Sri Lanka na WSB

17 marca 2017 - Kategerie: spotkanie,Sri Lanka -

_M1L3468 _M1L3497
Razem z Przemkiem Nijakowskim (uczestnikiem ostatniej wyprawy na Sri Lankę) w Wyższej Szkole Bankowej w Opolu otworzyliśmy wystawę fotograficzną. Kilkadziesiąt zdjęć wykonanych w ciągu dwóch tygodni przedstawia ludzi i zwierzęta zamieszkujące Sri Lankę, oraz najpiękniejsze miejsca na wyspie. Przed wystawą w czasie projekcji multimedialnej opowiadaliśmy o tym jak spędziliśmy czas na Sri Lance, gdzie byliśmy i co widzieliśmy na tej zielonej wyspie. Całe spotkanie zakończyło się skromnym poczęstunkiem i lampką wina.
Fot. Sławomir Mielnik
_M1L3486 17349282_1214289441959646_1286690871_o

czy słonie jedzą fistaszki?

10 marca 2017 - Kategerie: spotkanie,Sri Lanka -

wwwdowietnamupl-1 wwwdowietnamupl-1-2
Na zaproszenie uczniów dwóch klas z PSP nr 15 w Opolu miałem przyjemność pokazać swoje zdjęcia i krótkie filmiki, które zrobiłem w czasie kilku wypraw na Sri Lankę. Opowiadałem nie tylko o lankijskich zwyczajach i kulturze, ale głównie o zwierzętach, które żyją na Cejlonie. Było o bezpańskich psach, małpach-złodziejkach, zebu, waranie paskowanym, oraz gdzie żółwie składają jaja, kto to jest dławigad indyjski, co można zrobić z odchodów słonia, czy o olbrzymim sercu płetwala błękitnego.

Sri Lanka – ostatni wpis

29 stycznia 2017 - Kategerie: Sri Lanka,wyprawa -

dowietnamu.pl002 dowietnamu.pl001-2 dowietnamu.pl001-3 dowietnamu.pl001-5
Mikołajowa relacja cd:

Zgodnie z obietnicą, biorę się za pisanie ostatniej relacji z wyprawy na Sri Lankę w styczniu 2017.

Parę dni minęło i dopiero teraz zaczynam jakoś funkcjonować po przestawieniu się na czas i temperatury w Polsce. A wcale nie było łatwo… Pobudki o trzeciej nad ranem wyspany zupełnie, czy padanie na twarz o 20.00 to norma przez pierwsze dni po powrocie. Ale nie zamieniłbym mojej kolejnej już wyprawy za nic. Pozbyłem się trochę gotówki i zostawiłem zarządzanie firmą na 2 tygodnie, ale warto było. Muszę tu zaznaczyć że odczucia moje, które dla Was przelewam na papier są czysto obiektywne i nie wszyscy muszą się z nimi zgadzać ;) .
Parę słów o wrażeniu jakie zrobiła na mnie Sri Lanka. Nazwa ta w tłumaczeniu oznacza „Olśniewająca Wyspa” i taka też jest w rzeczywistości. Mieszanina kultur, religii, narodowości robi niesamowite wrażenie. Sam kraj jest bardzo biedny, nie ma tam przemysłu i nie ma dobrobytu wśród Lankijczyków, a mimo wszystko ludzie są szczęśliwi i uśmiechnięci. Nie widać złości i chamstwa, jakże widocznego u nas i na naszych ulicach… Życzliwość tych ludzi dla nas, zwykłych turystów jest powalająca i udziela się. Na uśmiech odpowiada się uśmiechem i od razu jaśniejszy staje się dzień.
Następną olśniewającą rzeczą na wyspie jest roślinność, tak kolorowa i różnorodna, że przez te dwa tygodnie zrobiłem mnóstwo zdjęć roślinom i kwiatom, abym mógł pokazać to rodzinie, a nie tylko o tym opowiadać. Oprócz roślinności, wrażenie wywarły na mnie krajobrazy, oglądane z okien wszystkich środków transportu jakie są na Sri Lance oraz z wycieczek pieszych w góry i po plaży. Plaża…. samo słowo przywraca mi wspomnienia o wycieczce i przemeblowało mi pojęcie o tym jak może wyglądać plaża. Byłem na wielu plażach mórz i oceanów, ale nigdzie nie spotkałem takiej. Bardzo łagodny spodek poziomu piasku (kilkadziesiąt metrów od brzegu ma się wody po pachy) i małe pływy powodują, że kąpiel w błękitnym oceanie jest po prostu bajką. A do tego drink-bary i restauracje do których docierają fale to dopełnienie i bardzo wysoko postawiona poprzeczka w mojej ocenie plaża-raj.
Inna sprawą o której chcę wspomnieć są zwierzęta i podejście Lankijczyków do nich.
Z jednej strony rzuca się w oczy ogromny szacunek do słoni, natomiast psy są pozostawione na Sri Lance same sobie. Są ich tam tysiące i bezpańskie, krzyżują się ze sobą i mnożą bez ograniczeń. Żyją z tego co sobie wygrzebią na śmietniku lub użebrają od turystów. Byliśmy również w „żółwim przedszkolu”, gdzie w celu zapobiegania wyginięciu największych żółwi świata, dba się o ich niewyklute jajka oraz o maluchy.
Ogólnie wyprawa spełniła moje oczekiwania, jestem kolejny raz zachwycony Azją i polecam wszystkim zwiedzanie tego regionu świata, bo cały czas się zmienia i za kilka lat nie będzie już taki sam.

Dziękuję Rafałowi za zorganizowanie tej wycieczki oraz uczestnikom za wspaniałą wspólną zabawę i oczywiście rodzinie za wyrozumiałość ;) .
dowietnamu.pl001-9 dowietnamu.pl001-6 dowietnamu.pl001-4 dowietnamu.pl001-7

ostatni zryw – Galle

22 stycznia 2017 - Kategerie: Sri Lanka,wyprawa -

IMG_20170122_222458 IMG_20170122_221957 IMG_20170122_222703 IMG_20170122_222803
Mikołajowa relacja cd:

Dzień 13, Niedziela 22.01.2017.

Przedostatni dzień naszej super przygody z Sri Lanką rozpoczął się dosyć pochmurną pogodą. Nie zraziło to jednak nas i postanowiliśmy od samego rana kontynuować naszą przyjaźń  z plażą. Najpierw śniadanko na plaży przy szumie fal, potem krótka piesza wycieczka na „sekretną plażę” ukrytą wśród skał. Przy okazji zauważyłem, że sekretna plaża i kochanka mają wspólną nazwę ” secret beach”:)

Na „sekretnej plaży”, bardziej od kąpania zainteresowały wszystkich muszle zalegające plażę w ilościach tak dużych, że koparka łyżką wywoziła je w krzaki. Wśród muszelek było mnóstwo odłamków rafy koralowej i tylko zakaz wywozu tejże, nie pozwolił nam szarpać jej do plecaków kilogramami. Na plaży zaczął pokapywać dyskretnie deszcz, co jest bardzo nietypowe dla pory suchej na Sri Lance. Lecz to nie plaża była naszym dzisiejszym głównym celem. Po zbiorach skorupiaków, zapakowaliśmy się do nietestowanego do tej pory przez nas środka transportu, czyli lankijskiego PKS-u. Ale się działo….. do Galle mieliśmy ok 40 km, ale na Sri Lance nic nie jest takie na jakie wygląda. Droga do Galle to jedna długa ulica, biegnąca wzdłuż oceanu, handlowo-usługowa. Całe życie na tej wyspie odbywa się wzdłuż głównych dróg i jest tam wszystko co ważne: handel, usługi i wyżywienie. Autobus marki Lanka Ashok Leyland (są to jedyne autobusy na wyspie), zatrzymywał się co jakiś czas i dobierał pasażerów, przez co niektórzy z nas, spędzili podróż na stojaka, ale przeżycia w trakcie jazdy i obcowanie blisko z rodowitymi Lankijczykami jest bezcenne. Przy okazji wspomnę, że podróżowanie po Sri Lance, państwowymi środkami transportu jest śmiesznie tanie. Bilet „PKS-em” kosztował nas ok. 0,5 $, natomiast „PKP” za 170 km ok. 1,5 $. Nie wiem jak oni to robią, ale tak jest i mówię wam, warto to zobaczyć ;)

Po przybyciu do Galle zwiedziliśmy stare miasto usytuowane wewnątrz fortu, które składając się z małych wąskich uliczek, tworzy niezapomniany klimat. Wśród tych uliczek pełnych sklepików, knajpek i „art gallery”, poczułem się jak w wietnamskim Hoi An (kto był ten wie, a kto nie, niech żałuje). W między czasie, przez Sri Lankę przeszła potężna burza z piorunami (wyspa płacze nad naszym wyjazdem ;)  ), a największy deszcz przeczekaliśmy w restauracji.  Po czasie wolnym, który spędziliśmy na myszkowaniu po sklepikach oraz małym posiłku, udaliśmy się na targowisko gdzie kto chciał, ten robił ostatnie zakupy do Polski, np. owoce. Po zakupach udaliśmy się wprost na lankijski dworzec „PKS”, gdzie złapaliśmy jeden z ostatnich tego dnia autobusów, odjeżdżających w stronę Mirissy. Tym razem jazda z szalonym kierowcą, nie dość że trwała o 1/3 krócej to była umilana ichniejszym Lanko-Polo. Autobusy mają zamontowane niespotykane u nas nagłośnienie i „konduktor” obsługujący pilota od TV, raczył nas lokalnymi teledyskami na okrągło. Mimo iż nie rozumiemy języka tutejszego, same teledyski podobne do naszego discopolo z lat 80-90, były o treści nie trudnej do zrozumienia.

Po powrocie do Mirissy, udaliśmy się na plażę, aby spożyć ostatnią naszą wieczerzę na wyspie. Oczywiście znów objedliśmy się owocami morza, kosztując ryb oraz kalmarów. Po kolacji siedliśmy w hotelu, komentując i podsumowując całą  naszą wycieczkę. Oczywiście nie omieszkaliśmy zrobić w Galle odpowiednich zakupów „zza krat” i teraz pisząc tą relację, dokonujemy konsumpcji przedniej jakości Arracku, który gorąco polecam tym, którzy się zdecydują zwiedzić Sri Lankę.

Na tym muszę zakończyć moją przygodę z pisaniem, raz że pożegnalna impreza nabiera tempa ;) a dwa że to już wszystko, co mam Wam do przekazania. Mam nadzieję że mój debiut został dobrze przyjęty i że choć trochę moje pisanie przybliżyło Wam klimat naszej przygody.

Jutro nie będzie już relacji z ostatniego dnia.  O 12.30 mamy transfer na lotnisko. Z rana mamy ochotę na jedzenie paluchami lokalnego śniadania oraz ostatnie plażowanie tuż przed wyjazdem. Obiecuję, że za parę dni się zmobilizuję i napiszę relację podsumowującą z całej naszej eskapady. Tym czasem pozdrawiam gorąco nasze rodziny i znajomych, którzy śledzili nasze poczynania, do zobaczenie w Polsce. I nie zdziwcie się jak zobaczycie nas „troszkę” opalonych.
IMG_20170122_221703 IMG_20170122_221759 IMG_20170122_222941 IMG_20170122_222909

smakowanie Mirissy ciąg dalszy…..

21 stycznia 2017 - Kategerie: Sri Lanka,wyprawa -

IMG_20170121_203646 IMG_20170121_203708 IMG_20170121_203456 IMG_20170121_203558 IMG_20170121_203521 IMG_20170121_203624
Mikołajowa relacja cd:

Dzień 12, Sobota, 22.01.2017

Jak już wczoraj wspominałem, dziś dzień zaczął się bardzo wcześnie. Zbiórka o 6.00 i rejs statkiem wycieczkowym w celu zobaczenia największego ssaka jaki występuje na ziemi. Czy się udało… zaraz powiem. Temperatury w Mirissie są bardzo wysokie, nawet teraz gdy piszę ten tekst o godzinie 21.30 jest jeszcze 26 stopni i wilgotność tak wysoka, że po całym dniu ciuchy aż kleją się do ciała. Ale do rzeczy, tuk-tuki  z hotelu zawiozły nas prosto do portu, gdzie w gotowości stało kilkanaście statków gotowych do wypłynięcia. Szybka wymiana gotówki na bilety, zajęcie miejsc, oraz ubranie kapoków i już jesteśmy zwarci i gotowi do poszukiwań. Niestety nie wszyscy turyści są tak zmobilizowani jak nasza wycieczka. Wypłynięcie z portu trochę się opóźniło, ale miało to i pozytywny skutek, ale o tym w dalszej części. Płynęliśmy ponad godzinę i według GPS wypłynęliśmy ok 20 km od brzegu. Jako pierwsze zaobserwowane zostały żółwie, które jeden na drugim pewnikiem starały się o potomstwo. I oczywiście nasz kapitan wypatrzył je jako pierwszy i mieliśmy możliwość sfotografowania tych zwierząt. Po dłuższym oczekiwaniu w pełni napięcia, na horyzoncie pojawiła się mgiełka pary wypuszczona przez wieloryba. Wszystkie statki jak szalone pognały w to miejsce, licząc na obejrzenie tego ssaka. Niestety, obserwacja tych zwierzą, to nie jest wcale taka łatwa sprawa jakby się mogło wydawać. Wieloryb zaczerpnąwszy powietrza znika na kilka minut w odmętach oceanu, żeby wypłynąć znów gdzieś indziej. Leczy wszystko poszło zgodnie z planem. Widzieliśmy kilka razy grzbiety tych olbrzymich zwierząt, których waga dochodzi do 190 ton.  Ich widok, majestatycznie wynurzających się z toni oceanu, robi naprawdę wielkie wrażenie. Z opowiadania naszego przewodnika dowiedzieliśmy się również, że penis dorosłego wieloryba mierzy 2,5 metra, co wywołało pomruk uznania u naszej żeńskiej części wycieczki :) .   Po około godzinnej obserwacji, statki po kolei opuszczają obszar obserwacji i wracają do portu. Nasz statek, zapewne z racji porannego opóźnienia, zostaje do końca i jako ostatni kieruje się do portu. W nagrodę jako jedyni możemy zaobserwować delfiny, które znane ze skłonności do zabawy wykonują piękne skoki i ewolucje w powietrzu. Stojąc na dziobie statku mogliśmy z bliska przyjrzeć kilkunastu sztukom płynącym przed statkiem. To było niesamowite, być tak blisko tych zwierząt, praktycznie na wyciągnięcie ręki.

Po powrocie do portu, zjedliśmy szybki lunch na plaży i resztę dnia mieliśmy przeznaczone tylko i wyłącznie do relaksu z czego skwapliwie skorzystaliśmy. Niektórzy walczyli dzielnie z błękitnymi falami oceanu, inni sączyli leniwie drinki serwowane wprost nad samą wodę. Każdy korzystał ze słońca ile się da, aby naładować akumulatory przed niedługim, acz szybko się zbliżającym powrotem do domu. Wieczorem nie mogliśmy inaczej, tradycyjnie spacer plażą przy zachodzie słońca i kolacja z owoców morza serwowanych ze świeżych połowów. Na kolację spróbowaliśmy: red fisha, barrakudę, rainbow fish oraz ciekawostkę: smażoną płaszczkę. Wszystko to popijaliśmy kolorowymi drinkami o fikuśnych nazwach oraz naszym ulubionym Lion beer’em. Czuć odprężenie w naszej wycieczce, każdy jest już zmęczony wysiłkiem zwiedzania Sri Lanki i te kilka chwil relaksu w kurorcie Mrissa, robią dobrze naszym zmęczonym organizmom.
IMG_20170121_214527 IMG_20170121_214449 IMG_20170121_214358 IMG_20170121_203326 IMG_20170121_203435 IMG_20170121_203808 IMG_20170121_212833

raj w Mirissie

20 stycznia 2017 - Kategerie: Sri Lanka,wyprawa -

IMG_20170120_213239 IMG_20170120_213653
Mikołajowa relacja cd:

Dzień 11, Piątek, 21.01.2017

Od kilku dni krążą wśród nas magiczne słowa : kiedy ocean? Nie bardzo wiedziałem o co chodzi. Ocean… ocean…. hm… Dziś się dowiedziałem.

Z samego rana po śniadaniu, zapakowaliśmy nasz cały majdan do busa, trochę podobnego do Amalowego i ruszyliśmy w stronę Mirissy. O ile bus był podobny, o tyle kierowca nie. Od samej Elli wszyscy nas wyprzedzali… Dopiero gromki doping: driver go, go, go!!! zmotywował naszego kierowcę do szybszej jazdy, no i zaczęło się… Parę razy na żyletkę, ze dwa razy na czołówkę, ale co tam grunt że do przodu. Popatrzyliśmy w mapę, e… co tam kawałek do oceanu i dalej wzdłuż brzegu…. Nic bardziej mylnego. Kierowca wybrał taką drogę, że musiał miejscami jechać 10km/h i omijać dziury. Patrząc na nawigację niedowierzaliśmy, jak można? Ale niestety można. I droga która miała być krótka i przyjemna, wydłużyła się niemiłosiernie powodując ból pośladków, od siedzenia oczywiście. Z tego wszystkiego, kierowca jadąc bez navi, na pamięć, pomylił drogę i gdyby nie nasza czujność, pojechalibyśmy z powrotem na północ Sri Lanki. Ale nie ma tego złego… Jadąc przez takie wioseczki i zadupia, że żaden turysta tam nogi nie postawił, mogliśmy podglądać jak żyją rodowici Lankijczycy nieskażeni komercją. Na krótkim postoju, Przemek w rzece wypatrzył krokodyle i nie omieszkał zrobić im sesji zdjęciowej. Koniec końców dotarliśmy do Mirissy. A tu czekała nas niespodzianka, po kilku noclegach na  wysokości ok 1000 m, gdzie temperatury były całkiem znośnie i w hotelu nawet nie była potrzebna klima, w Mirissie było grubo ponad trzydzieści stopni i taka wilgotność, że pot spływał nam po twarzy. Szybkie zakwaterowanie i ruszyliśmy na plażę. Plażę jak z żurnala, przeźroczysta błękitna woda, bary ze stolikami w wodzie, które omywały fale, ludzie którzy spacerowali wzdłuż plaży w oczekiwaniu na zachód słońca, po prostu jak w bajce. Tego się nie da opisać. Opalone dziewczyny w bikini, przystojni kelnerzy o latynoskich rysach, dla każdego coś miłego. Po szybkim lunchu, ruszyliśmy wzdłuż plaży daleko, daleko, gdzie oczy poniosą…… Po przepięknym zachodzie słońca, fotografowanym przez mnóstwo ludzi, wracając rozgościliśmy się w jednej z wielu restauracji serwujących owoce morza, pochodzące wprost z połowu. Wystawiane na stolikach świeże ryby, kalmary, kraby, homary kusiły nas swoim wyglądem jak i zapachami dochodzącymi z kuchni. Postanowiliśmy zrobić wieczór rozpusty i pozamawialiśmy te dary oceanu. Były przepyszne, do tego zimne piwko, pite wprost na plaży i woda co chwilę podmywająca stoliki dopełniły nam naszego pojęcia raju…… ;)

Dziś zbyt długo nie możemy posiedzieć, rano mamy o 6.00 pobudkę, ponieważ czeka na nas następna przygoda. Ale o tym wkrótce….
IMG_20170120_213337 IMG_20170120_213416 IMG_20170120_213449 IMG_20170120_213526

inny rodzaj zwiedzania

19 stycznia 2017 - Kategerie: Sri Lanka,wyprawa -

IMG_20170119_190259 IMG_20170119_190345 IMG_20170119_190609 IMG_20170119_190642
Mikołajowa relacja cd:

Dzień dziesiąty, Czwartek, 19.01.2017

Opowieść o miasteczku Matale, urodziła się już kilka dni temu, lecz czekała cierpliwie na opublikowanie. W nagrodę za cierpliwość będziecie dziś mieli dwa wpisy :)

Dziś opiszę zupełnie inny rodzaj transportu po Sri Lance. Bo cóż można robić na tej przepięknej wyspie, oprócz zwiedzania świątyń, wiosek i miasteczek, jeżdżenia pociągami i tuk-tukiem? Otóż można ruszyć „z buta” w góry. Na Sri Lance są super widokowe pasma gór i dzisiaj właśnie, zaraz po śniadanku ruszyliśmy w drogę aby się trochę zmęczyć i podziwiać to co oglądaliśmy do tej pory z okien pojazdów. Na Sri Lance nie ma typowych szlaków, jednakże turyści wydeptali dosyć szerokie ścieżki na najważniejsze i najładniejsze wzgórza i nie ma problemu ze zlokalizowaniem trasy. Na pierwszy ogień poszła góra o nazwie Mały Adam (1141 m). Po drodze mijaliśmy mnóstwo turystów jak i lokalnych „biznesmenów” oferujących za $ możliwość zdjęcia z małym Lankijczykiem, małpką albo kobrą. Jako że trasa biegła wśród plantacji herbaty, Lankijki zbierające liście, równie chętnie pozowały do zdjęć. Z Adama rozpościerają się zatykające dech w piersiach widoki na całe pasmo gór przeciętych wąską tasiemką asfaltu oraz na Ellę z budującymi się na stokach hotelami. Na szczycie Adama oczywiście wylegiwało się kilka psów, które Kinga uraczyła wodą, pozbywając się swojego zapasu. Wracając z Adama wstąpiliśmy do restauracji ekskluzywnego hotelu, (znajdującego się na zboczu Adama), wyposażonego w lądowisko dla helikopterów, luksusowy basen oraz obsługę która pomiędzy domkami krytymi strzechą, porusza się melexami (wózkami na prąd). Kinga zdążyła sprawdzić cenę za dobę i okazało się, że za 150$ to można dużo ciekawszych rzeczy zobaczyć. Wczorajszego dnia, jadąc do Buduruwagali, czujny jak wąż Przemek, zauważył drogowskaz do jaskini Rawana, którą dodatkowo postanowiliśmy dziś odwiedzić. Czujny, bo jego obiektywowi nie umknie żadna okazja do zrobienia fotek, których ma zresztą już tysiące i każdy liczy, że uda mu się coś od niego wysępić ;) . Z Adama widać było drogę do jaskini, lecz ta znajdowała się po przeciwnej stronie doliny i aby tam dotrzeć musieliśmy zejść na dół kotliny aby ponownie wspiąć się prawie na wysokość Adama lecz z drugiej strony. Trochę nam to zajęło… grupa się rozciągnęła i dotarła do podnóża jaskini w podgrupach. Okazało się, że do jaskini prowadzi kilkaset schodów. Celowo piszę że kilkaset, ponieważ miało ich być 500, a przy 600 przestaliśmy liczyć, a końca nie było widać. Przy temperaturze +33 st. C uwierzcie mi, że pot leje się z człowieka ciurkiem i wielki szacun dla naszych SKS-ów, tudzież nazywanych sarkofagami, że nie odpuścili i chwilę po nas byli na samym szczycie. SKS – czyli Stowarzyszenie Krewkich Seniorów – daje radę :)

