Aktualności

Fort Galle i żółwie

16 stycznia 2020
Autor:
Rafał

Dotarliśmy na południe Sri Lanki do miejscowości Mirissa nad Ocean Indyjskim. Po 10-dniowym zwiedzaniu wyspy to bardzo dobre miejsce na odpoczynek. Część dnia spędzamy na plaży, a część w starym forcie w Galle, oddalonym o 35 km od Mirissy. Stary fort, którego początki sięgają I-szej połowy XVI wieku założony został  przez Portugalczyków. W połowie XVII wieku fort przejęli Holendrzy i to oni przyczynili się do jego rozbudowy używając kamieni i rafę koralową, którą można jeszcze wypatrzeć w fasadzie grubych murów obronnych. 150 lat później (koniec XVIII wieku) fort przeszedł w ręce Brytyjczyków bez użycia siły. Dzięki temu zachował się w bardzo dobrym stanie. Dzisiaj niska zabudowa mieści sklepy z pamiątkami, kawiarnie, restauracje, hoteliki. Są tu muzea, szkoły, kilka świątyń, poczta, biblioteka, latarnia morska, stare magazyny, a wszystko to otoczone murami obronnymi z bastionami, po których można spacerować. Holenderski fort Galle został wpisany na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO.

Do Galle przyjechaliśmy autobusem kursowym. Ledwo zdążyliśmy do niego wsiąść, ponieważ kierowcom autobusów na Sri Lance zawsze się spieszy i ostatni pasażer wsiada już w biegu. Kierowca ciągle trąbi i zręcznie omija wszystkie skutery, tuk-tuki i pieszych, nie zwracając uwagi na prędkościomierz. Chyba jedziemy expresem. W drodze powrotnej z Galle do Mirissy wysiadamy przy farmie żółwi, która ma za zadanie chronić je przed drapieżnikami i kłusownikami. Jest tu większa piaskownica, w której zakopanych jest dziesiątki jaj. Przy nich są tabliczki, z informacją ile jest tych jaj i kiedy zostały złożone. W naturalnych warunkach po wykluciu i wygrzebaniu się z piasku żółwie popędziłyby plażą do morza. Tu jednak przenosi się je do basenów, gdzie nieco podrosną, dzięki czemu nie będą łatwą ofiarą dla drapieżników. Są tu też żółwie chore, lub ranne, które nie przeżyłyby w naturalnym środowisku.