Wietnam 03.2016

Kolejną wyprawę do Wietnamu (która będzie trwała 2 tygodnie) rozpoczęliśmy w marcu 2016 roku na południu Wietnamu.
Cu Chi to miejsc, które opowiada historię wojny w Wietnamie.
Każdy kto oglądał „Czas Apokalipsy” wie, jak krwawa była ta historia, ale niewielu wie, jakie taktyki i pomysły wykorzystywali Wietnamczycy do pokonania wroga. A fantazji im nie brakowało. Czasem wystarczyły papryczki chili, którymi oszukiwano psy tropiące ludzi ukrytych w tunelach, częściej jednak zastawiano na wroga śmiertelne pułapki, w większości zresztą skonstruowane ze zrzucanych na Wietnam bomb. Przewodnik, Wietnamczyk, nie bez dumy pokazywał nam każdy ich rodzaj i sposób działania. Częstował także maniokiem i świeżo zaparzoną herbatą opowiadając o życiu wieśniaków i żołnierzy podczas wojny. Najważniejsze były jednak tunele – najskuteczniejsza broń Wietnamczyków w walce z Amerykanami. Dziesiątki kilometrów tras, kilka poziomów szlaków, w których walczyli i mieszkali żołnierze Vietkongu. Już sama opowieść o tym, jak wykorzystywano drzewa bambusowe do wentylacji była fascynująca. Potem samemu mogliśmy przekonać się jak to jest, gdy człowiek by ujść z życiem, musi czołgać się ciasnym i ciemnym tunelem. Zresztą dla złapania klimatu tamtych zdarzeń wystarczyło wejść na chwilę do jednego z nich i zatrzasnąć za sobą klapę. W jednej chwili człowiek znikał bez śladu.
Cu Chi było świetną lekcją historii po której, dla rozładowania emocji, można było postrzelać na przykład z AK47, albo usiąść na kamiennych ławach by w cieniu, popijając chłodne napoje, podziwiać piękno dżungli.
IMG_20160309_172818 IMG_20160309_172004 IMG_20160309_172223
IMG_20160309_172430 IMG_20160309_173937
Z Sajgonu pojechaliśmy na wybrzeże Morza Południowochińskiego do miejscowości Nha Trang. Przyjechaliśmy bardzo wcześnie rano więc poszliśmy na wschód słońca, a wracając do hotelu trafiliśmy na ceremonię pogrzebową. W Nha Trang mamy czas na plażowanie, smakowanie owoców morza, oraz świeżo wyciskanych soków z mango, ananasa, smoczego owocu czy marakui. Oczywiście był także czas na zwiedzanie: wieże Po Nagar, pagoda Long Son, katedra, wodospady, …
IMG_20160311_135935 IMG_20160311_140317 IMG_20160311_140912 IMG_20160311_140448
IMG_20160311_142406 IMG_20160311_142552 IMG_20160311_191336
Niedaleko Nha Trang na rzece rozciągają się wodospady. Przyjemnie było pospacerować po lesie, poskakać po skałach i wykąpać się w niezbyt zimnej górskiej rzece.
IMG_20160311_145331
Nasza wycieczka w Wietnamie podąża z południa na północ w kierunku Hanoi. Wcześnie rano dojechaliśmy do miasta krawców Hoi An. Pierwsze wrażenie jest takie jakbyśmy przyjechali do innego kraju, co zwłaszcza widać po odmiennej zabudowie. To miasto zachwyca nie tylko swoimi kolorowymi kamieniczkami starego miasta, ale jest tu niepowtarzalny klimat, najlepsze jedzenie w Wietnamie, oraz akcenty polskie (muzyka Chopina płynąca z głośników miejskich, czy Kazik). Architektura tutejszych domów mieszkalnych, świątyń i domów zgromadzeń to mieszanka stylów: wietnamskiego, japońskiego, oraz chińskiego.
Klimat miasta jest tak pozytywny, że z ciągu tych dwóch dni w Hoi An, ostatecznie oswoiliśmy się z Wietnamem. Staliśmy się tak pewni siebie, że zdecydowaliśmy się wynająć skutery. Śmiała decyzja, biorąc pod uwagę to, że Wietnamczycy kochają wyprzedzać na trzeciego nie zważając na to czy jadą skuterem czy ciężarówką. Jakimś cudem jednak obyło się bez ofiar. Nie tylko przeżyliśmy, ale zobaczyliśmy wietnamską wieś z pasącymi się bawołami i zupełnie pustą plażę z szalejącym morzem.
IMG_20160313_210142 IMG_20160313_204052 IMG_20160313_210658 IMG_20160312_220124 IMG_20160312_215726
Przy głównym deptaku Hoi An  stoją tablice głoszące, że miasto od lat zdobywa tytuł jednego z najpiękniejszych miejsc w Wietnamie (i nie ma w tych opiniach przesady).
Szeregi dwupiętrowych domów ustawionych przy kanałach i nad rzeką, mosty, łódki i wąskie uliczki starego miasta tworzą niezwykle malowniczą scenerię. Zwłaszcza nocą, gdy ulice palą się setkami kolorowych lampionów. Ogromny targ, już od 6 rano, aż do wieczora, tętni życiem, kolorami i zapachami. Stoły uginają się od owoców, a nieco dalej rybacy kuszą świeżymi połowami. Nie mogliśmy przejść obok tych cudów obojętnie.
Najbardziej zachwycała nas jednak cześć jadalna targowiska. Dziesiątki ustawionych obok siebie gar-kuchni, a każda kusiła pierożkami wonton z mięsem i melonem, delikatnymi pierożkami white rosa, czy specjalnością miasta – Cao Lau.
Wracaliśmy w to miejsce kilka razy dziennie, by kosztować nowych smaków. Było tak pysznie, że do teraz zastanawiamy się, jak udało nam się zobaczyć tyle rzeczy w przerwie miedzy posiłkami. A było co oglądać. Pełne smoków i złota świątynie, dom w którym mieszkało nawet 12 pokoleń i zakłady krawieckie, z których miasto słynie w całym świecie.
IMG_20160313_203612 IMG_20160313_204529 IMG_20160312_212048 IMG_20160312_212836
Kolejnym punktem naszej wycieczki do Wietnamu jest sanktuarium My Son. Położone jest niecałą godzinę od Hoi An w wąwozie przy świętej dla Champa górze Koci Ząb. Plemię Champa żyło tu do XV wieku i zbudowali kilkadziesiąt wież służących modlitwie. Do dziś zostało kilkanaście, pomimo tego, że na początku XX wieku konserwatorzy francuscy wiele z nich odbudowało. Niestety po nalotach amerykańskich bombowców w 1969 roku z części świątyń została tylko kupa kamieni. Można tam śmiało dojechać skuterami, ale my wybraliśmy opcję autobus-łódka, dzięki czemu zatrzymaliśmy się na małej wyspie z miejscowością Kim Bong. Mieszka to około 200 stolarzy znanych w całym Wietnamie ze swoich drewnianych wyrobów.
Natomiast 40 km od Hoi An leżą Góry Marmurowe.
IMG_20160313_200507 IMG_20160314_221344 IMG_20160314_225616 IMG_20160314_230540
Kolejny etap w naszej wycieczce do Wietnamu to przepiękna trasa kolejowa wiodąca wzdłuż górzystego wybrzeża między Da Nang, a Hue.
IMG_20160315_062549 IMG_20160315_062228
Do Hue przyjechaliśmy na jedną noc. To duże miasto w środkowym Wietnamie z burzliwą historią. Była tu niegdyś stolica Wietnamu, w której rządzili cesarze z dynastii Nguyen. Pozostawili po sobie kilka okazałych grobowców, w których są pochowani w tajemnicy, oraz wielką Cytadelę. Z roku na rok jestem zaskakiwany jak szybko postępują prace rekonstrukcyjne budynków w Cytadeli, ponieważ została ona bardzo zniszczona w czasie ofensywy Tet podczas nalotów amerykańskich bombowców. Wyobraźnia mówi nam jak wielkie i bogate było to miejsce w czasie swojej świetności. Hue to jedno z miejsc w Wietnamie wpisane na Listę Dziedzictwa Światowego UNESCO.
IMG_20160315_211447 IMG_20160315_212041
Po czterech etapach podróży dotarliśmy do Hanoi. To stąd pojedziemy nad Zatokę Ha Long, która jest perełką Wietnamu. Pomimo tego, że Hanoi to ruchliwe i zatłoczone miasto, to ma także urokliwe miejsca. Jedziemy do prawie tysiącletniej świątyni literatury, pagody Tran Quoc, oraz kompleksu Ho Chi Minha. Nie udaje nam się wejść do mauzoleum Ho Chi Minha, ale odwiedzamy jego skromny dom nad małym jeziorkiem pełnym ryb. W czasie, gdy został prezydentem nie chciał zamieszkać w pałacu prezydenckim, ponieważ jak twierdził był on dla niego zbyt dostojny.
Po południu poszliśmy do teatru na tradycyjne wietnamskie przedstawienie lalek na wodzie, które opowiadało o życiu na wsi, przeplatane ludowymi wierzeniami i legendami.
IMG_20160317_045921 IMG_20160317_050507 IMG_20160317_050152 IMG_20160317_050855

Nasza wycieczka do Wietnamu to nie tylko zwiedzanie, ale także czas na znakomitą kuchnię azjatycką: sajgonki, owoce morza, wonton, białe róże, … Można też znaleźć coś bardziej egzotycznego. My trafiliśmy na peryferie Hanoi do małej rodzinnej restauracji specjalizującej się w wężach. Z dwóch gadów jakie mieli wybraliśmy większego – na 8 osób. Przyrządzono nam go w siedmiu potrawach łącznie z aperitifem – krwią zmieszaną z alkoholem.

Rok temu na kolacji z wężem był z nami Paweł, który jak zobaczył teraz zdjęcia ze znajomego miejsca to tak wspomina:

„Wąż się wije, pręży i wygina
zaraz na talerzu wyląduje gadzina
a żeby pobudzić smakowe kubeczki
trzeba wziąć łyka wężowej wódeczki…”

IMG_20160318_215159 IMG_20160318_220002 IMG_20160318_215803 IMG_20160318_220135
Legenda głosi, że wieki temu, podczas ataku Chińczyków, bezbronni Wietnamczycy modlili się do Bogów prosząc o pomoc. Prośby zostały wysłuchane i do walki przeciw najeźdźcom stanęły smoki. Podczas bitwy wypadały im zęby, które potem zmieniły się w skały wystające z morza. Tak powstała zatoka Ha Long, najpiękniejsze miejsce w Wietnamie. My oglądaliśmy ją podczas mgły, przez co zatoka wydawała się bardzo tajemnicza. Blisko dwa tysiące wysp i wysepek opływaliśmy bambusowymi łodziami za przewodników mając mieszkańców pływającej wioski. Ci, świetnie znający teren, wpływali z nami do jaskiniowych przesmyków pokazując nam bajeczne ukryte plaże. Widzieliśmy kilka pływających wsi z sieciami większymi niż chatki rybaków a na farmie pereł dowiedzieliśmy się, że ziarenko piasku, które dostanie się do środka ostrygi, może być warte kilkanaście tysięcy dolarów. Dotarliśmy do odkrytej niewiele ponad sto lat temu Jaskini Zadziwienia, albo „jaskini WOW”, jak mówił Jimy, nasz przewodnik naśladując reakcje zwiedzających, gdy ci docierają do trzeciej, największej komnaty, tak rozległej, jak dworzec kolejowy. Wszystko to było świetną przygodą, ale wciąż tylko dodatkiem do zjawiskowej Ha Long, na którą można patrzeć bez końca. I słuchać. Na wyspach żyje tyle ptaków, że nawet przepływające obok statki nie są wstanie ich zagłuszyć.
IMG_20160317_234200 IMG_20160318_133211
IMG_20160318_133816 IMG_20160318_162805 IMG_20160318_163300 IMG_20160318_161133
W ostatnich dniach naszej wycieczki do Wietnamu powróciliśmy samolotem z Wietnamu Północnego na południe do Sajgonu. A z Sajgonu na dwa dni pojechaliśmy do Delty Mekong. W delcie rzeki Mekong mogliśmy poczuć się jak awanturnicy-odkrywcy. Małymi łodziami krążyliśmy między palmami kokosowymi podziwiając brzegi porośnięte dżunglą tak gęstą, że bez maczet nie byłoby mowy o przejściu. Wcześniej, w jednej z wiosek zwiedzaliśmy teren mając na wyciągnięcie ręki kokosy, banany, duriany i wiele innych owoców, które czasem trudno było nazwać. Kto zyskał sympatię tubylców mógł przez chwilę pojeździć miedzy plantacjami kokosów rowerem, a nawet skuterem. Większość z nas wybrała jednak tuk tuki, bo ani w Sajgonie ani w Hanoi nie mogliśmy ich wypatrzyć. A wszystko to w upalnym tropikalnym klimacie.
Sił nabieraliśmy częstując się sajgonkami przyrządzonych na naszych oczach ze złowionych w Mekongu rybach i cukierkami z masy kokosowej z dodatkami imbiru czy orzechów, czyli lokalnego specjału wyrabianego ręcznie przez wietnamskie wieśniaczki.
Wciąż mamy w pamięci niedawną wizytę w bajecznej zatoce Ha Long i trudno nie porównywać zatoki z deltą rzeki Mekong. Które miejsce jest piękniejsze? Nie sposób jednoznacznie wybrać. Możemy jedynie napisać, że ci którzy pragną totalnego relaksu powinni pojechać na północ, do Ha Long, ci zaś, którzy marzą o przygodach na południe, w stronę Delty Mekong.
IMG_20160320_163301 IMG_20160320_165009 IMG_20160320_165416 IMG_20160320_165649

Drugiego dnia w Delcie Mekong wstaliśmy wcześnie rano, ponieważ tylko wtedy jest otwarty market na wodzie. Ten największy rzeczny market w wietnamskiej części rzeki Mekong znajduje się niedaleko Can Tho. Sprzedaje się tu wszystkie owoce i warzywa jakie rodzi ta ziemia. Duże statki załadowane towarem stoją zakotwiczone na rzece i sprzedają w ilościach hurtowych: arbuzy, kokosy, banany, ananasy, marchewkę, kapustę, mango, i jeszcze kilkanaście innych owoców i warzyw, których nazw nie znam.

IMG_20160321_153653 IMG_20160321_143023 IMG_20160321_142639
IMG_20160321_154357 IMG_20160321_140348
W największym mieście Delty Mekongu Can Tho trafiliśmy na przegląd zespołów tanecznych. Impreza została zorganizowana z okazji kilku-dniowych obchodów 85 rocznicy powstania Komunistycznego Związku Młodzieży im. Ho Chi Minha. W dniach 20-26 marca 1931 odbyła się konferencja Komunistycznej Partii Indochin (Komunistycznej Partii Wietnamu). Tematem było omówienie pracy z młodzieżą, zjednoczenie organizacji młodzieżowych, oraz przekonanie młodych ludzi, by dążyli do ideałów komunizmu. W efekcie 26 marca 1931 powołano Komunistyczny Związek Młodzieży.
Po śmierci Ho Chi Minha – 2 września 1969 – dla upamiętnienia wielkiego komunisty i przywódcy Wietnamu nadano organizacji jego imię.
Komunistyczny Związek Młodzieży im. Ho Chi Minha jest największą organizacją młodzieżową w Wietnamie, zrzesza ponad 6 mln osób. Zgodnie z kartą określającą prawa i obowiązki członka Związku powinni oni m. in.: dążyć do ideału partii i wujka Ho, uczyć się, działać społecznie, budować ojczyznę, oraz bronić partię i kraj.
dowietnamu.pl-10 dowietnamu.pl-10-2 dowietnamu.pl-10-3 dowietnamu.pl-10-4
Kilka dni (na początku i na końcu naszej wyprawy) spędziliśmy w największym mieście Wietnamu – Ho Chi Minh City, czyli Sajgonie.
dowietnamu.pl-01-2 dowietnamu.pl-01
dowietnamu.pl-01-3 dowietnamu.pl-01-4
Nasza wycieczka do Wietnamu zakończyła się pełnym sukcesem! Tyle osób ile wyleciało z Polski, tyle wróciło :-) .
Zrealizowaliśmy plan w 100 %, a nawet 110, ponieważ byliśmy także w miejscach, które nie były przewidziane wcześniej w planie.
dowietnamu.pl-jedz-8 dowietnamu.pl-jedz-11

     Do tej pory podróżowaliśmy jedynie na własną rękę uznając, że wyjazd z biurem podróży czy zorganizowaną wycieczką będzie nas ograniczał i zamiast poznawania nowego kraju jedynie prześliźniemy się po atrakcjach z serii „must see”. Rafał przekonał nas do wspólnego wjazdu opowiadając w Klubie Podróżnika o smakach Wietnamu. Trudno – pomyśleliśmy – przebolejemy jakoś tę zorganizowaną wycieczkę, za to najemy się do syta.  Ależ się pomyliliśmy!  Nie w kwestii jedzenia. Wietnam w kuchni jest kolorowy, aromatyczny, egzotyczny i bardzo smaczny! Jeśli więc nie dla krajobrazów, zupełnie nowej kultury, to dla jego smaków warto się wybrać do Azji. Nasza pomyłka dotyczyła wycieczki. Wszystkie nasze obawy pierzchły po kilku pierwszych dniach. Program był tak ułożony, że uwzględniał i „must see”, i miejsca, w których trudno o turystów, jak np. wąskie uliczki Sajgonu. Był też czas na wspólne decyzje, które u nas zaowocowały m.in. wypadem na wodospady Ba Ho i kąpiele w tychże.

Poza tym odkryliśmy, że podróżowanie w małej, ale jednak grupie, jest znacznie weselsze, niż włóczenie się po obcym kraju we dwójkę. Było z kim podziwiać wschód słońca w Nha Trang, obserwować budzące się Hoi An, wspólnie targować się w Sajgonie, czy zakradać do prezydenckiej kajuty na statku w zatoce Ha Long.
A całą tę wesołą, wszędobylską grupę spinał Rafał, który ciekawie wprowadzał nas w świat kultury i historii Azji z cierpliwością buddyjskiego mnicha odpowiadając nam na wszystkie nasze pytania, od tego „co to za owoc?” po (po raz pięćdziesiąty) „jak nazywał się ten cesarz co dostał złoty miecz od żółwia?”. Cholera, nawet wiedział jakie gleby są na południu Wietnamu, co było zaczątkiem ciekawej rozmowy o rolnictwie.

I najważniejsza rzecz, którą doceniliśmy dopiero w trakcie podróży: dzięki Rafałowi o nic nie musieliśmy się martwić. Taksówki, sypialniane autobusy, pociągi, hotele, kolejka po bilet wstępu do grobowców cesarzy. To wszystko było poza nami, dzięki czemu mogliśmy naprawdę wypocząć ciesząc się każdą chwilą w Azji.
Rafał, bardzo Ci dziękujemy za ten wyjazd, już jesteśmy zdecydowani na kolejny, jeśli tylko będziesz chciał nas zabrać.

Iza & Miet z Opola

 

Kolejne wyprawy do Wietnamu:  więcej szczegółów tutaj.

Kraje

Wietnam

Kambodża

Sri Lanka

Birma

Ostatnie wpisy

Azja

ciekawostki

video

Facebook

Get the Facebook Likebox Slider Pro for WordPress