Aktualności

Plaże Zanzibaru

09 kwietnia 2021
Autor:
Rafał

Wakacje na Zanzibarze.

Już tydzień minął odkąd wróciliśmy z Tanzanii, ale ciągle wspominamy, opowiadamy, oglądamy zdjęcia. Safari – najlepszy sposób na spędzenie czasu w Afryce – zostanie w naszej pamięci do końca życia. Ale nie tylko safari: ludzie, plenery, odpływy i przypływy, ciepły ocean, czy wyśmienite owoce.

Paweł tak wspomina nasz przyjazd na Zanzibar:

Odpoczynek na Zanzibarze.

Akcja naszej wycieczki po Tanzanii przeniosła się po ponad tygodniu z części lądowej na Zanzibar. Ta znana wyspa słynie z przepięknych plaż i wakacyjnej atmosfery przez cały rok. Faktycznie pasjonaci plażingu, słońca i błękitnych fal mogą poczuć się tu jak ryba w wodzie.

Takie miejsca to wprawdzie nie do końca nasze klimaty ale po tygodniowej tułaczce po Parkach Narodowych, w kurzu i pyle lokalnych dróg, postanowiliśmy przepłukać nasze umęczone ciała w ciepłej wodzie Oceanu Indyjskiego.

Przeciwległy brzeg

Do naszego hotelu z lotniska dotarliśmy dość wcześnie rano dlatego praktycznie od razu ruszyliśmy aby zrobić rozeznanie w najbliższej okolicy. Po szybkim spenetrowaniu plaży przy naszym hotelu, postanowiliśmy odwiedzić przeciwległy brzeg półwyspu.

Była to odległość tylko kilku kilometrów. Idąc jednak w po asfaltowej drodze, w pełnym słońcu jednak, przy 34 stopniach C nie był to najprzyjemniejszy dystans. Dlatego ucieszyliśmy się bardzo gdy dotarliśmy wreszcie na plażę. Tam bryza od oceanu przyjemnie zaczęła chłodzić nasze rozgrzane ciała.

W poszukiwaniu cienia

Miejsce było urocze, szeroka plaża, śnieżnobiały piasek o konsystencji mąki oraz woda we wszystkich możliwych odcieniach niebieskiego. Ponieważ wciąż czuliśmy trudy pokonanej przez nas w pełnym słońcu drogi, odruchowo zaczęliśmy się rozglądać za jakimś zacienionym miejscem. Nasza uwaga skierowała się w kierunku małego kolorowego budynku, który stał w otoczeniu kilku palm kokosowych. Była to, podobnie jak wiele tubylczych budynków na Zanzibarze, konstrukcja sklecona z różnych materiałów, kamienia, cegieł, drewna, trzciny i blachy. Widać było, że budynek ten przeszedł już niejeden sztorm, czy też zalewający go przypływ fal z oceanu. Równie wymęczone życiem, oraz upałem wydawały się na pierwszy rzut oka kobiety, które przed budynkiem wylegiwały się na kolorowym kocu. Idąc w stronę budynku minęliśmy też jedną z nich, w cieniu palmy czyściła świeżo złowione ryby.

Pamiątki z Zanzibaru

Gdy dochodziliśmy już do tej kolorowej chatki, naprzeciw nas wyszła rozpromieniona uśmiechem kobieta. Jej dość obfite, kobiece kształty skrywały się pod wielokolorową sukienką, której radosne barwy doskonale pasowały do usposobienia tej Zanzibarki. Ponieważ kolor naszej skóry dobitnie wskazywał na to, że nie jesteśmy tubylcami, kobieta standardowo zapytała nas skąd jesteśmy. Zanim odpowiedzieliśmy sama zgadła, co nie było zbyt trudne, ponieważ na Zanzibarze ok 90% wszystkich turystów to obecnie Rosjanie i Polacy. Po tej kurtuazyjnej wymianie zdań kobieta radośnie zaprosiła nas do wejścia do swojej chatki, która okazała się sklepem z lokalnymi pamiątkami. Weszliśmy głębiej ponieważ każdy z nas miał potrzebę kupienia jakichś pamiątek dla swoich bliskich w Polsce.

W środku było dość gorąco co w tym przypadku na pewno przyspieszyło podjęcie ostatecznych decyzji zakupowych. Zwyczajowo zaczęło się targowanie, ale ku naszej radości kobieta z kolorowej chatki okazała się dość hojna w stosowanych rabatach. Zresztą robiła to w tak radosny i przyjazny sposób, że my też nie cisnęliśmy za bardzo. Każdy z nas kupił coś ale były to naprawdę drobiazgi.

Zimne Kilimanjaro

Wychodząc już z chatki dokonaliśmy prawdziwego odkrycia porównywalnego chyba tylko z odkryciem Ameryki przez Kolumba. Okazało się, że oprócz całej masy pamiątek, które można kupić w tej chatce było w niej coś jeszcze, coś o wiele bardziej wartościowego.

W rogu chatki stała lodówka. W środku coś co nie jest wcale tak oczywiste na Zanzibarze. PIWO, zimniutkie piwko, oszronione wręcz. Mieszkańcy Tanzanii, a w szczególności Zanzibaru to w większości muzułmanie dlatego widok piwa w tym miejscu był tak zaskakujący dla nas.

Każdy z nas bez namysłu nabył drogą kupna taką zimniutką buteleczkę złocistego płynu lokalnej marki Kilimanjaro.

Teraz rozsiedliśmy się wygodnie w cieniu przed budynkiem. Po pasjonujących zakupach nastała wreszcie błoga chwila ochłody i kontemplacji tego miejsca oraz sensu życia.

Właścicielka chatki-sklepiku chyba zauważyła błogość w naszych oczach i przerywając chwilę naszej piwnej ekstazy zaczęła sama zagadywać do nas.

Kobieta, która zaraża uśmiechem

Przedstawiła się jako Mama Africa. Zrobiła to w tak radosny sposób, że od razu ta „ksywka” wydała się nam idealnie do niej dopasowana. Porozumiewała się z nami łamanym angielskim co tylko dodawało uroku tej radosnej postaci. To była jedna z tych osób, która potrafi mówić całym sobą i której radość życia automatycznie przenosi się na jej rozmówców.

Opowiedziała nam o tym, że swój biznes prowadzi już od kilkunastu lat. Że wynajmuje teren na którym stoi jej sklepik, ile płaci, a nawet, że nie ma męża i się właśnie rozgląda. Powiedziała nam, że kobiety, które odpoczywały przed chatką pracują dla niej i zajmują się masażem. Faktycznie przed domkiem, bezpośrednio na plaży stało kilka dość prymitywnych stołów do masażu. W sezonie pracuje dla niej 6 masażystek, ale teraz poza sezonem ma ich o połowę mniej. Nie mieliśmy okazji skorzystać z masażu u Mamy Africa, zresztą nie była to też odpowiednia pora dnia jak na ten klimat, ale myślę, że masaż w tym miejscu, na brzegu oceanu, pod palmami przy zachodzie słońca może być niesamowitym, zmysłowym przeżyciem (bez podtekstów).

For you, for free, from Mama

Po tej chwili rozmowy i swoistej prezentacji swojego biznesu, Mama Africa zapytała nas czy nie chcielibyśmy spróbować jej ryżu z rybą. Byliśmy tam w porze obiadowej i już wcześniej zauważyliśmy, że masażystki Mamy zajadają palcami jakąś potrawę. Ponieważ nie chciało nam się jeszcze opuszczać tego zacienionego miejsca, oraz oczywiście też z ciekawości kulinarnej, połowa osób z naszej ekipy (2 osoby) odpowiedziała „yes, just to try”.

Mama Africa zniknęła wtedy na dłuższy czas na zapleczu swojej chatki-sklepu. My nadal delektowaliśmy się widokiem oceanu, plaży, oraz chłodem dopijanego piwa.

Przez panujący tam upał nie byliśmy głodni, a jedynie ciekawi lokalnych smaków, liczyliśmy na jakąś symboliczną porcję degustacyjną.

Jakie było nasze zdziwienie kiedy zza  kotary prowizorycznej kuchni zaczęły wyłaniać się ogromne 4 talerze – dla wszystkich z naszej ekipy. Mama Africa widząc naszą konsternację, oraz zdziwienie, dorzuciła: „for you, for free, from Mama”.

Duszona ryba

Każdy z nas dostał duży talerz z ryżem i duszoną rybą w warzywnym sosie, oraz szklankę z wodą. Ryż był śnieżnobiały, gorący, ugotowany specjalnie dla nas, a ryba opływała w gęstym warzywnym sosie, który łączył w sobie smaki słodki, słony, kwaśny i ostry. Ryba była mała, ale bardzo aromatyczna, a sos, w którym była duszona doskonale smakowo zbalansowany.

Część naszej ekipy to smakosze raczej europejskiego jedzenie więc były pewne obawy, że potrawa ta nie do końca im podpasuje. Okazało się jednak, że była ona tak dobra, że cała nasza czwórka bez problemu opróżniła talerze praktycznie do czysta.

Widać było, że widok czterech białasów zajadających z ogromnym smakiem potrawę zaserwowana przez Mamę Africa, sprawiał jej przyjemność.

Jednogłośnie pochwaliliśmy zdolności kulinarne Mamy Africa i zasugerowaliśmy, aby rozbudowała swój biznes na plaży o małą restaurację z takimi smakołykami.

Pozytywna energia

Ta kobieta, pełna pozytywnej energii i radości życia, wywarła na nas takie wrażenie, że odchodząc żegnaliśmy się z nią jak z najlepszą znajomą. Nawet teraz patrząc na zdjęcia zrobione na pożegnanie, trudno powstrzymać się od radosnego i szczerego uśmiechu.

Najdziwniejsze jest, że poza samą satysfakcją z goszczenia nas Mama Africa nie oczekiwała nic w zamian. Potrafiła być bezinteresowna pomimo tego, że przecież prowadzi swój biznes w miejscu, gdzie codziennie styka się z turystami, targuje się i stosuje różne handlowe triki.

Dla nas Europejczyków jest już wręcz niespotykane, że dostajemy coś od kogoś kto nie oczekuje od nas nic w zamian. Owszem wszędzie na około napotykamy na oferty „za darmo, gratis, itp.”, ale służą one jedynie uruchomieniu w nas „reguły wzajemności”, a nie szczerego, bezinteresownego obdarowania kogoś czymś.

Mama Africa przypomniała nam chyba właśnie o tym, że można postępować inaczej – dziękujemy Mama Africa.

Mama Africa zaprasza!

Wszystkim, którzy chcieliby osobiście poznać Mamę Africa, porozmawiać z nią, zrobić zakupy w jej sklepiku albo posiedzieć w jego cieniu podaje poniżej namiary na to magiczne miejsce.

Mama Africa mówiła też, że ma nawet do wynajęcia apartamenty na Zanzibarze.

Koniecznie pozdrówcie ją od Rafała, Asi, Pawła i Daniela 😊 .

Sklep MAMA AFRICA
Michamvi pingwe (AREA)
W pobliżu Karafuu Beach Resort.
tel. +255773266630 (WhatsApp)
tel. +255755452154
Współrzędne:
6°08’39.2″S 39°30’58.7″E

Autorem teksu jest Paweł Michalski.

(Jeden komentarz)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *