Wietnam 08.2017

Dwutygodniowa wycieczka do Wietnamu w sierpniu 2017.

Lecimy liniami Emirates, w związku z tym mamy długą przesiadkę w Dubaju. Nie chcieliśmy spędzić ponad 10 godzin na lotnisku, więc wynajmujemy taksówkę i jedziemy do centrum Dubaju. Pomimo tego, że jest godzina 1 w nocy zegar w aucie wskazuje 36 st. C. Już w Warszawie na Okęciu na tablicy odlotów zapowiadali, że w Dubaju w ciągu dnia jest 41 st.
Nasza wycieczka do Wietnamu od samego początku zaczęła się „wybuchowo”. Tuż po naszej odprawie bagażowej na lotnisko w Warszawie wezwano 4 jednostki straży pożarnej, oraz pirotechników i ewakuowano 300 pasażerów. W terminalu przylotów ktoś zostawił bagaż bez opieki, na szczęście po jakimś czasie właściciel się odnalazł.
Jeżdżąc przez kilka godzin po Dubaju zobaczyliśmy m. in. Burj Khalifa, Burj al Arab, Marinę, wyspę Palmę z hotelem Atlantis, oraz Jumeirah Madinat.
IMG_20170816_094104 IMG_20170816_094146 IMG_20170816_094322 IMG_20170816_095214 IMG_20170816_095120 IMG_20170816_094413

Wylądowaliśmy w Sajgonie. 2,5 godziny drogi zajmuje nam dotarcie z Sajgonu do Tay Ninh. Znajduje się tam jedna z wielu w południowym Wietnamie świątynia Cao Dai. Tay Ninh jest stolicą apostolską kaodaistów. Ogromna świątynia stoi na środku ogrodzonego terenu, w obrębie którego jest jeszcze kilkanaście budowli m.in. dom kapłanów, pokoje zakonników, przedszkole, pozostałości po basenie, oraz wypielęgnowane ogrody. Punktualnie o godzinie 12 rozpoczyna się msza. Zakonnicy i mniszki w białych strojach siedzą po obu stronach z tyłu świątyni, a kapłani ubrani na kolorowo stoją z przodu. Barwne szaty kapłanów: żółta, czerwona i niebieska symbolizują buddyzm, konfucjanizm, oraz taoizm. Na balkonie z tyłu świątyni chór z 8-osobową orkiestrową swoją muzyką wprowadza wszystkich w hipnotyczny nastrój.
Na zewnątrz jeszcze nie pada, ale chmury robią się ciemno-szare.
Jedziemy do wykopanych przez żołnierzy Vietcongu tuneli Cu Chi. Tam niebo przypomina nam, że jesteśmy w Wietnamie w porze deszczowej. Rozpoczyna się ulewa z burzą. Największy deszcz odczekaliśmy pod wiatą, gdzie pani w czarnym mundurze (takim jak nosił Vietcong) pokazywała jak zrobić papier ryżowy. Deszcz nie przestaje padać. Zakończył się dopiero, gdy wracaliśmy do Sajgonu, a w Sajgonie było już zupełnie sucho… do wieczora.
IMG_20170817_175037 IMG_20170817_175105 IMG_20170817_175134 IMG_20170817_175255 IMG_20170817_175329 IMG_20170817_175204 IMG_20170817_175237

W drodze do Can Tho – największego miasta Delty Mekong zatrzymujemy się w Ben Tre. To 150-tysięczne miasto leży nad jedną z odnóg Mekongu. Z tego miejsca ruszamy łodzią szerokim korytem rzeki. Wpływamy w kolejne odnóże i kolejne. Znika miejska zabudowa, rzeka robi się coraz węższa, a wokół nas pojawia się bujna roślinność, głównie palmy kokosowe i bananowce. Woda ma kolor brązowy, więc dna nie widać. Nie znaczy to jednak, że jest bardzo brudna, niesie ze sobą cenny muł użyźniający ziemię, który powoduje zmętnienie wody. Wąskie kanały wodne nad którymi pochylają się palmy robią niesamowite wrażenie. Możemy sobie usiąść w niezadaszonej części łodzi. Niebo jest zachmurzone, więc słońce nie grzeje tak mocno jak zwykle tutaj. W prowincji Ben Tre uprawia się kokosy – główny składnik cukierków à la Krówka. Kupujemy po kilka paczek, żeby rozdać znajomym w Polsce, może poczują choć odrobinę wietnamski klimat. Przy regionalnej muzyce z Delty Mekong próbujemy miód z tutejszej pasieki, oraz lokalne owoce: kokosy, rambutany, banany, jack fruity, smocze owoce, pomelo, czy ananasy z dodatkiem soli i chilli. Nasz lunch składa się m. in. ze świeżych sajgonek z wyłowioną z Mekongu rybą o nazwie Ucho Słonia, warzywami, oraz makaronem. Po obiedzie dojeżdżamy tutejszymi tuk-tukami (innymi niż te w Kambodży czy Tajlandii) do czteroosobowych, wąskich czółen, którymi płyniemy w kierunku miasta, gdzie czeka na nas autobusu. Z Ben Tre jedziemy do stolicy kulturalnej i businessowej Delty Mekong – Can Tho.
IMG_20170818_141319 IMG_20170818_141121 IMG_20170818_141234 IMG_20170818_141412 IMG_20170818_141340 IMG_20170818_141444

Drugiego dnia w Delcie Mekong niebo przywitało nas o 6 rano bez żadnej chmurki. Po śniadaniu w Can Tho popłynęliśmy na wodny targ, który jest największym targiem na rzece w Wietnamie. Kilka statków z turystami pływa wokół wielkich łodzi, które sprzedają warzywa i owoce, ale klientami są tylko tubylcy. Kupują tu hurtowo podpływając swoimi małymi łodziami. Niebo się zachmurzyło, ale jeszcze nie pada. Minęliśmy targ i zatrzymaliśmy się w jednym z bocznych odpływów Mekongu. Wypożyczyliśmy rowery i pojechaliśmy za wietnamskim przewodnikiem. Jeszcze nie pada. Trzymaliśmy się cały czas rzeki przeskakując mostkami na przeciwległy brzeg. Wszystko porośnięte jest bujną roślinnością, między którą wyrastają domki często z ogrodami owocowymi wokół. Zdarzają się także groby przy domach, ponieważ Wietnamczycy chcą mieć swoich bliskich zmarłych przy sobie. Na chwilę zatrzymaliśmy się w miejscu, gdzie rośnie drzewo, którego korzenie są tak rozłożyste, że zajmują ogromną przestrzeń i spacerując trzeba uważać, żeby nie zahaczyć o jakąś gałąź. Jeszcze nie pada, ale niebo robi się ciemne. Przy wypożyczalni rowerów jest niewielka restauracja, gdzie można zjeść grillowaną żabę, węża i szczura. Nikt z nas się jednak nie odważył. Wsiedliśmy więc do łodzi i ruszyliśmy do hotelu na lunch. Zaczęła się ulewa. Wszystkie niebieskie zasłonki na łodzi zasunęliśmy, ponieważ zacinało deszczem i w środku robiło się coraz bardziej mokro. Sternik łodzi pod kamizelkę ratunkową założył foliowy płaszcz przeciwdeszczowy. Zrobiło się szaro. Pierwszy raz zdarzyła mi się ulewa na Mekongu i w dodatku wtedy kiedy jesteśmy na łodzi. Deszcz przestał padać dopiero, gdy usiedliśmy w restauracji na obiedzie.
IMG_20170819_110710 IMG_20170819_110744 IMG_20170819_110846 IMG_20170819_110915 IMG_20170819_110944 IMG_20170819_111109 IMG_20170819_111038 IMG_20170819_111013 IMG_20170819_111223 IMG_20170819_111142

Wieczorem wyjechaliśmy nocnym autobusem z Sajgonu do Nha Trang. Na miejscu byliśmy tuż po wschodzie słońca, więc nasze bagaże zostały w hotelu, a my poszliśmy na plażę. Nie tylko my wpadliśmy na taki pomysł, ponieważ była już tam masa ludzi obserwująca wstające znad horyzontu słońce. Niektórzy zażywali już kąpieli, inni grali w siatkówkę, lub też ćwiczyli taj chi. Niebo od rana jest nieco zachmurzone, ale woda w Morzu Południowochińskim jest ciepła, o czym przekonaliśmy się na własnej skórze.
IMG_20170820_060619 IMG_20170820_061018 IMG_20170820_060508 IMG_20170820_060829 IMG_20170820_060755 IMG_20170820_060858

