Aktualności

zwiedzamy Phnom Penh

16 grudnia 2019
Autor:
Rafał

Przyjechaliśmy do Phnom Penh – stolicy Kambodży. W niedzielę rano chętni jadą tuk-tukiem do kościoła na poranna mszę. Kościół św. Józefa to główna świątynia rzymskokatolicka w Phnom Penh. Msze odbywają się w dawnej szkole, ponieważ stary kościół został zniszczony w drugiej połowie lat 70-tych przez Czerwonych Khmerów. Msza jest na pierwszym piętrze w ogromnej sali, gdzie wierni siedzą na matach na podłodze, ponieważ ławek nie ma. Podobnie zresztą było w kościele w Siem Reap.

Po śniadaniu bierzemy tuk-tuki i jedziemy kilkanaście kilometrów od centrum Phnom Penh, na Pola Śmierci. Na całym terenie znajduje się tam prawie 130 masowych grobów ofiar wspomnianych już Czerwonych Khmerów. Ekshumowano prawie 9 tys. ludzkich szczątków, a czaszki wystawiono w pagodzie by dać świadectwo temu co działo się tu ponad 40 lat temu. Turystów jest dużo, ale panuje przejmująca cisza. Zwiedzający snują się ze słuchawkami na uszach wsłuchani w straszne opowieści o dokonywanych tu morderstwach. Następnie jedziemy do centrum miasta do byłej szkoły zmienionej przez Czerwonych Khmerów na więzienie. Przesłuchiwali i torturowali tam więźniów, by potem zabić ich na Polach Śmierci.

Żeby odreagować to co zobaczyliśmy, po obiedzie idziemy na Ruski Targ, gdzie jest szwarc, mydło i powidło, oraz części do skuterów. Natomiast kolacje jemy dzisiaj w bardzo eleganckiej indyjskiej restauracji, ponieważ Piotr obchodzi okrągłe urodziny. Było sto lat po angielsku, tort ze świeczkami, prezenty, zdjęcia. W związku z tym, że to jest nasza ostatnia wspólna kolacja, mnie także czekała niespodzianka…

Dzień wcześniej Justyna z Piotrem zjedli przysmak Khmerów: balut, czyli ugotowane jajko z zarodkiem kaczki w środku. Patrzyliśmy na nich z niesmakiem, a oni stwierdzili że całkiem niezłe.