Wietnam 04.2018

W kwietniu 2018 mieliśmy dwutygodniową wycieczkę do Wietnamu.

Wylądowaliśmy na międzynarodowym lotnisku w Dubaju. W 2017 roku pracownicy lotniska obsłużyli tu największą liczbę pasażerów na świecie – 88 mln. W tym roku ma być jeszcze więcej, a w przyszłości nawet 120 mln pasażerów. Na płycie dubajskiego lotniska stoi kilkanaście samolotów Airbus A380, które latają z logiem linii lotniczej “Emirates”. To ogromne czterosilnikowe i dwupoziomowe samoloty, które mogą pomieścić nawet 850 pasażerów. My przylecieliśmy skromniejszym Boeingiem 777-300, którym może lecieć 450 osób.
Miasto Dubaj leży w jednym z siedmiu emiratów, które należą do Zjednoczonych Emiratów Arabskich. Kiedyś była to niewielka wioska rybacka słynąca z połowu ryb, natomiast w drugiej połowie XX wieku miasto zaczęło się mocno rozwijać i dziś mieszka tu już ponad 3 mln ludzi. Rozkwit  nastąpił dzięki wydobyciu ropy naftowej, jednak paliwo to kiedyś się skończy, więc już teraz postanowiono uniezależnić gospodarkę od ropy naftowej i nastawiono się na business, usługi i turystykę. Zaczęto mocno inwestować w nowoczesne budownictwo: hotele, centra finansowe, atrakcje turystyczne, galerie handlowe, oraz wyspy palmy. Postawiono na luksus, bogactwo i komfort. W 2009 roku powstał tu największy budynek świata (Burj Khalifa – 829 m), a w planie jest Nakheel Tower, którego wysokość ma przekroczyć 1 kilometr.
W 2001 roku zaczęto budować pierwszą wyspę palmę Jumeirah, dzisiaj stoi już druga (dwa razy większa), a w planie jest budowa trzeciej. Tuż obok budowany jest także Świat – zespół wysp w kształcie kontynentów, a przy palmie Jebel Ali powstają kolejne wyspy – Dubai Waterfront. Dzięki sztucznie usypanym wyspom znacznie powiększyła się linia brzegowa Dubaju. Powstają tam hotele i domki z własnymi plażami, które są chętnie kupowane przez obcokrajowców.
20180411043250-01-750x501 20180411043126-01-750x500 20180411043057-01-750x501 20180411043206-01-750x499 20180411042907-01-750x499 20180411233425-01-750x500

Wylądowaliśmy w południowy Wietnamie, termometry wskazują 36 st C. Jedziemy do miejscowości Tay Ninh, gdzie znajduje się największa kaodaistycznej świątyni w Wietnamie. O 12.00 rozpoczyna się nabożeństwo. Kapłani w kolorowych strojach (czerwonym, żółtym i niebieskim) prowadzą msze, w której mnisi w białych szatach przy monotonnej muzyce wpadają w trans. Z górnych balkonów przyglądają się temu turyści, którzy za chwilę pojadą w dalszą podróż do położonych niedaleko tuneli Cu Chi. To jedno z kilku miejsc w Wietnamie pamiętających wojnę z Amerykanami. Tu poznajemy genezę, historię wojny, jej przebieg, oraz jak żyli i walczyli partyzanci Viet Congu. Z Sajgonu do Tay Ninh, a potem do Cu Chi jedziemy klimatyzowanym autobusem. Jest trochę chłodniej niż na zewnątrz, po otwarciu okna gorąca fala lepkiego powietrze upewnia nas, że lepiej siedzieć w chłodnym autobusie. Za oknem płynie fala skuterów, a wraz z nią domy, pola, drzewa… Kończą się wąskie i wysokie domy miejskiej zabudowy, a zaczyna się strefa rolnicza. Mijamy pola ryżu, który gotowy jest już do zbiorów, a w oddali dostrzegamy plantacje lotosu. Część kwiatów jeszcze jest w pąkach, niektóre pięknie zakwitły , a część straciła swoje płatki i została sama miseczka-konewka z jadalnymi ziarenkami. Płatki można dodać do sałatki, lub herbaty, orzeszki lotosowe z konewki można zjeść na surowo, a korzeń zawiera wiele substancji odżywczych: błonnik, witaminę B i C, oraz minerały. Nagle z płaskiego terenu wyrasta wielka góra. To Góra Czarnej Pani na wierzchołku której znajduje się świątynia buddyjska. Żeby tam wejść trzeba poświęcić kilka godzin. Za oknem mijamy plantacje drzew kauczukowych, z których słynie ta okolica, palmy kokosowe, oraz drzewa oblepione jackfruitem. W przydrożnej restauracji kobra zatopiona jest w wódce i podobno pomaga na męską siłę. Wyjechawszy z miasta skuterów jest znacznie mniej, ale nadal jest to główny środek przemieszczania się dla wielu rodzin trzy-, cztero- a nawet pięcio-osobowych. Jest to także dobry środek do transportu różnorakich przedmiotów. Nie wszyscy jednak szczęśliwie dotrą dzisiaj do domu, mijamy właśnie na ulicy dwa rozbite skutery…
20180412182715-01-500x749 20180412182805-01-500x749 20180412182937-01-500x748 20180412182805-01-500x749 20180412182830-01-01-500x750 20180412182648-01-500x748 20180412183020-01-501x750 20180412182512-01-500x748 20180412182150-01-750x501 20180412182628-01-750x501 20180412182600-01-750x501 20180412182541-01-750x499

Kolejne dwa dni spędzamy w krainie owoców. Jedziemy do najbogatszego regionu w Wietnamie, czyli do Delty Mekong. Na południu kraju, stosunkowo niewielkim obszarze mieszka 20 mln ludzi czyli ⅕ wszystkich Wietnamczyków. Znajdują się tu plantacje owocowe: np. kokosów w prowincji Ben Tre. Już po wyglądzie domów widać, że tutaj ludziom powodzi się lepiej niż w innych częściach Wietnamu. W ogrodach wokół domów rosną banany, mango, papaje, pomelo, limonki, a nawet można znaleźć ananasy i karambole, które bardzo rzadko tu widuję. Próbujemy także rambutany i kakaowce. Najwięcej jednak jest tu kokosów, które w prowincji Ben Tre rosną praktycznie wszędzie. Kupujemy tradycyjne cukierki kokosowe wyprodukowane tuż przy rzece, a pływając łodziami kilka razy mijamy składowiska kokosowych łupin. Przerabia się je na wycieraczki lub jako wypełnienie materacy do europejskich sypialń. Podobno włókna kokosowe są antyalergiczne, oraz antygrzybiczne i podnoszą komfort snu zapewniając odpowiednią wentylację.20180413161005-01-750x501 20180413160525-01-750x500 20180413160339-01-750x500 20180413160708-01-750x500 20180413161024-01-750x500 20180413160823-01-750x491 20180413160935-01-750x501 20180413160915-01-750x496 20180413160734-01-750x499 20180413160753-01-750x499

Pobudkę mamy o godzinie 6 rano, czyli dzień jak co dzień. Po śniadaniu jedziemy w kierunku nabrzeża skąd płyniemy łodzią na największy targ wodny w Delcie Mekong. Znajduje się on nie na samym Mekongu, ale na jego odnodze, czyli na rzece Bassac. Po kilkunastu minutach dopływamy do pierwszych dużych łodzi (to sprzedawcy) wokół którym kręcą się mniejsze (kupujący) i odbywa się przeładunek. Każda duża łódź wypełniona jest jednym lub dwoma rodzajami warzyw, a jakimi? Można się zorientować po tym co wisi na wysokiej tyczce sterczącej z każdej łodzi. Jest to więc taka warzywno-owocowa hurtownia na rzece. Kilka łodzi turystycznych pływa wokół wodnego targu i obserwuje całe to zamieszanie. Do turystów podpływają wąskie łodzie, które nastawione są na sprzedaż detaliczną i prócz owoców sprzedają kawę, napoje, a nawet można sobie zamówić zupę z wielkiego garnka. Mijamy targ działający od bladego świtu do południa i płyniemy do ogrodów nad rzeką, gdzie prócz owoców można zjeść takie przysmaki jak szczur, wąż czy żaba. Kasia i Piotr decydują się na węża i żabę. Żaba rewelacyjna, a wąż gumowaty. Wracając szerokim korytem rzeki mijamy pomnik Ho Chi Minha w centrum Can Tho i dopływamy do hotelu, który położony jest nieco na uboczu. Po lunchu wracamy do Sajgonu.
20180414204159-01-750x501 20180414203923-01-750x500 20180414203905-01-750x501 20180414203949-01-750x499 20180414203434-01-750x501 20180414203815-01-750x501 20180414203756-01-750x501 20180414203726-01-750x501

