Archiwum ‘historia’ Category

grzęda dla ptaków

29 maja 2019 - Kategerie: historia,Japonia -

P2710581
świątynia Fushimi Inari-taisha w Kioto

P2710418 P2710434
świątynia Fushimi Inari-taisha w Kioto

P2710548 P2710522
świątynia Fushimi Inari-taisha w Kioto

Charakterystycznym elementem architektury po którym możemy rozpoznać, że jesteśmy w Japonii są bramy torii. Wydawałoby się że prowadzą donikąd, ale są symbolem przejście z ziemskiego świata fizycznego do duchowego świata bogów. Spotykamy je przed wejściem do świątyni shinto, przed świętym miejscem, gdzie może mieszkać kami (w mitologii japońskiej bóg, bóstwo, duch), czy przed grobowcami japońskich cesarzy. Przechodząc przez torii doznajemy oczyszczenia, które jest warunkiem obcowania z bóstwami i duchami. Brama torii to bardzo prosta konstrukcja: dwa słupy połączone u góry poprzecznymi belkami (jedną lub dwiema), które mogą być proste lub wygięte do góry. Mimo tego, że nazywana jest bramą nie ma żadnych drzwi, wrót, ani ogrodzenia. Torii najczęściej są drewniane – budowane bez użycia gwoździ, lub kamienne. W dzisiejszych czasach wykonuje się je także z miedzi, betonu i stali. Często malowane są na kolor cynobrowy z czarnymi dodatkami i są zdobione, lub dekorowane japońskim pismem.
Pierwsze bramy torii powstały w okresie Heian (795-1185), w późniejszych latach ich liczba rosła, a budowa i wygląd torii ewoluował.
Największa i najbardziej znana torii znajduje się przed świątynią Itsukushima na wyspie Miyajima. Zdaje się unosić nad wodą ponieważ w czasie przypływów brama stoi w morzu, natomiast po odpływie można do niej dojść o suchej nodze, a spacerujący ludzie w drewniane nogi torii wkładają monety. Brama torii na Miyajimie ma prawie 17 metrów wysokości. Została wzmocniona dodatkowymi słupami i przykryta niewielkim daszkiem. Pierwsza w tym miejscu torii pamięta 1168 rok, a dzisiejsza została zrekonstruowana w 1875 roku.
400 kilometrów od wyspy Miyajima stoi w Kioto ogromna świątynia Fushimi Inari-taisha. Poświęcona jest Inari – bogini ryżu i patronki biznesu. Znajduje się tam tysiące bram, które ciągną się na szczyt góry, gdzie prócz kapliczki Inari możemy zobaczyć panoramę 1,5-milionowego miasta Kioto. Torii ufundowali wdzięczni darczyńcy dziękując bogini za sukcesy w biznesie.
Dzięki torii możemy przed wejściem do japońskiej świątyni zorientować się, że nie jest to świątynia buddyjska tylko chram – świątynia shinto.
Torii dosłownie po japońsku znaczy miejsce, grzędę dla ptaków, gdzie ci wysłannicy bogów mogą odpocząć. Inna wersja mówi, że torii to skrót od tori-iru, czyli przechodzić.

P2730535
Nikko

_MG_0555 P2730488
cmentarz Okunion w Koyasan                                         Nikko

_MG_9373 _MG_9383
Miyajima

_MG_8825 _MG_9495
przed świątynią Yasukuni-jinja w Tokio                       Miyajima

_MG_0658 _MG_1062
Koyasan                                          Kamakura

Japoński Kryty Most

13 maja 2019 - Kategerie: historia,Wietnam -

P1080346 P2580567 P2580900 IMG_6919IMG_6921
Legenda mówi, że niegdyś ciało strasznego potwora Namazu leżało rozciągnięte na wietnamskiej ziemi. Potwór był tak wielki, że głowę miał w Indiach, a ogon w Japonii. Każde jego poruszenie powodowało trzęsienia ziemi, powodzie, katastrofy naturalne. Aby temu zapobiec wybudowano most z kaplicą buddyjską, który jak miecz przygwoździł jego ciało do ziemi. Most ten znajduje się w Hoi An, które leży w samym środku Wietnamu. W XVI po upadku królestwa Czampa zaczęli osiedlać się tam kupcy chińscy i japońscy tworząc wspólnie z Wietnamczykami międzynarodowe centrum handlowe. Nie brakowało także przybyszy z Indii i Europy, co przyczyniło się do rozwoju Hoi An. Miasto stało się mozaiką kultury, tradycji, religii i architektury.
Wizytówką miasta jest bez wątpienia Japoński Kryty Most – ten który przygwoździł potwora Namazu. Wybudowany przez wspólnotę japońskich kupców łączył zachodnią część miasta (japońską) z częścią wschodnią (chińską). Prawdopodobnie budowa rozpoczęła się w roku małpy (1593), a ukończono dwa lata później w roku psa, według kalendarza księżycowego. Drewniany most z kwadratowymi, kamiennymi  filarami przebiega nad niewielkim dopływem rzeki Thu Bon. Jego zakrzywiony dach pokryty jest dachówką zdobioną porcelaną. Przy wejściach stoją drewniane figury psów i małp (znaki zodiaku), które mają upamiętniać lata, kiedy to urodziło się wielu japońskich cesarzy. Dalej są stele z wyrytymi nazwiskami darczyńców i budowniczych mostu, a na środku od strony północnej jest wietnamska świątynia Cao. Dobudowana została w 1653 roku i mieści wizerunek boga Tran Vo Bac De, który jest opiekunem żeglarzy, oraz kontroluje zmiany pogody i klęski żywiołowe. Przychodzą tu miejscowi by modlić się o dobrą pogodę i powstrzymanie nadchodzących kataklizmów.
W 1719 roku za sprawą Nguyena Phuc Chua – władcy południowego Wietnamu most otrzymał nową nazwą Lai Vien Kieu, którą chińskimi symbolami wyryto nad wejściem do świątyni. Znaczy to Most Ludzi z Daleka, lub Most Odległych Przyjaciół. W ciągu swojego istnienia most był kilka razy remontowany. Ostatni raz w 1986 roku kiedy przywrócono łukowaty kształt podłogi, oraz progi przy wejściach na most. W czasach kolonialnych Francuzi zlikwidowali je by przez most mogły przejeżdżać samochody.
W 2016 roku grupa wietnamskich i japońskich ekspertów uznała, że most jest mocno eksploatowany i wymaga szybkiego remontu. Codziennie odwiedza go około 4 tys. turystów, co bardzo osłabiło najważniejszy zabytek Hoi An. Eksperci sugerują by dla ochrony mostu i bezpieczeństwa odwiedzających ograniczyć w przyszłości liczbę turystów. Część filarów jest popękanych, a niektóre uszkodzone przez częste sezonowe powodzie, które powodują także osiadanie konstrukcji. Pod wpływem dużej wilgoci w tej części Azji wiele drewnianych belek jest zgniłych, a żelazne, które zastąpiły drewniane zjadane są przez rdzę.
Japoński Most  (po wietnamsku Chùa Cầu) jest jedynym krytym mostem na świecie, w którym znajduje się świątynia buddyjska. Jego wizerunek znajduje się na banknocie 20 000 wietnamskich dongów (VND). Jest symbolem przyjaźni między Wietnamem, a Japonią. Most łączy ulice Nguyen Thi Minh Khai i Tran Phu. Otwarty jest cały czas, żeby móc go zwiedzać należy mieć bilet, który uprawnia do wejścia do 5 wybranych obiektów na starym mieście. Bilet dla cudzoziemców kosztuje 120 000 VND.

Stara część Hoi An wpisana jest na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO, do czego w dużej mierze przyczynił się Polak Kazimierz Kwiatkowski.

P2670317 P2670312 IMG_7172 DSCF5331 P2690607 _MG_1958 2016-03-13 14.15.28 22_-1 21_-1

O jeleniach które się ludziom kłaniają

26 kwietnia 2019 - Kategerie: historia,Japonia -

P2720040 P2710961 _MG_9520 _MG_9462
Przemierzając japońskie metropolie, natykamy się między Kioto, a Osaką na miasteczko Nara, które ma nieco ponad 350 tys. mieszkańców. Dawniej było pierwszą stolicą Japonii i siedzibą dworu cesarskiego, w związku z czym do dziś zachowały się tu zabytki wpisane na Listę Światowego Dziedzictwa Kulturowego i Przyrodniczego UNESCO. Do Nary przyciągają turystów nie tylko świątynie buddyjskie i chramy shinto, ale głównie jelenie sika, które mieszkają w Parku Nara (jeden z najstarszych parków w Japonii). Legenda shinto głosi, że bóg błyskawic Takemikazuchi, aby zapewnić boską ochronę nowej stolicy przybył ze świątyni w Kashima (dzisiejsza prefektura Ibaraki) do świątyni Kasuga Taisha w Narza na grzbiecie wielkiego, białego jelenia. Bóg zapewnił miastu ochronę, a jeleń został uznany za zwierze boskie i święte. Przez setki lat jelenie z Nary – pomocnicy bogów – były chronione, a za zabicie któregoś z nich groziła kara śmierci. Po II wojnie światowej jelenie zostały pozbawione swojej świętości, a zaczęto je traktować jako narodowe skarby przyrody. Mimo to w marcu 2010 roku 40-letni mężczyzna przy użyciu kuszy zabił łanię, która jak podaje portal Japan Times była ciężarna. W sądzie przyznał, że chciał sprzedać mięso, ponieważ miał kłopoty finansowe. Został skazany na 6 miesięcy więzienia.
Gdy kilka lat temu liczba jeleni w samym parku doszła do 1200 sztuk, a rolnicy zaczęli skarżyć się na szkody wyrządzane przez jelenie władze miasta zarządziły odstrzał niewielkiej części w określonych strefach miasta.
Nadal jednak jeleni w Nara jest bardzo dużo. Można je spotkać już wszędzie, nie tylko w parku. Chodzą chodnikami, po ulicach między samochodami, są w świątyniach, czekają przy wejściach do restauracji i sklepów, zaczepiają turystów szukając czegoś do jedzenia. Trzeba być wtedy ostrożnym, ponieważ jelenie mogą być agresywne. Potrafią popychać, szturchać, a nawet podgryzać jeśli myślą, że masz coś do jedzenia, a nie chcesz im dać. W parku można spotkać także tabliczki w kilku językach ostrzegające, że agresywne jelenie mogą gryźć, kopać, bóść, a nawet powalać na ziemię. Trzeba też pilnować biletów wstępu, książek, przewodników, czy paszportu, ponieważ czworonogi nie gardzą papierem. Wydaje się, że jelenie podchodząc do ludzi najpierw się “kłaniają” prosząc o jedzenie, tymczasem jest to zapowiedź ataku. Na szczęście nie mają rogów (mogą mieć 28-45 cm), które w Narze są obcinane w czasie wielkiej ceremonii cięcia poroża. Oficjalnie robi się to po to by zapewnić bezpieczeństwo jeleniom, ale dzięki temu ludzie także mogą czuć się pewniej.
W 2015 roku fiskalnym (japoński rok fiskalny zaczyna się 1 kwietnia każdego roku i kończy 31 marca kolejnego) na terenie Parku Nara przez jelenie zostało zranionych 92 osoby, w 2016 – 121 osób (w tym jedno złamanie, a 6 osób było szyte), w 2017 – 186, a od 1 kwietnia 2018 do 31 stycznia 2019 (czyli niepełny rok fiskalny) odnotowano już obrażenia u 209 osób.
W wielu miejscach Nary sprzedawane są krakersy dla jeleni (shika-senbei), aby ludzie nie karmili zwierząt swoimi przysmakami. Krakersy bez cukru wyrabiane są z mąki pszennej i otrębów ryżowych. Część zysków ze sprzedaży shika-senbei przeznaczonych jest na ochronę jeleni.
Nie tylko w Narze można spotkać jelenie chodzące po ulicach. W dużej liczbie są także na wyspie Miyajima niedaleko Hiroszimy.
P2720034 _MG_0302 _MG_0183 _MG_0201 _MG_0071 _MG_9304

herbata – towar eksportowy

7 stycznia 2019 - Kategerie: historia,Sri Lanka -

herbata-dowietnamu.pl1-10 herbata-dowietnamu.pl1-14 herbata-dowietnamu.pl1-5 herbata-dowietnamu.pl1-6 herbata-dowietnamu.pl1-3 herbata-dowietnamu.pl1-15
Przed pierwszym wyjazdem na Sri Lankę miałem tylko jedno skojarzenie z tym krajem: herbata. Po przylocie na miejsce jeżdżąc pociągiem czy tuk-tukiem między Kandy, Ellą i Nuwara Elija za oknem przemykają wzgórza porośnięte niekończącą się herbatą. W zielonym morzu krzaków co jakiś czas możemy zobaczyć pracujące kobiety w kolorowych regionalnych strojach. To zbieraczki herbaty. W ciągu dnia ich sprawne palce zbierają 16-20 kilogramów liści, ale tylko tych najświeższych, najmłodszych, których na całym krzaku jest 2-3 sztuki. Tylko one nadają się do produkcji herbaty. Praca za którą dostają kilka dolarów dziennie nie jest łatwa: kobiety skarżą się na żylaki, podrapane ręce, bóle pleców, pijawki, a nawet węże. Mężczyźni nie zajmują się zbieraniem herbaty, ponieważ nie mają tyle cierpliwości, sprawdzają się natomiast pielęgnacji i przycinaniu krzewów. Dzięki temu krzewy nie mają 10 metrów wysokości, a sięgają zbieraczkom do pasa. Kobiety po dwóch tygodnie wracają na to samo pole ponieważ tyle czasu potrzebują nowe listki by wyrosnąć.
Legenda mówi, że początki herbaty na świecie sięgają 2737 roku p.n.e., kiedy to mityczny cesarz chiński Shennong zaparzył przez przypadek pierwszą herbatę.
Historia herbaty na Sri Lance nie jest taka stara, w tym roku będzie obchodzić 150 lat. W pierwszej połowie XIX wieku Brytyjczycy wykarczowali lasy deszczowe, wybudowali bazy i sprowadzili na wyspę kawowce by produkować kawę. W 1869 jednak kawowce zaatakowała zaraza zwana “niszczycielska Emily” i marzenia o kawie na Sri Lance upadły. Zastąpiono ją wtedy herbatą i jak się po latach okazało z bardzo dobrym skutkiem. Herbata wymaga jednak wielu rąk do pracy, których brakowało na Sri Lance. Brytyjczycy sprowadzili więc z Indii tanią siłę roboczą – Tamilów. Herbata stała się głównym elementem gospodarki, oraz najważniejszym towarem eksportowym wyspy. W businessie herbacianym pracuje tam milion ludzi, plantacje zajmują 4% powierzchni kraju, a Sri Lanka jest na czwartym miejscu światowej produkcji herbaty (po Chinach, Indiach i Kenii). Herbata z Sri Lanki uchodzi natomiast za najlepszą herbatę na świecie, ponieważ zbierana jest ręcznie – bardzo dokładnie, w przeciwieństwie do maszynowych zbiorów w Kenii czy Indiach, gdzie maszyna prócz 2-tygodniowych listków zrywa też starsze, a w zbiorach trafiają się także gałązki.
Zebrane liście herbaty trafiają do fabryki, gdzie przechodzą suszenie, rolowanie, są podgrzewane, więdną, fermentują, utleniają się. W zależności od tego jaką herbatę chcemy uzyskać poddajemy liście odrębnym procesom we właściwej kolejności i z odpowiednim czasem trwania.
Na Sri Lance produkuje się głównie herbatę zieloną, oolong (ulung) czarną, oraz  białą – ekskluzywną, która stanowi niecały procent całych zbiorów na wyspie. Po całym procesie kiper sprawdza smak naparu z liści, ocenia go i herbata trafia na aukcję, w której biorą udział przedstawiciele największych herbacianych marek .
Co sprawia, że na Sri Lance uzyskuje się najwyższą jakość herbaty? Otóż pomijając ręczne zbieranie liści na jakość herbaty, jej smak i aromat wpływa jeszcze kilka czynników: ciepły klimat Sri Lanki, temperatura, opady, wilgotność, wysoko położone wzgórze na których rośnie herbata, wiatr, gleba, słońce. Krzaki mają Na Sri Lance optymalne warunki do rozwoju.

A samo parzenie herbaty to już jest inna historia… :-)
herbata-dowietnamu.pl1-7 herbata-dowietnamu.pl1-9 herbata-dowietnamu.pl1-8 herbata-dowietnamu.pl1-12 herbata-dowietnamu.pl1-2 herbata-dowietnamu.pl1-13

największe jezioro w Indochinach

8 grudnia 2018 - Kategerie: historia,Kambodża -

_MG_7947 _MG_7965
pora deszczowa

_MG_4294 _MG_0828 _MG_0819 _MG_0751 _MG_4458

Największym jeziorem na Półwyspie Indochińskim jest Tonle Sap, w tłumaczeniu Wielkie Jezioro. Znajduje się w centralnej części Kambodży niedaleko najsłynniejszego kompleksu świątyń Angkor. Leży na drodze rzeki o tej samej nazwie, która w swoim dalszym biegu wpada do rzeki Mekong.
Dzięki rzece Mekong jezioro Tonle Sap w ciągu kilku miesięcy zwiększa swoją objętość 5-6-krotnie. Dzieje się tak w czasie pory deszczowej między majem, a październikiem, kiedy Mekong znacznie podnosi swój poziom wody przez co jej nadmiar wpychany jest do rzeki Tonle Sap. Rzeka zmienia wtedy swój bieg i zaczyna płynąć w odwrotnym kierunku: z Mekongu do jeziora. W efekcie jezioro Tonle Sap przestaje mieścić się w swoich granicach i rozlewa się na pola i lasy zalewając także okoliczne wioski. W porze suchej jezioro ma 160 km długości i 2,5 tys. km kw, a w czasie pory deszczowej – największej kulminacji w październiku dochodzi do 250 km długości i 16 tys. km kw.
Wydawałoby się, że jest to dość uciążliwe dla mieszkańców wiosek leżących wokół jeziora jednak nauczyli się oni z tym żyć. Swoje domy budują na kilkumetrowych palach, i posiadają dwa rodzaje środków transportu: łodzie i skutery. Łodzi używają w porze deszczowej, gdy za oknem z każdej strony jest jezioro. Z początkiem pory suchej jezioro, które zalało wioski opada i na jego miejscu pozostaje niewielką rzeczkę płynąca między domami. Mieszkańcy uruchamiają wtedy skutery, oraz znoszą część swojego dobytku pod domy, by nie chodzić bez przerwy po wysokich schodach domostwa. Prócz stacjonarnych wsi, są także pływające, gdzie domy osadzone są na metalowych beczkach i mogą się przemieszczać. Jest też pływająca szkoła, stacja benzynowa, sklepy, kościół, a nawet pływające boisko do koszykówki. Rzeka Mekong wpychając nadmiar swojej wody do jeziora Tonle Sap przekazuje mu duże ilości ryb. W związku z czym jezioro stało się centrum krajowego rybołówstwa, ma duże znaczenie zaopatrzeniowe w żywność i jest głównym źródła białka w Kambodży. Jest prawdopodobnie najbardziej bogatym w ryby jeziorem słodkowodnym na świecie. Co jakiś czas pojawiają się obawy o nadmierną eksploatację – przełowienie jeziora, dlatego bardzo ważny jest system zarządzania rybołówstwem i walka z powszechnym kłusownictwem. Wśród kilkudziesięciu gatunków ryb występujących w jeziorze największym okazem jest zagrożony wyginięciem Mekong Giant Catfish, który osiąga 3 m długości i może ważyć nawet 300 kg.
Wokół jeziora mieszka 1,2 mln ludzi (Kambodża ma 16 mln mieszkańców), dla których podstawowym posiłkiem są ryby i ryż rosnący wokół jeziora. Głównym ich zajęciem jest więc rybołówstwo i rolnictwo, oraz w niewielkim stopniu turystyka. Wiele rodzin żyje na granicy ubóstwa, więc pracujące dzieci nie są rzadkością.
Jezioro Tonle Sap to bardzo dobre miejsce dla turystów, którzy chcą odpocząć od świątyń Angkor. Kilkunasto-osobowe łodzie czekają by zabrać turystów na przejażdżkę po jeziorze, do wioski na palach, czy do pływających restauracji i sklepów.
Pierwszy raz nad jeziorem Tonle Sap byłem 5 lat temu w październiku (2013), czyli na końcu pory deszczowej. Było tyle wody, że aby dojść drogą do łodzi musieliśmy po kolana brodzić w wodzie. Wypłynąwszy na jezioro byliśmy zdziwieni, gdy sternik powiedział nam, że płyniemy korytem rzeki, ponieważ z każdej strony otaczało nas ogromne jezioro, a drugiego brzegu nie byliśmy w stanie zobaczyć. Wioski Chong Khneas i Kampong Phluk stały wtedy w wodzie, która sięgała niemal podłogi domów. Będąc tam kilka lat później w porze suchej (2014, 2018) krajobraz wyglądał całkiem odmiennie. Mieliśmy problemy z wypłynięciem na jezioro, ponieważ rzeka pełna była mielizn. Chong Khneas i Kampong Phluk także wyglądały całkiem inaczej. Zobaczyliśmy wtedy tysiące drewnianych pali, które podtrzymują domy pod którymi toczy się życie. Nie było śladu po ogromny jeziorze, żeby je zobaczyć trzeba było popłynąć rzeką poza wioskę. Niezapomniane wrażenia zrobił na nas zalany las, gdzie powyginane niskie drzewa stoją w wodzie i tworzą labirynt dla 2-3 osobowych łodzi turystycznych. Zwiedzając świątynie Angkor w Kambodży z najwspanialszą Angkor Wat nie wolno pominąć jeziora Tonle Sap i koniecznie trzeba się tam wybrać na całodzienną wycieczkę.
W 1997 roku jezioro Tonle Sap zostało uznane przez UNESCO za Rezerwat Biosfery.

_MG_4435 _MG_0739
pora sucha

_MG_4321 _MG_0748 _MG_7839 _MG_7697

winni ludobójstwa

19 listopada 2018 - Kategerie: historia,Kambodża -

skazani Phnom Penh-1
Khieu Samphan i Nuon Chea, foto: www.eccc.gov.kh

16 listopada 2018 Nadzwyczajna Izba Sądu Kambodży zwana inaczej Trybunałem Czerwonych Khmerów skazała Khieu Samphana i Nuona Chea na dożywotnie więzienie winnych ludobójstwa przeciwko mniejszości etnicznej Wietnamczyków. Nuon Chea dodatkowo uznany został winnym ludobójstwa muzułmanów Czam, którzy obok Wietnamczyków mieszkali w Demokratycznej Kampuczy. Sąd uznał, że są odpowiedzialni za eksterminację, morderstwa, tortury, prześladowania na tle religijnym, rasowym i politycznym, zakazy religijne, zniewolenia, deportacje, więzienie, gwałty i przymusowe małżeństwa. W procesie, który rozpoczął się 17 października 2014 r. przesłuchano 185 osób. O wysokiej randze tego przewodu sądowego świadczy stopień zainteresowanie społeczeństwa: we wszystkich rozprawach wzięło udział 82 780 widzów. Niektórzy przyjeżdżali z odległych prowincji specjalnie po to by wysłuchać werdyktu sądu. „Sprawiedliwość wreszcie zwyciężyła” – powiedział portalowi internetowemu “Khmer Times” Morn Mao, który jechał 450 km z prowincji Oddar Meanchey – „przywódcy brutalnego reżimu nie mogą uniknąć kary”.
Nadzwyczajna Izba Sądu Kambodży dla Osądzenia Zbrodni Popełnionych w Czasach Demokratycznej Kampuczy (Extraordinary Chambers in the Courts of Cambodia for the Prosecution of Crimes Committed during the Period of Democratic Kampuchea, ECCC) została powołana dla rozrachunku poważnych przestępstw rządu Czerwonych Khmerów w latach 1975-1979. Nadzwyczajna Izba działa dopiero od 2004 roku – powstała 25 lat po obaleniu Czerwonych Khmerów.
Ze względu na międzynarodowy charakter zbrodni i słabość kambodżańskiego systemu prawnego Kambodża zaprosiła do udziału w procesie siły międzynarodowe. Aby spełnić międzynarodowe standardy w skład sądu wchodzą sędziowie z Kambodży, Sri Lanki, USA, Francji, Zambii, Korei Południowej, Austrii, Tanzanii, a pomoc techniczną udziela ONZ.
Czerwoni Khmerzy pod dowództwem Pol Pota (Brat Numer Jeden) rządzili w Kambodży w latach 1975-1979. Chcieli stworzyć kraj idealny, gdzie ludzie mieli żyć jedynie z pracy na roli. Spalono pieniądze, zamknięto szkoły, szpitale, banki, a ludzi przeniesiono z miast na wsie i zmuszano do ciężkiej pracy. Czerwoni Khmerzy nie potrzebowali ludzi wykształconych, więc wszystkich znających języki, noszących okulary, czy mających delikatne dłonie (dowód na bycie wykształconym) aresztowano, torturowano i zabijano. Szacuje się, że w czasie rządów Czerwonych Khmerów zginęło, lub zmarło z głodu około 2 mln ludzi, tj. 25-35 % mieszkańców Demokratycznej Kampuczy.
Skazani 16 listopada 2018 roku należeli do wąskiego grona sprawujących władzę. Obok Khieu Samphana i Nuon Chea wcześniej na ławie oskarżonych zasiadali: Kaing Guek Eav – dyrektor centrum tortur Tuol Sleng, Ieng Sary – wicepremier Czerwonych Khmerów i jego żona Ieng Thirith – Minister Spraw Społecznych, Zmierz Muth – członek Komitetu Centralnego, oraz sekretarze okręgów Ao An, Im Chaem, Yim Tith. Główny dyktator Demokratycznej Kampuczy – Pol Pot nie doczekał kary, zmarł 15 kwietnia 1998 roku.
Skazany 87-letni Khieu Samphana podczas rządów Czerwonych Khmerów był prezydentem Demokratycznej Kampuczy (1976-1979). Był najwierniejszym zastępcą Pol Pota. Aresztowany został dopiero w listopadzie 2007 pod zarzutami ludobójstwa, zbrodni przeciwko ludzkości, oraz poważnych naruszeń Konwencji Genewskiej z 1949 roku (m. in. umyślne zabójstwa, tortury, nieludzkie traktowanie, pozbawienie jeńców wojennych prawa do sprawiedliwego procesu). Został uznany winnym zbrodni przeciwko ludzkości i 8 sierpnia 2014 skazany na dożywotnie więzienie.
92-letni Nuon Chea był głównym ideologiem Czerwonych Khmerów, przewodniczącym Komitetu Stałego Zgromadzenia Narodowego Demokratycznej Kampuczy. Znany był jako Brat Numer Dwa. Aresztowany we wrześniu 2007 został oskarżony podobnie jak Samphana o ludobójstwo, zbrodnie przeciwko ludzkości i łamanie Konwencji Genewskiej. W czasie procesu sądowego ironicznie mówił: “wyrażam żal z powodu śmierci nie tylko ludzi, ale i zwierząt, które zginęły podczas wojny”. 8 sierpnia 2014 został skazany na dożywotnie więzienie.
Nowe wyroki połączą się z wyrokami które obaj otrzymali wcześniej. Prawnicy skazanych zapowiedzieli odwołania.
W Kambodży nie ma kary śmierci.

Sung Sot

21 października 2018 - Kategerie: historia,Wietnam -

jaskinia Sung Sot-2 jaskinia Sung Sot-3 jaskinia Sung Sot-7 jaskinia Sung Sot-6
500 milionów lat temu morze przy północnym wybrzeżu dzisiejszego Wietnamu narażone było na mocne ruchy tektoniczne. W połączeniu z intensywnymi opadami, oraz powodziami doprowadziło do utworzenia się podwodnych gór. Miliony lat później nadeszły ogromne upały i susze. Ponad taflą morza “wyrosły” wtedy wapienne formacje, które przez wiele lat poddawane erozji wykształciły skaliste góry z wydrążonymi wewnątrz jaskiniami. W ten sposób powstała Zatoka Ha Long.
W samym jej centrum znajduje się wyspa Bo Hon, na której w 1901 roku Francuzi odkryli jaskinię i nazwali ją Sung Sot. Od 1993 roku udostępniona jest turystom. Żeby się do niej dostać musimy pokonać kilkadziesiąt stopni w górę i wejść przez niewielki otwór. Wchodzimy do małej sali, która często określana jest jako poczekalnia przed główną atrakcją. Ściany udekorowane są wiszącymi z góry naciekami jaskiniowymi – stalaktytami i “wyrastającymi“ z podłoża stalagmitami, które po połączeniu się tworzą stalagnaty. Wąskie przejście prowadzi do drugiej sali, która ukazuje nam wielkość tej jaskini – ma 10 tys. m kw, a w najwyższym miejscu dochodzi do 30 metrów wysokości. Na suficie jaskini ukształtował się falujący wzór (jak zamrożone morze) powstały przez ciągłe obmywanie wodą miękkiej, wapiennej skały. Na dnie jaskini znajduje się naturalne jeziorko otoczone tysiącem formacji skalnych, które są doskonałym materiałem do tworzenia legend. Przewodnicy oprowadzający turystów odnajdują w skałach twarze, przedmioty, czy sylwetki zwierząt. Jest więc żółw, pysk lwa, mamut, słonie, małpy, rozmawiający wartownicy, czy strzelająca armata o fallicznym kształcie. Niektóre z nich wymagają większej wyobraźni jak np. koń i miecz. Wiąże się z nimi legenda o Thanh Giongu, który pomógł miejscowej ludności odpędzić demony i złe duchy. Thanh Giong jest wietnamskim mitycznym bohaterem ludowym, który na koniu z mieczem w ręku wypędził wojska dynastii An. Przed powrotem do nieba zostawił mieszkańcom kamiennego konia i miecz, które miały ich strzec. Do dziś w wielu miejscach w Wietnamie odbywają się uroczystości związane z Thanh Giongiem, które wpisane są na Listę niematerialnego dziedzictwa kulturowego UNESCO.
Dzisiaj jaskinia oświetlona jest kolorowymi reflektorami przez co jej przestrzeń nabiera innego wymiaru. Odkrywcy groty nie widzieli jednak tych kolorów. Piękno jaskini mogli podziwiać dzięki promieniom słońca odbijającym się od tafli wody Zatoki Ha Long i wpadających do wewnątrz. Byli tak zauroczeni i zaskoczeni tym widokiem, że nazwali ją Jaskinią Niespodzianką, lub Zaskakującą Jaskinią. Ten naturalny świetlik pełni dzisiaj funkcję wyjścia z groty.
Sung Sot nie jest jedyną jaskinią w zatoce Ha Long, ale należy do jednej z największych i najbardziej spektakularnych. W związku z tym, że w najbliższym sąsiedztwie Sung Sot znajdują się też inne turystyczne atrakcje (farma pereł, ścianka wspinaczkowa, kajaki, czy wyspa Ti Top z plażą i punktem widokowym) jest ona tłumnie uczęszczana przez turystów. Wiele z jaskiń zatoki Ha Long nie zostały jeszcze do końca zbadane.
W 1994 roku Zatoka Ha Long ze swoimi naturalnymi skarbami została wpisana na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO.
jaskinia Sung Sot-1 jaskinia Sung Sot-8 jaskinia Sung Sot-4 jaskinia Sung Sot-9 jaskinia Sung Sot-5 jaskinia Sung Sot-10

