdują się czamskie wieże. Nie są tak spektakularne jak te w My Son czy Nha Trang, ale to ważne miejsce na turystycznej mapie Wietnamu. Zatrzymujemy się także na farmie, gdzie w kilkunastu glinianych dzbanach leżakuje sos rybny. Mui Ne to jedna długa ulica przy której są hotele, sklepy z pamiątkami i restauracje serwujące świeże owoce morza podawane z grilla. Amatorzy przegrzebków,  kalmarów, homarów, ślimaków, żab, żółwi, muren, małych krokodyli i rekinów są tutaj w siódmym niebie. Kilogram przegrzebków podane w cebulce z masełkiem kosztuje 9,20 zł. Szkoda nie zamówić…

IMG-20190113-WA0059-01-750x499 1000445-01-750x499 IMG_20190113_141901-01-750x499 1000438-01-750x500 1000464-01-750x500 IMG_20190113_160359-01-750x500 IMG-20190113-WA0052-01-750x500 IMG_20190113_183605-01-750x500 IMG_20190113_203744-01-750x500 IMG_20190113_184045-01-750x499


Odjechaliśmy na chwilę od wybrzeże Wietnamu. Opuszczamy Mui Ne i jedziemy w głąb kraju. Następnym naszym celem jest Dalat – górska miejscowość, która słynie z wina o tej samej nazwie. Jesteśmy na wysokości 1500 metrów n.p.m. co odczuwamy po panującej tu temperaturze. W ciągu dnia jest jeszcze ciepło natomiast wieczór robi się chłodny. Na wieczorny spacer zakładamy cienkie polarki, natomiast miejscowi ubierają już puchowe kurtki. Wokół Dalat jest kilka wodospadów, które mamy w planie zobaczyć. Zaczynamy od Wodospadu Słonia i mimo tego, że jesteśmy w Wietnamie w porze suchej jest on imponujący. Wietnam znany jest z produkcji kawy i jeżdżąc wokół Dalat w wielu miejscach wzgórza porośnięte są krzewami kawy. Zatrzymujemy się na jednej z plantacji, gdzie możemy spróbować kawy weasel – do produkcji której zatrudnione są łaskuny (niewielkie ssaki podobne do kotów) przez których przewód pokarmowy przechodzą ziarnka kawy i następnie są wydalane. Dzięki temu kawa traci swój gorzki smak. Popularnym miejscem w Dalat jest Szalony Dom, który swym wyglądem przypomina architekturę Gaudiego.
Koniec dnia spędzamy w muzycznym klubie The Escape Bar, gdzie na żywo gra Reyman Batapa Robles z zespołem. Niektórych muzyków pamiętamy sprzed siedmiu laty, kiedy  byliśmy pierwszy raz w Wietnamie. Jeszcze na ścianie w tym klubie wisi zdjęcie Agnieszki, która hucznie obchodziła tu swoje urodziny.
IMG_20190114_142216-01-01-750x499 IMG_20190114_135207-01-750x500 IMG_20190114_135003-01-750x500 IMG_20190114_140937-01-750x500 IMG_20190114_135520-01-750x499 1000680-01-750x499 IMG-20190114-WA0006-01-750x500 IMG_20190114_145824-01-750x499 IMG_20190114_162142-01-750x499 IMG_20190114_230805-01-750x499

Drugi dzień spędzamy w górskiej miejscowości Dalat w południowym Wietnamie. Wynajętym autem jeździmy po okolicy i zwiedzamy najciekawsze miejsca. Na obrzeżach miasta znajduje się kolejka linowa, która wiezie nas do najbardziej znanego klasztoru buddyjskiego Truc Lam. Jedziemy tylko w jedną stronę ponieważ przy klasztorze umówiliśmy się z naszym kierowcą. Mogliśmy od razu przyjechać tu autem, ale z kolejki linowej rozpościera się piękny widok na Dalat, zielone wzgórza i rozrzucone wokół szklarnie. Na terenie klasztoru oprócz świątyń, wielu budynków służących medytacji, oraz odpoczynkowi mnichów uwagę przyciąga różnorodna, kolorowa i starannie wypielęgnowana roślinność. Nieco dalej poza miastem jest wodospad Datanla. Aby się do niego dostać można zejść piechotą w dół, my jednak wsiadamy do rollercoastera, którym zjeżdżamy do samego podnóża wodospadu. Adrenalina jest duża, kiedy pędzimy po stromym i krętym torze. Ciekawym miejscem (jakby wyciągniętym z kreskówek) jest park z glinianymi rzeźbami. Przy wejście wita nas smok – symbol Wietnamu, dalej jest olbrzymi motor, pociąg, monstrualne warzywa, gitara na którą może wejść cała szkolna klasa, jest stado małp, słoń, samolot. Kiedy wracamy do centrum miasta idziemy do restauracji na zupkę Pho Bo (restauracja to chyba za dużo powiedziane), a po południu opuszczamy Dalat i lecimy samolotem nad Morze Południowochińskie do Danang.
IMG_20190115_090257-01-750x500 IMG_20190115_090031-01-750x500 2820423-01-750x500 2820429-01-750x500 2820381-01-750x500 2820365-01-750x500 2820409-01-750x500 2820415-01-750x500 2820401-01-750x501 2820432-01-750x500 2820447-01-750x500 received_245374696358527-01-750x502

Następnego dnia pogoda popsuła nam plany. Pierwszy raz w czasie naszego pobytu w Wietnamie padało. Mieliśmy wypożyczyć skutery w Danang i jeździć wokół Hoi An, aby zobaczyć jak żyją ludzie na wietnamskiej wsi. Po południu natomiast planowaliśmy pojechać kolejką górską do Sun World zobaczyć Złoty Most. W nocy jednak zaczęło padać, w związku z czym zrezygnowaliśmy ze skuterów, wynajęliśmy auto i pojechaliśmy na przedmieścia Hoi An, gdzie mieliśmy okazję pojeździć na bawole. Trzeba usiąść na niego na oklep i mocno się trzymać, ponieważ można wpaść do wody stojącej na polach ryżowych. Następnie zatrzymaliśmy się kawałek dalej nad rzeką Thu Bon, gdzie po wąskich kanałach pływaliśmy w okrągłych łodziach. Po południu rezygnujemy z parku rozrywki Sun World i zostajemy w centrum Hoi An. Mimo tego, że wiele osób z nas było już w tym urokliwym miasteczku z przyjemnością spędzamy tu kilka godzin. Przed powrotem do Danang zjedliśmy obiad złożony z regionalnych dań: cao lao, wonton, white rose, … Pomimo zmiany planów i padającego deszczu był to udany dzień i wszyscy byliśmy bardzo zadowoleni.
2820518-01-750x498 2820515-01-750x499 2820468-01-750x500 2820493-01-750x500 2820560-01-750x501 2820546(0)-01-750x498 2820538-01-750x499 2820521-01-750x500 2820618-01-750x500 2820623-01-750x500 2820603-01-750x499 2820607-01-750x499

Jesteśmy w środkowym Wietnamie, przyjechaliśmy z Danang do Hue. Wcześnie rano jedziemy do Parku Narodowego Phong Nha-Ke Bang, w którym znajdują się pierwotne lasy tropikalne. Jest tam podobno 750 gatunków roślin i około 380 gatunków zwierząt. To miejsce, gdzie znajduje się wiele jaskiń i podziemnych rzek. Wchodzimy do najdłużej wietnamskiej jaskini Thien Duong, która mierzy 31,4 km. Początek jej jest w Wietnamie, a koniec w Laosie. Zwiedzamy oczywiście tylko niewielką jej część. Przechodzimy przez ogromną salę, która miejscami ma 80 metrów wysokości i 150 metrów szerokości.  W Parku Narodowym  Phong Nha-Ke Bang znajduje się także największa jaskinia świata Son Doong, ale trzydniowy bilet wstępu kosztuje tam 3 tys. USD. Park Phong Nha-Ke Bang wpisany jest na Listę Światowego Dziedzictwa Przyrodniczego i Kulturalnego UNESCO.
W drodze do parku zatrzymaliśmy się w Hai Phu przy Sanktuarium Matki Bożej La Vang, z którym związane jest objawienie kobiety w wietnamskim stroju ao dai z dzieckiem na rękach. Uznano że była to Maryja z Jezusem. W tym miejscu wybudowano najpierw kaplicę, a potem kościół.