Przyjechaliśmy do Nha Trang. Dużo tu Rosjan, ale wietnamskie plaże są tak piękne, że warto tu przyjechać. Rano po przyjeździe autobusem sypialnym z Sajgonu meldujemy się w hotelu i idziemy na śniadanie na “róg” na moje ulubione uliczne jedzenie. Potem chwila przerwy na plaży i jedziemy zwiedzać Nha Trang. Do wież bogini Po Nagar nie można wchodzić w krótkich spodenkach w związku z tym ubieramy gustowne szare stroje, które na co dzień naszą Champa. Potem jedziemy do największej pagody w Nha Trang, gdzie odwiedzamy 17 metrowego leżącego Buddę, oraz kolejnego siedzącego na szczycie góry, który wraz z kwiatem lotosu mierzy 21 metrów. W katedrze trafiamy akurat na początek niedzielnej mszy świętej, a potem idziemy do mojego dobrego znajomego Long Thana. To znany w Wietnamie fotograf, który robi czarno-białe fotografie używając do tego tradycyjnej techniki fotograficznej: filmy światłoczułe plus najlepszej jakości papiery fotograficzne. Magda decyduje się i kupuje jedno z moich ulubionych zdjęć: dwoje dzieci spaceruje podczas deszczu. Na kolację idziemy do restauracji przed którą wystawione są zielone miski z owocami morze. Kilogram świeżych kalmarów czy krewetek kosztuje 450 000 dongów czyli niecałe 21 amerykańskich dolarów. Łucjan zamawia zupę i przynoszą mu wazę z chochlą. Nie jest w stanie sam tego zjeść w związku z tym zamawia u kelnerki: “poproszę one, two, three, four, five… five miseczek”. I wszyscy próbują wietnamskiego rosołku.
20180416122906-01-750x498 20180416123053-01-750x499 20180416123120-01-750x501 dowietnamu.pl003-1 dowietnamu.pl003-2 dowietnamu.pl003-4 dowietnamu.pl003-3 dowietnamu.pl003-5

Kolejny dzień w Wietnamie rozpoczęliśmy od plażowania. Wprawdzie nie opalaliśmy się leżąc plackiem na leżakach, ale słońce przypiekło nas nieco w czasie morskiej kąpieli. Morze Południowochińskie było tak ciepłe, że jak weszliśmy do wody to za żadne skarby nie chcieliśmy z niej wychodzić. Do tego wysokie fale sprawiły, że mieliśmy niezłą zabawę. Piotr w tym czasie wypłynął w morze z jedną ze szkół nurkowych jakich jest wiele w Nha Trang. Popłynęli w kierunku wyspy Hon Mun, wokół której jest kilka miejsc przeznaczonych do nurkowania. Instruktorzy pokazali im dwa miejsca: Debbie’s Beach oraz Rainbow Reef. Była tam rafa koralowa wokół, której pływały ryby m.in. mureny, skrzydlice, czy błazenek okoniowy znany z filmu animowanego jako Nemo. Pod wodą aparat nurkowy Piotra wskazał, że był na głębokości 20 metrów, w związku z czym wrócił bardzo zadowolony. Po południu pojechaliśmy na wodospady Ho Ba oddalone 30 km od Nha Trang. Potok Ho Ba spływa ze zbocza góry Hon Kong i tworzy kilka kaskad poniżej których można się kąpać. Woda nie była zbyt zimna. W Wietnamie jest teraz pora such, dlatego wody w rzece nie było zbyt wiele więc nie mogliśmy zobaczyć go w całej okazałości, ale piękne widoki, oraz  spacer po olbrzymich skałach sprawił, że był to bardzo udany dzień. Wieczorem mieliśmy małą uroczystość: Bogusia i Łucjan obchodzili rocznicę ślubu :-) .
20180416195426-01-750x501 20180416195320-01-750x501 20180416195340-01-750x501 20180416195049-01-750x501 20180416195502-01-750x501 20180416195403-01-750x499 2018_0416_023904_001-01-750x499 2016_0101_000707_011-01-750x499 20180416195640-01-750x501 20180416195733-01-750x499

“Antyczny lud Czampa ucieleśnia swojego ducha z piachem i kamieniem i wiedzą oni jak polegać na przyrodzie by stworzyć majestatyczny, podniosły i wspaniały My Son. To jest  bezcenne muzeum architektury ludzkości, które zabrało nam długi czas by w pełni go zrozumieć” – tymi słowami Kazimierza Kwiatkowskiego powitał nas My Son. My Son to sanktuarium Czampskie, do którego w 1981 roku przyjechał nasz rodak Kazimierz Kwiatkowski (architekt i konserwator zabytków), który jako pierwszy obcokrajowiec zaczął odnawiać wietnamskie zabytki. Tak się przyczynił do ratowania zabytków w Hoi An, My Son i Hue, że Wietnamczycy uhonorowali go pomnikiem, który postawili w centrum Hoi An w Parku Kazika. Po wojnie z Amerykaninami w dzisiejszym sanktuarium My Son zostało raptem 20 wież, ale od kilkunastu lat trwają prace odbudowujące zniszczone zabytki.
Słońce ukryte dzisiaj za chmurami nie grzało tak jak tu czasami bywa, więc dwugodzinny spacer był całkiem przyjemny, zwłaszcza że przewodnikiem po My Son był Mr. Yum, który w aktorski sposób opowiadał o kulturze, historii i architekturze My Son. Do Hoi An, gdzie nocujemy dwie noce wróciliśmy łodzią płynącą rzeką Thu Bon.
20180418210129-01-750x500 20180418210423-01-750x500 20180418210300-01-750x501 20180418210348-01-750x501 20180418210101-01-750x500 20180418210159-01-750x501

W Wietnamie mieszka ponad 90 milionów ludzi, którzy mają w posiadaniu około 50 milionów skuterów. Trzeba bardzo uważać na ulicach, chodnikach czy przejściach dla pieszych ponieważ skutery są wszędzie. W Hoi An z kilkoma osobami wypożyczamy motorki i jedziemy w kierunku plaży. Wyjeżdżamy za miasto, żeby oswoić się z maszynami. Za miastem jest zdecydowanie mniejszy ruch na ulicy niż w centrum miasta, co ułatwia sprawę tym którzy na skuterach nie jeżdżą często. Zatrzymujemy się przy kwiatach lotosu, polach ryżowych, czy nad oczkiem wodnym nad którym pasie się bawół by trochę obfotografować przyrodę. Robimy przerwę przy pagodzie Van Duc, która jest jedną z największych pagód w okolicach Hoi An. Jest tu zakon buddyjski, sale modlitewne, a na tyłach grządki, oraz grobowce. Pogoda nam dopisuje, jest gorąco, a na skuterach owiewa nas przyjemny wiaterek. Dojeżdżamy do plaży Cau Dai. Oprócz leżaków i parasoli stoją tu okrągłe łodzie, którymi rybacy wypływają rano w morze. Na skuterach osiągamy zawrotną prędkość 60 km/h :-) . Jedziemy dalej wzdłuż plaży mijając ekskluzywne hotele, aż w końcu docieramy do cypla z latarnią morską. Słońce zachodzi, trzeba wracać.
IMG-20180419-WA0002-01-750x499 20180418211323-01-750x499 20180418211023-01-750x501 20180418211245-01-750x500 20180418210638-01-750x501 20180418210854-01-750x498 20180418211355-01-750x500 20180418210713-01-750x501 20180419142348-01-750x500

W Hoi An spędziliśmy dwie noce. To niewielkie miasteczko w środkowym Wietnamie, które dzięki polskiemu konserwatorowi zabytków Kazimierzowi Kwiatkowskiemu zyskało na znaczeniu. To jedno z kilku miejsc w Azji, które jest najchętniej odwiedzane przez turystów. Dlatego wieczorami jest tu aż tyle ludzi. Hoi An jest przeurocze i w czasie zwiedzania Wietnamu nie wyobrażam sobie by można było je ominąć.
20180420000212-01-750x500 20180419235905-01-750x501 20180420000055-01-750x499 20180419235724-01-750x501 20180419235807-01-750x500 20180419235151-01-750x501 20180419235609-01-750x501 20180419235032-01-750x501 20180419235057-01-750x501 20180419234808-01-750x501

Drogę między Da Nang, a Hue pokonaliśmy pociągiem. Wcześniej jednak zatrzymaliśmy się przy Górach Marmurowych, wewnątrz których znajdują się buddyjskie świątynie. W XIX wieku to miejsce odwiedzali wietnamscy cesarze z rodu Nguyen. Tory do Hue prowadzą wzdłuż wybrzeża Morza Południowochińskiego, często na ostrym zboczu gór i z wieloma tunelami. Widok jest cudowny.
20180420174917-01-750x500 20180420175023-01-750x501
20180420175307-01-500x748 20180420174953-01-500x750 20180420174150-01-500x748 20180420173916-01-500x750 20180420174307-01-750x501 20180420174037-01-750x499 20180420174350-01-750x501 20180420174843-01-750x501

Przyjechaliśmy do Hue, które w XIX wieku było wietnamską stolicą. Znajdują się tu grobowce cesarzy Nguyen oraz ogromna Cytadela, w której mieszkali i skąd rządzili. Z trzynastu cesarzy którzy panowali w Wietnamie w latach 1802-1945 tylko część dorobiła się swoich grobowców. My odwiedzamy trzy: Ming Manga, Tu Duca i Khai Dinha. Każdy z nich jest inny. Dwa pierwsze ogromne, położone na rozległym terenie, porośnięte drzewami z wieloma oczkami wodnymi. Grobowiec Khai Dinha natomiast jest najmniejszy, ale najdroższy, ponieważ materiały na budowę sprowadzał z zagranicy m.in. z Francji, Chin i Japonii. W przeciwieństwie do grobowców, które leżą poza miastem Cytadela znajduje się w mieście nad rzeką Perfumową. Po ofensywie Tet w 1968 roku Cytadela została bardzo zniszczona, ale do dzisiaj część budynków jest już odbudowana, a kolejne są w trakcie odbudowy. Na animacji wyświetlanej w Cytadeli, oraz makiecie która stoi w sali tronowej możemy zobaczyć jak wielkie i wspaniałe było Cesarskie Miasto i Purpurowe Zakazane Miasto – rezydencja Cesarzy Nguyen. Po zwiedzaniu tego co zostało z Cytadeli jedziemy zobaczyć tradycyjną sztukę walki, oraz pagodę, w której znajduje się klasztor buddyjski. Za każdym razem, gdy przyjeżdżam do Hue idziemy wszyscy do “Cafe on Thu Wheels”. W małej restauracyjce i skromnej kuchni Ky i Le wyczarowują znakomite dania, wg mnie to jedna z lepszych kuchni jakie jadłem w Wietnamie. Na ścianie zostawiamy po sobie ślad :-) .
20180421071252-01-750x501 20180421071355-01-750x501 20180421071149-01-750x501 20180421071322-01-750x501 20180421071458-01-750x501 20180421071552-01-750x501 20180421071527-01-750x501 20180421071435-01-750x501

Autobusem sypialnym przemierzyliśmy kolejny odcinek w naszej wycieczce po Wietnamie. Przejechaliśmy z cesarskiego miasta Hue do Hanoi – stolicy Wietnamu. Na północy miało być chłodniej niż na południu, ale ani w Hue ani w Hanoi nie odczuwamy tej zmiany. Mieszkamy w starej części wietnamskiej stolicy więc do zabytków, które zamierzamy zobaczyć nie jest zbyt daleko. Idziemy nad jezioro Hoan Kiem, gdzie w latach 60-tych mieszkał ogromny żółw. Teraz jest wypchany i znajduje się w świątyni buddyjskiej postawionej na jeziorze, do którego prowadzi charakterystyczny czerwony most. Szeroką ulicą wokół jeziora przechodzi pochód dlatego ta część miasta zamknięta jest dla ruchu ulicznego. Młodzież w czerwonych koszulkach ustawia się w kształt wietnamskiej gwiazdy i do późnej nocy odbywają się tu pokazy, gry i śpiewy. Spacerując po Starym Mieście dochodzimy do katedry św. Józefa, a następnie autobusem miejskim (pierwszy raz korzystałem z komunikacji miejskiej w Hanoi) jedziemy pod Mauzoleum Ho Chi Minha. Obok stoi ambasada polska, która na swoim ogrodzeniu pokazuje zdjęcia z najpiękniejszymi polskimi miejscami. Na popołudniowy spektakl w Teatrze Lalek na Wodzie mamy wykupione bilety, a po obiedzie dajemy sobie czas na zakupy.
20180421232958-01-750x501 20180421232923-01-750x499 20180421233150-01-750x501 20180421233102-01-750x500 20180421233247-01-750x501 20180421233225-01-750x501 20180421233035-01-750x501 20180421233119-01-750x501 20180421232848-01-750x500 20180421233357-01-750x501

Kolejne miejsce do którego przyjeżdżamy w Wietnamie wpisane jest także (obok Hue, Hoi An czy My Son) na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO. Jesteśmy w cudownej Zatoce Ha Long. Znajduje się tu ponad 1900 wysp (jak podaje nasz wietnamski przewodnik jest ich 1969 czyli tyle, w którym roku zmarł były wietnamski przywódca komunistyczny Ho Chi Minh). Są to skały wapienne, które rozrzucone są na obszarze 1500 km kw. Zatoka nie jest zbyt głęboka ponieważ ma około 6-10 metrów głębokości, a skały wyrastające z morza mierzą nawet 100-200 metrów wysokości.
W ciągu dwóch dni spędzonych w Zatoce Ha Long czekają nas różne atrakcje. Na jednej z wysp pokonujemy kilkadziesiąt schodów by zobaczyć Jaskinię Niespodziankę, wchodzimy na punkt widokowy na wyspie Ti Top, zatrzymujemy się na plaży, płyniemy na farmę pereł, pożyczamy kajaki. Na statku natomiast mamy cooking class, czyli zwijamy sajgonki, wieczorem łowimy kalmary (bez skutku), a wcześnie rano pod okiem instruktora na górnym pokładzie ćwiczymy tai chi. Niestety pogoda nam się w Zatoce Ha Long nie udała. Wprawdzie było 26 st. C, ale cały czas jest pochmurnie, mglisto i czasem mży.
20180423113954-01-750x501 20180423113910-01-750x499 20180423114258-01-750x500 20180423113651-01-750x501 20180423114023-01-501x750 20180423114231-01-501x750 20180423113826-01-501x750 20180423114147-01-750x500 20180423114319-01-750x501 20180423114104-01-750x501

Nasza dwutygodniowa wycieczka do Wietnamu zakończyła się. Wszyscy w komplecie wrócili do domów, bez zwichnięć i złamań nóg :-) . Pogoda nam się udała, chociaż w Zatoce Ha Long mogłoby choć na chwilę wyjść słońce. Ale i tak nie było źle, najważniejsze że nie padało. Po mailach jakie dostaję po powrocie wynika, że wszyscy są zadowoleni. Na pożegnanie dostałem w Dubaju taką oto kartkę pocztową, oraz „drobny” souvenir… :-)
dowietnamu.pl001 dowietnamu.pl002

 

Kolejne wyprawy do Wietnamu: więcej szczegółów tutaj.

 

Kraje

Wietnam

Kambodża

Sri Lanka

Birma

Ostatnie wpisy

Azja

ciekawostki

video

Facebook

Get the Facebook Likebox Slider Pro for WordPress