Nha Trang leży w południowej części środkowego Wietnamu. To kurort z dobrym jedzeniem, przyjemnym klimatem, pięknymi plażami i w miarę spokojnym morzem. Oprócz kąpieli w morzu oraz wędrówki do wodospadów Ba Ho zwiedziliśmy kilka tutejszych atrakcji turystycznych. Wybraliśmy się więc do pagody Long Son, która jest poświęcona mnichom buddyjskich zmarłym wskutek samospalenia. Protestowali oni w ten sposób przeciwko represjom jakim byli poddani buddyści przez rządzącego Wietnamem Południowym prezydenta Ngo Dinh Diema (1955-1963). Na szczycie góry, gdzie niegdyś stała mała pagoda medytuje teraz olbrzymi 21-metrowy Budda. Niedaleko znajduje się galeria Long Thana – twórcy czarno-białych fotografii zrobionych w technice tradycyjnej, czyli na błonach i papierach fotograficznych. Pojechaliśmy także do czamskich wież poświęconych bogini Po Nagar. Tu przychodzą nie tylko Czamowie, ale także kobiety, które proszą o potomstwo, ponieważ Po Nagar jest boginią płodności oraz patronką Nha Trang. Przed wyjazdem do Hoi An zdążyłem jeszcze pojechać na gorące źródła Thap Ba, gdzie można zrelaksować się w ciepłej wodzie mineralnej oraz w błocie. Pomimo tego, że nie mam jeszcze artretyzmu czy reumatyzmu to przyjemnie było posiedzieć w błocie sodowo-krzemianowo-chlorkowym.
Na dworcu kolejowym spotkałem Amerykanina, który zwrócił uwagę na mój polski paszport. Okazało się, że miał żonę Polkę, a teaz od 7 lat mieszka w Nha Trang. Na moje pytanie co tu robi odpowiedział: „Pływam i jem”.
IMG_20170822_083129 IMG_20170821_154154 IMG_20170821_154134 IMG_20170821_154043 IMG_20170821_154244 IMG_20170821_154307

Co można zjeść w Nha Trang? Oto przykładowe menu:
1. Śniadanie: wołowina z jajkiem i kulką mięsną podana na gorącej patelni i zestaw surówek + sok ze świeżego mango.
2. Lunch: homar z grilla przygotowywany na plaży przez panią z obnośnym grillem + piwo Sajgon.
3. Obiad: szaszłyk z krokodyla z ryżem i surówką + żaba w całości z grilla + sok z trzciny cukrowej.
4. Drink: White Russian (w Nha Trang jest masa Rosjan) w knajpie Why Not Bar – od niedawna jest tam basen.
5. Kolacja: zupa Pho Bo czyli najbardziej popularna wietnamska zupa na kości, ale co rzadko się zdarza z gulaszem mięsnym (czyli Pho hù thiêu/mì bò kho).
6. Deser: lody owocowe wyrabiane na ulicy, mogą być z marakują, mango, bananem, durianem, truskawką, smoczym owocem. Jeśli ktoś nie chce lodów to polecam świeże owoce.
IMG_20170821_115232 IMG_20170821_115411 IMG_20170820_185037 IMG_20170820_185116 IMG_20170820_185145 IMG_20170821_115120 IMG_20170821_132449 IMG_20170821_120804 IMG_20170821_124712 IMG_20170820_185223

Dojechaliśmy do środkowego Wietnamu do miasta Hoi An, gdzie spędziliśmy dwa intensywne dni. Hoi An znane jest ze swojej pięknej starówki dla której przyjeżdża tu setki tysięcy turystów rocznie. Do południa jest to senne miasteczko ponieważ jest za gorąco na spacery, więc turyści leżą na pięknych plażach wokół Hoi An. Wieczorem miasto zmienia się nie do poznania. Zapalają się latarnie, a na moście prowadzącym na stare miasto ciężko się przecisnąć. Jest tu dużo restauracji i masa sklepów, gdzie można uszyć ubranie.Nasze dziewczyny także ruszyły na zakupy i po zdjęciu miary krawcy zaczęli szyć. W ciągu dwóch dni zamówienie było gotowe: sukienka, płaszcz, a nawet buty od szewca. A wszystko to za połowę polskiej ceny. W samym centrum Hoi An stoi market w którym jest wydzielona część restauracyjna. Jedliśmy tam kalmary nadziewanego wieprzowiną, sajgonki, oraz wontony z krewetkami. Wyśmienite jedzenie! Pół dnia jeździliśmy na wypożyczonych skuterach wokół Hoi An. Trafiliśmy do Kokosowej Wioski, gdzie oprócz olbrzymich kokosów z których piliśmy sok, pływaliśmy po rzece Thu Bon. Nie były to zwykłe łodzie, ale bambusowe kosze. Okrągłe małe łódki mieszczą 3-4 pasażerów, i są szybkim i tanim środkiem transportu dla tubylców.
IMG_20170825_001828 IMG_20170825_001807 IMG_20170825_001738 IMG_20170825_001718 IMG_20170825_001616 IMG_20170825_001648 IMG_20170825_001555 IMG_20170825_001855

Godzinę drogi od Hoi An znajduje się sanktuarium My Son, które powstało między IV, a XII wiekiem. Wybudowane zostało przez Czamów przybyłych do Wietnamu z Indonezji. Ceglane wieże pełniły funkcje kulturalne i religijne. Do dnia dzisiejszego zostało nieco ponad 20 obiektów, ale co roku ta liczba wzrasta ponieważ odbudowywane są kolejne wieże. Jeszcze w latach 40- tych XX wieku było ich 70, ale po amerykańskich nalotach bombowych w 1969 roku większość została zniszczona. Pierwszym konserwatorem zabytków, który przybył po wojnie do My Son był Polak Kazimierz Kwiatkowski. Musiał najpierw wraz z Wietnamczykami odgruzować i rozminować teren, żeby później móc udokumentować to co zostało i rekonstruować. Wkład Kazika w odbudowę był tak duży, że można o nim poczytać w muzeum My Son. Jeśli ktoś nie był w Angkorze w Kambodży, czy w Bagan w Birmie to wietnamskie My Son zrobi na nim ogromne wrażenie. Niebo nad czamskimi wieżami było zachmurzone, ale nie padało, jednak spacer przez ponad 2 godz. przy tak dużej wilgotności był naprawdę męczący. Nieco chłodniej było na łodzi którą wracaliśmy do Hoi An. Prócz sielskich widoków zaserwowano nam także lunch z ryżem, warzywami i tofu.
IMG_20170824_100119 IMG_20170824_100147 IMG_20170824_100215 IMG_20170824_160740 IMG_20170824_100251 IMG_20170824_100326

Z Da Nang do Hue jedziemy jednym z najpiękniejszych odcinków kolejowych. Tory biegną zboczem gór tuż przy morzu. Wcześniej jednak żeby dostać się do Da Nang trzeba z Hoi An przejechać obok Gór Marmurowych, w których jest czynny klasztor buddyjski. Znajduje się między skalistymi górami wewnątrz których są jaskinie pełne rzeźb, kapliczek i ołtarzy. Zadymione kadzidłami jaskinie zatopione w półmroku połączone z dobiegającą ze świątyni modlitwą buddyjską tworzą magiczną atmosferę.
IMG_20170825_102033 IMG_20170825_102331 IMG_20170825_102612 IMG_20170825_102755 IMG_20170825_102913 IMG_20170825_103129 IMG_20170825_103244 IMG_20170825_103400 IMG_20170825_113354 IMG_20170825_113640 IMG_20170825_114210