Powrót do Ella był już formalnością, po kilkuset schodach, asfaltowa serpentyna wydawała się spacerkiem. Zjedliśmy zasłużony obiad w naszej ulubionej restauracji Ella 360, gdzie kelnerzy na nasz widok już z daleka z uśmiechem szykują miejsce na 10 osób. Jest to już ostatnia noc w tym kurortowym miasteczku. Temperatura dzisiejsza i górski wiatr zrobiły swoje, niektórzy spiekli raka i tylko Ci co namiętnie smarują się kremami z filtrem są bladzi jak córka młynarza :) .  Jutro ruszamy nad ocean do Mirissy, niektórzy już są spragnieni kąpieli w błękitnej wodzie oraz kąpieli słonecznej całego ciała, a nie tylko części wystających poza koszulki….
IMG_20170119_190743 IMG_20170119_191002 IMG_20170119_191339 IMG_20170119_191124 IMG_20170119_190526 IMG_20170119_190910 IMG_20170119_191213

miasteczko Matale i podglądanie Sri Lanki.

19 stycznia 2017 - Kategerie: Sri Lanka,wyprawa -

IMG_20170118_223622 IMG_20170118_223707 IMG_20170118_223923 IMG_20170118_224029
Mikołajowa relacja cd:

W trakcie wycieczki na Sri Lance pomiędzy zabytkami, muzeami i hotelami, wstąpiliśmy na mały rekonesans do lokalnego miasteczka Matale. Zobaczyliśmy na żywo toczące się życie tubylców, zlokalizowane wzdłuż handlowej ulicy. Wstąpiliśmy do miejscowego fryzjera – golibrody, popróbowaliśmy smażonych na głębokim oleju przegryzek oraz dokonaliśmy zakupów do wieczornych wiadomych celów :) . Zaskoczyła mnie reakcja Lankijczyków na nasz widok w miasteczku nie turystycznym, czyli takim gdzie turyści nie zaglądają, z racji tej, że w przewodniku nie ma tu nic do zwiedzania. W większości przypadków, powodujemy uśmiech na twarzy kobiet, przynajmniej ja :-) Nie wiem czy to z powodu mojego wzrostu , czy koloru skóry. Nie mniej jest to bardzo przyjemne. Natomiast handlarze (w większości mężczyźni), uśmiechają się od ucha do ucha z powodów czysto finansowych, widząc potencjalnego klienta. Następną rzeczą która się rzuca w oczy są wszechobecne psy, które poza słodkim nic nie robieniem, czasami przerywają sjestę tylko w celu żebrania jedzenia. Generalnie wszystkie psy są pewnie jednej rasy, „lankijskiej” i pochodzą od jednego przodka, ponieważ wyglądają prawie identycznie, i też identycznie się zachowują. Z wiadomości uzyskanej od hodowczyni z Polskiego Związku Kynologicznego, na Sri Lance żyją psy rasy Basenji. Co prawda na fotografiach są dosyć podobne, ale w rzeczywistości są to w większości kundelki. A są dosłownie wszędzie, nawet na górze Sigiriya. JAK ??? Na tej wysokości, po setkach stromych schodów, w tym kręconych????

Teraz coś o transporcie. Na Sri Lance najczęstszym środkiem lokalnego transportu są Tuk-Tuki, czyli trzykołowe pojazdy, potrafiące przewieźć dosłownie wszystko: deski na budowę, rury, cement oraz te, robiące za taksówki. Te są najbardziej wymyślnie przyozdobione i często wyposażone w sprzęt hi-fi albo Cb-radio. Sposób poruszania się tuk-tuków, jest ciężki do opisania, a jest to najczęściej : „trąbię i jadę”.  Są wszędzie,  wyrastają z pod ziemi, wyprzedzają z prawej, z lewej, trąbią i wciskają się w każdą nawet najmniejszą szczelinę. Nie mniej „delikatni” są kierowcy busów-limuzyn, (wspomnę tu o Amalu). Z racji większych gabarytów i głośniejszego klaksonu, przed tuk-tukami mają pierwszeństwo. Ich kierowcy się nie przejmują mniejszymi pyrtkami i nawet w razie potrzeby zawrócenia, nie ustępują im pierwszeństwa , wychodząc z założenia, że mniejsi  i tak wyhamują z racji osiąganych przez nie prędkości. Amal za cztery dni wożenia nas, dał się wyprzedzić tylko paru pojazdom. Natomiast wyprzedził w tym czasie setki jak nie tysiące, a o ilości użycia klaksonu to już nie wspomnę.

Odrębnym tematem są małpy…..

Te stworzenia do perfekcji nauczyły się żebrać i gdy tylko w zasięgu ich wzroku pojawi się bus z turystami, zaraz tłumnie zalegają na parkingu, czekając na okazję „zarobienia” prowiantu w zamian za fotkę. Są do tego stopnia cwane, że bezbłędnie lokalizują turystę trzymającego cokolwiek w ręce i są w stanie ukraść to podstępnie. Byliśmy świadkami otwierania zamka w plecaku nieświadomego turysty, który po zauważeniu tego, dał małpie pstryczka w nos.  Z nudów lub z braku-laku, zajmują się radośnie kopulacją i to w tak śmiesznych pozycjach, że zawstydziły by Wisłocką. A i nasze Panie nie pozostały obojętne na takie wygibasy, komentując to dosadnie :)

Handel i ceny… Nagabywanie i naciąganie na ceny jest wszechobecne. Wszędzie gdzie się pojawimy dopadają nas tabuny handlarzy którzy nie rozumieją słowa „nie”. Do tego trzeba przywyknąć i nie dać się wciągnąć w rozmowę. Natomiast kiedy rzeczywiście coś nas zainteresuje, należy dyktować własne ceny. Przypadek z naszej wycieczki, rzecz w cenie wyjściowej 100$, została zakupiona za 25$. Sam, koszulkę ze słoniem którą kupiłem, stargowałem z 1200 Rupii do 500 Rupii, po czym w sklepie była widziana za 450, co świadczy o pomysłowości lokalnych „biznesmenów” . Często w obronie przed zbyt nachalnymi sprzedawcami wystarczy się oddalić lub zamknąć im przed nosem drzwi do samochodu.

To tyle jak na razie z moich obserwacji, jak coś sobie przypomnę to na pewno wam napiszę. Tym czasem pozdrawiam zimną i śnieżną Polskę ;)
IMG_20170118_223733 IMG_20170118_224057 IMG_20170118_224000 IMG_20170118_224117

tuk-tukami wokół Ella

18 stycznia 2017 - Kategerie: Sri Lanka,wyprawa -

IMG_20170118_203357 IMG_20170118_204044 IMG_20170118_204003 IMG_20170118_203830 IMG_20170118_203515
Mikołajowa relacja cd:

Dzień dziewiąty, Środa, 18.01.2017

Po śniadanku, jakże innym niż do tej pory (były przeważnie brytyjskie), ruszyliśmy czterema tuk-tukami na wycieczkę serpentynami górskimi do Buduruwagala. Zaraz będzie o wycieczce, teraz trochę o tuk-tukach. Ten mały trójkołowy pojazd jest podstawowym środkiem transportu na Sri Lance, oczywiście obok skuterków. Tuk-tuki mają dwusuwowe małe silniczki napędzające tylną oś oraz bardzo skrętne przednie kółko na pojedynczym wahaczu, co czyni go bardzo zwrotnym. Tuk-tuk osiąga zawrotną prędkość 50 km/h z górki, poza terenem zabudowanym, lecz w mieście nie przekracza 30, przez co wkurza kierowców samochodów i powoduje korkowanie miasta. Tym bardziej, że styl jazdy kierowców tuk-tuków jest bardzo specyficzny, pchają się do przodu i z jednego pasa ruchu robią sobie trzy.

Wracając do wycieczki, w Buduruwagala odwiedziliśmy posąg-płaskorzeźbę Buddy wykutą w skale kilkaset lat temu i za bardzo nawet nie wiadomo przez kogo. Kilkanaście lat temu dopiero posąg został „odkryty” na nowo , teren wokół skały w której jest wykuty, wydarty dżungli i udostępniony do zwiedzania. Po obejrzeniu Buddy i zrobieniu pamiątkowych fotek, podjechaliśmy nad pobliskie jezioro Batala Ara Wewa, gdzie podkarmiliśmy ciastkami i polskimi kabanosami ławicę ryb, czym sprawiliśmy ogólną wesołość naszych kierowców. Następnie obraliśmy kierunek wodospadu Rawana, gdzie z wysokości 25 metrów woda spada po skałach, tworząc liczne jeziorka w których można zamoczyć nogi, albo jak niektóre gapy z Polski (na szczęście nikt z naszych), cały tyłek i to w ciuchach :) .

Powrót pod górkę dla tuk-tuków, okazał się nie lada wyczynem. Bardzo często kierowca musiał zredukować do jedynki, aby wtaczać się na górkę z prędkością 8 km/h. Jeden z pojazdów sprawił nam psikusa i odmówił chwilowo jazdy, lecz po krótkiej przerwie i ostygnięciu żwawo pomknął dalej. Po krótkiej sesji „mycia” nóg, udaliśmy się do świątyni Dova, gdzie do naturalnej jaskini została dobudowana świątynia, w której obejrzeliśmy posągi Buddy oraz freski na suficie i ścianach przedstawiające scenki z życia Buddy. Następnym punktem wycieczki był wiadukt kolejowy w pobliżu Ella, wspierający się na dziewięciu łukach i stanowiący ciekawy obiekt architektoniczny wybudowany w 1921 r. Przejazd pociągu kilka razy w ciągu dnia, zbiera całkiem spore grono turystów, którzy czekają cierpliwie na tarasie widokowym na opóźnione pociągi.  Po przejeździe pociągu, wstąpiliśmy na plantację herbaty, gdzie za 3$ dniówki, grupa kobiet zbierała liście. Porobiliśmy sobie zdjęcia, stojąc po pas w krzakach herbaty, oczywiście uważając na węże i pijawki czyhające na ludzi.

Po powrocie do Ella, po całym dniu podróżowania tuk-tukami, udaliśmy się do lokalnej restauracji gdzie pokosztowaliśmy tutejszego specjału, podobno najlepszego na Sri Lance. Janusz nawet pogonił kucharza i odebrawszy mu narzędzia pracy, próbował własnoręcznie przygotować rotti- kotu. Danie to polecam każdemu, jest po prostu pyszne, a z sosem „spicy” tworzy niezapomniany smak. Po posiłku udaliśmy się do naszego hotelu, gdzie tradycyjnie zasiadamy do naszych cowieczornych rozmów oraz zajmujemy się wysyłaniem zdjęć rodzinie i znajomym. Niektórzy jeszcze muszą opisać dzień na stronce „dowietnamu.pl” ;) .
IMG_20170118_203615 IMG_20170118_203744 IMG_20170118_205403 IMG_20170118_203920

dzień transportowy

17 stycznia 2017 - Kategerie: Sri Lanka,wyprawa -

IMG_20170117_215647 IMG_20170117_220209 IMG_20170117_215755 IMG_20170117_215925
Mikołajowa relacja cd:

Dzień ósmy, 17.01.2017.

Dzisiaj nie będzie dłuuugiej relacji, z tej racji że dziś nie było zwiedzania. Był za to dzień podziwiania przepięknych widoków ze środków transportu :) .

Od samego rana, po szybkim i zarazem ostatnim śniadaniu w Kandy, ruszyliśmy dużym busem na dworzec kolejowy. Po drodze, zostaliśmy odpytani przez zabawnego kierowcę z poziomu zaludnienia poszczególnych krajów. I skubany, okazał się lepszy od nas. Okazało się że było to jego hobby, a że wozi turystów z bardzo wielu krajów, to zapamiętał sobie który kraj ma ilu mieszkańców. Wiedział nawet ilu jest Czechów…

Po krótkim postoju na peronie nr 2, okazało się, że na minutę przed wjazdem pociągu na stację, zmieniony został peron na nr 3 i cały nasz misterny plan (jak zająć dobre miejsca w przedziale) poszedł w pi……. ;) Zanim przeszliśmy na inny peron, wszystkie miejsca nam już zajęli i podróż rozpoczęliśmy na stojaka.

Lecz to nie honor, dla naszej grupy,
by na stojaka w przejściu stać,
kombinowali, miejsca szukali,
by w 3 klasie wylądować !!!

I tak oto, posiadając bilety do drugiej klasy (tylko stojące), pojechaliśmy trzecią, ale za to siedząc. Czasami w trzy osoby na dwóch siedzeniach, ale zawsze na czterech literach. Za to mamy super zdjęcia z Lankijczykami, dużymi i małymi.

Nasza podróż pociągiem trwała 6 godzin, z powodu tego, że pociąg nie przekraczał 35 km/h (odległość w linii prostej między Ella a Kandy to 65 km, a odległość wzdłuż torów 170 km) . Tory zbudowane przez Brytyjczyków na początku poprzedniego stulecia, nie doczekały się remontu do dnia dzisiejszego i większa prędkość mogła by się zakończyć niezbyt szczęśliwie dla nieco wyeksploatowanego pociągu. Ale za to widoki wynagrodziły nam wszelkie niedogodności. Z okien pociągu rozciągały się widoki na rozległe plantacje herbaty, porastające całe wzgórza, ogrody warzywne oraz okoliczne domy ludzi z najniższej warstwy społecznej. To trzeba po prostu zobaczyć i żadne słowa czy zdjęcia nie oddadzą tego klimatu.  Jazdę pociągiem na Sri Lance należy zaliczyć obowiązkowo. Do tego bliski kontakt z rdzennymi mieszkańcami wyspy, często „na styk”, rozmowy w pociągu z podróżującymi i handlarzami przegryzek dają cały obraz podróżowania koleją po południowej Azji.

Do Ella dotarliśmy w godzinach popołudniowych, gdzie po przejechaniu do hotelu tuk-tukami i zameldowaniu się, ruszyliśmy na nocne smakowanie Azji w okolicznych restauracjach… W trakcie smakowania, ja klepię w klawiaturę, a Rafał wkleja zdjęcia, abyście mogli chociaż w małej części poczuć to co my.
IMG_20170117_215721 IMG_20170117_221600 IMG_20170117_221529 IMG_20170117_220322

Święty Ząb czasu

16 stycznia 2017 - Kategerie: Sri Lanka,wyprawa -

IMG_20170116_204115 IMG_20170116_204741 IMG_20170116_204429 IMG_20170116_204253
Mikołajowa relacja cd:

Dzień siódmy (16.01.2017) naszej wycieczki, oznacza to, że zbliżamy się do półmetka. Chodzą słuchy, że z tej okazji będzie dziś wieczorem impreza :) A tym czasem, czekając na kolację, zajmę się  nabazgraniem „krótkiego” streszczenia dzisiejszego dnia.

