Aktualności

Wino ryżowe i homary na Borneo

16 września 2026
Autor:
Rafał

Czarna zupa.

Z Malezji kontynentalnej przenosimy się na wyspę Borneo.

Wczesna pobudka, transfer na lotnisko, odprawa, śniadanie w 7-eleven, wylot i przespana cała podróż. Po wylądowaniu dostajemy kolejną pieczątkę do paszportu, mimo tego, że lecimy z Malezji do Malezji. Hmmmm, przecież tylko zmieniamy prowincje.

Na śniadanie laksa, a Kasia zamawia Belacan Bee Hoon – ciemną zupę z makaronem ryżowym, sfermentowaną pastą krewetkową, tamaryndowcem, mątwą i jajkiem stuletnim, które jest niemal czarne. Odważny wybór.

Wino z ryżu

Z Miri jedziemy do jaskiń Niah, które (podobnie jak Lenggong) wpisane są na listę UNESCO. Płynąc na drugi brzeg rzeki Niah, gdzie zaczyna się trasa do jaskiń drogę przecina nam sporej wielkości krokodyl. Właściwie to nie sporej tylko średniej i raczej nie przecina tylko odpływa przed nami. 

Nie wszystkie jaskinie w Niah są otwarte, ale już sama trasa jest bardzo przyjemna. Także wielkość wejścia, wnętrza i widoki robią duże wrażenie.

Po drodze próbujemy jeszcze młode wino ryżowe, a na końcu, w restauracji przy rzece podają nam najdłużej nalewające się piwo. Na drugie piwo nie mamy więc czasu.

Owoce morza

W drodze na kolację (homary, krewetki, ryby) zatrzymujemy się na wybrzeżu pooglądać klify i skałę w kształcie głowy konia, która niestety zawaliła się kilka lat temu.

Kolejnego dnia jedziemy na trekking do parku Narodowym Lambir. Dojście do wodospadu Latak nie jest zbyt trudne, ale okrężna droga powrotna jest już nieco bardziej wymagająca. Na szczęście nie słyszę gróźb pod swoim adresem 🙂 .

Natomiast kolejna wycieczka na Filipiny już w lutym 2027!

Przeczytaj więcej o naszych podróżach w Azji:

Skomentuj ten wpis jako pierwszy!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *