Wietnam 03.2018

W marcu 2018 mieliśmy dwutygodniową wycieczkę do Wietnamu.

Kolejny raz naszym przewoźnikiem do Azji są linie lotnicze Emirates, w związku z tym w czasie przesiadki jedziemy do centrum Dubaju. Wcześniej jednak tuż po lądowaniu w Zjednoczonych Emiratach Arabskich zaopatrujemy rodaków na obczyźnie w polski chrzan i barszcz czerwony instant (było takie zamówienie od znajomych mieszkających w Dubaju). 30-kilometrowy odcinek z lotniska do Mariny pokonaliśmy metrem, które w przeciwieństwie do wszystkich innych na świecie na całej trasie jeździ nie pod ziemią, ale nad. Do Mariny dotarliśmy po północy, restauracje są jeszcze otwarte, ale jak na piątkowy wieczór, nie ma zbyt wiele ludzi. Niedaleko stąd usypana jest wyspa “Palma”. Jedziemy na jej szczyt (to 5 km od lądu w głąb morza), gdzie stoi okazały Hotel Atlantis. Największe jednak wrażenie robi Burj Khalifa – najwyższy wieżowiec świata (829 metrów). Spacerujemy wokół niego mijając Operę, jezioro Burj Khalifa, oraz galerię Dubai Mall. Jest trzecia w nocy. Nie licząc obsługi myjącej chodniki jesteśmy tu sami. Wracamy na lotnisko, ponieważ przed godziną 10 mamy wylot do Sajgonu.
20180317044933-01-750x501 20180317044114-01-750x500 20180317044041-01-750x501 20180317043741-01-750x501
20180317044156-501x750 20180317044613-501x750 20180317044824-501x750

Przylecieliśmy do Sajgonu i z samego rana ruszamy zwiedzać Wietnam. Zaczynamy od prowincji Tay Ninh, gdzie znajduje się stolica apostolska Kaodaizmu. Jest to młodą religią powstałą w 1926 roku, a jej wyznawcy mieszkają głównie w Delcie Mekong, czyli w południowym Wietnamie. Kaodaizm zapożycza elementy kilku wyznań i filozofii: buddyzmu, katolicyzmu, taoizmu czy konfucjanizmu. Świątynia jest bardzo kolorowa: żółty miesza się z niebieskim i czerwonym, a każdy z tych kolorów symbolizuje inną wiarę. Zostajemy na mszę, ale muzyka i śpiewy wprowadzające wiernych w trans nie pozwalają na dotrwanie do końca.
Wracając do Sajgonu zatrzymujemy się w tunelach Cu Chi i tu przechodzimy próbkę normalnego życia żołnierzy Vietcongu w czasie, gdy w latach 60-tych i 70-tych XX wieku walczyli z Amerykanami. Wchodzimy do małych otworów ukrytych w ziemi, gdzie się ukrywali, strzelamy z AK 47, oraz przechodzimy wąskimi tunelami (i tak powiększonymi dla turystów), gdzie pod ziemią mieli swoje schronienie, magazyny broni, pokoje narad, a nawet szpital. Z 250 km tuneli jakie są wykopane w tym rejonie przechodzimy ledwo 40 metrów i już mamy dość. Na koniec zmęczeni posilamy się gotowanym maniokiem popijając herbatę z rosnącej tu trawy. Żołnierze Vietcongu nie mieli łatwego życia.
20180319033334-750x501 20180319094431-01-750x500 20180319094256-01-750x501 20180319094518-01-750x501 20180319033430-750x501 20180319094606-01-750x501