2820708-01-750x500 2820639-01-750x500 2820677-01-499x750 2820681-01-499x747 2820695-01-499x747 2820655-01-750x500 2820661-01-750x500 IMG_20190117_090132-01-01-499x748 IMG_20190117_091112-01-499x745 IMG_20190117_091210-01-499x748 IMG_20190117_090539-01-499x748 IMG_20190117_090415-01-499x748 IMG_20190117_090222-01-499x748

Kolejny dzień naszej wycieczki objazdowej po Wietnamie spędzamy w Hue. Tym razem nie zwiedzamy cytadeli i grobowców cesarzy Nguyen (zrobiliśmy to za pierwszym razem), w związku z czym mamy dzisiaj luźniejszy dzień i możemy sobie dłużej pospać. Po śniadaniu kierujemy się nad rzekę Perfumową, gdzie wypożyczoną smoczą łodzią robimy sobie godzinną przejażdżkę. Rejs kończymy na przystani obok której znajduje się ogromny i kolorowy targ Dong Ba. Jest najstarszym targiem w Hue, otwiera się o godzinie trzeciej i można kupić nie tylko warzywa, owoce, mięso, ryby, czy owoce morza, ale także rękodzieło, ubrania i sprzęt AGD. Po zakupach na targu zaglądamy do tej części Hue, która jest bardziej turystyczna, gdzie są hotele, restauracje, bary i sklepiki z pamiątkami. Trafiamy do DMZ Bar, który nawiązuje do położonej niedaleko strefy zdemilitaryzowanej. Europejczycy, którzy nie przepadają za azjatycką kuchnią będą w tym miejscu bardzo zadowoleni, ponieważ jest tu duży wybór pizzy, hamburgerów, spaghetti, steków. Wracając do hotelu Maciek jako jedyny odważył się sprawdzić poziom wietnamskiego fryzjerstwa. Oczywiście jesteśmy stałymi gośćmi w Cafe on thu Wheels, gdzie jest jedna z najlepszych kuchni w Hue. W centrum Hue zaczepił nas starszy Wietnamczyk na skuterze i zapytał czy jesteśmy z Ba Lan (to Polska po wietnamsku) bo słyszał naszą rozmowę i rozpoznał polski język. To raczej niespotykane, ponieważ zwykle mylą nas z Rosjanami. Okazało się, że jego córka dostała 30 zł i nie bardzo ma co z tymi pieniędzmi zrobić w Wietnamie. Zapytał więc czy mogę mu je wymienić na wietnamskie dongi.
2820725-01-750x499 2820756-01-750x500 2820732-01-750x500 2820726-01-750x500 2820806-01-750x498 2820789-01-750x500 2820718-01-750x499 2820721-01-750x500

Przyjechaliśmy autobusem sypialnym z Hue do Hanoi. W Wietnamie to bardzo popularny środek transportu. 650 km jedziemy całą noc dzięki czemu mamy więcej czasu na zwiedzanie. W autobusie każdy ma swoje łóżko, więc można się wyspać. W Hanoi jesteśmy wcześnie rano, dlatego idziemy do Mauzoleum Ho Chi Minha, które otwarte jest między 8-11. Obchodzimy cały kompleks, ponieważ jest tylko jedno wejście, a cały teren obstawiony jest mundurowymi. Musimy oddać plecaki, a aparaty, obiektywy i tablety zabieramy w specjalnych torbach, które tuż przed mauzoleum dajemy do depozytu. Ustawiała się długa kolejka, która szybko się przesuwa. Większość to Wietnamczycy, którzy przyjeżdżają często z odległych terenów. Nauczyciele przyprowadzają całe klasy dzieci ubranych w jednakowe mundurki. Do Mauzoleum należy iść równo jeden za drugim w dwóch w rzędach, nie wolno żuć gumy, najlepiej nie zachowywać się zbyt głośno, nie śmiać się, nie wolno rozmawiać przez telefon, robić zdjęć. Po wielu zakrętach wchodzimy do marmurowego budynku w kształcie kwiatu lotosu. Co krok stoją żołnierze w białych mundurach i pilnują porządku. Wewnątrz wielkiej sali na środku jest metalowy sarkofag ze szklanymi ściankami, wewnątrz którego leży były komunistyczny przywódca Wietnamu Ho Chi Minh. W sali panuje półmrok, wokół trumny stoi straż honorowa, a ludzie w skupieniu obchodzą salę. Ho Chi Minh zmarł w 1969 roku, a jego ciało w mauzoleum spoczęło 6 lat później.
Do końca dnia byliśmy jeszcze w domu Ho Chi Minha, nad jeziorem Hoan Kiem, w więzieniu Hanoi Hilton, na targu Dong Xuan.

IMG_20190119_095329-01-750x500 2820823-01-750x500 IMG_20190119_093713-01-750x499 2820830-01-750x500 2820862-01-750x500 2820877-01-750x500

Dojechaliśmy do najzimniejszego miejsca na trasie naszej wycieczki w Wietnamie – do Sapy. To górska miejscowość położona w północnym Wietnamie na wysokości ok. 1600 m n.p.m. Z hotelu odbiera nas So, która pochodzi z grupy etnicznej Czarnych Hmongów i przez dwa dni będzie naszym przewodnikiem po górach wokół Sapy. Dzisiejszego dnia idziemy do wioski Cat Cat. Hmongowie to grupa etniczna zamieszkująca górzyste tereny nie tylko Wietnamu, ale także Laosu i Tajlandii.
Wieczorem spacerując po Sa Pa obserwowaliśmy jak Wietnamczycy kibicują, a potem cieszą się z wygranej w meczu piłkarskim z Jordanią. Była to ⅛ finał Pucharu Azji, w której była dogrywka i po rzutach karnych Wietnam wygrał z Jordanią 4:2.

2830055-01-750x500 2830061-01-750x500 2820975-01-01-750x500 2830010-01-750x500 2830130-01-750x500 2830150-01-750x499 2830170-01-750x500 2830160-01-750x500

Rano wychodzimy na trekking po wietnamskich górach wokół Sa Py. W planie jest przejście przez dolinę Muong Hoa i dojść do trzech wiosek: Y Linh Ho, Lao Chai i Ta Van. Pierwszą rzeczą jaką robimy przed trekkingiem to wstępujemy do pobliskiego sklepu i wymieniamy nasze obuwie na gumowce. Tak, idziemy w gumowcach na trekking! Od rana w Sapie mży, jest pochmurno i chłodno. Ścieżki w górach są mocno zabłocone, więc po chwili mielibyśmy błoto w butach. Jest bardzo ślisko zwłaszcza na odcinku do pierwszej wioski, gdzie najpierw jest ostro pod górę, a potem mamy strome zejście. Buty grzęzną w błocie i gdyby nie odciśnięte prowizoryczne stopnie w ziemi wszyscy byśmy się ślizgali i zjeżdżali na tyłkach w dół. Naszą przewodniczką dzisiaj także jest So, która przyszła na piechotę po nas ze swojej wioski (kilka kilometrów), a za nią grupa kobiet z koszami na plecach.  Towarzyszyły nam do drugiej wioski, pytały skąd jesteśmy, jak mamy na imię, a nawet ile mamy lat i czy jesteśmy żonaci, oraz służyły pomocą. Japończyk Mamoru Hirai, który z nami szedł nie dałby rady bez ich pomocy. W drugiej wiosce przed lunchem wyjaśniło się po co z nami idą. Z koszy, które niosły wyciągnęły portfele, szale, koszule, opaski na rękę… i jak do tego czasu były spokojne tak teraz rzuciły się wszystkie na nas chcąc sprzedać swój towar. Najpierw haftowana portmonetka kosztował 200 tys. VND, a po lunch jak już wydawało się, że kupiliśmy wszystko co chcieliśmy i czego nie chcieliśmy cena spadała do 100 tys. VND za 4 sztuki. W dwóch pierwszych wioskach – Y Linh Ho i Lao Chai mieszkają Czarni Hmongowie, natomiast w Ta Van w większości to D Zay. Posługują się różnymi językami i mają inną kulturę. Można ich rozpoznać po strojach.


2830293-01-750x501 2830245-01-750x500 2830244-01-750x500 2830239-01-750x500 2830311-01-750x500 2830219-01-750x500 2830319-01-750x500 2830325-01-750x500 2830223-01-750x500 2830206-01-750x500

90 kilometrów na południe od Hanoi znajduje się Hoa Lu, które w X wieku było stolicą Wietnamu. Niegdyś stała tu cytadela, w której rządził cesarz Dinh Bo Linn, jednak do dziś  niewiele z niej zostało. Zatrzymujemy się w dwóch świątyniach: świątyni króla Dinha i Den vua Le Dai Hanh. Hoa Lu leży w przepięknym miejscu otoczonym wapiennymi górami podobnymi do tych w Zatoce Ha Long, jednak zamiast wody otoczone są polami ryżowymi i wokół nich wije się rzeka. W miejscowości Tam Coc bierzemy rowery i jedziemy na krótką przejażdżkę. Rowery nie są najnowszej generacji: mój prawie nie ma hamulców, siodełko i kierownica są wykrzywione, a tylne koło jest tak scentrowane, że rower zostawia dwa ślady. Widoki natomiast wynagradzają nam wszystkie niewygody. Po tej aktywności fizycznej wsiadamy do łodzi i płyniemy senną rzeką podziwiając piękne krajobrazy. Od kilku dni mamy pochmurne niebo, a dzisiaj na koniec dnia nieśmiało wyszło słońce oświetlając nam pięknie wapienne góry.

2830389-01-750x500 2830374-01-750x500 2830436-01-750x501 2830440-01-750x500 2830398-01-750x501 2830407-01-750x500 2830534-01-750x500 2830514-01-750x500 2830550-01-750x500 2830592-01-750x500 2830657-01-750x500 2830602-01-750x500

Tak się złożyło w ostatni dzień naszej wycieczki po Wietnamie, że miejsca które odwiedzamy w Hanoi naznaczone są obecnością Amerykanów. Najpierw poszliśmy do Muzeum Historii Wojskowości, gdzie w dużej mierze pokazana jest droga Wietnamu do wolności, najpierw spod kolonii francuskiej, a potem w czasie wojny wietnamsko-amerykańskiej. Prócz wielu zdjęć w galerii, na zewnątrz stoi sprzęt wojskowy: samoloty, czołgi, helikoptery, wyrzutnie rakietowe, auta bojowe. Spod muzeum skuterami pojechaliśmy nad Jezioro Zachodnie. Oczywiście nie my kierowaliśmy (chyba bym się w Hanoi nie zdecydował na prowadzenie skutera), mieliśmy kierowców, którzy zaproponowali nam podwózkę. Wydawałoby się, że skoro jeżdżą skuterami codziennie po tym zatłoczonym mieście to jesteśmy w bezpiecznych rękach, ale okazało się, że gdyby nie mój refleks to zatrzymalibyśmy się na czarnym suwie, ponieważ kierowca mojego skutera postanowił w czasie jazdy wysłać sms-a. Kierowca Daniela natomiast miał długi paznokieć kciuka pomalowany na flagę Wietnamu. Nad Jeziorem Zachodnim stoi pomnik przypominający o tym że w październiku 1967 roku z jeziora został wyłowiony późniejszy senator USA John McCain, po tym jak jego samolot został zestrzelony w czasie zrzucania bomb nad Hanoi. Został aresztowany i przez 6 lat siedział w więzieniu zwanym przez Amerykanów Hanoi Hilton – byliśmy tam 3 dni wcześniej. Niedaleko Mauzoleum Ho Chi Minha znajduje się niewielkie jeziorko Huu Tiep, w którym zatopione są szczątki amerykańskiego bombowca B-52 zestrzelonego 27 grudnia 1972 roku. Byliśmy także w barze Bun Cha Huong Lien, gdzie 23 maja 2016 roku prezydent Stanów Zjednoczonych Barack Obama i znany szef kuchni Anthony Bourdain zjedli razem kolację. Nie było by w tym nic dziwnego gdyby nie fakt, że nie jest to wytworna restauracja tylko zwykły bar jak wiele innych w Hanoi. Zjedli bun cha – rosół z grillowaną wieprzowiną i makaronem, ziołami, sosem rybnym i talerzem zieleniny. Do tego zamówili krokiety z owocami morza i regionalne piwo Hanoi. Nie byliśmy jedynymi cudzoziemcami, którzy przyszli tu po to by zjeść to co prezydent – danie zwane Obama Combo. Bun cha było bardzo dobre natomiast krokiet nie powalał.
2830878-01-750x500 2830867-01-750x500 2830936-01-750x499 2830919-01-750x500 2830958-01-750x499 2830861-01-750x500 2830790-01-750x500 2830780-01-750x500

