skuterami na plażę

19 kwietnia 2018 - Kategorie: Wietnam,wyprawa -

IMG-20180419-WA0002-01-750x499 20180418211323-01-750x499 20180418211023-01-750x501 20180418211245-01-750x500

W Wietnamie mieszka ponad 90 milionów ludzi, którzy mają w posiadaniu około 50 milionów skuterów. Trzeba bardzo uważać na ulicach, chodnikach czy przejściach dla pieszych ponieważ skutery są wszędzie. W Hoi An z kilkoma osobami wypożyczamy motorki i jedziemy w kierunku plaży. Wyjeżdżamy za miasto, żeby oswoić się z maszynami. Za miastem jest zdecydowanie mniejszy ruch na ulicy niż w centrum miasta, co ułatwia sprawę tym którzy na skuterach nie jeżdżą często. Zatrzymujemy się przy kwiatach lotosu, polach ryżowych, czy nad oczkiem wodnym nad którym pasie się bawół by trochę pofotografować przyrodę. Robimy przerwę przy pagodzie Van Duc, która jest jedną z największych pagód w okolicach Hoi An. Jest tu zakon buddyjski, sale modlitewne, a na tyłach grządki, oraz grobowce. Pogoda nam dopisuje, jest gorąco, a na skuterach owiewa nas przyjemny wiaterek. Dojeżdżamy do plaży Cau Dai. Oprócz leżaków i parasoli stoją tu okrągłe łodzie, którymi rybacy wypływają rano w morze. Na skuterach osiągamy zawrotną prędkość 60 km/h :-) . Jedziemy dalej wzdłuż plaży mijając ekskluzywne hotele, aż w końcu docieramy do cypla z latarnią morską. Słońce zachodzi, trzeba wracać.

20180418_170548-01-750x500 20180418210713-01-750x501 20180418210638-01-750x501 20180418210854-01-750x498 20180418211355-01-750x500 20180419142348-01-750x500

śladami Kwiatkowskiego

18 kwietnia 2018 - Kategorie: Wietnam,wyprawa -

20180418210348-01-750x501 20180418210423-01-750x500

“Antyczny lud Czampa ucieleśnia swojego ducha z piachem i kamieniem i wiedzą oni jak polegać na przyrodzie by stworzyć majestatyczny, podniosły i wspaniały My Son. To jest  bezcenne muzeum architektury ludzkości, które zabrało nam długi czas by w pełni go zrozumieć” – tymi słowami Kazimierza Kwiatkowskiego powitał nas My Son. My Son to sanktuarium Czampskie, do którego w 1981 roku przyjechał nasz rodak Kazimierz Kwiatkowski (architekt i konserwator zabytków), który jako pierwszy obcokrajowiec zaczął odnawiać wietnamskie zabytki. Tak się przyczynił do ratowania zabytków w Hoi An, My Son i Hue, że Wietnamczycy uhonorowali go pomnikiem, który postawili w centrum Hoi An w Parku Kazika. Po wojnie z Amerykaniami w dzisiejszym sanktuarium My Son zostało raptem 20 wież, ale od kilkunastu lat trwają prace odbudowujące zniszczone zabytki.

Słońce ukryte dzisiaj za chmurami nie grzało tak jak tu czasami bywa, więc dwugodzinny spacer był całkiem przyjemny, zwłaszcza że przewodnikiem po My Son był Mr. Yum, który w aktorski sposób opowiadał o kulturze, historii i architekturze My Son. Do Hoi An, gdzie nocujemy dwie noce wróciliśmy łodzią płynącą rzeką Thu Bon.

20180418210129-01-750x500 20180418210300-01-750x501 20180418210101-01-750x500 20180418210159-01-750x501

Hon Mun i Ho Ba

17 kwietnia 2018 - Kategorie: Wietnam,wyprawa -

20180416195426-01-750x501 20180416195340-01-750x501 20180416195049-01-750x501 20180416195320-01-750x501 20180416195403-01-750x499 20180416195502-01-750x501

Kolejny dzień w Wietnamie rozpoczęliśmy od plażowania. Wprawdzie nie opalaliśmy się leżąc plackiem na leżakach, ale słońce przypiekło nas nieco w czasie morskiej kąpieli. Morze Południowochińskie było tak ciepłe, że jak weszliśmy do wody to za żadne skarby nie chcieliśmy z niej wychodzić. Do tego wysokie fale sprawiły, że mieliśmy niezłą zabawę. Piotr w tym czasie wypłynął w morze z jedną ze szkół nurkowych jakich jest wiele w Nha Trang. Popłynęli w kierunku wyspy Hon Mun, wokół której jest kilka miejsc przeznaczonych do nurkowania. Instruktorzy pokazali im dwa miejsca: Debbie’s Beach oraz Rainbow Reef. Była tam rafa koralowa wokół, której pływały ryby m.in. mureny, skrzydlice, czy błazenek okoniowy znany z filmu animowanego jako Nemo. Pod wodą aparat nurkowy Piotra wskazał, że był na głębokości 20 metrów, w związku z czym wrócił bardzo zadowolony. Po południu pojechaliśmy na wodospady Ho Ba oddalone 30 km od Nha Trang. Potok Ho Ba spływa ze zhocza góry Hon Kong i tworzy kilka kaskad poniżej których można się kąpać. Woda nie była zbyt zimna. W Wietnamie jest teraz pora such, dlatego wody w rzece nie było zbyt wiele więc nie mogliśmy zobaczyć go w całej okazałości, ale piękne widoki, oraz  spacer po olbrzymich skałach sprawił, że był to bardzo udany dzień. Wieczorem mieliśmy małą uroczystość: Bogusia i Łucjan obchodzili rocznicę ślubu :-) .

20180416195733-01-750x499 20180416195640-01-750x501 2018_0416_023904_001-01-750x499 2016_0101_000707_011-01-750x499

five miseczek

16 kwietnia 2018 - Kategorie: Wietnam,wyprawa -

20180416122906-01-750x498 20180416123053-01-750x499 20180416123120-01-750x501 20180416123142-01-750x501

 

Przyjechaliśmy do Nha Trang. Dużo tu Rosjan, ale wietnamskie plaże są tak piękne, że warto tu przyjechać. Rano po przyjeździe autobusem sypialnym z Sajgonu meldujemy się w hotelu i idziemy na śniadanie na “róg” na moje ulubione uliczne jedzenie. Potem chwila przerwy na plaży i jedziemy zwiedzać Nha Trang. Do wież bogini Po Nagar nie można wchodzić w krótkich spodenkach w związku z tym ubieramy gustowne szare stroje, które na co dzień naszą Champa. Potem jedziemy do największej pagody w Nha Trang, gdzie odwiedzamy 17 metrowego leżącego Buddę, oraz kolejnego siedzącego na szczycie góry, który wraz z kwiatem lotosu mierzy 21 metrów. W katedrze trafiamy akurat na początek niedzielnej mszy świętej, a potem idziemy do mojego dobrego znajomego Long Thana. To znany w Wietnamie fotograf, który robi czarno-białe fotografie używając do tego tradycyjnej techniki fotograficznej: filmy światłoczułe plus najlepszej jakości papiery fotograficzne. Magda decyduje się i kupuje jedno z moich ulubionych zdjęć: dwoje dzieci spaceruje podczas deszczu. Na kolację idziemy do restauracji przed którą wystawione są zielone miski z owocami morze. Kilogram świeżych kalmarów czy krewetek kosztuje 450 000 dongów czyli niecałe 21 amerykańskich dolarów. Łucjan zamawia zupę i przynoszą mu wazę z chochlą. Nie jest w stanie sam tego zjeść w związku z tym zamawia u kelnerki: “poproszę one, two, three, four, five… five miseczek”. I wszyscy próbują wietnamskiego rosołku.

targ wodny

14 kwietnia 2018 - Kategorie: Wietnam,wyprawa -

20180414204057-01-750x499 20180414203505-01-750x501 20180414204159-01-750x501 20180414203905-01-750x501

 

