Wietnam 03.2017

Dwutygodniowa wyprawa do Wietnamu – 20.03-04.04.2017
IMG_20170321_112517
IMG_20170321_112439 IMG_20170321_112550 IMG_20170321_112623 IMG_20170321_112649
Ruszyliśmy do Wietnamu. Długa przesiadka w Emiratach Arabskich spowodowała, że kilka godzin jeździliśmy wynajętym busem do najciekawszych miejsc Dubaju. Naszym przewodnikiem była Ola – polska stewardesa z Fly Dubaj, która mieszka tu już parę lat. Nasze zwiedzanie stanęło pod znakiem zapytania, ponieważ od rana w Dubaju zapowiadano burzę piaskową. Na szczęście skończyło się tylko na opadach deszczu, co nie jest częstym zjawiskiem w Dubaju. Zobaczyliśmy najbardziej znane miejsca i symbole Dubaju: Burj Khalifa, Burj al Arab, Marina czy wyspa – Palma. Niestety późne lądowanie w Dubaju spowodowało to że nie zdążyliśmy na ostatni – zachwycający (podobno) taniec fontann pod Burj Khalifa. Ten 829 metrowy, najwyższy wieżowiec świata robi piorunujące wrażenie. Dziwnym stworem architektonicznym jest natomiast hotel Atlantis znajdujący się na samym wierzchołku sztucznie usypanej wyspy Palmy. Szukając dobrego miejsca widokowego na sfotografowanie Burj al Arab weszliśmy przypadkiem na teren kilku-gwiazdkowego hotelu, z którego obsługa delikatnie nas wyprosiła. Chyba nie wyglądaliśmy jak mieszkańcy tego hotelu. Pozytywnie zaskoczyło nas Jumeirah Madinat niedaleko Burj al Arab. Ładna, niska zabudowa, małe knajpki z klimatem i aż dziwne jest że tu tak mało ludzi. Może dlatego, że już było po 1 w nocy. Na lotnisko dotarliśmy koło 4 rano i po chwili zerwała się ulewa.

IMG_20170323_010357 IMG_20170323_010322 IMG_20170323_010259 IMG_20170323_010209 IMG_20170323_010139 IMG_20170323_010106
Późnym wieczorem dolecieliśmy do Wietnamu. Poranek w Sajgonie (Wietnam Południowy) zaczął się bardzo wcześnie, więc chyba nie wszyscy się wyspali, tym bardziej że wczorajszy wieczór skończył się dzisiaj. Szybkie śniadanie w hotelu i chwilę po godzinie 7 byliśmy pod biurem, z którego mieliśmy autobus do Delty Mekong. Wietnamski przewodnik Hai na dzień dobry powiedział nam, że z twarzy wyglądamy jak Polacy, a gdy dowiedział się, że jesteśmy Polakami, usłyszeliśmy od niego po polsku „kocham ziemniaki”.

Po dwóch godzinach dojechaliśmy do Ben Tre skąd pochodzą oryginalne cukierki kokosowe wytwarzane na plantacjach kokosów w małych „fabryczkach”. Łodzią wypłynęliśmy na Mekong by popatrzeć jak toczy się tam życie wokół palm kokosowych. W niektórych miejscach było dość wąsko, kilka razy sternik musiał obniżać dach statku, ponieważ małe mosty nad rzeką wiszą dość nisko. Przy wytwórni cukierków kokosowych którą odwiedziliśmy była niewielka pasieka, oraz miejsce gdzie przy degustacji owoców kobiety śpiewały tradycyjną muzykę wietnamską z Delty Mekong.
Środków transportu mieliśmy dziś sporo, bo do autobusu i łodzi dołączyły jeszcze czółna i motory z ośmioosobowymi pakami. Wieczorem w nocnym markecie w Can Tho jedliśmy wietnamskie fast foody: szaszłyki z ośmiorniczki, lody robione na poczekaniu, czy wesołą wołowinę poruszającą się zygzakiem (Artur był przekonany, że to wołowina, ale ruch ręki sprzedawczyni sugerował, że to była ryba lub wąż).

IMG_20170323_181919 IMG_20170323_182004 IMG_20170323_182257 IMG_20170323_182323 IMG_20170323_182120 IMG_20170323_182139 IMG_20170323_182342 IMG_20170323_182426
Drugi dzień w Delcie Mekong upłyną nam (dosłownie) na rzece. Z centrum Can Tho popłynęliśmy na wodny market, w którym Wietnamczycy zaopatrują się w owoce i warzywa. Duże statki – hurtownie, najczęściej sprzedają tylko jeden rodzaj towaru: arbuzy, ananasy, dynie, kapustę, ziemniaki słodkie, czy kokosy. Do naszej łodzi podpływały niewielkie czółna oferujące turystom napoje, kokosy (2,60 zł za sztukę), ananasy, pamelo, a nawet zupkę pho. Niestety dziś znów nie do końca się wyspaliśmy, ponieważ targ działa tylko rano. Z szerokiej rzeki przepływającej przez Can Tho skręciliśmy w jedną z wielu odnóg, gdzie znajduje się zaciszny ogród. Prócz owoców można było tam zjeść kaczki, żaby, węże i szczury z grilla. Z tego miejsca pojechaliśmy rowerami do 200-letniego drzewa, którego pień już umarł, ale gałęzie zapuściły już nowe korzenie. Ogromnie rozłożyste drzewo. Jechaliśmy tam wzdłuż rzeki, ale ze względu na to, że jest jeszcze pora sucha to im dalej w głąb dżungli tym szerokie koryto zamieniło się w wąski strumień. Wracając do Sajgonu zatrzymaliśmy się na miejskim targowisku w Vinh Long.

IMG_20170324_171254 IMG_20170324_171350 IMG_20170324_171449 IMG_20170324_171417
Po powrocie z Delty Mekong wieczór spędziliśmy w Sajgonie, czyli dzielnicy nr 1 miasta Ho Chi Minha. Najbardziej reprezentacyjną częścią Ho Chi Minh City jest oczywiście część francuska, która różni się architekturą i przepychem od pozostałej części miasta. Tutaj znajdują się wieżowce, 4 i 5-gwiazdkowe hotele, ekskluzywne galerie, drogie biurowce, markowe sklepy i budowle przypominające te z Paryża. Zmęczeni dreptaniem wjechaliśmy na piąty poziom hotelu Rex, czyli na dach gdzie znajduje się restauracja. To kultowe miejsce, ponieważ w czasie wojny amerykańsko-wietnamskiej spotykali się tu korespondenci wojenni z całego świata, oraz odbywały się konferencje prasowe dowódców armii USA z cyklu „fantazje o godzinie piątej”. Ceny w Rexie nie są niskie, ale atmosfera miejsca, muzyka na żywo i świadomość historii tego budynku rekompensuje cenę drinka – 299 000 VND, czyli ponad 50 zł. A nazwy drinków nawiązują do miejsca i historii: Sajgon morning, roof&top, five o’clock follies, czy Sajgon express.

IMG_20170326_173843 IMG_20170325_205641 IMG_20170325_205620 IMG_20170325_205557
Czas szybko mija, ale mija nam bardzo przyjemnie. Wszyscy uczestnicy naszej wyprawy wiedzą już, że wietnamskie jedzenie jest b. dobre. Zupę Pho chyba wszyscy pokochali od pierwszej kolacji, bo od tego czasu codziennie występuje w naszym menu, i mimo że wszędzie jest to wywar wołowy z ryżowym makaronem i warzywami, w każdym miejscu smakuje inaczej. Na razie najbardziej zaskoczyła nas w Nha Trang tuż przy hotelu, gdzie wydawała się być pomieszana z gulaszem wołowym. Wyśmienita! Prócz zupy oczywiście sajgonki, owoce morza… A to jeszcze nie wszystko, bo czekają nas jeszcze cao lao, czy wontony w środkowym Wietnamie. Na razie jesteśmy na południu kraju, więc jest bardzo ciepło. Temperatura waha się w okolicy 33 st, ale odczuwalna dochodzi nawet do 40 st C. Na północy będzie nieco chłodniej, ale swetrów to raczej nie będziemy używać. Pierwszą noc w autobusie sypialnianym mamy już za sobą. Autobus ruszył punktualnie o 20 i po godzinie wszyscy już spali. Mimo tego że autobusowe łóżka nie przypominają tych hotelowych, to co niektórzy już nie mogą doczekać się kolejnego przejazdu takim transportem.

