grzęda dla ptaków

29 maja 2019 - Kategorie: historia,Japonia -

P2710581
świątynia Fushimi Inari-taisha w Kioto

P2710418 P2710434
świątynia Fushimi Inari-taisha w Kioto

P2710548 P2710522
świątynia Fushimi Inari-taisha w Kioto

Charakterystycznym elementem architektury po którym możemy rozpoznać, że jesteśmy w Japonii są bramy torii. Wydawałoby się że prowadzą donikąd, ale są symbolem przejście z ziemskiego świata fizycznego do duchowego świata bogów. Spotykamy je przed wejściem do świątyni shinto, przed świętym miejscem, gdzie może mieszkać kami (w mitologii japońskiej bóg, bóstwo, duch), czy przed grobowcami japońskich cesarzy. Przechodząc przez torii doznajemy oczyszczenia, które jest warunkiem obcowania z bóstwami i duchami. Brama torii to bardzo prosta konstrukcja: dwa słupy połączone u góry poprzecznymi belkami (jedną lub dwiema), które mogą być proste lub wygięte do góry. Mimo tego, że nazywana jest bramą nie ma żadnych drzwi, wrót, ani ogrodzenia. Torii najczęściej są drewniane – budowane bez użycia gwoździ, lub kamienne. W dzisiejszych czasach wykonuje się je także z miedzi, betonu i stali. Często malowane są na kolor cynobrowy z czarnymi dodatkami i są zdobione, lub dekorowane japońskim pismem.
Pierwsze bramy torii powstały w okresie Heian (795-1185), w późniejszych latach ich liczba rosła, a budowa i wygląd torii ewoluował.
Największa i najbardziej znana torii znajduje się przed świątynią Itsukushima na wyspie Miyajima. Zdaje się unosić nad wodą ponieważ w czasie przypływów brama stoi w morzu, natomiast po odpływie można do niej dojść o suchej nodze, a spacerujący ludzie w drewniane nogi torii wkładają monety. Brama torii na Miyajimie ma prawie 17 metrów wysokości. Została wzmocniona dodatkowymi słupami i przykryta niewielkim daszkiem. Pierwsza w tym miejscu torii pamięta 1168 rok, a dzisiejsza została zrekonstruowana w 1875 roku.
400 kilometrów od wyspy Miyajima stoi w Kioto ogromna świątynia Fushimi Inari-taisha. Poświęcona jest Inari – bogini ryżu i patronki biznesu. Znajduje się tam tysiące bram, które ciągną się na szczyt góry, gdzie prócz kapliczki Inari możemy zobaczyć panoramę 1,5-milionowego miasta Kioto. Torii ufundowali wdzięczni darczyńcy dziękując bogini za sukcesy w biznesie.
Dzięki torii możemy przed wejściem do japońskiej świątyni zorientować się, że nie jest to świątynia buddyjska tylko chram – świątynia shinto.
Torii dosłownie po japońsku znaczy miejsce, grzędę dla ptaków, gdzie ci wysłannicy bogów mogą odpocząć. Inna wersja mówi, że torii to skrót od tori-iru, czyli przechodzić.

P2730535
Nikko

_MG_0555 P2730488
cmentarz Okunion w Koyasan                                         Nikko

_MG_9373 _MG_9383
Miyajima

_MG_8825 _MG_9495
przed świątynią Yasukuni-jinja w Tokio                       Miyajima

_MG_0658 _MG_1062
Koyasan                                          Kamakura

Japoński Kryty Most

13 maja 2019 - Kategorie: historia,Wietnam -

P1080346 P2580567 P2580900 IMG_6919IMG_6921
Legenda mówi, że niegdyś ciało strasznego potwora Namazu leżało rozciągnięte na wietnamskiej ziemi. Potwór był tak wielki, że głowę miał w Indiach, a ogon w Japonii. Każde jego poruszenie powodowało trzęsienia ziemi, powodzie, katastrofy naturalne. Aby temu zapobiec wybudowano most z kaplicą buddyjską, który jak miecz przygwoździł jego ciało do ziemi. Most ten znajduje się w Hoi An, które leży w samym środku Wietnamu. W XVI po upadku królestwa Czampa zaczęli osiedlać się tam kupcy chińscy i japońscy tworząc wspólnie z Wietnamczykami międzynarodowe centrum handlowe. Nie brakowało także przybyszy z Indii i Europy, co przyczyniło się do rozwoju Hoi An. Miasto stało się mozaiką kultury, tradycji, religii i architektury.
Wizytówką miasta jest bez wątpienia Japoński Kryty Most – ten który przygwoździł potwora Namazu. Wybudowany przez wspólnotę japońskich kupców łączył zachodnią część miasta (japońską) z częścią wschodnią (chińską). Prawdopodobnie budowa rozpoczęła się w roku małpy (1593), a ukończono dwa lata później w roku psa, według kalendarza księżycowego. Drewniany most z kwadratowymi, kamiennymi  filarami przebiega nad niewielkim dopływem rzeki Thu Bon. Jego zakrzywiony dach pokryty jest dachówką zdobioną porcelaną. Przy wejściach stoją drewniane figury psów i małp (znaki zodiaku), które mają upamiętniać lata, kiedy to urodziło się wielu japońskich cesarzy. Dalej są stele z wyrytymi nazwiskami darczyńców i budowniczych mostu, a na środku od strony północnej jest wietnamska świątynia Cao. Dobudowana została w 1653 roku i mieści wizerunek boga Tran Vo Bac De, który jest opiekunem żeglarzy, oraz kontroluje zmiany pogody i klęski żywiołowe. Przychodzą tu miejscowi by modlić się o dobrą pogodę i powstrzymanie nadchodzących kataklizmów.
W 1719 roku za sprawą Nguyena Phuc Chua – władcy południowego Wietnamu most otrzymał nową nazwą Lai Vien Kieu, którą chińskimi symbolami wyryto nad wejściem do świątyni. Znaczy to Most Ludzi z Daleka, lub Most Odległych Przyjaciół. W ciągu swojego istnienia most był kilka razy remontowany. Ostatni raz w 1986 roku kiedy przywrócono łukowaty kształt podłogi, oraz progi przy wejściach na most. W czasach kolonialnych Francuzi zlikwidowali je by przez most mogły przejeżdżać samochody.
W 2016 roku grupa wietnamskich i japońskich ekspertów uznała, że most jest mocno eksploatowany i wymaga szybkiego remontu. Codziennie odwiedza go około 4 tys. turystów, co bardzo osłabiło najważniejszy zabytek Hoi An. Eksperci sugerują by dla ochrony mostu i bezpieczeństwa odwiedzających ograniczyć w przyszłości liczbę turystów. Część filarów jest popękanych, a niektóre uszkodzone przez częste sezonowe powodzie, które powodują także osiadanie konstrukcji. Pod wpływem dużej wilgoci w tej części Azji wiele drewnianych belek jest zgniłych, a żelazne, które zastąpiły drewniane zjadane są przez rdzę.
Japoński Most  (po wietnamsku Chùa Cầu) jest jedynym krytym mostem na świecie, w którym znajduje się świątynia buddyjska. Jego wizerunek znajduje się na banknocie 20 000 wietnamskich dongów (VND). Jest symbolem przyjaźni między Wietnamem, a Japonią. Most łączy ulice Nguyen Thi Minh Khai i Tran Phu. Otwarty jest cały czas, żeby móc go zwiedzać należy mieć bilet, który uprawnia do wejścia do 5 wybranych obiektów na starym mieście. Bilet dla cudzoziemców kosztuje 120 000 VND.

Stara część Hoi An wpisana jest na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO, do czego w dużej mierze przyczynił się Polak Kazimierz Kwiatkowski.

P2670317 P2670312 IMG_7172 DSCF5331 P2690607 _MG_1958 2016-03-13 14.15.28 22_-1 21_-1

Druga Kawa

8 maja 2019 - Kategorie: media,video -

Wprawdzie kawy nie piję, ale do programu „Druga Kawa” prowadzonego przez Jacka Szopińskiego z 24opole.pl dałem się zaprosić.

O jeleniach które się ludziom kłaniają

26 kwietnia 2019 - Kategorie: historia,Japonia -

P2720040 P2710961 _MG_9520 _MG_9462
Przemierzając japońskie metropolie, natykamy się między Kioto, a Osaką na miasteczko Nara, które ma nieco ponad 350 tys. mieszkańców. Dawniej było pierwszą stolicą Japonii i siedzibą dworu cesarskiego, w związku z czym do dziś zachowały się tu zabytki wpisane na Listę Światowego Dziedzictwa Kulturowego i Przyrodniczego UNESCO. Do Nary przyciągają turystów nie tylko świątynie buddyjskie i chramy shinto, ale głównie jelenie sika, które mieszkają w Parku Nara (jeden z najstarszych parków w Japonii). Legenda shinto głosi, że bóg błyskawic Takemikazuchi, aby zapewnić boską ochronę nowej stolicy przybył ze świątyni w Kashima (dzisiejsza prefektura Ibaraki) do świątyni Kasuga Taisha w Narza na grzbiecie wielkiego, białego jelenia. Bóg zapewnił miastu ochronę, a jeleń został uznany za zwierze boskie i święte. Przez setki lat jelenie z Nary – pomocnicy bogów – były chronione, a za zabicie któregoś z nich groziła kara śmierci. Po II wojnie światowej jelenie zostały pozbawione swojej świętości, a zaczęto je traktować jako narodowe skarby przyrody. Mimo to w marcu 2010 roku 40-letni mężczyzna przy użyciu kuszy zabił łanię, która jak podaje portal Japan Times była ciężarna. W sądzie przyznał, że chciał sprzedać mięso, ponieważ miał kłopoty finansowe. Został skazany na 6 miesięcy więzienia.
Gdy kilka lat temu liczba jeleni w samym parku doszła do 1200 sztuk, a rolnicy zaczęli skarżyć się na szkody wyrządzane przez jelenie władze miasta zarządziły odstrzał niewielkiej części w określonych strefach miasta.
Nadal jednak jeleni w Nara jest bardzo dużo. Można je spotkać już wszędzie, nie tylko w parku. Chodzą chodnikami, po ulicach między samochodami, są w świątyniach, czekają przy wejściach do restauracji i sklepów, zaczepiają turystów szukając czegoś do jedzenia. Trzeba być wtedy ostrożnym, ponieważ jelenie mogą być agresywne. Potrafią popychać, szturchać, a nawet podgryzać jeśli myślą, że masz coś do jedzenia, a nie chcesz im dać. W parku można spotkać także tabliczki w kilku językach ostrzegające, że agresywne jelenie mogą gryźć, kopać, bóść, a nawet powalać na ziemię. Trzeba też pilnować biletów wstępu, książek, przewodników, czy paszportu, ponieważ czworonogi nie gardzą papierem. Wydaje się, że jelenie podchodząc do ludzi najpierw się “kłaniają” prosząc o jedzenie, tymczasem jest to zapowiedź ataku. Na szczęście nie mają rogów (mogą mieć 28-45 cm), które w Narze są obcinane w czasie wielkiej ceremonii cięcia poroża. Oficjalnie robi się to po to by zapewnić bezpieczeństwo jeleniom, ale dzięki temu ludzie także mogą czuć się pewniej.
W 2015 roku fiskalnym (japoński rok fiskalny zaczyna się 1 kwietnia każdego roku i kończy 31 marca kolejnego) na terenie Parku Nara przez jelenie zostało zranionych 92 osoby, w 2016 – 121 osób (w tym jedno złamanie, a 6 osób było szyte), w 2017 – 186, a od 1 kwietnia 2018 do 31 stycznia 2019 (czyli niepełny rok fiskalny) odnotowano już obrażenia u 209 osób.
W wielu miejscach Nary sprzedawane są krakersy dla jeleni (shika-senbei), aby ludzie nie karmili zwierząt swoimi przysmakami. Krakersy bez cukru wyrabiane są z mąki pszennej i otrębów ryżowych. Część zysków ze sprzedaży shika-senbei przeznaczonych jest na ochronę jeleni.
Nie tylko w Narze można spotkać jelenie chodzące po ulicach. W dużej liczbie są także na wyspie Miyajima niedaleko Hiroszimy.
P2720034 _MG_0302 _MG_0183 _MG_0201 _MG_0071 _MG_9304

wspominamy Sri Lankę…

10 kwietnia 2019 - Kategorie: Sri Lanka,video,wycieczka na Sri Lankę,wyprawa -

Wyprawa na Sri Lankę zakończona! Wróciliśmy już prawie 2 tygodnie temu, ale ciągle ją wspominamy…

          Dziękujemy za kolejny genialny wyjazd. Nie żadna wycieczka na Sri Lankę. Fajna przygoda. Codziennie coś innego, nowego. Wielkie WOW.  Po prostu nasz klimat.
Nie żadne hotele 5*, ale tak normalnie, po ludzku :-) .
Widziałem Twój grafik…..wszędzie …brak miejsc. Weź nas gdzieś dopnij do Kambodży jesień 2019/wiosna 2020…
Ela i Mariusz z Poznania

          Wyjazd na Sri Lankę był moją pierwszą wyprawą do Azji i właściwie nie wiedziałem, czego się spodziewać. Wybrałem ofertę Rafała, gdyż wydawała mi się najmniej komercyjna z dostępnych na rynku. Nie pomyliłem się ani trochę. Doświadczyłem tylu wrażeń, widoków, smaków, zapachów i rozmów z Lankijczykami, ze zauroczyłem się krajem zupełnie. Było tak wspaniale, że aż trudno oddać to słowami. Przy czym Rafał jest doskonale przygotowanym organizatorem, a jednocześnie elastycznie reaguje na zmieniające się okoliczności. W dodatku miałem szczęście trafić na świetną grupę i spotkać fantastycznych ludzi. Część mnie została na pewno na Sri Lance, a Sri Lanka została we mnie.
Olek z Inverness

Całą relacje z wycieczki na Sri Lankę w marcu 2019 można zobaczyć pod tym linkiem.

największe zwierzę świata

28 marca 2019 - Kategorie: Sri Lanka,wycieczka na Sri Lankę,wyprawa -

2930405-01-750x500 2930303-01-750x500 2930639-01-750x499 2930672-01-750x500
Południowa Sri Lanka to bardzo dobre miejsce na obserwację wielorybów. Codziennie rano z portu wypływa w morze kilka łodzi z turystami na pokładzie. Zajmujemy miejsca w jednej z nich, ubieramy kapoki, niektórzy biorą tabletkę by nie poczuć się gorzej w czasie bujania łodzią i zaczynamy wypatrywać wielorybów. Trochę to trwa zanim wypłyniemy daleko w morze, więc część pasażerów statku nie wytrzymuje napięcia i ucina sobie drzemkę. W pewnym momencie prawdopodobnie wpływamy w strefę zamieszkałą przez delfiny, ponieważ za burtą pojawia się kilka stad delfinów, a w każdym jest po kilka, a nawet kilkanaście sztuk. Chyba chcą zrobić na nas wrażenie ponieważ płyną wzdłuż naszej łodzi, skaczą nad wodą, a nawet robią dziwne akrobacje. Niektóre są na tyle odważne, że płyną tuż przed dziobem naszej łodzi. Tylu delfinów na raz to chyba jeszcze nikt z naszej grupy nie widział. Głównym celem naszej wyprawy w morze są jednak płetwale błękitne, które są największymi istotami żyjącymi na ziemi. Mogą osiągnąć nawet 33 metry długości i ważyć 190 ton. Po kolejnych kilkudziesięciu minutach dostrzegamy w końcu charakterystyczną fontannę nad wodą, a za chwile ukazuje się grzbiet płetwala. Oczywiście nie widzimy go w pełnym rozmiarze tylko dostrzegamy charakterystyczną małą płetwę grzbietową, a po chwili ogon, który jakby macha nam na pożegnanie. Wieloryb zanurkował. Kilka łodzi z turystami płynie w to miejsce, nasz sternik zatrzymuje łódź, wyłącza silnik i czekamy na kolejną odsłonę. Po kilku minutach ten obraz się powtarza. I jeszcze raz i jeszcze… Niesamowity widok!
2920991-01-750x500 2920988-01-750x500 2920859-01-750x500 2930694-01-750x500

uff, jak gorąco

27 marca 2019 - Kategorie: Sri Lanka,wycieczka na Sri Lankę,wyprawa -

2920900-01-750x500 2920897-01-750x500 2920913-01-750x500 2920927-01-750x500
Kilkadziesiąt kilometrów od plaż w Mirissie leży 100 tysięczne miasto Galle. Jedziemy tam autobusem kursowym. Mamy wrażenie, że kierowca robi wszystko żeby pobić rekord świata w najkrótszym przejeździe tego odcinka. Jazda jest ostra. W Galle jest wielki fort, który zaczęto budować 500 lat temu. Najpierw Portugalczycy wykorzystując drewno, a potem Holendrzy go rozbudowali używając kamień i rafę koralową, którą zresztą widać w strukturze murów. Potężne mury po których spacerują turyści i miejscowi oddzielają stare miasto od Oceanu Indyjskiego. Wewnątrz jest niska zabudowa, kilka kościołów katolickich, meczet i wąskie uliczki pełne sklepów z pamiątkami, restauracjami i kawiarniami. Uff, jest bardzo gorąco, dopiero tuż przed zachodem słońca robi się nieco chłodniej i można posiedzieć na rozgrzanym kamiennym murze.
2920924-01-750x500 2920929-01-750x500 2920945-01-750x498 2920941-01-750x499 2920977-01-750x499 2920966-01-750x500

kierunek: plaża

26 marca 2019 - Kategorie: Sri Lanka,wycieczka na Sri Lankę,wyprawa -

IMG-20190326-WA0003-01-750x500 IMG-20190326-WA0005-01-750x500 IMG-20190326-WA0006-01-750x499 IMG-20190326-WA0007-01-750x500
Dzisiaj rano opuszczamy lankijskie góry i jedziemy nad lankijskie plaże. Nadchodzi czas odpoczynku po intensywnym zwiedzaniu Sri Lanki. Szkoda nam opuszczać Elle, ponieważ mamy tu ulubioną restaurację, która przygotowuje genialne potrawy (kottu roti… hmmmm), ale wyprawa trwa, więc jedziemy dalej. Mirissa leży na południowym krańcu Sri Lanki nad Oceanem Indyjskim. Teraz przez kilka dni mamy czas na opalanie, kąpiele w ciepłym oceanie, drinki, romantyczne spacery na plaży. Ale zwiedzać co nieco też będziemy :-) .
2920788-01-750x500 2920792-01-750x499 2920831-01-750x500 2920799-01-750x500 2920804-01-750x500 2920837-01-750x500

Kraje

Wietnam

Kambodża

Sri Lanka

Birma

Ostatnie wpisy

Azja

ciekawostki

video

Facebook

Get the Facebook Likebox Slider Pro for WordPress