Aktualności

Safari w Tanzanii

30 marca 2021
Autor:
Rafał

Manyara National Park

Kolejny (piąty) dzień spędzamy na safari. Tym razem jedziemy do Parku Narodowego Manyara. Po tych kilku dniach w różnych parkach wiemy już, że każdy jest inny. W tym przekonaniu utwierdza nas Manyara. W przeciwieństwie do pozostałych, które widzieliśmy wcześniej ten jest bujną dżunglą. Park jest mały, a jego większą część zajmuje jezioro Manyara. Teraz jest pora deszczowa więc jezioro jeszcze się powiększyło. Dlatego część dróg jest nieprzejezdnych – zalanych przez wodę.  

Leniwe lwy

W parku Manyara występuje dużo hipopotamów, zebr, gazeli, słoni, lwów. Przed wjazdem obawialiśmy się, że przez mocno zarośnięty teren nie zobaczymy zbyt wiele. Można przejechać obok słonia, który stoi kilka metrów od drogi i nie zobaczyć go. Tak gęsta jest tutaj tanzańska dżungla.

Na samym początku powitały nas małpy, potem długo, długo nie było nic i nagle nasz kierowca Isak zatrzymuje się i cofa. To znaczy, że coś zobaczył. Podziwiamy go, że potrafi skupić się na kiepskiej drodze i jednocześnie wypatrywać zwierzynę. Jest w tym bardzo dobry. Wśród bujnej roślinności dojrzał czubek grzbietu słonia, którego my oczywiście nie zauważyliśmy.

Wody w jeziorze jest dużo. Drzewa są pozalewane i stwarzają niesamowity widok zwłaszcza te, które pozbawione są liści.

W pewnym momencie dojeżdżamy do olbrzymiego drzewa, na którym leżą trzy lwy. Isak podjeżdża tak blisko, że lwy bez problemu mogłyby skoczyć na dach naszego auta. Oczywiście, gdyby tylko chciały. Są jednak albo bardzo znudzone, albo bardzo zmęczone. Czasem tylko na nas popatrzą jak zbyt głośno rozmawiamy. 

Piwo z bananów

Po południu zatrzymujemy się w mieście Mto wa Mbu. Na peryferiach miasta czeka na nas lokalny przewodnik. Idziemy na spacer. Pokazuje nam jak uprawiane są banany, ile jest ich rodzajów i czym się różnią. Zaglądamy też do typowego, wiejskiego domu zrobionego z ziemi, gałęzi i liści bananowca. W jednej części jest living room, a w drugiej miejsce dla zwierząt, które zamykane są tu na noc.

W końcu dochodzimy do lokalnej knajpy w prywatnym domu, gdzie gospodarze zajmują się fermentacją bananów. Częstują nas piwem i winem z bananów. Wino jest bardziej klarowne, bez miąższu i zawiesiny. Jest lepsze w smaku i mocniejsze niż piwo.

Skomentuj ten wpis jako pierwszy!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *