Aktualności

Wietnam. Pułapki Vietcongu

09 października 2026
Autor:
Rafał

Sok u pani Ut.

Wcześnie rano przyjeżdża po nas Han i jedziemy poza miasto w kierunku tuneli Cu Chi i świątyni Cao Dai. Przed wyjazdem bierzemy jeszcze w ręce wietnamskie bagietki banh mi i sok ze świeżych pomarańczy u pani Ut. Pani Ut ma 85 lat, a w tym miejscu stoi od 60. Kiedy dzień wcześniej zagaduję ją o zdrowie pyta czy sam przyjechałem do Sajgonu. – Nie, z nową grupą – odpowiadam.

Sezon turystyczny w Sajgonie

Han bardzo często jest moim przewodnikiem po Wietnamie południowym. Po sierpniu i wrześniu, które ze względu na pogodę są kiepskimi miesiącami na odwiedziny Sajgonu, będzie miał coraz więcej pracy. W czasie pory deszczowej turystów jest mniej i Han pracuje tylko 10 dni w miesiącu. Natomiast w pełnym sezonie codziennie. Kiedy pytam go co robi w porze deszczowej, czy ma jakąś dodatkowa pracę, odpowiada że nie. Opiekuje się domem i odprowadza dzieci do szkoły. Zauważyłem, że często kupuje losy na loterię. Mówi, że jego żona ma dobrą pracę w szkole jako przedszkolanka i na ten krótki czas jej pensja wystarcza żeby utrzymać rodzinę. Żona Hana pracuje w szkole państwowej, gdzie jest 15 klas, a w każdej 35-40 dzieci. W swojej grupie wraz z koleżanką opiekują się 40 przedszkolakami. Nie zazdroszczę… duża odpowiedzialność.

Agent Orange

W drodze do tuneli Cu Chi, które służyły partyzantom w czasie wojny z Amerykanami, zatrzymujemy się w niewielkiej fabryce wyrobów z laki. To miejsce stworzone dla niepełnosprawnych, poszkodowanych fizycznie, lub genetycznie na skutek amerykańskich zrzutow napalmu i Agentu Orange na dżungle. Chcieli w ten sposób zniszczyć gęstą roślinność, aby poprawić sobie widoczność i pozbawić Vietcong naturalnego kamuflażu. W efekcie tego, niezwykle toksyczny Agent Orange doprowadził do skażenia środowiska i wywołał u tysięcy Wietnamczyków nowotwory, zaniki mięśni, deformacje, problemy z poruszaniem się. Toksyczny Agent Orange spowodowały choroby genetyczne, które były przyczyną wad wrodzonych i poważnych niepełnosprawności w następnych pokoleniach (także żołnierzy Amerykańskich).
Dlatego w Wietnamie powstały małe zakłady rzemieślnicze, manufaktury, które w miarę możliwości mają aktywizować ofiary wojny

Tymczasem w Cu Chi, w miejscu, gdzie pod naszymi nogami ukryte są tunele północno-wietnamskich komunistów słychać w oddali wystrzały z M60 i czuć gotowaną tapiokę. Musimy uważać na zmyślne pułapki zastawiane przez Vietcong, żeby nie wpaść do dołu z ostrymi metalowymi szpikulcami.
Bardziej magiczna atmosfera panuje w świątyni Cao Dai, gdzie pod wpływem monotonnej muzyki i śpiewu chóru, zahipnotyzowani wierni odrywają się od dnia codziennego, a u nas na ciele pojawia się gęsia skórka.

Kolejna wycieczka do Wietnamu już w kwietniu 2027!

Przeczytaj więcej o naszych podróżach w Azji:

Skomentuj ten wpis jako pierwszy!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *