ślub na Cejlonie

9 stycznia 2018 - Kategerie: Sri Lanka,wyprawa -

20171231155518-01-750x501 20171231155353-01-750x501 20171231155319-01-750x500 20171231155233-01-750x501
W czasie ostatniej wycieczki na Sri Lankę zatrzymaliśmy się na chwilę w miejscowości Ragama leżącym między Colombo, a lotniskiem w Negombo. Nie jest to turystyczne miejsce, więc można tu zobaczyć jak wygląda normalne życie w lankijskim miasteczku. Niedaleko dworca kolejowego jest kościół katolicki pod wezwaniem św. Piotr i Pawła wybudowany na początku XX wieku. Niski kościół stoi na niewielkim wzgórzu, a wokół niego są budynki parafialne, oraz niewielki cmentarz. Za kościołem jest także szkoła św. Józefa dla głuchych dzieci.
W kościele odbywał się akurat ślub, który okazał się 40-stym ślubem w tym miesiącu (grudzień 2017) i zarazem ostatnim w tym roku. Na Sri Lance jest około 6-7 % katolików, jednak w tej części kraju (zachodnie wybrzeże) w niektórych miastach przekracza nawet 20 %. Stąd tak duża liczba katowickich ślubów na buddyjskiej wyspie.
20171231155252-01-750x501 20171231155542-01-750x501 20171231155605-01-750x501 20171231155659-01-750x501

plaże południowej Sri Lanki

3 stycznia 2018 - Kategerie: Sri Lanka,wyprawa -

20180103112445-01-750x502 20180103112624-01-750x501 20180103112903-01-750x501 20180103112819-01-750x501
Nad pięknym plażami w południowej części Sri Lanki spędzamy ostatnie chwile naszej wycieczki. Jest bardzo gorąco, woda Oceanu Indyjskiego ciepła i fale umiarkowane. Nasz hotel znajduje się kilka kilometrów od popularnej Mirissy, więc nie ma tu tłumów turystów. Jest kilka restauracji i barów przy morzu do których zaglądają głównie młodzi surferzy. Do Mirissy jedziemy na kolację. Restauracje przy plaży serwują wyłowione rano owoce morza i ryby. Jedziemy też do schroniska dla żółwi, gdzie są wylęgarnie, oraz kilka basenów z żółwiami w różnym wieku i rozmiarze.
20180103112957-01-750x501 20180103113015-01-750x501 20180103112719-01-750x501 20180103112603-01-750x501

autobusem do Galle

2 stycznia 2018 - Kategerie: Sri Lanka,wyprawa -

20180102160555-01-750x501 20180102161017-01-750x501 20180102160913-01-750x501 20180102092531-02-750x500
Miejscowość Galle położona jest w południowej części Sri Lanki około 35 kilometrów od naszego hotelu. W 2004 roku Galle zostało bardzo zniszczone w czasie tsunami, które nawiedziło południową część Azji. Znajduje się tam bardzo popularne (nie tylko wśród turystów) miejsce: Fort Galle, który wpisany jest na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO. Założony został przez Portugalczyków na początku XVI wieku, a 130 lat później rozbudowany przez Holendrów. Fort wysunięty jest w morze i otoczony grubymi murami. Wewnątrz znajdują się m.in. dobrze zachowane budynki mieszkalne, Muzeum Morskie, dwa kościoły, dawny szpital, więzienie. Teraz w wielu sklepach można tu kupić wysokiej jakości rękodzieła, a w eleganckich restauracjach zjeść nie najtańszy na Sri Lance obiad. Wokół fortu można spacerować po grubych murach mijając bastiony, miejsca na armaty, charakterystyczną latarnię morską, meczet, czy szkołę muzułmańską. Do Galle jedziemy autobusem, co jest dużym przeżyciem. Najlepiej usiąść z tyłu by nie patrzeć na drogę i sposób jazdy prowadzącego. Kierowcy autobusów na Sri Lance wiedzą, że ich pojazdy są największe na drogach, więc jeżdżą jak chcą. Pomijając samolot jest to nasz najszybszy transport jaki mieliśmy na Sri Lance.
20180102160718-01-750x501 20180102160932-01-750x501 20180102160956-01-750x501 20180102160842-01-750x501

Sylwester na Sri Lance

1 stycznia 2018 - Kategerie: Sri Lanka,wyprawa -

20180101021146-01-750x501 20180101021318-01-750x501 20180101021359-01-750x501 20180101021339-01-750x501 20180101085725-01-750x501 20180101085541-01-750x501
Pomiędzy Mirissą, a Matarą na południowym wybrzeżu Sri Lanki leży niewielka miejscowość Walgama. Tu mamy zarezerwowany hotel, więc tu spędzamy Sylwestra. Za wiele się nie spodziewamy, ponieważ Sri Lanka to kraj buddyjski, więc nadejście Nowego Roku świętują w kwietniu. Mimo wszystko na południowym wybrzeżu wyspy odpoczywa wielu turystów, więc Sylwester musi być! W hotelowej restauracji pustki więc idziemy nad morze (kilkadziesiąt metrów dalej). W restauracjach jest trochę ludzi, którzy przyszli na kolację, ale w barach na razie pusto. Nawet na wielkim placu przygotowanym na huczną zabawę z DJ-em i laserami, gdzie wstęp zmienione z 400 rupii na “za darmo” są pustki. Po kolacji idziemy do baru z muzyką na żywo, ale niestety twórczość zespołu daje wiele do życzenia. W każdym razie jest zabawnie. Lekko zawiedzeni wracamy do hotelu z którego z daleka słychać muzykę, mamy nadzieją że coś się zmieniło i zabawa trwa na dobre. Ale niestety nie, tu także pusto. Przecież to niemożliwe żeby na Sri Lance tak spędzić Sylwestra. O 23.25 podjąłem decyzję, że bierzemy tuk-tuka i jedziemy do Mirissy oddalonej o 7 km od naszego hotelu. Tam jest ostatnia szansa na dobrą zabawę. Po 20 minutach docieramy na Mirissa Beach. Bingo! Na całej długości plaży (prawie jeden kilometr) setki ludzi bawi się w rytm muzyki. Z kilkunastu barów i restauracji stojących wzdłuż wybrzeża na plaży płynie głośna muzyka. Tuż przy morzu rozłożonych jest kilka scen dla DJ-ji, przed którymi kłębią się tłumy rozbawionych ludzi. Plaża jest szeroka, ale w niektórych miejscach ocean podchodzi blisko więc ludzie tańczą w wodzie. Idziemy wzdłuż, jest bardzo głośno i ciasno, muzyka z kolejnych knajp miesza się. Co jakiś czas ktoś puści w niebo sztuczne ognie, a światła laserów krążą po całej plaży. …, 3, 2, 1, PÓŁNOC! Niebo rozświetla się na kolorowo. Mamy Nowy Rok! HAPPY NEW YEAR!!! W Polsce trzeba jeszcze czekać 4,5 godziny.
20180101021439-01-750x501 20180101021524-01-750x501 20180101021956-01-750x501 20180101021822-01-750x501 20180101085644-01-750x501 20180101085817-01-750x501

między Małym Adamem a Skałą Ella

31 grudnia 2017 - Kategerie: Sri Lanka,wyprawa -

20171231155051-01-750x501 20171231155732-01-750x501 20171231154940-01-750x501 20171231155156-01-750x501
Ella to niewielka miejscowość położona w górach do której dojechaliśmy pociągiem. Przecięta jest jedną główną ulicą wzdłuż której znajdują się małe hoteliki, oraz rodzinne restauracje i ciągle się rozbudowywuje. Jest tu wyraźnie chłodniej niż we wcześniejszych miejscach Sri Lanki, które odwiedziliśmy. Przyjeżdża tu coraz więcej turystów, by popatrzyć na piękne góry, które otaczają Elle: Mały Adam czy Ella Rock. Na kilka godzin wynajmujemy tuk-tuka z kierowcą i jeździmy po okolicznych wzgórzach porośniętych krzakami herbaty. Odwiedzamy świątynię Dova wykutą w skale i wiadukt kolejowy Dziewięć Łuków zaprojektowany i wybudowany przez Brytyjczyków. Przejeżdża przez niego pociąg z Colombo do Badulli. Jedziemy także pod wodospad Rawana, w który jest dziś dużo wody w związku z czym wygląda bardzo okazale. Nieco dalej od Ella jest miejscowość Buduruwagela, z której wąska droga prowadzi do ukrytej w lesie skały. W skale wykuta jest największa na Sri Lance postać Buddy mierząca 16 metrów. Prawdopodobnie ma już ponad 1000 lat.
20171231155019-01-750x501 20171231155833-01-750x501 20171231155113-01-750x501 20171229170944-01-750x501

pociągiem przez góry

31 grudnia 2017 - Kategerie: Sri Lanka,wyprawa -

20171229170552-01-750x501 20171229170222-01-750x501 20171230181457-01-750x501 20171229170625-01-750x501 20171230181528-01-750x501 20171229170725-01-750x501
Jazda pociągiem na Sri Lance to niezapomniane przeżycie i duża adrenalina. Z Kandy pojedziemy pociągiem do Ella. Nie mamy wykupionych miejscówek na pierwszą ani drugą klasę, ponieważ już od miesiąca nie ma ich w kasie. W dzień wyjazdu kupujemy bilety na drugą klasę bez miejsc. Na dworzec przyjeżdżamy z hotelu prawie godzinę przed planowanym wyjazdem pociągu. Nasz pociąg jedzie z Colombo więc nie będzie pusty, a ludzi na peronie zbiera się coraz więcej. Adrenalina rośnie, uda nam się wsiąść z walizkami do pociągu czy nie. Alternatywą jest wynajęcie auta z kierowcą, ale szkoda, bo na tej trasie kolejowej są piękne, górskie widoki. Pociąg przyjechał, tłum się rzucił, przeciskamy się, pchamy, udało się! Wprawdzie nie siedzimy, ale jedziemy. Jest bardzo ciasno, nie ma gdzie nogi postawić. Drzwi pociągu są otwarte, ludzie siedzą nawet na schodkach. Widoki za oknem faktycznie są piękne. Pola herbaciane, góry, lasy, wszędzie bardzo zielono. Pociąg wspina się do góry, to zjeżdża na dół, kręci po serpentynach raz w lewo raz w prawo. Jest gorąco, wszystkie okna i drzwi są szeroko otwarte. Po drodze pociąg zatrzymuje się m.in. w Hatton, skąd można wejść na świętą Górę Adama, czy w Nanu Oya, gdzie wysiadają wszyscy, którzy jadą do znanej miejscowości Nuwara Elija. Z czasem udaje nam się znaleźć miejsca siedzące, ale do samej Ella ludzie jadą na stojąco. W linii prostej z Kandy do Ella jest 65 km, ale kolejowymi serpentynami jedziemy 7,5 godziny. Wjeżdżamy wysoko w góry. Piękny widok za oknem zasłania nam teraz mgła i robi się coraz zimniej, ubieramy swetry. Co jakiś czas przez pociąg przeciskają się sprzedawcy z pełnymi koszami popcornu, ananasów, czy samosów. “Ostre?” pytam pokazując na samosy – trójkątne pierożki smażone na głębokim oleju z warzywnym nadzieniem, “Nie” odpowiada sprzedawca, więc kupuję 5 sztuk. Faktycznie nie są ostre, są bardzo ostre. Dwa wagony dalej słychać rytmy wystukiwane na bębnach i lankijskie śpiewy – męskie głosy. Wjeżdżamy do tuneli, których po drodze jest sporo, i za chwilę marzymy żeby już z nich wyjechać na świeże powietrze, ponieważ ostre spaliny z lokomotywy w ciasnym tunelu wpadają przez otwarte okna do pociągu. Niemalże za każdym razem przejeżdżając przez tunele miejscowi sprawdzają czy jest echo i stojąc przy otwartych drzwiach drą się na całe gardło. Za pierwszym razem (kilka lat temu) myślałem, że ktoś wypadł z pociągu. Dojechaliśmy. Tłum ludzi wysiadł w Ella, pociąg pojechał dalej do Badulli prawie pusty.
20171229170751-01-750x501 20171230181621-01-750x501 20171230181815-01-750x500 20171230181731-01-750x501

targ mięsny

30 grudnia 2017 - Kategerie: Sri Lanka,wyprawa -

20171229212403-01-750x501 20171229212311-01-750x501 20171229212220-01-750x501 20171229212117-01-750x501 20171229212243-01-750x501 20171229211822-01-750x501
Niedaleko dworca kolejowego w Kandy (Sri Lanka) w białym, kolonialnym budynku, oraz wokół niego znajduje się market. Można tam kupić przyprawy, ubrania, kosmetyki, materiały, pamiątki, owoce, herbatę i wiele innych rzeczy. Jest także część w której handluje się mięsem i rybami. Oczywiście nie korzystają tam z chłodni ani lodówek, więc mięso i ryby leżą wystawione na ladach i hakach. Nie muszę więc dodawać, że przy temperaturze 25-27 st C unosi się w powietrzu niezły zapaszek…

słonie w Pinaweli

29 grudnia 2017 - Kategerie: Sri Lanka,wyprawa -

20171229165558-01-750x500 20171229165649-01-750x501
Godzinę drogi od Kandy znajduje się Pinnawela, czyli sierociniec dla słoni. Mieszka tam prawie setka słoni, które urodziły się w niewoli bądź przegrały na wolności w starciu z człowiekiem. Sri Lankę zamieszkują słonie indyjskie, które są mniejsze od afrykańskich, mają mniejsze uszy i tylko 10 % z nich posiada ciosy. Mieszkają w dużym obozie gdzie śpią i jedzą, a dwa razy w ciągu dnia część z nich prowadzona jest do rzeki. Mają tam chwilę na relaks w czasie kąpieli. Duże wrażenie robi widok grupy ponad 30 słoni maszerujących przez miasto do rzeki. Zatrzymany jest ruch uliczny, a sklepikarze chowają głębiej swój towar wystawiony na ulicę. W drodze z Kandy do Pinnaweli zatrzymujemy się w niewielkiej fabryce herbaty, gdzie produkują moją ulubioną “Kandy Nights”. Mam wrażenie, że część urządzeń z linii produkcyjnej pamięta czasy Kolonii Brytyjskiej. Niedaleko znajduje się ogród ziół, gdzie możemy zobaczyć jak rośnie kakaowiec, kardamon, kawa, czy cynamon. Z mieszanki różnych ziół wytwarzają tu maści i olejki na różne schorzenia. Preparaty można oczywiście od razu kupić w firmowym sklepiku. Takich miejsc ze specyfikami naturalnej medycyny ajurwedyjskiej jest na Sri Lance wiele.
20171229165356-01-750x501 20171229165435-01-750x501 20171229165532-01-750x501 20171229165734-01-750x501

Ząb w Kandy

28 grudnia 2017 - Kategerie: Sri Lanka,wyprawa -

20171227202124-01-750x501 20171227202144-01-750x501 20171227201945-01-750x501 20171227202059-01-750x501
Dojechaliśmy do Kandy, miasta w którym żegnamy się z naszym kierowcą Amalem. Wcześniejsze dni były dość intensywne, dużo jeździliśmy jego vanem, dzięki czemu w krótkim czasie mogliśmy zobaczyć wiele charakterystycznych miejsc Sri Lanki. Po intensywnym tygodniu nadszedł czas na nieco spokojniejsze zwiedzanie.
Trzy noce spędzamy w Kandy – miasta położonego w środkowej części wyspy, które otoczone jest z trzech stron górami. Posiada charakterystyczną kolonialną zabudowę, oraz jezioro w centrum miasta. Panuje tu straszny tłok na ulicach i chodnikach. Tuż przy jeziorze jest najważniejsza świątynia buddyjska, w której mieści się najcenniejsza dla nich relikwia – Ząb Buddy. Do tej lankijskiej Częstochowy przyjeżdżają buddyści nie tylko z całej Sri Lanki, ale także z wielu krajów Azji. Wprawdzie Ząb zamknięty jest w siedmiu szkatułkach za złotymi drzwiami to wokół tego miejsca jest tłoczno i bardzo doniośle. Ludzie modlą się, zapalają świeczki i składają kwiaty. Świątynia Zęba to nie tylko sama relikwia, ale cały kompleks. Znajduje się tu m.in. Muzeum Archeologiczne w dawnym Pałacu Królewskim, Muzeum Buddyzmu na świecie, Nowe Pomieszczenie z historią relikwii, oraz Muzeum Słonia Raji. W tym ostatnim stoi wypchany ssak, który do 1988 roku podczas corocznej procesji Esala Perahera nosił na grzbiecie Święty Ząb Buddy.
20171227202043-01-750x501 20171227202013-01-750x501

Sigirija i Dambulla

27 grudnia 2017 - Kategerie: Sri Lanka,wyprawa -

20171225174025-01-501x751 20171225174055-01-501x750 20171225174116-01-750x501 20171225174403-01-750x501
W czasie kiedy jesteśmy na Sri Lance nałożyły się dwa święta: buddyjskie i katolickie. W związku z tym wszędzie jest pełno ludzi, także skała Sigirija przeżywa oblężenie. By wejść na dwustu metrową skałę staliśmy w długiej kolejce, która bardzo powoli się poruszała. Przejścia są tam wąskie, a na ostatnim odcinku na metalowych schodach trzeba iść jeden za drugim. Na górze w miejscu gdzie niegdyś stała forteca Kasjapy, te niedogodności zostały nam wynagrodzone pięknymi widokami. Nieco mniej ludzi było w Dambulli w pięciu jaskiniach świątynnych. Nie można tam wejść w butach, ale na szczęście słońce jest za chmurami i kamienie po których chodzimy nie są tak nagrzane jak to bywało na wcześniejszych wyprawach. Wewnątrz jaskiń znajduje się 150 podobizn Buddy w różnych konfiguracjach: leżące, stojące i siedzące. Ciekawym zjawiskiem jest dzban w drugiej jaskini, do którego woda nie przestaje kapać, a z dzbana nigdy się nie wylewa.
Skała Sigirija i jaskinie w Dambulli wpisane są na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO i leżąc między Anuradhapurą, Polonnaruwą oraz Kandy należą do Trójkąta Kulturowego Sri Lanki.
20171225174247-01-750x501 20171225174217-01-750x501