Kolejnego dnia jesteśmy w Delcie Mekong na którą mówi się, że jest “wietnamskim koszem pełnym owoców”. To dlatego, że są tu plantacje kokosów, bananów, mango, pomelo, smoczych owoców,… . W samej prowincji Ben Tre (w której teraz jesteśmy) podobno rośnie 60 % wszystkich wietnamskich kokosów. Płyniemy łodzią po rzece, która jest trzecią co do wielkości rzeką w Azji. Tego jednak nie widać, ponieważ pływamy po wąskich odnóżach rzeki. Wszędzie wokół są kokosy, a na brzegu co jakiś czas widzimy przetwórnię skorup kokosowych, z których robi się między innymi wycieraczki do butów. Są też niewielkie fabryczki cukierków kokosowych zawijanych w papier ryżowy. Cukierki kupujemy by część Wietnamu zabrać ze sobą do Polski. Łódź motorową zamieniamy raz na duże tuk tuki, to na wąskie czteroosobowe czółna, a to znowu spacerujemy wąskimi uliczkami gęsto porośniętymi drzewami owocowymi.
20180319174934-01-750x501 20180319164638-01-750x501 20180319174800-01-750x501 20180319175023-01-750x501 20180319174715-01-750x500 20180319181209-01-750x501

Dwumilionowa miejscowość Can Tho leży na południowym krańcu Wietnamu i jest stolicą Delty Mekong. W jednym z naszych pokoi w czterogwiazdkowym hotelu spod łóżka wyszedł krab. Obsługa go szybko zabrała, ale po godzinie pojawił się kolejny. Chciał się chyba przywitać i wyszedł na środek pokoju. Tego już zabrał nasz wietnamski przewodnik Tam ucieszony, że będzie miał przysmak na kolację; „kupię sobie jeszcze piwo i wrzucę go do gorącej wody” – powiedział. Skąd wzięły się kraby w pokoju? Według Tama wietnamscy turyści, którzy tu mieszkali przed nami kupili je w sąsiedniej nadmorskiej prowincji i przywieźli do hotelu. Wskazywał na to piasek na skorupie kraba, a Can Tho nie ma dostępu do morza. Kraby musiały im uciec, chociaż powinny być dobrze pilnowane ponieważ nie są tanie dla Wietnamczyków (w zależności od rozmiarów 10-15 USD za kilogram). Tam wraz z naszym kierowcą zjadł kraba, ale musieli dokupić sobie jeszcze kilka krewetek, bo mięsa krab nie miał zbyt wiele pod swoją skorupą.
20180320115136-01-750x501 20180320115118-01-750x502 20180320115004-01-750x502 20180320144556-01-750x501

Trzeciego dnia stajemy wcześnie rano, by popłynąć na wodny targ – kilka kilometrów od centrum Can Tho. Handluje się tu warzywami i owocami, ale w przeciwieństwie do targu wodnego w Bangkoku, zakupy robią tu tylko miejscowi. Każda duża łódź sprzedaje jeden-dwa rodzaje owocu z Delty Mekong. Do naszej łodzi podpływają tylko wąskie czółna, które głównie dla turystów sprzedają pojedyncze kokosy, mango, ananasy, oraz wietnamską słodką kawę i zimne napoje. Nieco dalej w wąskim odpływie zatrzymujemy się przy owocowych ogrodach, wypożyczamy rowery i jedziemy wzdłuż rzeki. Naszym celem jest drzewo, które w czasie bombardowań amerykańskich zostało zniszczone i przestało żyć. Porozrzucane gałęzie zaczęły puszczać korzenie do ziemi i drzewo odrodziło się na nowo. W miejscu, gdzie wypożyczyliśmy rowery są owocowe ogrody oraz mała restauracja. Można tu zjeść owoce, które rosną w delcie Mekong, a także różne przysmaki z grilla (nie dla wszystkich przysmaki). Najbardziej odważni z naszej grupy okazali się Andrzej i Marcin, którzy zamówili i zjedli! szczura oraz węża. Trochę im przeszkadzała duża liczba kości, ale zbytnio nie narzekali.
20180320114712-01-750x501 20180320113837-01-750x501 20180320114114-01-750x501  20180320114042-01-750x501 20180320114247-01-750x501 20180320114148-01-750x501 20180320114353-01-750x502 20180320114021-01-750x501 20180320114000-01-750x500 20180320114738-01-750x501

Kolejny dzień spędziliśmy spacerując po francuskiej dzielnicy miasta Ho Chi Minha czyli Sajgonu. Rano poszliśmy na największy targ w mieście – Ben Thanh, gdzie można kupić ubrania, pamiątki, owoce, a w tylnej części zjeść tradycyjne dania wietnamskie za niewielkie pieniądze. Małe stoiska kulinarne tworzą stołówkę dla pracujących na targu sprzedawców. Idziemy dalej. Wchodząc na bulwar Nguyen Hue wstępujemy w inny świat. Skończyły się wąskie domy typowe dla zabudowy wietnamskiej, a zaczęły się pięciogwiazdkowe hotele i ekskluzywne markowe sklepy prosto z europejskich stolic. Jeden kraniec bulwaru prowadzi do Siedziby Komitetu Ludowego, a drugi do rzeki Sajgon. Nieco dalej z tyłu pałacu są jeszcze dwie budowle, o których możemy przeczytać we wszystkich przewodnikach o Ho Chi Minh City: Poczta Główna oraz Katedra Notre Dame. Ta pierwsza zaprojektowana przez Gustava Eiffela ma wewnątrz kilka charakterystycznych elementów: wielki portret spoglądającego na wszystkich z góry Ho Chi Minha, dwie stare mapy pokazujące Wietnam i Kambodżę oraz Sajgon z 1892 roku i budki telefoniczne, w których teraz znajdują się bankomaty. Katedra niestety była zamknięta, będą tam prowadzone prace remontowe ponieważ po obu stronach kościoła stają rusztowania. Nad rzeką Sajgon zaczepili nas mobilni szewcy, którzy naprawili mi sandały (zresztą nie tylko mi). Często w Wietnamie zdarza mi się korzystać z usług takich szewców, ale zwykle jest to w Hanoi – po dwóch tygodniach intensywnego użytkowania sandałów w czasie wycieczki po Wietnamie. Te, które teraz mam nie są jeszcze tak zniszczone, ale wytrawne oko szewca zawsze wypatrzy jakiś ubytek i ślad użytkowania, który trzeba naprawić.
20180321152616-01-750x501 20180321150645-01-750x500
20180321151018-01-500x747 20180321150422-01-500x750 20180321151135-01-500x748 20180321150445-01-750x501 20180321152645-01-750x501

Wylądowaliśmy w Da Nang, wprawdzie 7 godzin po czasie, ale udało się. Pogoda tutaj nas nie rozpieszcza. W Sajgonie było 35 st C, a w Da Nang ledwo 23. Mieliśmy spędzić dzisiejszy dzień na zażywaniu kąpieli słonecznych i morskich jednak zimna woda, wiatr i brak słońca spowodowało, że poszliśmy na spacer po plaży mocząc tylko nogi. Da Nang to duże miasto nad Morzem Południowochińskim, które mocno się rozwija, co widać przy brzegu. Buduje się tu masę cztero, pięciogwiazdkowych hoteli, które mają nawet 48 pięter, z basenami i widokiem na morze. Na razie turystów zbyt wielu tu nie ma i porównując z Sajgonem to Da Nang (przynajmniej okolice plaży) wydaje się miastem wymarłym. Potem pojechaliśmy w Góry Marmurowe.
20180322213446-01-750x501 20180322213628-01-750x501 20180322213742-01-750x501 20180322213538-01-750x501 20180322213255-01-750x501 20180322213114-01-750x501 20180322213357-01-750x501 20180322213055-01-750x501 20180322212810-01-750x501 20180322212749-01-750x501

Kolejnym miejscem na trasie naszej wycieczki do Wietnamu jest My Son. Oddalone jest 45 km od Da Nang. My Son to czamskie wieże, które zaczęto budować w V wieku. W czasie wojny wietnamsko-amerykańskiej stacjonowali tu żołnierze Vietcongu i wiele z nich nie przetrwało amerykańskich nalotów bombowych. Cały czas jednak trwają roboty naprawcze i co roku ich liczba się powiększa.
20180323214425-01-750x501 20180323214617-01-750x501 20180323214645-01-750x501 20180323214250-01-750x501

Najładniejszym miastem w czasie naszej wycieczki do Wietnamu jest bez wątpienia Hoi An. Charakterystyczna żółta zabudowa starego miasta przyciąga tu wielu turystów. My możemy się pochwalić, że to dzięki naszemu rodakowi Kazimierzowi Kwiatkowskiemu miasto zachowało swój niepowtarzalny urok. Nie pozwolił on bowiem zburzyć starych, zagrzybionych budynków starego miasta, ponieważ dostrzegł w nich niepowtarzalny urok. Dzięki jego pomocy i wsparciu w latach dziewięćdziesiątych odremontowano je, a dwa lata po śmierci Kazika wpisano Hoi An na Listę Światowego Dziedzictwa Kultury UNESCO. Do południa jest tu jeszcze dość spokojnie, ale pod wieczór, gdy zaświecają się wszystkie lampiony robi się tłoczno. Na ulicę wychodzą uliczni sprzedawcy, właściciele łódek proponują przejażdżkę, a restauratorzy zapraszają na kolację. Wietnamska młodzież zaczepia turystów i w zamian za drobne prezenty proszą by z nimi chwilę porozmawiać po angielsku. Na rzece pływają małe lampioniki, które miejscowi sprzedają po dolarze za sztukę. Wieczorem setki świecących lampionów rozwieszonych na ulicach, w restauracjach i na mostach tworzą niezapomniany klimat.
20180325182441-01-750x501 20180325182332-01-750x501 20180325182350-01-750x501  20180325181951-01-750x501 20180325181636-01-750x501 DSC_0087-01-750x499  20180325182205-01-750x501 20180325182308-01-750x501 20180325181745-01-750x501  20180325182416-01-750x501 20180325182135-01-750x501 20180325182117-01-750x501

Z Hoi An do Da Nang pojechaliśmy autem, natomiast z Da Nang do Hue już pociągiem. To najładniejszy odcinek kolejowy na całej wietnamskiej trasie z Ho Chi Minh City do Hanoi. Pociąg kręci po kolejowych serpentynach na zboczach gór, z których rozpościera się wspaniały widok na Morze Południowowschodnie. W Hue idziemy od razu do knajpki “Cafe on thu wheels”, gdzie jest chyba najlepsze jedzenie w tym mieście. Prowadzą ją Ki i Ly – Wietnamki, które gotują po mistrzowsku. Przygotowują wyśmienite dania, a uśmiech z twarzy nie schodzi im nawet o godzinie 22, czyli po 15 godzinach pracy. Na koniec kolacji podpisujemy się na ścianie, gdzie trudno już znaleźć wolne miejsce. Hue to miasto cesarskie, zwiedzamy tu grobowce cesarzy Nguyen, oraz ich Cesarski Pałac. Uczestniczymy także w tradycyjnym pokazie walk, ale w momencie, gdy jeden z wojowników wbija sobie włócznię w krtań i naciskając ją włócznia się wygina, to nie wszyscy mogą na to spokojnie patrzeć. Wieczorem jedziemy autobusem sypialnym do Hanoi – stolicy Wietnamu.
20180326153216-01-750x501 20180326153246-01-750x501 20180326152451-01-750x500 20180326153021-01-750x501 20180326152748-01-750x499 20180326152856-01-750x501 20180326153043-01-750x501 20180326152537-01-750x501
20180326152939-01-501x750 20180326152716-01-501x749 20180326152434-01-501x751

Dwa dni i jedną noc spędzamy na zatoce Ha Long. To bez wątpienia najpiękniejsze miejsce w całym Wietnamie. Po prawie dwóch tygodniach intensywnego zwiedzania Wietnamu mamy teraz odrobinę relaksu. Mimo to, że jest tu tak wiele turystów nie widać tego, ponieważ statki porozrzucane są wokół wapiennych skał. Większość wysp to wieże, pionowo wyrastające z morza, które zamieszkiwane są jedynie przez zwierzęta. Niektóre znowu oblegane są przez turystów np.: wyspa Ti Top, gdzie jest punkt widokowy i plaża. Nie wszyscy jednak kąpią się w morzu, ponieważ woda nie jest zbyt ciepła. Niebo jest zachmurzone, trochę wieje i jest lekka mgiełka przez co widoczność nie jest najlepsza. Mimo wszystko mamy tu niezapomniane przeżycia: statek płynie, a my leżymy na górnym pokładzie i oglądamy góry. Przesiadamy się na mniejszą łódkę i podpływamy na wyspę Bo Hon, gdzie znajduje się jaskinia Sung Sot, czyli Jaskinia Niespodzianka. Żeby do niej wejść trzeba wspiąć się po kilkudziesięciu schodach, ale jaskinia jest tego warta. Drugiego dnia wypożyczamy kajaki, aby przepłynąć przez niewielki otwór w skale do zatoki wewnątrz góry, na której grasują małpy. Na statku śpimy na parterze w kajutach dwuosobowych, na pierwszym piętrze jest jadalnia, a na górze taras widokowy z leżakami. Przed kolacją mogliśmy nauczyć się jak zawijać sajgonki, a w nocy kapitan oświetlił przy dziobie morze i zaczęliśmy łowić kalmary. Podobno światło je wabi, jednak po godzinie moczenia wędki w wodzie nie złapaliśmy nic. Na drugi dzień rano Grzesiek zarzucił wędkę i po chwili wyciągnął na haczyku kalmara. To się nazywa mieć szczęście.
20180328143422-01-750x500 20180328143029-01-750x501 20180328135759-01-750x501  20180328135159-01-750x500 20180328143132-01-750x500 20180328143450-01-750x500  20180328143156-01-750x501 20180328135108-01-750x501 20180328135918-01-750x500  20180328135737-01-750x499

Przyjechaliśmy do Hanoi. W stolicy Wietnamu nie spędzamy wiele czasu, więc musimy się spieszyć by zrealizować cały program. Najpierw szybkie śniadanie, choć nie było aż tak szybkie, ponieważ kelnerka ciągle myliła zamówienia. Potem poszliśmy do kawiarni, gdzie mogliśmy wypić i kupić do Polski dobrą kawę. Wietnam jest drugim producentem kawy na świecie. Zatrzymaliśmy się jeszcze przed katedrą św. Stefana, którą także zainteresowany był Harrison Ford z rodziną (stali obok nas). Jednym z urokliwszych miejsc w Hanoi jest jezioro Hoan Kiem i deptak wokół niego. Czerwony most znany z wielu pocztówek prowadzi do świątyni żółwia. Kilkaset metrów w głąb Starego Miasta jest targ Dong Xuan, tam zrobiliśmy ostatnie zakupy. Będąc w Hanoi nie może zabraknąć wizyty w teatrze lalek na wodzie, gdzie wystawiają spektakl opowiadający o kulturze i legendach wietnamskich. Wieczorem na kolację pojechaliśmy na drugą stronę Czerwonej Rzeki, do restauracji, gdzie w siedmiu potrawach przyrządzają węże. Na naszą jedenasto-osobową grupę dostaliśmy cztery węże.
20180327121128-01-498x745 received_1989740117721058-01-498x747 20180327121103-01-498x747  20180327120916-01-750x500  20180327121009-01-750x499 20180327120737-01-750x501 20180327120701-01-750x501  20180327120642-01-750x500 20180329155414-01-750x501 20180329155803-01-750x501  20180329155228-01-750x501

 

Kolejne wyprawy do Wietnamu: więcej szczegółów tutaj.

 

          To było genialne!!!   To nie był nasz pierwszy wyjazd… jednak jest najwyżej w rankingu. To nie była wycieczka. To była po prostu przygoda.

Mariusz z Poznania

Kraje

Wietnam

Kambodża

Sri Lanka

Birma

Ostatnie wpisy

Azja

ciekawostki

video

Facebook

Get the Facebook Likebox Slider Pro for WordPress