aukcje tuńczyka zmieniają miejsce

7 października 2018 - Kategerie: historia,Japonia -

20180618202113-01-750x501 20180618202201-01-750x501
6 października 2018 roku po 83 latach zamknięto Tsukiji – hurtowy targ ryb i owoców morza, jedno z najbardziej znanych miejsc w Tokio. 1 września 1923 roku po wielkim trzęsieniu ziemi w Japonii został zniszczony duży obszar Tokio, w tym targ rybny w dzielnicy Nihonbashi. Wybudowano więc nowoczesny obiekt Tsukiji nad rzeką Sumida z przeznaczeniem na handel. Obiekt został otwarty w 1935 roku i szybko stał się największym targiem rybnym na świecie. W czasie swojej działalności targ podzielony był na dwie części: targ wewnętrzny, gdzie odbywały się transakcje handlowe, oraz zewnętrzny z restauracjami, barami i straganami pełnymi przekąsek, oraz stoiska z drobnym handlem.
Podobno na targu Tsukiji sprzedawano dziennie prawie 2,5 mln kg towaru za 28 mln USD. Obrót roczny szacowany jest na 5,5 mld USD. W Tsukiji zaopatrywały się nie tylko restauracje z całej Japonii, ale także kucharze z gwiazdką Michelina z całego świata, czy właściciele fast foodów i barów z targu zewnętrznego.
Tsukiji było obowiązkowym miejsce dla turystów odwiedzających Tokio. Ci którzy wstali wcześnie rano mogli uczestniczyć w aukcjach tuńczyka rozpoczynających się po godzinie 5. W Tsukiji handlowano około 500 różnego rodzajem ryb i owoców morza (wodorosty, sardynki, przegrzebki, wieloryby, kawior czy 300 kilogramowe tuńczyki). Największy ruch odbywał się w godzinach rannych między 5.30-8.00. O 11.00 zamykała się większość stoisk, a dwie godziny później zaczynało się sprzątanie. Na Tsukiji pracowało około 60 tys. osób: sprzedawcy, księgowi, dystrybutorzy, hurtownicy, dealerzy…
Właściciel sieci restauracji Hiroshi Onodera na pierwszej w tym roku aukcji noworocznej zapłacił 323 tys. USD za ponad 400 kilogramowego tuńczyka błękitnopłetwego. Natomiast rekord targu należy do Kiyoshi Kimury, który w styczniu 2013 roku za 222 kilogramowego tuńczyka błękitnopłetwego zapłacił 1,76 mln USD.
W tym miesiącu targ zmienia lokalizację i przenosi się do nowoczesnego Toyosu, gdzie rozpoczyna nowy etap swojej działalności. Oczywiście nie obyło się bez protestów pracowników targu. Część handlarzy wniosło nawet pozew przeciwko miastu, by zablokować przeprowadzkę, ale bezskutecznie. Sprzeciwiali się także mieszkańcy Tokio, którzy martwią się, że zniknie historyczny widok, dawna architektura i wiele starych miejsc. Powodem przeniesienia jest przestarzała konstrukcja obiektu pochodzącego sprzed 1935 roku, jego odporność na trzęsienia ziemi, azbest murach, a także warunki sanitarne i bezpieczeństwo pożarowe. Na miejscu Tsukiji ma powstać centrum transportu dla zbliżających się Letnich Igrzysk Olimpijskich w 2020 roku, a władze miasta obiecują, że część gastronomiczna pozostanie.
Plan zmiany miejsca targu rybnego władze miasta miały już w 2010 roku, a przeprowadzka miała odbyć się w listopadzie 2016. Na przeszkodzie stanęła zatruta chemikaliami ziemi pod nowym targiem, ponieważ Toyosu powstało na terenie byłego zakładu produkującego gaz. W końcu miejsce zostało uznane za bezpieczne i w tym miesiącu (X.2018) targ jest przenoszony. Zostanie otwarty 16 października 2018 roku.
Pocieszeniem dla turystów może być fakt, że do nowej lokalizacji jest bardzo dobry dojazd, ponieważ stacja metra Shijo-mae bezpośrednio łączy się z nowym targiem. Będzie także możliwość wejścia na dach budynku, który wyłożony trawą będzie znakomitym punktem widokowym m.in. na sztucznie usypaną wyspę Odaiba. Wokół będzie wiele restauracji z owocami morza, a w przyszłości planowana jest w bliskiej okolicy budowa hotelu dla turystów chcących uczestniczyć w aukcjach tuńczyka o wczesnych godzinach rannych. Nie będzie także limitu wejść na aukcje, jak to było w Tuskij (120 osób) i dla turystów ma być przygotowany specjalna platforma do obserwacji.
W 2016 roku Naotaro Endo nakręcił film dokumentalny Tsukiji Wonderland.
20180618202245-01-750x501 st7 st6 20180618202301-01-750x501

