Aktualności

To miał być tylko jeden zjazd

24 lutego 2020
Autor:
Rafał

W drodze z Thakhek do Kong Lor zatrzymujemy się przy Wielkiej Ścianie. Wybudowało je dawno temu plemię o dużych ciałach sięgających nieba jako pułapkę dla zwierząt. Wspinamy się na wysokie ściany. 

Dalej zatrzymujemy się na chwile na punkcie widokowym The Rock Viewpoint. Okazało się, że jest tam tyrolka za jedyne 30 dolarów. Zapytaliśmy tylko o cenę i jak długo trwa zjazd. Jakoś nie wydało się nam konieczne dopytać o rozkład trasy mimo, że całość miała trwać aż 1,5 godz. Myśleliśmy, że będzie długi lot a potem mozolne wdrapywanie się z powrotem. Ponieważ chętnych było aż 7 osób, Rafał zgodził się zmienić plan dnia. Po pierwszym 480 m locie wylądowaliśmy na skalnej półce i musieliśmy wdrapać się po klamrach na kolejną platformę. Okazało się, że czeka nas zjazd nad 300 m przepaścią, a naprzeciw wznosiła się potężna, groźna, ciemna ściana, na której mieliśmy wylądować. Najstraszliwsza tyrolka, jaką widzieliśmy. Rzeczywiście kilka osób miało problemy, odbiły się od hamulca, wycofały na linie i zostały ściągnięte przez naszych opiekunów. Stamtąd zeszliśmy po grani przepinając się do kolejnych lin rozciągniętych do trzeciego zjazdu. Już wiedzieliśmy, że łatwo nie będzie. Były kolejne tyrolki, wspinaczki przypominające Orlą Perć, mosty drewniane, siatkowe i linowe, a wszystko w otoczeniu oszałamiających widoków, wspaniałych szczytów, skalistych grani i pionowych ścian. Wdrapywaliśmy się też po porośniętym malaryczną dżunglą zboczem, gdzie pożerały nas komary i w końcu wykończeni, ale szczęśliwi dotarliśmy do mety, gdzie rzuciliśmy się na zasłużone piwo. Adrenalina i endorfiny eksplodowały w naszych mózgach i na pewno zostawiły wrażenia do końca życia.

Tekst napisał Aleksander.