Wycieczka do Wietnamu zakończyła się. Byliśmy w znanych nam już wcześniej miastach: Hanoi, Ho Chi Minh City, Hue, Hoi An, ale zobaczyliśmy dużo nowych miejsc:
- Park Narodowy Cat Tien – jeździliśmy na rowerach,
- Jezioro Krokodyli, do którego szliśmy przez dżunglę,
- wydmy w Mui Ne – zjeżdżaliśmy po piaskach na kawałku PCV,
- champskie wieże Po Sah Inu w Phan Thiet,
- farmę produkującą sos rybny w Mui Ne ,
- plantację kawy z hodowlą łaskunów w Dalat,
- Wodospad Słonia w Dalat,
- Sanktuarium Matki Bożej La Vang,
- Park Narodowy Phong Nha-Ke Bang z pierwotnymi lasami tropikalnymi,
- jaskinię Thien Duong, która jest najdłuższą wietnamską jaskinią,
- targ Dong Ba w Hue,
- dolinę Muong Hoa we mgle w Sapie,
- Mauzoleum Ho Chi Minha w Hanoi – udało się nam wejść do środka,
- starożytną stolicę Wietnamu Hoa Lu,
- Park Narodowy Tam Coc z wapiennymi górami podobnymi do tych w Ha Long,
- bar Bun Cha Huong Lien w Hanoi, w którym jadł Barack Obama,
- Muzeum Historii Wojskowości w Hanoi.
Byliśmy też świadkami radości po wygranej Wietnamu z Jordanią w ⅛ Pucharu Azji w piłce nożnej. Niestety wczoraj Wietnam przegrał z Japonią w ćwierćfinale 0:1 i odpadł z Pucharu Azji.

 

         Niestety Rafał uzależnia, trzeci raz z nim zabrałem się na  wyjazd, z tego drugi raz do Wietnamu. Po pierwszej wizycie został niedosyt, dlatego była skierowana gorąca prośba do naszego przewodnika (po wyprawie kumpla, kierownika, czy też króla Azji) o opracowanie Wietnamu dla „zaawansowanych”. Uległ, zorganizował i pojechaliśmy z grupą entuzjastów Wietnamu, czy też chyba naszego przewodnika. Program jak zwykle dopracowany i co do minuty wypełniony atrakcjami, choć uległ naszym „żądaniom” aby po raz kolejny zobaczyć Hoi An. Przepiękna miejscowość z polskim akcentem.
Wyprawy z Rafałem to przede wszystkim bezpieczeństwo, otwartość na ludzi, poznawanie ich obyczajów, kultury, czy też co w Wietnamie jest chyba najlepsze, kuchni. Jeszcze kilka krajów w Azji chcę odwiedzić, i nie wyobrażam sobie, aby nie byłoby to z Rafałem. Dziękuję.

Darek – Słupsk.

Kraje

Wietnam

Kambodża

Sri Lanka

Birma

Ostatnie wpisy

Azja

ciekawostki

video

Facebook

Get the Facebook Likebox Slider Pro for WordPress