Ubijanie Morza Mleka

2 października 2018 - Kategerie: historia,Kambodża -

morze mleka Angkor Wat-12 morze mleka Angkor Wat-11 morze mleka Angkor Wat-3 morze mleka Angkor Wat-4 morze mleka Angkor Wat-1 morze mleka Angkor Wat-9
Najbardziej znanym miejscem w Kambodży i w całej Azji Południowowschodniej jest bez wątpienia Angkor Wat. Ogromna świątynia leżąca na obszarze 200 ha (wraz z fosami) posiada charakterystyczne wieże, które wpisane w flagę Kambodży są jej symbolem. Wybudowana w pierwszej połowie XII wieku za panowania króla Suryavarmana II jest najpiękniejszą świątynią na terenie tego co pozostało ze starożytnego miasta Angkor. Poświęcona jest hinduskiemu bogu Wisznu i w kraju Khmerów pełniła funkcję świątyni państwowej. Główna budowla Angkor Wat otoczona jest murem, na którym umieszczone płaskorzeźby przedstawiają sceny z khmerskiej historii, oraz mitologii hinduskiej. Znajduje sią tam 8 opowieści, po dwie na każdej ścianie: bitwa o Lankę, bitwa Bogów z Demonami, zwycięstwo Kryszny nad Baną, zwycięstwo Wisznu nad Demonami, ubijanie Morza Mleka, Piekło i Niebo, historyczny pochód, oraz bitwa o Kurukshetrę. Opowieść o Ubijaniu Morza Mleka dosłownie “ciągnie się” przez 49 metrów na wschodniej ścianie świątyni. To najbardziej znana przypowieść hinduska, przewijająca się często w kulturze Kambodży, a sięgająca czasów kiedy Devy (Bogowie) i Asury (Demony) walczyły między sobą o panowanie nad światem. Jak mówi legenda z czasem Devy słabły, a Asury rosły w siłę. Przygnębione Devy udały się w końcu do boga Wisznu po pomoc. Ten nakazał im zdobyć Amrytę – Nektar Nieśmiertelności, który zagubiony w czasie potopu leżał na dnie bezkresnego Oceanu. Nie były jednak w stanie same tego zrobić musiał więc zawrzeć pokój z Asurami i poprosić je o pomoc. Do wydobycia Nektaru Nieśmiertelności użyli Górę Mandara jako trzepaczki, którą owinęli świętym, pięcio-głowym wężem Wasuki. Devy chwyciły za ogon węża, natomiast Asury za jego głowy. Ciągnąc na przemian, wąż wprawiał w obrót górę, która burzyła Ocean. Góra jednak zaczęła się zapadać w czeluści wody, na co przybył Wisznu pod postacią żółwia Kurma i wsparł ją na swojej skorupie. Ubijanie trwało tysiące lat i nie od razu dało się uzyskać Amrytę. Najpierw pojawiła się straszliwa trucizna kalakuta, która była produktem ubocznym ubijania i zagroziła wszelkiemu istnieniu na ziemi. Chcąc uchronić świat Śiwa wypił truciznę, ale nie zdążył jej połknąć ponieważ jego żona Parwati przytrzymała jego gardło by powstrzymać zatrucie organizmu. Od tej pory szyja Śiwy ma niebieski kolor. Podczas ubijania Morza Mleka z wody zaczęły się wyłaniać klejnoty m.in: Księżyc, Ajrawata – słoń z czterema kłami, Kamadhenu – krowa obfitości będąca wiecznym źródłem mleka, bogini napojów alkoholowych, Kalpawryksza – cudowne drzewo spełniające wszystkie życzenia, biały koń Uććhajśrawas, Śankha – koncha zwycięstwa, cudowny łuk, niebiańskie istoty Apsary, oraz Lakszmi – bogini szczęścia, bogactwa i piękna. Po tym wszystkim z oceanu wyszedł Dhanwantari (lekarz bogów) trzymający w rękach garnek z Amrytą. Bogowie i demony rzuciły się na naczynie, na co Wisznu przemienił się w przepiękną Mohini i przejął Amrytę. Oczarowane pięknością demony padły przed nią prosząc by to ona zdecydowała komu należy się Nektar Nieśmiertelności. Mohini oddała Amrytę Devom, którzy szybko go wypili. Tylko jednemu z demonów – Rahu, udało się pod przebraniem wejść w szeregi bogów i skosztować napoju. Przebranie Rahu rozpoznały Słońce z Księżycem i doniosły o tym Wisznu. Rozwścieczony Bóg obciął mu głowę, gdy ten nie zdążył jeszcze przełknąć napoju. Oddzielona głowa Rahu dzięki Nektarowi pozostała nieśmiertelna i wstąpiła na niebo jako planeta, a martwe ciało (Ketu) spadło na ziemię. Rahu chcąc zemścić się na Słońcu i Księżycu za każdym razem, gdy się do nich zbliża próbuje je połknąć, ale skoro nie ma ciała, Słońce i Księżyc są bezpieczne. Stąd wg teologii hinduskiej biorą się cykliczne zaćmienia obu ciał niebieskich.
Odmłodzone Devy pokonały Asury, ale odwieczna walka między nimi co jakiś czas odradza się na nowo. Dzięki Nektarowi Nieśmiertelności Devy zawsze wygrywają z Asurami i ciągle dzierżą kontrolę nad wszechświatem.
No płaskorzeźbie w Angkor Wat widzimy po lewej stronie 92 demony, wraz z Ravaną, końmi i słoniami, które ciągną za pięcio-głowego węża. Po drugiej stronie 88 bogów ciągnie za ogon w przeciwnym kierunki. Za nimi stoi Hanuman, konie, słonie i armia bogów. Ravana i Hanuman nie są częścią legendy o Ubijaniu Morza Mleka. Nad demonami i bogami unoszą się apsary, a pod nogami mają kosmiczne morze pełne zwierząt: ryby, krokodyle, żółwie, smoki, węże. Na środku czteroramienny Wisznu nadzoruje ubijanie Morza Mleka, a pod nim żółw Kurma podtrzymuje na swej skorupie Górę Mandara.

morze mleka-1 morze mleka-2
japanesemythology.wordpress.com                              mythnosis.wordpress.com

morze mleka Angkor Wat-2 morze mleka Angkor Wat-8 morze mleka Angkor Wat-5 morze mleka Angkor Wat-7 morze mleka Angkor Wat-6 morze mleka Angkor Wat-10

tam, gdzie syn zabił ojca

18 września 2018 - Kategerie: historia,Sri Lanka -

_MG_9488 P2460958
3c472715900783.562986b3d5fc1
Once-a-Towering-Castle-700x500
www.behance.net                                                              www.smartertravel.com

Dawno, dawno temu na wyspie która dziś nosi nazwę Cejlon panował król Dhatusena. Miał on dwóch synów Moggallana i Kasjapę (lub Kassapę), którzy byli braćmi przyrodnimi. Kasjapa mimo tego, że był najstarszym synem króla nie miał szans na odziedziczenie tronu, ponieważ pochodził z nieprawego łoża. Następcą tronu miał zostać jego przyrodni brat  Moggallana – syn królowej. Kasjapa był z tego powodu bardzo niezadowolony. Uwięził więc swojego ojca, a gdy ten nie chciał zdradzić miejsca ukrycia swoich skarbów Kasjapa zamurował go żywcem i przejął królestwo. W tym czasie Moggallana z garstką wojska uciekł do Indii. Kasjapa bojąc się powrotu brata przeniósł się ze stolicy królestwa Anuradhapury na 200-metrową skałę, gdzie wybudował twierdzę. Znany był z tego, że lubował się w pięknych kobietach, które sprowadzał z całego świata do swojego królestwa. Kasjapa w swej twierdzy siadał na klimatyzowanym tronie (chłodna woda doprowadzana do wydrążonego środka tronu chłodziła go) i obserwował kąpiące się piękności. Po 18 latach Moggallana powrócił by odzyskać królestwo. Kasjapa widząc nadciągające wojsko zszedł ze swojej twierdzy na równinę i wyjechał na słoniu naprzeciw bratu. W pewnym momencie słoń przestraszył się i gwałtownie skręcił, co wojsko Kasjapy wzięło za sygnał do odwrotu i zawróciło. Władca zostawszy sam na polu walki, wyciągnął sztylet i poderżnął sobie gardło. W ten sposób Moggallana odzyskał tron i powrócił do wcześniejszej stolicy – Anuradapury. Z czasem opuszczoną twierdzę mnisi buddyjscy przekształcili na klasztor, który stał tam jeszcze kilka stuleci.
Było to pod koniec V wieku naszej ery, a skała na której stała twierdza Kasjapy nazywa się Lwia Skała, czyli Sigiriya.
Sigiriya jest pozostałością po wygasłym i zapadniętym wulkanie i leży w centrum Sri Lanki. Przed rządami Kasjapy już od III w n.e. w grotach wokół skały mieszkali mnisi.
Skała otoczona jest fosą, która niegdyś pełna była krokodyli broniących dostępu do twierdzy. Za fosą u podnóża skały były pawilony, pałace, tarasy, łazienki i przebieralnie, a do dziś zostały wanny z jacuzzi, sadzawki, stawy, oraz 4 baseny, w których kąpały się kobiety Kasjapy. Baseny połączone były podziemnymi kanałami, aby kąpiące się kobiety mogły przepływać między nimi.
Dzięki systemowi kanałów i mechanizmów doprowadzających wodę, nawet w porze suchej baseny były pełne wody. Pod ziemią znajdują się ukryte kanały, syfony wyłapujące muł, włazy kontrolne i rynny. Podobno w czasie dużych opadów fontanny działają do dzisiaj. Wokół 200-metrowej skały porozrzucanych jest wiele głazów, w których są groty: Skała Sali Audiencyjnej, gdzie wykuto kolejny tron, skała-Kazalnica, Skała-Cysterna przechowująca wodę, czy Jaskinia Tarczy Kobry pod którą dziś można sfotografować się z żywymi wężami.
Na Sigiriyę wchodzimy wąskim chodnikiem od strony zachodniej. Mijamy ogrody i baseny, droga robi się coraz bardziej stroma i zaczynają się kamienne stopnie. Dalej jest klatka z okrągłymi metalowymi schodami przywiezionymi przez Brytyjczyków z londyńskiego metra. Dochodzimy do jamy, gdzie na skale namalowane są półnagie kobiety. Mogły to być królowe, księżniczki, nałożnice i służki dworu, bądź boskie istoty – bogini Tara lub apsary. W V wieku większa część tej ściany pokryta była takimi malowidłami (o wymiarach 140 x 4 m). Możliwe, że było to największy obraz jaki wyszedł spod ręki człowieka. Pod wpływem słońca, wiatru i deszczu zostały tylko te malowidła, które ukryte są w zacienionych grotach.
_MG_9521 _MG_9169 _MG_9194 _MG_9220 _MG_9505 _MG_9140 _MG_9534
Dalej mijamy wypolerowaną ścianę, w której kiedyś król przeglądał się jak w lustrze, stąd nazwa Ściana Lustrzana. Do zrobienia jej użyto materiałów organicznych i minerałów m.in. miki, która ma szklisty i metaliczny połysk. Część Lustrzanej Ściany pełniła funkcję księgi pamiątkowej – zwiedzający zachwyceni malowidłami skrobali słowa uznania po syngalesku i tamilsku (VII-XIII wiek).
Dochodzimy w końcu do miejsca, gdzie dawniej wyrzeźbiona była olbrzymia sylwetka lwa przez którą wchodziło się na szczyt skały. Do dzisiaj zostały już tylko olbrzymie łapy między którymi znajdują się schody. Lew mimo że nie występuje na Cejlonie jest symbolem Syngalezów – mieszkańców wyspy. Ostatnim odcinkiem są metalowe schody przymocowane do czoła skały, prowadzące na jej szczyt.
W kilku miejscach po drodze można wypatrzyć wiszące gniazda pszczół, które niegdyś służyły obronie twierdzy. Gdy wróg podchodził do skały, a nie zatrzymały go krokodyle w fosie, wtedy wartownicy strzelali z łuku do gniazd, które spadały, a zdenerwowane pszczoły atakowały wroga. Jeśli to nie pomogło uwalniano wodę z górnej fosy i zalewano cały obszar. Kasjapa tak bał się powrotu brata, że prócz fos, kamiennych murów, katapulty na skale, kazał postawić posterunki wartowników w takich miejscach by w razie przyśnięcia strażnika na służbie spadał w dół ginąc na miejscu.
Górna skały (mająca 1,2 hektara) przeznaczona była wyłącznie dla króla, jego rodziny i służby. Do dzisiaj nie zachowały się żadne budowle. Pozostał tron, basen i murowane obrysy dawnej zabudowy. Z góry roztacza się przepiękny widok na zieloną równinę, łańcuchy górskie i jeziora.
U podnóża skały od 2009 roku stoi muzeum (z makietą skały), które dostarcza informacji o czasach świetności Sigiriyi. Lwia Skała otwarta jest siedem dni w tygodniu od godz. 7.00 do 17.30. Wspinaczka na górę zajmuje niecałe 1,5 godzin, a bilet wstępu kosztuje 30 USD.
Sigiriya jest niewątpliwie jedną z najlepszych atrakcji turystycznych na Sri Lance. Jest jednym z ośmiu miejsc na wyspie wpisanym na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO.
W 1982 roku brytyjski zespół Duran Duran nagrał m.in. na skale Sigiriya teledysk do piosenki Save a Prayer.
P1230182 _MG_9633 P2460932 _MG_9618 _MG_9590_MG_9212 _MG_9595

prezydent Ho Chi Minh

2 września 2018 - Kategerie: historia,Wietnam -

2012.10Saigon 2016.10Saigon
Ho Chi Minh City (Sajgon), październik 2012                   Ho Chi Minh City (Sajgon), październik 2016

2016-03-16 Hanoi 2013.12_sajgon
Hanoi, marzec 2016                                                           Ho Chi Minh City (Sajgon), grudzień 2013

Jeżdżąc po Wietnamie napotykamy w różnych miejscach portrety byłego przywódcy komunistycznego Ho Chi Minha. Widać je na co dzień, nie tylko z okazji świąt narodowych, rocznic, zjazdów partii komunistycznej, urodzin czy rocznicy śmierci Ho Chi Minha (zmarł 02.09.1969).
Jego podobizny są wszędzie: na ulicznych billboardach, pomnikach, tablicach propagandowych, w urzędach, pocztach, szkołach, oraz w domach prywatnych. W sklepach z pamiątkami turystycznymi można kupić plastikowe popiersia Ho Chi Minha, portrety do powieszenia na ścianie, a także magnesy, widokówki, kalendarze, kubki, oraz pamiątkowe talerze z jego podobizną.
Od kilku lat podróżując po Wietnamie wyszukuję na swojej drodze wszelkiego rodzaju wizerunki byłego prezydenta Demokratycznej Republiki Wietnamu (był prezydentem w latach 1954-1969) i fotografuję je. Oto niektóre z nich.

2013.12_Ho Chi Minh City 2014.02_Hoi An 2013.09_Ho Chi Minh City
Ho Chi Minh City, grudzień 2013            Hoi An, luty 2014                                Ho Chi Minh City, wrzesień 2013

2017.08_Can Tho 2016-03-Quảng Nam 2016-03Nha Trang
Can Tho, sierpień 2017                       prowincja Quang Nam, marzec 2016           Nha Trang, marzec 2016

2018.03_Sajgoon 2017.04-Saigon
Ho Chi Minh City (Sajgon), marzec 2018                             Ho Chi Minh City (Sajgon), kwiecień 2017

2016-03-14Danang 2014.02Hue
Danang, marzec 2016                                                       Hue, luty 2014

2016-03-Nha Trang 2018.03--Saigon
Nha Trang, marzec 2016                                                   Ho Chi Minh City (Sajgon), marzec 2018

2017.08_Nha Trang 2018.03Saigon
Nha Trang, sierpień 2017                                                   Ho Chi Minh City (Sajgon), marzec 2018

pożar w przystani

27 sierpnia 2018 - Kategerie: historia,Kambodża -

Gjrw2Ls img_20180826_100307_047-106558519
26.08.2018     Foto:  cambodiaexpatsonline.com            26.08.2018    Foto:  swiftnewsdaily.com

djp8DxA P2650594
26.08.2018     Foto:  cambodiaexpatsonline.com               24.02.2018

26 sierpnia w miejscowości Sihanoukville (Kambodża) nad Zatoką Tajlandzką około godziny 4 rano  wybuch pożar. Spaliła się łódź turystyczna należąca do firmy Sun Tours Sihanoukville. Kapitan próbując ugasić pożar użył 5 gaśnic, ale było już za późno. Ogień szybko opanował pokład, spaliły się liny cumownicze i wiatr odepchnął łódź na kilkadziesiąt metrów od brzegu, przez co woda z węży strażackich nie mogło dosięgnąć statku. Łódź została poważnie uszkodzona, ale nikt nie został ranny. Prawdopodobnie przyczyną pożaru było spięcie elektryczne. Statek wyposażony był w system kamer, które uruchamiały się na ruch wewnątrz łodzi i wokół niej, ponieważ wcześniej dochodziło do kradzieży. Do podobnego pożaru na tej łodzi doszło także w 2014 roku. Spaliły się wtedy jeszcze dwie luksusowe łodzie motorowe i straty oszacowano na 1 mln USD. Łódź Sun Tours Sihanoukville nie była wtedy tak zniszczona jak dzisiaj więc zdołano ją wyremontować.