IMG_20170325_205150 IMG_20170325_205427 IMG_20170325_205456 IMG_20170325_205231 IMG_20170325_205306 IMG_20170326_175553 IMG_20170326_175514
Dwa dni spędzamy w nadmorskiej miejscowości Nha Trang. Widok kilku kilometrów plaży spowodował błysk oka u dziewczyn z naszej wycieczki do Wietnamu. I zaraz zaczęły naciskać na mnie by czas wolny na plaży był dłuższy niż te 7 min o których wspominałem im wcześniej.

Na plażę więc polecieliśmy już na wschód słońca. Morze Południowochińskie okazało się być bardzo ciepłe i tego dnia bardzo spokojne. Trzeba było jednak bardzo uważać na słońce, które przypiekało niemiłosiernie. Po kilku godzinach kąpieli morskich i słonecznych pojawiły się w grupie pierwsze oparzenia skóry. W drugim dniu nie wszyscy już byli chętni na plażowanie, więc pojechaliśmy na wodospady. Dzięki temu, że jest pora bezdeszczowa to suchą nogą udało nam się dojść daleko, gdzie można było się ochłodzić w słodkiej wodzie rzeki Ba Ho. Droga początkowo prowadziła nas przez las, potem skakaliśmy po skałach, by na końcu przeciskać się w górę między olbrzymimi głazami po naderwanych metalowych stopniach. Było miejscami ciężko (szczególnie dla tych w rzemykowych sandałkach), ale warto było.

Dwa dni w Nha Trang to czas na relaks: plaża, spacer, knajpka, masaż. Nie wszyscy jednak wyszli zadowoleni z masażu, ponieważ masujący lady-boy okazał się niezbyt delikatny. Żeby się jednak zbytnio nie rozleniwić na plaży, pojechaliśmy zwiedzać pagodę Long Son, katedrę, czy Czmpskie wieże Po Nagar, gdzie musieliśmy ubrać śmieszne szare fartuszki, żeby zakryć kolana. Odwiedziliśmy także galerię Long Thana – znanego wietnamskiego fotografa, który miał niegdyś wystawę w Polsce. Niestety nie było go w domu, ponieważ wyjechał do Sajgonu do córki. Wieczorem jedziemy do Hoi An, wcześniej jednak wyskoczymy jeszcze na soczek ze świeżego mango.

IMG_20170327_200824 IMG_20170327_200916 IMG_20170327_200644 IMG_20170327_200612 IMG_20170327_200426 IMG_20170327_195916 IMG_20170327_195847 IMG_20170327_195822
Hoi An w środkowym Wietnamie przywitało nas z samego rana deszczem i sączącą się z miejskich głośników muzyką Fryderyka Chopina. Przyjechaliśmy autobusem nocnym z Nha Trang. Wietnamska przewodniczka w stroju ao dai pokazała nam najładniejsze zabytki Hoi An, a gdy poprosiliśmy ją żeby zaprowadziła nas do Kazika, spytała czy jesteśmy z Polski. Kazimierz Kwiatkowski to polski architekt, który uratował starówkę w Hoi An przed zniszczeniem, za co mieszkańcy Wietnamu są mu ogromnie wdzięczni i kilka lat po jego śmierci postawili mu pomnik. Po południu, gdy nastał czas wolny, wszyscy rzucili się w wir zakupów, w efekcie co niektórzy musieli szukać kantoru. Cały blask i magia Hoi An dopełnia się pod wieczór, gdy na ulicach zapala się tysiące lampionów.

IMG_20170328_211020 IMG_20170328_211109 IMG_20170328_210945 IMG_20170328_210628 IMG_20170328_210511 IMG_20170328_210819 IMG_20170328_210912
Po pierwszej nocy w Hoi An chyba wszyscy się wyspali, ponieważ od samego rana było w grupie bardzo wesoło. Ofiarami naszych dobrych humorów stało się dwóch młodych przystojniaków, którzy jechali z nami autobusem do My Son. Jak się jednak okazało, że jeden z nich rozumie po polsku, to nasza koleżanka siedząca najbliżej nich, z rumieńcem na twarzy przesiadła się kilka siedzeń dalej.

W My Son jestem dwa razy w roku i ciągle obserwuję w jak szybkim tempie ostatnimi laty odnawia się poszczególne świątynie, które zostały mocno zniszczone w latach 70-tych w czasie wojny wietnamsko-amerykańskiej. Z 70 wież do dziś stoi kilkanaście, a reszta to kupa cegieł. Dziś widzieliśmy trwające prace remontowe w świątyni grupy K, a są już plany na odnowienie największej z wież, czyli A1.

Nasz wietnamski przewodnik Joum, który oprowadzał nas po sanktuarium My Son, rozbawił nas swoim głosem, sposobem mówienia, oraz poruszaniem brwiami i zamykaniem oczu w czasie opowiadania. Między świątyniami na pewno nie zgubilibyśmy go, ponieważ z oddali słychać było jego perlisty ton głosu. Sposób mówienia w połączeniu z żartami i historyjkami jakie opowiadał, na pewno zaowocowały by jego sukcesem na kabaretowej scenie stand-upu w Polsce. Tak obrazowo opowiadał o lingamie (symbol męskości i płodności), że nasze dziewczyny pod wrażeniem wielkości największego lingamu w My Son ochoczo zaczęły go z uśmiechem dotykać na szczęście. Do Hoi An wróciliśmy łodzią, na której mieliśmy typowo wietnamski lunch: danie bezmięsne składające się z ryżu, kapusty i marchewki doprawione sosem sojowym i chilli. Wiemy już dlaczego Wietnamczycy są tacy chudzi, po takim jedzeniu nie ma innej możliwości.

IMG_20170329_231216 IMG_20170329_225100 IMG_20170329_224939 IMG_20170329_224859 IMG_20170329_231323 IMG_20170329_231408
Kilka dni temu skończył się w Hoi An festiwal jedzenia. Nie martwi nas to jednak, ponieważ potrawy w tej miejscowości to prawdziwy festiwal jedzenia. Kuchnia w środkowym Wietnamie różni się nieco od tej na południu. Do sajgonek, zupy pho, smażonego ryżu czy makaronu doszły wontony, white rose oraz cao lao. W związku z tym, że w Hoi An jest wielu turystów, restauracji w tym mieście jest naprawdę dużo. Najlepszym jednak miejsce na spróbowanie ulicznego jedzenia jest targ położony przy porcie. Prócz zwykłych straganów wydzielona jest tam też jadłodajnia. Najczęściej żywią się tam Wietnamczycy, co świadczy o tym że jedzenie musi być tu bardzo dobre. W kilkudziesięciu małych gar-kuchniach stoją metalowe ławy ze stolikami bez obrusów, przygotowywane są tam wyśmienite dania. My po wycieczce do My Son i po postnym lunchu na statku wpadliśmy na targ na kalmara (całego) nadziewanego mięsem, grzybami, marchewką i makaronem. Do tego podany był ryż, trawa cytrynowa, a wszystko okraszone smażoną cebulką. To danie było najdroższe w całym menu, ponieważ kosztowało 100 tys. dongów (17, 50 zł). Pozostałe rzeczy na tym targu (pho, cao lao, wonton, fride noodle czy fride rice) można było dostać za 30 tys dongów (5 zł). Zaniepokoiło nas tylko to, że pani która przygotowywała kalmara na pożegnanie powiedziała do nas: „good luck tommorow” (powodzenia jutro). Mam nadzieję, że nam nie zaszkodzi :-)

IMG_20170330_200542 IMG_20170330_200612 IMG_20170330_200451 IMG_20170330_200427 IMG_20170330_200408 IMG_20170330_200345
Kolejnego dnia wszyscy ochoczo wstali wcześnie rano, ponieważ zwiedzamy Hue. Rześcy i pełni energii pojechaliśmy za miasto, gdzie porozrzucane są grobowce cesarzy Nguyen. Trochę przypiekało słońce i było bardzo gorąco, ale wcale nam to nie przeszkadzało. Na pierwszy rzut poszedł grobowiec Minh Manga ułożony w kształcie chińskiego hieroglifu oznaczającego wieczność. Minh Mang rządził w latach 1820-1841. Następnie był grobowiec Tu Duca (rządził w latach 1847-1883), który mimo tego, że miał 100 żon nie doczekał się potomstwa. Cesarz Khai Dinha (rządził w latach 1916-1925) zaczął swój grobowiec budować za życia, tak jak jego poprzednicy. Jest najmniejszy z tych trzech, ale najbardziej kosztowny, ponieważ Khai Dinh zakochany we Francji przywoził stamtąd materiały budowlane. Grobowce są położone na tak rozległym terenie, że w każdym spędziliśmy po kilkadziesiąt minut. Poszliśmy także na pokaz kung fu, gdzie prócz tradycyjnej walki jeden z mężczyzn próbował wbić sobie w gardło włócznię, na co nie wszyscy mogli spokojnie patrzeć. Na koniec została nam perełka Hue, czyli Cytadela z Purpurowym Zakazanym Miastem (takim jak w Pekinie). Po ofensywie Tet i nalotach bombowych wiele z tych budowli zostało zniszczonych, ale skutecznie się je teraz odbudowuje. Teraz jak to piszę jedziemy nocnym autobusem do Hanoi i zatrzymaliśmy się na krótki postój. Zjedliśmy tutaj zupkę pho bo. Gdybyśmy jednak znaleźli taką restaurację w Polsce to na pewno byśmy do niej nie weszli, nie mówiąc już o zjedzeniu tam.
IMG_20170330_200702 IMG_20170330_200637

IMG_20170401_111741 IMG_20170401_111650 IMG_20170401_111529 IMG_20170401_111853
Przyjechaliśmy nocnym autobusem do Hanoi. Szukając rano otwartej restauracji trafiliśmy do sklepu-kawiarni z wyśmienitą kawą. Mimo tego, że już wcześniej mieliśmy zrobione zakupy kawowe to każdy skusił się jeszcze na zakup paczki lub dwóch. Wietnam jest drugim producentem kawy na świecie. Po południu (na szczęście przestało już padać) zwiedzaliśmy stolicę Wietnamu. Pojechaliśmy do kompleksu dawnego przywódcy wietnamskiego – Ho Chi Minha: mauzoleum, pałac prezydencki, dom, miejsce pracy i odpoczynku, czy bunkier wujka Ho. Obok kompleksu stoi Pagoda na Jednej Nóżce, oraz ambasad polska. Ale nie mieliśmy czasu na odwiedziny ambasadora :-) . Przed obiadem pojechaliśmy jeszcze do Świątyni Literatury, pagody Tran Quoc nad jeziorem Ho Tay, oraz wiezienie Hoa Lo wybudowanego jeszcze przez Francuzów. Nie należy ono jednak do grupy miejsc rozrywkowych w Hanoi. Na obiad były owoce morza n.p. ostrygi z grilla w cebulce i orzechach. Na koniec dnia poszliśmy w strojach wieczorowych do teatru na porywający spektakl lalek na wodzie.

IMG_20170402_160733 IMG_20170402_160640 IMG_20170402_161348 IMG_20170402_161305 IMG_20170402_160808 IMG_20170402_160918
W końcu dotarliśmy do Zatoki Ha Long, która w czasie naszej azjatyckiej wyprawy jest wisienką na wietnamskim torcie. Prawie 2 tys. wysp (dokładnie 1969 wysp – rok śmierci prezydenta Ho Chi Minha) porozrzucanych jest w północnej części Morza Południowochińskiego. Wsiedliśmy na niewielki statek, na którym prócz sali z barem, są kajuty, oraz pokład z leżakami na najwyższym poziomie. Od czasu do czasu statek się zatrzymywał i wysiadaliśmy: to przy kolorowej jaskini, to na wyspie Ti Top z plażą i punktem widokowym na szczycie skały, czy na farmie pereł. Na statku natomiast wspólnie robiliśmy sajgonki na surowo, łowiliśmy kalmary i piliśmy drinki. Najlepsze jednak w Ha Long jest leżenie na górnym pokładzie i przyglądanie się temu co jest za burtą. Już od chwili, gdy wypłynęliśmy z portu przekroczyliśmy jakąś magiczną linię, za którą znajduje się inny świat. Widzieliśmy Ha Long wcześniej na zdjęciach, ale ogarnięcie tego na własne oczy wiąże się z gęsia skórą na ciele. Płyniemy leniwie pomiędzy skalnymi „wieżowcami” wyrastającymi z morza na kilkadziesiąt metrów w górę. Otaczają nas z każdej strony, i przy odrobinie wyobraźni (Wietnamczycy są w tym mistrzami) można zobaczyć w nich wszystko to co nam przyjdzie do głowy. Zza skał, które mijamy wyłaniają się kolejne i kolejne skalne wieże, a lekka mgiełka sprawia, że te najbardziej odległe stają się plamami szarości o różnej gradacji. Magiczne miejsce!

P2500542 P2500556 P2500571 P2500586 P2500589 P2500594 P2500595 P2500600
Ostatnie chwile w Wietnamie spędzamy w Hanoi, skąd mamy samolot do Polski.
Wieczorem wyjeżdżamy z centrum Hanoi, jedziemy kilka kilometrów, w końcu gdzieś na peryferiach trafiamy na uliczkę, na której jest kilkanaście restauracji przyrządzających dania z węży. Na 10 osób przygotowują nam kolacje składającą się z dwóch małych kobr. Nie będę wdawał się w szczegóły jaka była kolejność obrabiania węży i jak zostały one przygotowane, ponieważ bardziej wrażliwi na pewno będą zniesmaczeni. Efektem końcowym jest 7 dań m.in dwa rodzaje sajgonek, żeberka z sezamem, wąż w cieście, skóra smażona, czy mięso wężowe z warzywami. Prócz tego dwie osoby najbardziej odważne i ciekawe wietnamskich smaków zdecydowały się połknąć surowe serca kobr. Prócz tego na początek kolacji dostajemy dwa drinki: jeden to wódka zmieszana z krwią, a drugi wódka z żółcią. Najgorszy moment to wypicie pierwszego kieliszka, trzeba się przemóc, zapomnieć o tym co znajduje się w środku, wyłączyć receptory węchu, powstrzymać drżenie rąk i chlup… kolejne poszły już bez żadnych oporów.
Na koniec podarowano nam buteleczkę jakiegoś alkoholowego trunku z wężem i skorpionem w środku (podobno afrodyzjak). Do Polski tego przewieźć nie można więc z przyjemnością opróżniliśmy butelkę na miejscu.

Niedzielny wieczór w Hanoi będę wspominał długo… i mam nadzieję, że nie tylko ja.

P2500604 P2500605

Kolejne wyprawy do Wietnamu: więcej szczegółów tutaj.

 

Viet Nam – kraj, który trzeba zobaczyć :)
Wycieczka do Wietnamu była moim drugim wyjazdem z Rafałem do Azji.
Trasa i plan podróży, który zaproponował nasz Pan Kierownik :) w ciekawy sposób oddała turystyczne możliwości kraju.
Podczas 14 dni mieliśmy okazję zobaczyć interesujące miejsca i podziwiać wyszukane krajobrazy.
Ponad 2 tysiące przebytych wspólnie kilometrów, pokonanych na różne sposoby i przy pomocy rozmaitych środków transportu pozwalały z bliska obcować z przyrodą i wietnamską kulturą.

Jest kilka miejsc, które mocniej utkwiły mi w pamięci.
Bez wątpienia będzie to ruch uliczny, mieszkańcy i nocne życie turystów miasta Ho Chi Minh City nazywane wcześniej Sajgonem.
Delta Mekongu to z kolei cisza (nie licząc pracy silnika łodzi) i spokojne życie rzeki. W tej okolicy mamy również możliwość poznać trochę z historii wojny amerykańsko-wietnamskiej.
Nha Trang to bez wątpienia kąpiel w Morzu Południowochińskim, trochę opalania – ale koniecznie z filtrem 100 :-) i spacer wzdłuż długiej plaży.
Hoi An to miejsce, w którym rzeczywiście na chwilę można się przenieść do Azji sprzed wielu, wielu lat. Każdy zakątek starego miasta to fragment bogatej wietnamskiej kultury i dawnych dziejów.
My Son – dla kogoś kto lubi obcować z zabytkami religijnymi to będzie wymarzona przestrzeń.
I na koniec coś co trudno opisać i wyrazić słowami – Zatoka Ha Long.
Zapewne każdy kto miał okazję odbyć rejs statkiem wycieczkowym zapamiętał to malownicze miejsce inaczej – dla mnie Zatoka kojarzyć się będzie z wyjątkowością, przyjemnością i pięknem.

Rafał posiada bardzo praktyczną umiejętność dobierania uczestników wycieczki.
Z grupy dziesięciu wcześniej nie znających się osób, powstała zgrana paczka sympatycznych ludzi dla której śmiech i żarty były czymś nieodzownym podczas trwania całej wyprawy :)

Artur z Kalisza

Kraje

Wietnam

Kambodża

Sri Lanka

Birma

Ostatnie wpisy

Azja

ciekawostki

video

Facebook

Get the Facebook Likebox Slider Pro for WordPress