Do Hue przyjechaliśmy późnym popołudniem. Szybki meldunek w hotelu i polecieliśmy do mojej ulubionej restauracji „Cafe on thu wheels”. Oczywiście po kolacji zostawiliśmy na ścianie ślad nasze obecności. Kolejnego dnia od rana zwiedzaliśmy to co najcenniejsze w Hue, czyli grobowce cesarzy i wielką Cytadelę. Dynastia cesarzy Nguyen panowała w Wietnamie w latach 1802-1945. Uważali, że życie po śmierci jest ważniejsze od życia na ziemi, więc wiele środków i wysiłku kierowali na budowę swoich grobowców. Oczywiście nie wszyscy z cesarzy Nguyen zdołali wybudować swój grobowiec. My odwiedziliśmy trzy najbardziej charakterystyczne i okazałe. Grobowiec cesarza Tu Duca leży na rozległym terenie, z dużą ilością budynków rozrzuconych między drzewami i jeziorami. Grobowiec Minh Manga zabudowany jest w jednej osi, w kształcie chińskiego hieroglifu symbolizującego “wieczność”. Najbardziej odróżnia się jednak grobowiec Khai Dinha, który jako jedyny zbudowany jest z betonu na wzór europejski. Cały kompleks w Hue wraz z Cytadelą wpisany został w 1993 roku na Listę Światowego Dziedzictwa Kultury UNESCO. Przejeżdżając tu dwa razy w roku widzę jak zmieniają się nie tylko odbudowywane zabytki Hue, ale także infrastruktura wokół: nowe bramki, asfaltowe ulice, czy nowy parking z budynkami przed grobowcem Minh Manga.
IMG_20170826_232622 IMG_20170826_232207 IMG_20170826_230759 IMG_20170826_230627 IMG_20170826_230439 IMG_20170826_190307 IMG_20170826_090230

Hanoi leżące na północy kraju różni się od południowo-wietnamskiego Sajgonu. Jest tu mniej turystów, ponieważ Hanoi traktowane jest głównie jako miejsce przesiadkowe dla jadących do Zatoki Ha Long. Tysiącletnie miasto ma jednak swój urok. To miasto wielu jezior, które są pozostałością po starym dorzeczu Rzeki Czerwonej. Wiele świątyń w Hanoi położonych jest w malowniczych miejscach tuż nad którymś z jezior, a wysoka zabudowa miasta odbija się w tafli wody. Mieszkamy w starej rzemieślniczej dzielnicy na ulicy gdzie sprzedaje się głównie rzeczy metalowe. Obok jest ulica z herbatą, kolejne z zabawkami, ubraniami, z biżuterią. Ulice są wąskie, a chodniki zajęte przez skutery, lub sklepowy towar więc często robi się w tych miejscach bardzo tłoczno. Uliczny piosenkarz idzie więc ulicą i pchając duży głośnik śpiewa do podkładu muzycznego. Z naszego hotelu spacerkiem możemy dojść do najbardziej znanego jeziorka Hoan Kiem, obok którego znajduje się Teatr Lalek na Wodzie. Niedaleko jest także kompleks Ho Chi Minha. Tym razem mieliśmy pecha, mauzoleum Ho Chi Minha, jego dom, oraz miejsce gdzie pracował były zamknięte. Pojechaliśmy więc nad największe jezioro w stolicy Wietnamu: Jezioro Zachodnie, gdzie jest najstarsza świątynia buddyjska Tran Quoc Pagoda. Niedaleko znajduje się Świątynia Literatury z 950-letnią tradycją, o której nie zapominają młodzi Hanojczycy. Studenci bowiem chętnie tu przychodzą i fotografują się w tradycyjnych strojach.
W związku z tym, że nasz hotel znajduje się w dzielnicy rzemieślniczo-handlowej trochę czasu spędziliśmy na zakupach. A towaru jest tu tyle, że aż głowa boli: przyprawy, ubrania, owoce, pamiątki, buty, wina kokosowe, wódki ryżowe, herbaty, elektronika, porcelana…
IMG_20170828_105936 IMG_20170828_110136 IMG_20170828_112348 IMG_20170828_112544 IMG_20170828_112923 IMG_20170828_104615 IMG_20170828_105518 IMG_20170828_105740

Na wschód od Hanoi, na Morzu Południowochińskim rozciąga się Zatok Ha Long. Po intensywnym zwiedzaniu Wietnamu Południowego i Środkowego mamy teraz czas na to żeby się zrelaksować. Ha Long to chyba najwspanialsze miejsce na trasie naszej wietnamskiej wyprawy. Pływamy na statku Lavender Cruises. To 3-poziomowa łódź z jadalnią, barem, 2-osobowymi kajutami i zadaszonym górnym pokładem z leżakami. Pływamy pomiędzy rozrzuconymi na morzu bezludnymi wyspami wapiennymi i delektujemy się niewiarygodnymi widokami.Mijamy wyspy w których Wietnamczycy dopatrują się jakiś podobieństw, są więc takie które przypominają swym kształtem ślimaka, palec, czy walczące kurczaki. Oczywiście nie jest to jedyna atrakcja na Ha Long. W czasie dwóch dni spędzonych na morzu pływaliśmy jeszcze kajakami, zwiedziliśmy ogromną kolorową jaskinię. Można było łowić kalmary, oraz nauczyć się zwijać sajgonki pod okiem wietnamskiego kucharza. Popłynęliśmy też na wyspę Ti Top, gdzie po kilkunastu minutach wdrapywania się na wierzchołek góry ukazał się nam wspaniały widok. Na wyspie Ti Top jest jedna z ładniejszych plaż w Zatoce Ha Long. Kąpiąc się w wyjątkowo ciepłej wodzie nieznajomy mężczyzna, który usłyszał nasze rozmowy zaśpiewał nam po polsku: “Wszyscy Polacy to jedna rodziną…”. I nie był to Polak lecz… Hindus z Indii.
IMG_20170827_202213 IMG_20170827_202628 IMG_20170827_202949 IMG_20170828_135543 IMG_20170828_140517 IMG_20170828_135718 IMG_20170828_140253 IMG_20170827_204520

Ostatnią pożegnalną kolację w Wietnamu zjedliśmy w restauracji w Hanoi. Nazywa się  Mr. Bay Mien Tay i serwuje kuchnię z południowego Wietnamu, a dokładnie z Delty Mekong. Restauracja ta nie jest droga i chyba wiele osób wie, że jest bardzo dobra, ponieważ ledwo znaleźliśmy wolny stolik. Mimo tego, że miejsce pracy kucharza nie robiło dobrego wrażenia i polski sanepid na pewno by ją zamknął, to zdecydowaliśmy się w tam zjeść. I nie żałowaliśmy tego. Zamówiliśmy:
- smażone sajgonki z owocami morza
- surowe sajgonki z warzywami i krewetki
- ostrą zupę z owocami morza i z makaronem ryżowym
- zupę rybną z makaronem ryżowym
- grillowane krewetki
- smażony ryżowy naleśnik z kurczakiem
- makaron ryżowy z grillowaną wieprzowiną
- sok z lotosu
- sok z marakui
IMG_20170831_185745 IMG_20170831_185947 IMG_20170831_185858 IMG_20170831_190042

 

Kolejne wyprawy do Wietnamu: więcej szczegółów tutaj.

 

          Było naprawdę cudnie! Mogliśmy zobaczyć bardzo różne oblicza Wietnamu, niesamowita przyrodę, interesujące zabytki i świątynie. Podglądaliśmy życie od podszewki, nie dostępne zwykłym turystom biur podróży. Fantastyczne smaki, bogactwo przypraw, warzyw i owoców, najlepsze owoce morza. Doskonała kawa. Świetna organizacja, Rafał to otwarty i profesjonalnie przygotowany przewodnik, który nie szczędził nam atrakcji, informacji a nawet niespodzianek! Polecam gorąco!  :-)

Agnieszka – Pruszcz Gdański

 

          Momentalnie, od pierwszej chwili totalnie wchłonął nas Wietnam.
Intensywność kolorów, wrażeń, feria smaków, koloryt ulicy, niewyobrażana różnorodność dnia codziennego, egzotyka kultury i  piękność zabytków zweryfikowały natychmiast zasłyszane opinie – WARTO! TRZEBA I KONIECZNIE!
Dzień po dniu kolejne nowe odkrycia, zdziwienia i smaki budujące obraz świata który chłonęliśmy z zachwytem.
Zupełnie oczywiste stało się, że zawsze mieszkamy w świetnym miejscu, wszędzie jesteśmy na czas, zawsze możemy więcej, zupa nigdy nie jest za słona, a dzień kończy się wtedy kiedy chcemy.
Rafał -  totalny spokój, perfekcja i pasja. To idealne połączenie i świetne towarzystwo.
Wyprawa życia. Dzięki!

Iza – Łódź

Kraje

Wietnam

Kambodża

Sri Lanka

Birma

Ostatnie wpisy

Azja

ciekawostki

video

Facebook

Get the Facebook Likebox Slider Pro for WordPress