Ponieważ, wczoraj pożegnaliśmy się z naszym przemiłym Amalem, dziś w drogę ruszyliśmy czterema tuk-tukami, Oczywiście nie obyło się bez rywalizacji i drogę do miasta po krętych dróżkach Kandy, odbyliśmy w tempie bardzo szybkim (jak na możliwości tuk-tuka), kilkukrotnie się wyprzedzając i przepychając wszystkimi możliwymi „szczelinami”. Wyścig wygrał „drink team”: Kinga, Przemek no i ja… I nieprawdą jest, że zapłaciliśmy jakąkolwiek łapówkę, po prostu dopingowaliśmy naszego kierowcę gorąco, za co odwdzięczył się nam brawurową jazdą i pierwszym miejscem. Dzisiaj mieliśmy trochę więcej luzu, ponieważ Rafał postanowił dać nam trochę wolnego. Zaraz po śniadaniu, które zjedliśmy „paluchami” w lokalnej knajpce, ruszyliśmy w rejs wokół Kandy Leake i na zakupy suwenirów oraz przypraw na lokalnym targu. Zakupy na targu to niezła historia, mógłbym napisać o tym całą osobną relację. Napiszę pokrótce. Nie znając lokalnych cen, dać się przekręcić na dwu – trzy krotność zapłaty to norma. Jednak doświadczeni już wcześniejszymi zakupami i tym, co już zobaczyliśmy na Sri Lance, nie poszło handlarzom z nami tak łatwo. Targowaliśmy się ostro i zbijaliśmy ceny „zawodowo”. Na targu w Kandy, można kupić dosłownie wszystko. Począwszy od wszelakich owoców, przez przyprawy, lekarstwa, mięso, podroby, ryby, a skończywszy na obrazku ćwiartowania krowy i opalania racic. Nie wszyscy wytrzymali ten widok i zapach. Po zakupach, rozeszliśmy się w podgrupach po mieście, w zależności co kto lubi. Część ruszyła w miasto, szukając zacienionego miejsca oraz złotego, pienistego trunku (który na Sri Lance jest towarem deficytowym i kosztuje dużo), a część ruszyła na nieodległe wzgórze, w celu podziwiania widoków, oraz zobaczenia kolejnego kilkudziesięciometrowego posągu Buddy. Co do cen piwa na Sri Lance, to najtańsze piliśmy za ok. 8,5 zł, a najdroższe po 21 zł. Tak że rozumiecie moi drodzy, nie jest lekko ;) .

Po czasie wolnym i lekkim obiadku, ruszyliśmy na główny punkt dzisiejszego dnia – zwiedzanie najważniejszej świątyni buddyjskiej na Sri Lance – Świątyni Zęba. Nazwę tą zawdzięcza relikwii: górnemu, lewemu siekaczowi Buddy, którego nikt go do tej pory nie widział ;) . W codziennym rytualnym obrządku, pokazywana jest wiernym jedynie złota bogato zdobiona szkatuła, w której jest podobno ząb, a może go tam nie ma……. Tego nie wie nikt. Kilka lat temu, szkatuła była co jakiś czas obwożona w procesji, specjalnym pojazdem typu słoń. Lecz dziś jest wożona tylko replika zęba. Dlaczego? Tego też nie wiemy.

W Świątyni Zęba, zwiedziliśmy wystawę pokazującą historię Buddyzmu oraz mauzoleum wypreparowanego słonia Raja, który kilkadziesiąt lat obwoził relikwię, aż się wyeksploatował w roku 1988 i dziś sam jest obiektem do odwiedzania.

Po zakończeniu dzisiejszego zwiedzania, Rafał pokazał nam w podziemiach tajny skład „ARRACKU” (zadanie dla Was, co to jest?), gdzie zza kraty lokalni spragnieni dokonują zakupów, aby w końcówce dnia wrócić tuk-tukami do hotelu i oddać się temu co lubimy najbardziej ;) i o czym żartujemy przez cały dzień, czyli rozmowom, wspominkom i w ogóle ;) .
IMG_20170116_204603 IMG_20170116_204657 IMG_20170116_221927 IMG_20170116_222127 IMG_20170116_204820

orchidea, szafir i słoń

15 stycznia 2017 - Kategerie: Sri Lanka,wyprawa -

IMG_20170115_220919 IMG_20170115_220730
Mikołajowa relacja cd:

Dzień szósty, Niedziela, 15 stycznia roku Pańskiego 2017, od samego rana okazał się przepiękny. Z piętra hotelu rozciągają się super widoki na miasto Kandy. Przy samym tarasie, prawie na wyciągnięcie ręki rośnie palma z żółtymi kokosami i drzewo z jackfruit’ami.

No ale do rzeczy, ruszamy dziś na następną niesamowitą przygodę w odkrywaniu uroków SriLanki. Na pierwszy ogień idzie muzeum wydobycia kamieni szlachetnych, z których wyspa słynie. Dowiedzieliśmy się w jaki sposób wydobywa się szafiry, rubiny, topazy i wiele innych cudów, które urodziła ziemia. Niestety na zakupy nikt się nie zdecydował z wiadomych powodów ;) , ceny biżuterii z szafirami osiągały ceny zdecydowanie przekraczające koszt naszej wycieczki i to wszystkich łącznie. Na drugi ogień idzie ogród botaniczny. Zwinny jak jaszczurka Amal (kto czytał poprzednie relacje ten wie kto to jest), jak zwykle wcisnął się na „żyletkę” na miejsce parkingowe naszym 12 osobowym busem, po czym zaszyliśmy się w otmęty mega zielonego ogrodu, założonego w roku 1371 przez króla Wickrambahu III. Wrażenia są niesamowite. Ogrody botaniczne w Europie mogą się schować i nie pokazywać, chyba że szczurom lądowym, którzy boją się przekroczyć ocean w celach zobaczenia ciepłych krajów. Obejrzeliśmy drzewa mające po 700 lat, orchidee, bambusy giganty i całe mnóstwo innych drzew i roślin występujących na całym świecie, oraz tylko na Sri Lance. Następnie ruszyliśmy w kierunku Pinnawala, gdzie znajduje się sierociniec dla słoni. Po drodze jednak wstąpiliśmy do wytwórni herbaty. Zobaczyliśmy linię produkcyjną herbaty, począwszy od krzaczka, aż po pudełka których zakupiliśmy znaczne ilości. Ktoś by pomyślał, że to takie proste, zebrać herbatę i hop do szklanki. Nic z tego…. Cały proces składa się z wielu etapów: zbieranie, suszenie, zwijanie, fermentacja, segregacja, itp. Na miejscu w fabryce można degustować herbatę oraz zakupić mnóstwo rodzajów tego pysznego napoju, co zresztą uczyniliśmy.

Potem nasz kierowca zawiózł nas na podziwianie króla wszystkich zwierząt, czyli słonia (na Sri Lance występują słonie cejlońskie). Wszyscy byli pod wrażaniem dostojności tych stworzeń, kiedy szły koło nas uliczką handlową w kierunku rzeki, gdzie codziennie pluskają się radośnie ku uciesze turystów. Na miejscu zjedliśmy obiadek, okraszony trunkiem marki LION LAGER rozmiaru 625 ml ;) .

W drodze powrotnej do Kandy, Amal dokonywał cudów ekwilibrystycznych na zatłoczonych drogach, z racji tego, że chciał nas dowieźć na czas na pokaz tańca tradycyjnego  w wykonaniu grupy artystów. Oczywiście znów męska część widowni, zachwycona była Lankijkami, wykonującymi niesamowite ruchy w tańcu,  z „rozkosznie” obnażonymi brzuszkami… mrrrrr. Natomiast żeńska część, mogła podziwiać Lankijczyków, wykonujących tańce lokalne oraz frywolne obroty w tempie nie osiągalnym dla przeciętnego tancerza, potrafiącego tańczyć dwa na jeden w rytm discopolo czyli np mnie :) . Na koniec pokazu tanecznego, zobaczyliśmy taniec z pochodniami oraz sławne chodzenie po rozżarzonych węglach. Dosyć zmęczeni dotarliśmy w końcu do hotelu, chociaż część wycieczkowiczów, wciąż nie nasycona podglądaniem nocnego życia mieszkańców Sri Lanki, ruszyła w miasto. Co się działo w mieście pozostanie naszą słodką tajemnicą ;) .
IMG_20170115_213308 IMG_20170115_213549 IMG_20170115_212834 IMG_20170115_215307 IMG_20170115_224256 IMG_20170115_220351

Budda w jaskini

14 stycznia 2017 - Kategerie: Sri Lanka,wyprawa -

IMG_20170114_182949 IMG_20170114_195357
Temperatura na Sri Lance codziennie przekracza 30 st C. Kamienie nagrzewają się do tego stopnia, że w świątyniach, gdzie trzeba chodzić na boso turyści szybko biegną na zacienione chodniki. Takie doświadczenie mieliśmy w Dambulli, w czasie zwiedzania 5 jaskiń znajdujących się w kilkuset metrowej górze. Przed bramą wejściową zostawiliśmy buty i szybko (prawie unosiliśmy się nad gorącym chodnikiem) dotarliśmy do chłodnych kamieni, na których spokojnie mogliśmy już stanąć gołą stopą. Lankijczycy nie mają z tym problemu, przyzwyczajeni, powoli chodzą po nagrzanym chodniku. W pięciu jaskiniach jest około 150 podobizn Buddy: malowane rzeźby i kolorowe freski. Część z nich pamięta króla Walagambaha ukrywającego się tam przez 14 lat w I wieku przed naszą erą.
Żeby uniknąć wdrapywania się na górę w pełnym popołudniowym słońcu, na skałę Sigiriya pojechaliśmy rano. Król Kassjapa w V w p.n.e. wybudował tam swoją twierdzę na olbrzymim 200-metrowym ostańcu. Po jego panowaniu na skale pozostał już tylko basen w którym kąpały się panie, ceglane fundamenty dawnych budowli, okazały tron, oraz malowidła przedstawiające nagie kobiety Kassjapy.

Robi wrażenie!
IMG_20170114_181707 IMG_20170114_182324

Mikołajowa relacja cd:

Z racji tej, że Kassjapa był wielbicielem piękna kobiecego ciała, artyści którzy utrwalali dla swojego władcy obrazy z życia króla, czynili to w postaci dosyć frywolnej. Rzeźby i freski przedstawiają kobiety z nagimi i dosyć wyeksponowanymi biustami, wąskimi taliami i szerokimi biodrami, co męska cześć wycieczki podziwiała z zapałem, a i żeńska  zaglądała oczywiście tylko z czysto historycznym zainteresowaniem.
IMG_20170114_181923 IMG_20170114_182058 IMG_20170114_230414
Prosto z Sigirayi udaliśmy się do pewnego ogrodu, w którym hodowane były najbardziej znane zioła i przyprawy uprawiane na świecie oraz oczywiście na Sri Lance. Nasze Panie mamione były różnymi olejkami i ekstraktami, natomiast nas bardziej zainteresowała roślina z nazwą „cocaine”, lecz brakowało nam maszynki do ekstrakcji i wyseparowania właściwych olejków. Pozostało nam ewentualne żucie liści ;) .
Nasz nadworny kierowca Amal, omijając korki we własnym mieście, dowiózł nas do hotelu, który usytuowany jest na wzniesieniach i zapewne rano czekają nas przepiękne widoki na miasto Kandy. Hotel ma basen na zewnątrz i już co niektórzy wyrazili chęć skorzystania w nocy, co biorąc pod uwagę szybkość rozmów, stanie się niebawem.
Muszę kończyć, ponieważ zapełniłem pamięć w notebooku Rafał i stronka może nie udźwignąć moich wycieczkowych relacji, a poza tym idę po kąpielówki ;-) .

jedzenie palcami

13 stycznia 2017 - Kategerie: Sri Lanka,wyprawa -

IMG_20170113_194343 IMG_20170113_202420
Dzięki temu, że w tych pierwszych dniach naszej wyprawy po Sri Lance przemieszczamy się autem z kierowcą Amalem mamy możliwość zobaczyć więcej w krótkim czasie. Dzisiejszy dzień także był bardzo intensywny: z Anuradhapura pojechaliśmy do Aukana – olbrzymiego stojącego Buddy, poddaliśmy się masażowi ajurwedyjskiemu, zwiedzaliśmy starą część Polonnaruwy, i zawitaliśmy do ukrytej w lesie nad jeziorem chaty z kuchnią bez prądu. Poczęstowano nas tam potrawami przygotowanymi w glinianych garnkach na piecu opalanym drzewem: dhal, jackfruit, papadan, i kilka innych, które jedliśmy palcami (sztućców tam nie używają), a talerze zrobione były z liści palmowych wyścielonych liściem lotosu. Po obiedzie wypłynęliśmy łodzią na jezioro Hiriwadunna, a do chaty wróciliśmy tradycyjnym, wiejskim wozem dwu-kołowym zaprzęgniętym w dwie krowy.
IMG_20170113_235841 IMG_20170113_201442 IMG_20170113_201022 IMG_20170113_195346

Święto Pełni Księżyca

12 stycznia 2017 - Kategerie: Sri Lanka,wyprawa -

IMG_20170112_223343 IMG_20170112_223540
Mikołajowa relacja z dzisiejszego dnia na Sri Lance:

Pobudka 5:15 rozpoczęła nasz drugi dzień na Sri Lance. Dziś wypad do parku (podobno są tam słonie) ;) Niestety tym razem nie zobaczyliśmy słonia w jego naturalnym środowisku. Ale cala eskapada była udana, widzieliśmy jego „ślady” , niektórzy twierdzą że jeszcze ciepłe ;) . Na wycieczce trafiliśmy na kolorowe ptactwo z wielkim pawiem na szczycie drzewa , bawoła biorącego poranną kąpiel, oraz krokodyle, które czyhały na ofiarę i wiele, wiele innych zwierząt. Drogi, po których się poruszaliśmy były w kolorze czerwonym, często bardzo nierówne. Jechaliśmy jeepami jak na prawdziwym safari w Afryce. Po safari przyszła pora na lunch. Nasz ulubiony driver Amal zawiózł naszą wesołą ekipę do lankijskiej restauracji, gdzie trafiliśmy na lokalne wesele. Zamówiliśmy „bufet”, czyli jesz ile chcesz w cenie 1050 rupi (coś ok. 30 zł). Objedliśmy się okrutnie, posmakowaliśmy lokalnych potraw, łącznie z owocami Sri Lanki i tradycyjnym deserem – zsiadłym mlekiem polanym słodkim syropem – pycha. Jeszcze raz Rafał zabierze nas do restauracji z bufetem to mu ukręcę j..a ;) . Po powrocie z „zimowych wakacji” +8 kg murowane :) . Po obfitym bufecie i przebraniu się w „modlitewne” stroje (zasłaniające ramiona i kolana), ruszyliśmy na rajd po świątyniach… W życiu nie widzieliśmy tylu żarliwie modlących się ludzi w jednym mieście. No chyba, że ktoś był na światowym zlocie młodzieży w Krakowie. Trafiliśmy na „miesięcznicę ;) ” czyli święto na Sri Lance związane z pełnią księżyca.

Mnóstwo ludzi ubranych w biel, niosło kilometrowej długości wielokolorową szarfę, którą opasali kilkukrotnie stupę (buddyjską świątynię) obchodzi święto pełni księżyca. Śpiewy modlących przeplatały się z zapachem palących się kadzidełek i oliwnych lampek. Zobaczyć to święto w Anuradhapura powinno być obowiązkowym punktem zwiedzających tą przepiękną wyspę. Przy okazji święta trochę „ucierpieliśmy” – na wyspie w dniu świątecznym obowiązuje prohibicja. Na całe szczęście nasze bezcłowe zapasy z lotniska uratowały sprawę. Po skromnej kolacji w naszym hotelu zasiedliśmy do „nocnych rozmów Polaków”. Przeplatające się rozmowy na temat czasu smażenia wołowiny, poplątane z recepturami na domowe wyroby, skłoniły Elę do wyznań na temat wizji SŁONIA, a może jego ducha widzianego podobno rano w parku narodowym … Na tym relację muszę skończyć, ponieważ jest kilka powodów tej decyzji: nie dość, że się ze mnie śmieją, to na dodatek rozpoczęliśmy kolejnego litra Ballantines’a. I nie jest prawdą że wyjazdy z ekipą „dowietnamu.pl” są tylko dla „grzecznych dzieci” hihi :)

IMG_20170112_220530 IMG_20170112_225943 IMG_20170112_221844

boso na Sri Lance

11 stycznia 2017 - Kategerie: Sri Lanka,wyprawa -

IMG_20170111_192530 IMG_20170111_192132
Wylądowaliśmy na azjatyckiej „kropli herbaty”, czyli na Sri Lance. Wyspa swoi kształtem przypomina kroplę lub spadającą z Półwyspu Indyjskiego łzę. Otoczona ciepłymi wodami Oceanu Indyjskiego Sri Lanka jest gorącą wyspą. Kilkanaście godzin temu wylatywaliśmy z Polski, gdzie było -14 st. C, a tutaj temperatura przekracza +30° C.

Na lotnisku czekał już na nas kierowca Amal, który autem z karaoke zawiózł nas do Anuradhapura. Pomimo zmęczenia spragnieni wrażeń pojechaliśmy do Mihintale – miejsca, gdzie narodził się buddyzm na Sri Lance. Boso wdrapywaliśmy się do dagoby z włosem Buddy w środku, oraz na skałę, gdzie Mihinda wygłaszał swoje pierwsze kazania buddyjskie.
IMG_20170111_192739 IMG_20170111_192906 IMG_20170111_193115 IMG_20170111_192306

rotti w Ella

1 sierpnia 2016 - Kategerie: jedzenie,Sri Lanka,video -

Najlepsze rotti jakie jedliśmy na Sri Lance było w niewielkiej, górskiej miejscowości Ella. Rotti to naleśnik (placek), który zawijany jest jak krokiet, a wewnątrz znajduje się warzywne nadzienie doprawione curry. Do środka można wrzucić wszystko co kucharz ma w spiżarni: owoce morza, jajko, kurczak, ser, ryby, a w naszej ulubionej restauracji dodawał nawet mątwe.
Często z kuchni dobiegał charakterystyczny stukot, to znak że kucharz przygotowuje kottu rotti. Dwoma kawałkami blachy (służące mu za noże) sieka wszystko na gorącej ladzie. Chodziliśmy nieraz do kuchni, by sami dobierać dodatki do swojego rotti mówiąc kucharzowi co ma dorzucić, a czego nie dawać.

cejlońska herbata

18 lipca 2016 - Kategerie: Sri Lanka,video -

Sri Lanka. To stąd pochodzi najlepsza herbata na świecie. Wzgórza niemalże całej wyspy pokryte są krzakami herbaty.
Na ostrych zboczach pracują kobiety zbierając z czubka krzaków dwa-trzy młode listki, ponieważ tylko one nadają się do produkcji herbaty o najlepszej jakości.

jak rosną goździki…

14 października 2015 - Kategerie: Sri Lanka,wyprawa -

_MG_0017 _MG_8869
„Wakacje, wakacje i po wakacjach. Wszystko co dobre szybko się kończy, ale wspomnienia i nowe doświadczenia zostają.” – pisze Jagoda (jedna z uczestniczek naszej wyprawy na Sri Lankę) – „A czego dowiedziałam się podczas wyjazdu na Sri Lankę:

- jak powstaje herbata
- jak rosną: goździki, cynamon, wanilia, aloes…
- jak pysznie smakuje woda z kokosa, napój z drewnianego jabłka, lassi i Ginger Beer
- jak pozory mogą mylić – kierowca Asanka
- że gluten mi jednak nie służy
- ile radości wprowadzają „małpeczki”
- że przez dwa tygodnie można nie rozmawiać o pracy
- jak mili i gościnni są mieszkańcy i odwzajemniają każdy uśmiech
- jak wygląda 40 kąpiących się słoni
- jak zachowuje się słoń-sierota
- że zostanę żoną!!!
- jak przyjemny może być masaż
- że tatuaż z henny nie wytrzymuje 2 tygodni, tylko 2 dni
- jak fajnie taplać się w oceanie, czekać na przypływ i patrzeć na fale
- jak smakuje świeżo złowiona ryba
- jak można przespać ze zmęczenia całą drogę jazdy po parku narodowym ;-)
- jak duże są karaluchy
- że najpyszniejsze jest jedzenie to takie z najbrzydszych miejsc
- że pociągi na Sri Lance spóźniają się bardziej niż pociągi w Polce i czas przejazdu z punktu A do punktu B to plus/minus 4 godziny ;-)
- jakie urocze są krabiki na plaży
- jak podróżuje się statkiem w poszukiwaniu wielorybów z milionem wymiotujących chińskich turystów
- jak przez dwa tygodnie można zżyć się z obcymi ludźmi
- jak piękny jest widok z Małego Szczytu Adama
- jak zachwycające są kamienne posągi Buddy
- że Polska kojarzy się z Lechem Wałęsą
- jak pięknie wyglądają ogromne pola herbaciane
- jak chętne do pozowania do zdjęć są kobiety zbierające codziennie 20 kg herbaty
- jak religijni są wyznawcy buddyzmu
- jak przyjaźni i serdeczni są mnisi buddyjscy
- jak wygląda podróż miejskim autobusem

i wiele, wiele innych rzeczy!”
_MG_9881 _MG_8248

powrót

8 października 2015 - Kategerie: Sri Lanka,wyprawa -

_MG_9785 _MG_8621 IMG_20151001_163115 _MG_8867
Nasza wycieczka na Sri Lankę dobiegła już końca. Po 2 tygodniach wróciliśmy do domu. Nasza grupa w czasie wyprawy szybko się zintegrowała i nawet w wolnych chwilach  wszyscy trzymali się razem. Czas spędziliśmy bardzo intensywnie, każdy kolejny dzień przynosił nowe wrażenia, nowe odkrycia. Mieliśmy okazję zobaczyć najważniejsze miejsca na Sri Lance, oraz poznać życie mieszkańców Cejlonu, ich zwyczajów i jak się okazuje nie zawsze ostrego jedzenia. Korzystaliśmy na Sri Lance z różnego rodzaju transportu: pociąg, autobus, tuk-tuk, terenówk, mini-bus, statek, a nawet słoń. Przejechaliśmy razem ponad 1300 km i zobaczyliśmy kilkanaście cudownych miejsc: Anuradhapura, Wilpattu, Mihitale, Aukana, Polonnurawa, Sigiriya, Dambulla, Kandy, Pinawella, Ella, Budurugawala, Mirissa, Galle. W czasie tego wyjazdu mieliśmy imieniny, rocznicę ślubu (zapomnianą), a nawet zaręczyny na romantycznej Sigiryi. Było bardzo wesoło i czas bardzo szybko nam zleciał.

Dziękuję za mile spędzony czas na Sri Lance w wyśmienitym towarzystwie!
_MG_9820 IMG_8864

Kraje

Wietnam

Kambodża

Sri Lanka

Birma

Ostatnie wpisy

Azja

ciekawostki

video

Facebook

Get the Facebook Likebox Slider Pro for WordPress