Wietnam, Delta Mekong, dzień drugi. Pobudkę mamy o godzinie 6 rano, czyli dzień jak codzień. Po śniadaniu jedziemy w kierunku nabrzeża skąd płyniemy łodzią na największy targ wodny w Delcie Mekong. Znajduje się on nie na samym Mekongu, ale na jego odnodze, czyli na rzece Bassac. Po kilkunastu minutach dopływamy do pierwszych dużych łodzi (to sprzedawcy) wokół którym kręcą się mniejsze (kupujący) i odbywa się przeładunek. Każda duża łódź wypełniona jest jednym lub dwoma rodzajami warzyw, a jakimi? Można się zorientować po tym co wisi na wysokiej tyczce sterczącej z każdej łodzi. Jest to więc taka warzywno-owocowa hurtownia na rzece. Kilka łodzi turystycznych pływa wokół wodnego targu i obserwuje całe to zamieszanie. Do turystów podpływają wąskie łodzie, które nastawione są na sprzedaż detaliczną i prócz owoców sprzedają kawę, napoje, a nawet można sobie zamówić zupę z wielkiego garnka. Mijamy targ działający od bladego świtu do południa i płyniemy do ogrodów nad rzeką, gdzie prócz owoców można zjeść takie przysmaki jak szczur, wąż czy żaba. Kasia i Piotr decydują się na węża i żabę. Żaba rewelacyjna, a wąż gumowaty. Wracając szerokim korytem rzeki mijamy pomnik Ho Chi Minha w centrum Can Tho i dopływamy do hotelu, który położony jest nieco na uboczu. Po lunchu wracamy do Sajgonu.

20180414203949-01-750x499 20180414203923-01-750x500 20180414203434-01-750x501 20180414203815-01-750x501 20180414203726-01-750x501 20180414203756-01-750x501

kosz pełen owoców

13 kwietnia 2018 - Kategorie: Wietnam,wyprawa -

20180413161005-01-750x501 20180413160708-01-750x500 20180413160525-01-750x500 20180413160339-01-750x500

Kolejne dwa dni spędzamy w krainie owoców. Jedziem do najbogatszego regionu w Wietnamie, czyli do Delty Mekong. Na południu kraju, stosunkowo niewielkim obszarze mieszka 20 mln ludzi czyli ⅕ wszystkich Wietnamczyków. Znajdują się tu plantacje owocowe: np. kokosów w prowincji Ben Tre. Już po wyglądzie domów widać, że tutaj ludziom powodzi się lepiej niż w innych częściach Wietnamu. W ogrodach wokół domów rosną banany, mango, papaje, pomelo, limonki, a nawet można znaleźć ananasy i karambole, które bardzo rzadko tu widuję. Próbujemy także rambutany i kakaowce. Najwięcej jednak jest tu kokosów, które w prowincji Ben Tre rosną praktycznie wszędzie. Kupujemy tradycyjne cukierki kokosowe wyprodukowane tuż przy rzece, a pływając łodziami kilka razy mijamy składowiska kokosowych łupin. Przerabia się je na wycieraczki lub jako wypełnienie materacy do europejskich sypialń. Podobno włókna kokosowe są antyalergiczne, oraz antygrzybiczne i podnoszą komfort snu zapewniając odpowiednią wentylację.

20180413161024-01-750x500 20180413160935-01-750x501 20180413160823-01-750x491 20180413160753-01-750x499 20180413160915-01-750x496 20180413160734-01-750x499

za oknem autobusu…

12 kwietnia 2018 - Kategorie: Wietnam,wyprawa -

20180412182937-01-500x748 20180412182805-01-500x749 20180412182715-01-500x749 20180412182830-01-01-500x750 20180412183020-01-501x750 20180412182648-01-500x748 20180412182404-01-500x750 20180412182512-01-500x748

Jesteśmy w południowy Wietnamie, termometry wskazują 36 st C. Jedziemy do miejscowości Tay Ninh, gdzie znajduje się największa kaodaistycznej świątyni w Wietnamie. O 12.00 rozpoczyna się nabożeństwo. Kapłani w kolorowych strojach (czerwonym, żółtym i niebieskim) prowadzą msze, w której mnisi w białych szatach przy monotonnej muzyce wpadają w trans. Z górnych balkonów przyglądają się temu turyści, którzy za chwilę pojadą w dalszą podróż do położonych niedaleko tuneli Cu Chi. To jedno z kilku miejsc w Wietnamie pamiętających wojnę z Amerykanami. Tu poznajemy genezę, historię wojny, jej przebieg, oraz jak żyli i walczyli partyzanci Viet Congu. Z Sajgonu do Tay Ninh, a potem do Cu Chi jedziemy klimatyzowanym autobusem. Jest trochę chłodniej niż na zewnątrz, po otwarciu okna gorąca fala lepkiego powietrze upewnia nas, że lepiej siedzieć w chłodnym autobusie. Za oknem płynie fala skuterów, a wraz z nią domy, pola, drzewa… Kończą się wąskie i wysokie domy miejskiej zabudowy, a zaczyna się strefa rolnicza. Mijamy pola ryżu, który gotowy jest już do zbiorów, a w oddali dostrzegamy plantacje lotosu. Część kwiatów jeszcze jest w pąkach, niektóre pięknie zakwitły , a część straciła swoje płatki i została sama miseczka-konewka z jadalnymi ziarenkami. Płatki można dodać do sałatki, lub herbaty, orzeszki lotosowe z konewki można zjeść na surowo, a korzeń zawiera wiele substancji odżywczych: błonnik, witaminę B i C, oraz minerały. Nagle z płaskiego terenu wyrosta wielka góra. To Góra Czarnej Pani na wierzchołku której znajduje się świątynia buddyjska. Żeby tam wejść trzeba poświęcić kilka godzin. Za oknem mijamy plantacje drzew kauczukowych, z których słynie ta okolica, palmy kokosowe, oraz drzewa oblepione jackfruitem. W przydrożnej restauracji kobra zatopiona jest w wódce i podobno pomaga na męską siłę. Wyjechawszy z miasta skuterów jest znacznie mniej, ale nadal jest to główny środek przemieszczania się dla wielu rodzin trzy-, cztero- a nawet pięcio-osobowych. Jest to także dobry środek do transportu różnorakich przedmiotów. Nie wszyscy jednak szczęśliwie dotrą dzisiaj do domu, mijamy właśnie na ulicy dwa rozbite skutery…

20180412182628-01-750x501 20180412182600-01-750x501 20180412182541-01-750x499 20180412182150-01-750x501

luksus, bogactwo, komfort…

11 kwietnia 2018 - Kategorie: Dubaj,wyprawa -

20180411043126-01-750x500 20180411043206-01-750x499

Wylądowaliśmy na międzynarodowym lotnisku w Dubaju. W 2017 roku pracownicy lotniska obsłużyli tu największą liczbę pasażerów na świecie – 88 mln. W tym roku ma być jeszcze więcej, a w przyszłości nawet 120 mln pasażerów. Na płycie dubajskiego lotniska stoi kilkanaście samolotów Airbus A380, które latają z logiem linii lotniczej “Emirates”. To ogromne czterosilnikowe i dwupoziomowe samoloty, które mogą pomieścić nawet 850 pasażerów. My przylecieliśmy skromniejszym Boeingiem 777-300, którym może lecieć 450 osób.

Miasto Dubaj leży w jednym z siedmiu emiratów, które należą do Zjednoczonych Emiratów Arabskich. Kiedyś była to niewielka wioska rybacka słynąca z połowu ryb, natomiast w drugiej połowie XX wieku miasto zaczęło się mocno rozwijać i dziś mieszka tu już ponad 3 mln ludzi. Rozkwit  nastąpił dzięki wydobyciu ropy naftowej, jednak paliwo to kiedyś się skończy, więc już teraz postanowiono uniezależnić gospodarkę od ropy naftowej i nastawiono się na bussines, usługi i turystykę. Zaczęto mocno inwestować w nowoczesne budownictwo: hotele, centra finansowe, atrakcje turystyczne, galerie handlowe, oraz wyspy palmy. Postawiono na luksus, bogactwo i komfort. W 2009 roku powstał tu największy budynek świata (Burj Khalifa – 829 m), a w planie jest Nakheel Tower, którego wysokość ma przekroczyć 1 kilometr.

W 2001 roku zaczęto budować pierwszą wyspę palmę Jumeirah, dzisiaj stoi już druga (dwa razy większa), a w planie jest budowa trzeciej. Tuż obok budowany jest także Świat – zespół wysp w kształcie kontymentów, a przy palmie Jebel Ali powstają kolejne wyspy – Dubai Waterfront. Dzięki sztucznie usypanym wyspom znacznie powiększyła się linia brzegowa Dubaju. Powstają tam hotele i domki z własnymi plażami, które są chętnie kupowane przez obcokrajowców.

20180411043250-01-750x501 20180411043057-01-750x501 20180411233425-01-750x500 20180411042907-01-750x499

Kraje

Wietnam

Kambodża

Sri Lanka

Birma

Ostatnie wpisy

Azja

ciekawostki

video

Facebook

Get the Facebook Likebox Slider Pro for WordPress