Wigilia na Sri Lance

26 grudnia 2017 - Kategerie: historia,Sri Lanka,wyprawa -

20171225172947-01-750x501 20171225173916-01-01-750x500 20171225173034-01-750x500 20171225173112-01-750x501 20171225173835-01-750x501 20171225173856-01-750x501
Nadszedł czas wigilii. W naszej hotelowej restauracji zaserwowano świąteczną kolację, którą rozpoczęliśmy od opłatka przywiezionego z Polski od Grzegorza – pracownika Andrzeja. Oczywiście na kolację zupy z uszkami, karpia czy kutii nie było. Zupę grzybową zastąpił krem z trawy cytrynowej zmieszany z owocami morza, mlekiem kokosowym, czosnkiem i kroplą limonki, natomiast zamiast karpia była indian golden calf fish w dwóch odsłonach (może ktoś wie co to za ryba?). Prócz tego był ryż, kurczak, papadan, dhal z carry, pieczone ziemniaki w koszulkach, warzywa, owoce morza, makaron z czosnkiem, ziołami i serem, oraz owoce, galaretki i tort. Tradycji stało się zadość ponieważ na talerzu mieliśmy dwanaście różnych potraw. W tle była choinka, kelnerzy w mikołajowych czapkach i muzyka świąteczna: Last Christmas, Jingle Bells i oczywiście Silent Nights.
Wigilię spędzamy w Dambulli gdzie mieszka zdecydowana większość buddystów. Są stupy, jaskinie pełne podobizn Buddy, ale kościoła katolickiego ze świecą szukać. W czasie rozmowy z recepcjonistą hotelowym na temat tego gdzie jest kościół, jak się tam można dostać, oraz ile kosztuje wynajęcie tuk-tuka, do rozmowy wtrącił się mój kierowca Amal (buddysta) proponując że mnie tam zawiezie. Jako że nie było tego w naszej umowie prosiłem żeby podał mi swoją cenę, ale powiedział że zrobi to za darmo mimo tego że cały dzień spędził za kółkiem.
Świątynię katolicką znaleźliśmy 12 kilometrów od Dambulli. To nowy kościół pod wezwaniem św. Antoniego. Msza rozpoczęła się równo o 24.00. Prowadzona była w trzech językach syngaleskim i tamilskim (ja ich nie rozróżniam) oraz angielskim. Poza tym wszystkie części mszy były takie same jak w Polsce, no może muzyka i śpiew brzmiały trochę inaczej. Po mszy ksiądz stanął przed kościelnymi drzwiami i błogosławił ludzi życząc im Wesołych Świąt. Dowiedziawszy się, że jestem z polski z uśmiechem powiedział „John Paul…”.
Lankijczycy spędzają święta tak jak my: przed pasterką jest uroczysta rodzinna kolacja, a 25 grudnia odwiedzają się.
20171225181346-01-750x501 20171225173253-01-750x501 20171225173327-01-750x501 20171225173417-01-750x501 20171225173435-01-750x501 20171225173724-01-750x501

słonie, krowy,…

24 grudnia 2017 - Kategerie: Sri Lanka,wyprawa -

20171224195851-01-750x501 20171224173303-01-01-750x501 20171224173208-01-750x496 20171224173237-01-750x501
Opuszczamy starożytną stolicę Sri Lanki – Anuradhapure i jedziemy do Dambulli. Po drodze zatrzymujemy się w Aukana, gdzie znajduje się najpiękniejsza rzeźba Buddy. Jest ogromna, mierzy 12 metrów. Do Dambulli droga wiedzie przez Habaranę, gdzie mamy przejażdżkę na słoniu indyjskim w przepięknych okolicznościach przyrody. Jedziemy wzdłuż jeziora, na szczęście nie ma ostrego słońca więc nie jest tak gorąco. Słoń jest grzeczny więc dostaje od nas reklamówkę bananów. Niedaleko jest miejsce gdzie możemy sprawdzić komfort jazdy na wozach które ciągną krowy – tradycyjny środek transportu na Sri Lance. Trochę trzęsie, ponieważ koła nie mają opon. Za chwilę wchodzimy na łódź i po opłynięciu jeziora Hiriwadunna idziemy na tradycyjny posiłek przyrządzony bez elektryczności i podany na liściach. Pełnego odprężenia doznaliśmy na masażu ajurwedyjskim zakończonym chwilą w saunie wyłożoną ziołami.
Przed nami Wigilia…

cień wargacza

23 grudnia 2017 - Kategerie: Sri Lanka,wyprawa -

20171223133602-01-750x500 20171223133659-01-750x501 20171223133807-01-750x501 20171223133519-01-750x501
Jest jeszcze ciemno, gdy wcześnie rano jedziemy do Wilpattu – największego parku narodowego Sri Lanki. Park słynie z tego, że zamieszkują w nim m.in lamparty, wargacze i słonie indyjskie. Wilpattu leży na obszarze 1317 km kwadratowych, więc tylko możemy mieć nadzieję, że zobaczymy któreś z tych zwierząt. Jedziemy przez dżunglę po czerwonej ubitej ziemi i wypatrujemy zwierzynę. Napotykamy warany, koguty, jelenie aksis, pawie, ale lampartów brak. W pewnym momencie nasz kierowca zdecydowanie przyspieszył i po kilku minutach zatrzymujemy się w miejscu gdzie stoi już kilkanaście aut i ludzie wypatrują w krzakach słonia. Podobno tam jest, ale z naszego miejsca go nie widać. Jeszcze wcześniej nasz ranger zatrzymał się na drodze i pokazywał miejsce, gdzie poruszający się czarny cień wg niego był wargaczem (niedźwiedziem zagrożony wyginięciem). Być może. Trzeba przyznać, że w czasie tej wyprawy na Sri Lankę niewiele udało nam się zobaczyć w Wilpattu.Popołudnie spędzamy na zwiedzaniu starej części Anuradhapury. Bardzo ciekawym miejscem jest kompleks klasztorny Isurumunija. Znajdują się tu (podobno) najpiękniejsze płaskorzeźby na wyspie m.in mężczyzna z koniem, czy kąpiące się słonie w stawie. Pojechaliśmy jeszcze pod święte dla buddystów drzewo Bo – Sri Maha Bodhi, gdzie masa ludzi przychodzi się modlić i składa dary. Szczepka tego drzewa pochodzi z miejsca, w którym 2600 lat temu medytował Budda. Drzewo z Anuradhapura uznane jest za najstarsze historycznie udokumentowane żyjące drzewo na świecie. Posadzono je bowiem w III w p.n.e. Nie tylko w Sri Maha Bodhi są tłumy. Wielu wiernych ubranych na biało przyszło pod stupę Ruwanweli. Niektórzy niosą szarfę symbolizującą sznur Buddy, którą owijają stupę, inny siedzą wokół lub palą świeczki. Robi się już ciemno, spod oświetlonej białej stupy dochodzi głos trąbek przegrywający modlącym się.
20171223215656-01-750x501 20171223215737-01-750x501 20171223215827-01-750x501 20171223215802-01-750x500 20171223215849-01-750x501 20171223215604-01-01-750x501

Sri Lanka dzień pierwszy

22 grudnia 2017 - Kategerie: Sri Lanka,wyprawa -

20171222220200-01-750x501 20171222215623-01-750x501 20171222215812-01-750x501 20171222215935-01-750x500
Spóźniony samolot, oraz długie oczekiwanie na bagaż spowodowało że w hotelu w Negombo byliśmy w środku nocy. Snu nie było więc zbyt dużo ponieważ rano wyruszamy do Anuradhapura. Przed wyjazdem zaglądamy jeszcze na rybny targ znajdujący się tuż przy morzu. Na niewielkiej plaży stoją łodzie przy których rybacy wyciągają ryby z sieci z porannego połowu. Nieco dalej czekają już niebieskie beczki, w których ryby leżą przez kilka dni w soli. Potem rozkłada się je na ogromnych płachtach i suszy się. Leżą posegregowane wg odmiany i wielkości, a na noc są przykrywane folią żeby żadne ptactwo lub inne zwierzęta ich nie porwały, oraz żeby nie zamokły od deszczu. Nieco dalej jest targowisko, gdzie świeże ryby ważą, kroją, patroszą, wyceniają i sprzedają oraz kupują. A wszystko przy nieugiętym targowaniu. Niezły harmider. Tuńczyki, krewetki, kalmary, kraby, rekiny, barakudy,…
Trasa z Negombo do Anuradhapura zajmuje nam pół dnia. Nim dojedziemy do dawnej stolicy Sri Lanki zatrzymamy się nad morzem, na lunch oraz w Mihintale, które położone jest kilka kilometrów od Anuradhapura. Mihintale to miejsce gdzie na Sri Lance ok. 250 lat p.n.e. zaczął się buddyzm. To tu wysłannik z Indii – Mihinda przyjechał by propagować nauki Buddy. Trafił na podatny grunt i buddyzm zaczął się rozwijać na dobre. Na wzgórzu Mihindy znajduje się biała dagoba z włosem Buddy, kolejna z włosem Mihindy, odcisk stopy Buddy oraz jego wielka siedząca podobizna, skała na której Mihinda nauczał, a poniżej wzgórza pozostałości po klasztorze buddyjskim. Wszystko porośnięte bujną zieloną roślinnością na tle której przemykają mali mnisi w szafranowych szatach.
20171222220305-01-750x500 20171222220445-01-750x501 20171222220423-01-750x501 20171222220518-01-750x501 20171222220538-01-750x501 20171222220400-01-750x501

Sri Lanka na WSB

17 marca 2017 - Kategerie: spotkanie,Sri Lanka -

_M1L3468 _M1L3497
Razem z Przemkiem Nijakowskim (uczestnikiem ostatniej wyprawy na Sri Lankę) w Wyższej Szkole Bankowej w Opolu otworzyliśmy wystawę fotograficzną. Kilkadziesiąt zdjęć wykonanych w ciągu dwóch tygodni przedstawia ludzi i zwierzęta zamieszkujące Sri Lankę, oraz najpiękniejsze miejsca na wyspie. Przed wystawą w czasie projekcji multimedialnej opowiadaliśmy o tym jak spędziliśmy czas na Sri Lance, gdzie byliśmy i co widzieliśmy na tej zielonej wyspie. Całe spotkanie zakończyło się skromnym poczęstunkiem i lampką wina.
Fot. Sławomir Mielnik
_M1L3486 17349282_1214289441959646_1286690871_o

czy słonie jedzą fistaszki?

10 marca 2017 - Kategerie: spotkanie,Sri Lanka -

wwwdowietnamupl-1 wwwdowietnamupl-1-2
Na zaproszenie uczniów dwóch klas z PSP nr 15 w Opolu miałem przyjemność pokazać swoje zdjęcia i krótkie filmiki, które zrobiłem w czasie kilku wypraw na Sri Lankę. Opowiadałem nie tylko o lankijskich zwyczajach i kulturze, ale głównie o zwierzętach, które żyją na Cejlonie. Było o bezpańskich psach, małpach-złodziejkach, zebu, waranie paskowanym, oraz gdzie żółwie składają jaja, kto to jest dławigad indyjski, co można zrobić z odchodów słonia, czy o olbrzymim sercu płetwala błękitnego.

Sri Lanka – ostatni wpis

29 stycznia 2017 - Kategerie: Sri Lanka,wyprawa -

dowietnamu.pl002 dowietnamu.pl001-2 dowietnamu.pl001-3 dowietnamu.pl001-5
Mikołajowa relacja cd:

Zgodnie z obietnicą, biorę się za pisanie ostatniej relacji z wyprawy na Sri Lankę w styczniu 2017.

Parę dni minęło i dopiero teraz zaczynam jakoś funkcjonować po przestawieniu się na czas i temperatury w Polsce. A wcale nie było łatwo… Pobudki o trzeciej nad ranem wyspany zupełnie, czy padanie na twarz o 20.00 to norma przez pierwsze dni po powrocie. Ale nie zamieniłbym mojej kolejnej już wyprawy za nic. Pozbyłem się trochę gotówki i zostawiłem zarządzanie firmą na 2 tygodnie, ale warto było. Muszę tu zaznaczyć że odczucia moje, które dla Was przelewam na papier są czysto obiektywne i nie wszyscy muszą się z nimi zgadzać ;) .
Parę słów o wrażeniu jakie zrobiła na mnie Sri Lanka. Nazwa ta w tłumaczeniu oznacza „Olśniewająca Wyspa” i taka też jest w rzeczywistości. Mieszanina kultur, religii, narodowości robi niesamowite wrażenie. Sam kraj jest bardzo biedny, nie ma tam przemysłu i nie ma dobrobytu wśród Lankijczyków, a mimo wszystko ludzie są szczęśliwi i uśmiechnięci. Nie widać złości i chamstwa, jakże widocznego u nas i na naszych ulicach… Życzliwość tych ludzi dla nas, zwykłych turystów jest powalająca i udziela się. Na uśmiech odpowiada się uśmiechem i od razu jaśniejszy staje się dzień.
Następną olśniewającą rzeczą na wyspie jest roślinność, tak kolorowa i różnorodna, że przez te dwa tygodnie zrobiłem mnóstwo zdjęć roślinom i kwiatom, abym mógł pokazać to rodzinie, a nie tylko o tym opowiadać. Oprócz roślinności, wrażenie wywarły na mnie krajobrazy, oglądane z okien wszystkich środków transportu jakie są na Sri Lance oraz z wycieczek pieszych w góry i po plaży. Plaża…. samo słowo przywraca mi wspomnienia o wycieczce i przemeblowało mi pojęcie o tym jak może wyglądać plaża. Byłem na wielu plażach mórz i oceanów, ale nigdzie nie spotkałem takiej. Bardzo łagodny spodek poziomu piasku (kilkadziesiąt metrów od brzegu ma się wody po pachy) i małe pływy powodują, że kąpiel w błękitnym oceanie jest po prostu bajką. A do tego drink-bary i restauracje do których docierają fale to dopełnienie i bardzo wysoko postawiona poprzeczka w mojej ocenie plaża-raj.
Inna sprawą o której chcę wspomnieć są zwierzęta i podejście Lankijczyków do nich.
Z jednej strony rzuca się w oczy ogromny szacunek do słoni, natomiast psy są pozostawione na Sri Lance same sobie. Są ich tam tysiące i bezpańskie, krzyżują się ze sobą i mnożą bez ograniczeń. Żyją z tego co sobie wygrzebią na śmietniku lub użebrają od turystów. Byliśmy również w „żółwim przedszkolu”, gdzie w celu zapobiegania wyginięciu największych żółwi świata, dba się o ich niewyklute jajka oraz o maluchy.
Ogólnie wyprawa spełniła moje oczekiwania, jestem kolejny raz zachwycony Azją i polecam wszystkim zwiedzanie tego regionu świata, bo cały czas się zmienia i za kilka lat nie będzie już taki sam.

Dziękuję Rafałowi za zorganizowanie tej wycieczki oraz uczestnikom za wspaniałą wspólną zabawę i oczywiście rodzinie za wyrozumiałość ;) .
dowietnamu.pl001-9 dowietnamu.pl001-6 dowietnamu.pl001-4 dowietnamu.pl001-7

ostatni zryw – Galle

22 stycznia 2017 - Kategerie: Sri Lanka,wyprawa -

IMG_20170122_222458 IMG_20170122_221957 IMG_20170122_222703 IMG_20170122_222803
Mikołajowa relacja cd:

Dzień 13, Niedziela 22.01.2017.

Przedostatni dzień naszej super przygody z Sri Lanką rozpoczął się dosyć pochmurną pogodą. Nie zraziło to jednak nas i postanowiliśmy od samego rana kontynuować naszą przyjaźń  z plażą. Najpierw śniadanko na plaży przy szumie fal, potem krótka piesza wycieczka na „sekretną plażę” ukrytą wśród skał. Przy okazji zauważyłem, że sekretna plaża i kochanka mają wspólną nazwę ” secret beach”:)

Na „sekretnej plaży”, bardziej od kąpania zainteresowały wszystkich muszle zalegające plażę w ilościach tak dużych, że koparka łyżką wywoziła je w krzaki. Wśród muszelek było mnóstwo odłamków rafy koralowej i tylko zakaz wywozu tejże, nie pozwolił nam szarpać jej do plecaków kilogramami. Na plaży zaczął pokapywać dyskretnie deszcz, co jest bardzo nietypowe dla pory suchej na Sri Lance. Lecz to nie plaża była naszym dzisiejszym głównym celem. Po zbiorach skorupiaków, zapakowaliśmy się do nietestowanego do tej pory przez nas środka transportu, czyli lankijskiego PKS-u. Ale się działo….. do Galle mieliśmy ok 40 km, ale na Sri Lance nic nie jest takie na jakie wygląda. Droga do Galle to jedna długa ulica, biegnąca wzdłuż oceanu, handlowo-usługowa. Całe życie na tej wyspie odbywa się wzdłuż głównych dróg i jest tam wszystko co ważne: handel, usługi i wyżywienie. Autobus marki Lanka Ashok Leyland (są to jedyne autobusy na wyspie), zatrzymywał się co jakiś czas i dobierał pasażerów, przez co niektórzy z nas, spędzili podróż na stojaka, ale przeżycia w trakcie jazdy i obcowanie blisko z rodowitymi Lankijczykami jest bezcenne. Przy okazji wspomnę, że podróżowanie po Sri Lance, państwowymi środkami transportu jest śmiesznie tanie. Bilet „PKS-em” kosztował nas ok. 0,5 $, natomiast „PKP” za 170 km ok. 1,5 $. Nie wiem jak oni to robią, ale tak jest i mówię wam, warto to zobaczyć ;)

Po przybyciu do Galle zwiedziliśmy stare miasto usytuowane wewnątrz fortu, które składając się z małych wąskich uliczek, tworzy niezapomniany klimat. Wśród tych uliczek pełnych sklepików, knajpek i „art gallery”, poczułem się jak w wietnamskim Hoi An (kto był ten wie, a kto nie, niech żałuje). W między czasie, przez Sri Lankę przeszła potężna burza z piorunami (wyspa płacze nad naszym wyjazdem ;)  ), a największy deszcz przeczekaliśmy w restauracji.  Po czasie wolnym, który spędziliśmy na myszkowaniu po sklepikach oraz małym posiłku, udaliśmy się na targowisko gdzie kto chciał, ten robił ostatnie zakupy do Polski, np. owoce. Po zakupach udaliśmy się wprost na lankijski dworzec „PKS”, gdzie złapaliśmy jeden z ostatnich tego dnia autobusów, odjeżdżających w stronę Mirissy. Tym razem jazda z szalonym kierowcą, nie dość że trwała o 1/3 krócej to była umilana ichniejszym Lanko-Polo. Autobusy mają zamontowane niespotykane u nas nagłośnienie i „konduktor” obsługujący pilota od TV, raczył nas lokalnymi teledyskami na okrągło. Mimo iż nie rozumiemy języka tutejszego, same teledyski podobne do naszego discopolo z lat 80-90, były o treści nie trudnej do zrozumienia.

Po powrocie do Mirissy, udaliśmy się na plażę, aby spożyć ostatnią naszą wieczerzę na wyspie. Oczywiście znów objedliśmy się owocami morza, kosztując ryb oraz kalmarów. Po kolacji siedliśmy w hotelu, komentując i podsumowując całą  naszą wycieczkę. Oczywiście nie omieszkaliśmy zrobić w Galle odpowiednich zakupów „zza krat” i teraz pisząc tą relację, dokonujemy konsumpcji przedniej jakości Arracku, który gorąco polecam tym, którzy się zdecydują zwiedzić Sri Lankę.

Na tym muszę zakończyć moją przygodę z pisaniem, raz że pożegnalna impreza nabiera tempa ;) a dwa że to już wszystko, co mam Wam do przekazania. Mam nadzieję że mój debiut został dobrze przyjęty i że choć trochę moje pisanie przybliżyło Wam klimat naszej przygody.

Jutro nie będzie już relacji z ostatniego dnia.  O 12.30 mamy transfer na lotnisko. Z rana mamy ochotę na jedzenie paluchami lokalnego śniadania oraz ostatnie plażowanie tuż przed wyjazdem. Obiecuję, że za parę dni się zmobilizuję i napiszę relację podsumowującą z całej naszej eskapady. Tym czasem pozdrawiam gorąco nasze rodziny i znajomych, którzy śledzili nasze poczynania, do zobaczenie w Polsce. I nie zdziwcie się jak zobaczycie nas „troszkę” opalonych.
IMG_20170122_221703 IMG_20170122_221759 IMG_20170122_222941 IMG_20170122_222909

smakowanie Mirissy ciąg dalszy…..

21 stycznia 2017 - Kategerie: Sri Lanka,wyprawa -

IMG_20170121_203646 IMG_20170121_203708 IMG_20170121_203456 IMG_20170121_203558 IMG_20170121_203521 IMG_20170121_203624
Mikołajowa relacja cd:

Dzień 12, Sobota, 22.01.2017

Jak już wczoraj wspominałem, dziś dzień zaczął się bardzo wcześnie. Zbiórka o 6.00 i rejs statkiem wycieczkowym w celu zobaczenia największego ssaka jaki występuje na ziemi. Czy się udało… zaraz powiem. Temperatury w Mirissie są bardzo wysokie, nawet teraz gdy piszę ten tekst o godzinie 21.30 jest jeszcze 26 stopni i wilgotność tak wysoka, że po całym dniu ciuchy aż kleją się do ciała. Ale do rzeczy, tuk-tuki  z hotelu zawiozły nas prosto do portu, gdzie w gotowości stało kilkanaście statków gotowych do wypłynięcia. Szybka wymiana gotówki na bilety, zajęcie miejsc, oraz ubranie kapoków i już jesteśmy zwarci i gotowi do poszukiwań. Niestety nie wszyscy turyści są tak zmobilizowani jak nasza wycieczka. Wypłynięcie z portu trochę się opóźniło, ale miało to i pozytywny skutek, ale o tym w dalszej części. Płynęliśmy ponad godzinę i według GPS wypłynęliśmy ok 20 km od brzegu. Jako pierwsze zaobserwowane zostały żółwie, które jeden na drugim pewnikiem starały się o potomstwo. I oczywiście nasz kapitan wypatrzył je jako pierwszy i mieliśmy możliwość sfotografowania tych zwierząt. Po dłuższym oczekiwaniu w pełni napięcia, na horyzoncie pojawiła się mgiełka pary wypuszczona przez wieloryba. Wszystkie statki jak szalone pognały w to miejsce, licząc na obejrzenie tego ssaka. Niestety, obserwacja tych zwierzą, to nie jest wcale taka łatwa sprawa jakby się mogło wydawać. Wieloryb zaczerpnąwszy powietrza znika na kilka minut w odmętach oceanu, żeby wypłynąć znów gdzieś indziej. Leczy wszystko poszło zgodnie z planem. Widzieliśmy kilka razy grzbiety tych olbrzymich zwierząt, których waga dochodzi do 190 ton.  Ich widok, majestatycznie wynurzających się z toni oceanu, robi naprawdę wielkie wrażenie. Z opowiadania naszego przewodnika dowiedzieliśmy się również, że penis dorosłego wieloryba mierzy 2,5 metra, co wywołało pomruk uznania u naszej żeńskiej części wycieczki :) .   Po około godzinnej obserwacji, statki po kolei opuszczają obszar obserwacji i wracają do portu. Nasz statek, zapewne z racji porannego opóźnienia, zostaje do końca i jako ostatni kieruje się do portu. W nagrodę jako jedyni możemy zaobserwować delfiny, które znane ze skłonności do zabawy wykonują piękne skoki i ewolucje w powietrzu. Stojąc na dziobie statku mogliśmy z bliska przyjrzeć kilkunastu sztukom płynącym przed statkiem. To było niesamowite, być tak blisko tych zwierząt, praktycznie na wyciągnięcie ręki.

Po powrocie do portu, zjedliśmy szybki lunch na plaży i resztę dnia mieliśmy przeznaczone tylko i wyłącznie do relaksu z czego skwapliwie skorzystaliśmy. Niektórzy walczyli dzielnie z błękitnymi falami oceanu, inni sączyli leniwie drinki serwowane wprost nad samą wodę. Każdy korzystał ze słońca ile się da, aby naładować akumulatory przed niedługim, acz szybko się zbliżającym powrotem do domu. Wieczorem nie mogliśmy inaczej, tradycyjnie spacer plażą przy zachodzie słońca i kolacja z owoców morza serwowanych ze świeżych połowów. Na kolację spróbowaliśmy: red fisha, barrakudę, rainbow fish oraz ciekawostkę: smażoną płaszczkę. Wszystko to popijaliśmy kolorowymi drinkami o fikuśnych nazwach oraz naszym ulubionym Lion beer’em. Czuć odprężenie w naszej wycieczce, każdy jest już zmęczony wysiłkiem zwiedzania Sri Lanki i te kilka chwil relaksu w kurorcie Mrissa, robią dobrze naszym zmęczonym organizmom.
IMG_20170121_214527 IMG_20170121_214449 IMG_20170121_214358 IMG_20170121_203326 IMG_20170121_203435 IMG_20170121_203808 IMG_20170121_212833

raj w Mirissie

20 stycznia 2017 - Kategerie: Sri Lanka,wyprawa -

IMG_20170120_213239 IMG_20170120_213653
Mikołajowa relacja cd:

Dzień 11, Piątek, 21.01.2017

Od kilku dni krążą wśród nas magiczne słowa : kiedy ocean? Nie bardzo wiedziałem o co chodzi. Ocean… ocean…. hm… Dziś się dowiedziałem.

Z samego rana po śniadaniu, zapakowaliśmy nasz cały majdan do busa, trochę podobnego do Amalowego i ruszyliśmy w stronę Mirissy. O ile bus był podobny, o tyle kierowca nie. Od samej Elli wszyscy nas wyprzedzali… Dopiero gromki doping: driver go, go, go!!! zmotywował naszego kierowcę do szybszej jazdy, no i zaczęło się… Parę razy na żyletkę, ze dwa razy na czołówkę, ale co tam grunt że do przodu. Popatrzyliśmy w mapę, e… co tam kawałek do oceanu i dalej wzdłuż brzegu…. Nic bardziej mylnego. Kierowca wybrał taką drogę, że musiał miejscami jechać 10km/h i omijać dziury. Patrząc na nawigację niedowierzaliśmy, jak można? Ale niestety można. I droga która miała być krótka i przyjemna, wydłużyła się niemiłosiernie powodując ból pośladków, od siedzenia oczywiście. Z tego wszystkiego, kierowca jadąc bez navi, na pamięć, pomylił drogę i gdyby nie nasza czujność, pojechalibyśmy z powrotem na północ Sri Lanki. Ale nie ma tego złego… Jadąc przez takie wioseczki i zadupia, że żaden turysta tam nogi nie postawił, mogliśmy podglądać jak żyją rodowici Lankijczycy nieskażeni komercją. Na krótkim postoju, Przemek w rzece wypatrzył krokodyle i nie omieszkał zrobić im sesji zdjęciowej. Koniec końców dotarliśmy do Mirissy. A tu czekała nas niespodzianka, po kilku noclegach na  wysokości ok 1000 m, gdzie temperatury były całkiem znośnie i w hotelu nawet nie była potrzebna klima, w Mirissie było grubo ponad trzydzieści stopni i taka wilgotność, że pot spływał nam po twarzy. Szybkie zakwaterowanie i ruszyliśmy na plażę. Plażę jak z żurnala, przeźroczysta błękitna woda, bary ze stolikami w wodzie, które omywały fale, ludzie którzy spacerowali wzdłuż plaży w oczekiwaniu na zachód słońca, po prostu jak w bajce. Tego się nie da opisać. Opalone dziewczyny w bikini, przystojni kelnerzy o latynoskich rysach, dla każdego coś miłego. Po szybkim lunchu, ruszyliśmy wzdłuż plaży daleko, daleko, gdzie oczy poniosą…… Po przepięknym zachodzie słońca, fotografowanym przez mnóstwo ludzi, wracając rozgościliśmy się w jednej z wielu restauracji serwujących owoce morza, pochodzące wprost z połowu. Wystawiane na stolikach świeże ryby, kalmary, kraby, homary kusiły nas swoim wyglądem jak i zapachami dochodzącymi z kuchni. Postanowiliśmy zrobić wieczór rozpusty i pozamawialiśmy te dary oceanu. Były przepyszne, do tego zimne piwko, pite wprost na plaży i woda co chwilę podmywająca stoliki dopełniły nam naszego pojęcia raju…… ;)

Dziś zbyt długo nie możemy posiedzieć, rano mamy o 6.00 pobudkę, ponieważ czeka na nas następna przygoda. Ale o tym wkrótce….
IMG_20170120_213337 IMG_20170120_213416 IMG_20170120_213449 IMG_20170120_213526

Kraje

Wietnam

Kambodża

Sri Lanka

Birma

Ostatnie wpisy

Azja

ciekawostki

video

Facebook

Get the Facebook Likebox Slider Pro for WordPress