IMG_4903 4-Burnt-Boat
26.10.2013                                                                     30.06.2014     Foto:  www.phnompenhpost.com

W czasie naszych wycieczek do Kambodży po intensywnym zwiedzaniu Angkor, Siem Reap i Phnom Penh jedziemy zwykle na odpoczynek do Sihanoukville. Tam wynajmowaliśmy tą łódź płynąc na niewielką wyspę Koh Rong Samloem. Na statku był bar, muzyka, konkursy, czasem nawet tańce. Można było łowić ryby, pływać wokół łodzi i skakać z górnego pokładu do wody.
20180225155017-01-750x501 IMG_0613 P1180840 IMG_0805 _MG_8767 www.dowietnamu.pl221

restauracje w Japonii

21 czerwca 2018 - Kategerie: historia,Japonia,jedzenie,wyprawa -

P2700757 P2720123 P2700894 P2720120

Powróciliśmy z 18 dniowej wycieczki do Japonii. Odwiedziliśmy kilkanaście miast, tych bardzo dużych jak Tokio, Osaka czy Nagoya, oraz nieco mniejszych np.: Nara, Kamakura. Zadziwiło nas w Japonii nowoczesne budownictwo, szybkie i punktualne pociągi shinkansen, zasady i normy w życiu publicznym, tajemnicze świątynie, oraz bardzo dobre jedzenie. Jedliśmy w wielu miejscach, więc mogliśmy przyjrzeć się sposobie przyrządzania, formie podawania, oraz organizacji pracy i przestrzeni w restauracjach.
Rzeczą normalną w japońskich restauracjach jest pokazywanie swoich dań w witrynie. Mogą to być zdjęcia, ale bardzo często na wystawie stoją gotowe dania z… tworzywa sztucznego, czyli menu 3D. Kucharz kupuje poszczególne elementy i składa je w taki sposób żeby wyglądało identycznie jak to co podaje głodnym klientom. Na wystawie wyglądają jak prawdziwe. W wielu miejscach – barach szybkiej obsługi, gdzie jedzenie jest najtańsze stoją maszyny, w których wybiera się danie, płaci, a następnie podaje kucharzowi paragon. Za 5-7 minut danie jest gotowe. Są to najczęściej makaronu z warzywami, mięsem i jajkiem, oraz zupy.
Bardzo popularnym daniem są pierożki-sakiewki nadziewane mięsem lub owocami morza gotowane na parze. Nadzienie wewnątrz sakiewki pływa w wywarze przez co pierożki nie są suche.
W Kobe mieliśmy okazję spróbować wołowiny z krów rasy Wagyu. Krowy te żyją bezstresowo: są masowane, słuchają muzyki poważnej i pojone są piwem, żeby tłuszcz w mięsie równomiernie się rozprowadzał. Mięso trzeba było sobie samemu grillować na wbudowanej w stole kuchence.
W Tokio w dzielnicy Asakusa poszliśmy do restauracji, gdzie trzeba było pójść do okienka w kuchni, podać kucharzowi jaką wagę ma mieć nasz stek, a kucharz odmierzał przy nas plaster wołowiny i pytał w jakim stopniu stek ma być wysmażony. Następnie kelnerka prosiła by założyć papierowy fartuszek i na gorącej żeliwnej płycie przynosiła skwierczącą wołowinę.
Oczywiście byliśmy także w restauracjach sushi, gdzie kucharze stali na środku otoczeni barem z krzesłami i przygotowywali dania. Wokół nich na taśmie przesuwały się talerzyki z różnymi rodzajami sushi. Cena porcji w zależności od tego z czym jest podane japońskie danie wahała się od 95 jenów do nawet 780 jenów, czyli 3-26 zł. Siedząc przy barze naprzeciwko kucharza sięgamy po talerzyk sushi z łososiem, tuńczykiem, ikrą, krewetką czy wasabi. Każdy ma inny kolor, a cenę można łatwo sprawdzić, ponieważ na ścianie wiszą kolorowe talerzyki z cenami. Na koniec kelnerka (nie licząc talerzyków) przeciąga czytnikiem magnetycznym po stosie talerzy z naszego sushi i wystawia rachunek, który trzeba uiścić w kasie. Niektórzy po zakończeniu obiadu mają przy sobie nawet po kilkanaście pustych talerzy.
Oczywiście w restauracjach prócz sushi króluje także zupa miso, czyli bulion z warzywami, oraz pastą miso zrobioną ze sfermentowanej soi. Dodaje się do niej ryby, tofu, wodorosty, warzywa sezonowe… Zupa podawana jest jako dodatek do innych dań. Popularny jest także  ramen – gruby makaron z warzywami, mięsem lub rybą, jajkiem na twardo, nasionami sezamu i przyprawiony jest sosem sojowym.
Zdarzało nam się jeść w restauracjach o tradycyjnym japońskim wystroju. Musieliśmy ściągnąć buty, usiąść przy stole na matach w małym pokoiku, zamknąć przesuwane papierowe drzwi, a gdy chcieliśmy zamówić obiad wzywaliśmy kelnera dzwonkiem, który jest nieodłącznym elementem przy każdym stoliku. Do każdego posiłku dodawana jest darmowa woda. Na stołach często stoją wazy z wodą, lub są kraniki przy barach, gdzie można uzupełnić kubeczek. Nierzadka obok przypraw stoi pudełko z zielonym proszkiem, który można wsypać sobie do wody – to tradycyjna japońska herbata.
Do wielu restauracji nie udało nam się wejść, ponieważ przed lokalem ustawia się kolejka głodnych klientów i czasem na wolny stolik trzeba czekać prawie godzinę. Zostaje wtedy iść do sklepu i kupić bento – czyli pudełko z idealnie skomponowanym, gotowym do zjedzenia daniem.
e296c191-0fb6-4ff9-ab8d-fe671fb18615-02-750x499 P2730280 P2730359 P2720458 P2730989 P2720865

3 maja 1993

3 maja 2018 - Kategerie: historia,Kambodża -

W latach 1992-93 Siły Zbrojne RP wysłały polskich żołnierzy do Kambodży by zabezpieczyli logistycznie i inżynieryjnie pokojowe siły ONZ przygotowujące grunt pod pierwsze demokratyczne wybory w Kambodży. Polscy żołnierze stacjonowali w Phnom Penh, Siem Reap, Sihanoukville, Kampong Thom. “Zajmowaliśmy się głównie zaopatrzeniem w wodę, żywność i paliwo dla jednostek operacyjnych oraz zarządzaniem głównymi magazynami. Polscy saperzy naprawiali drogi i mosty” – mówił Ireneusz Śmiechowski – starszy sierżant sztabowy. Przed wyborami rozwozili urny do głosowania i przygotowywali punkty wyborcze. Misja jednak od samego początku nie była dobrze przygotowana począwszy od szkolenia żołnierzy w Polsce, po bardzo słabe warunki bytowe i higieniczne na miejscu w Kambodży. Do tego częste niedobory wody, gorący i wilgotny klimatu, słabe uzbrojenie, brak odpowiedniego rozpoznania kraju, brak kontaktu z rodzinami w Polsce, oraz fakt że byli najsłabiej opłacani z wszystkich narodowości nie wpływało zbyt dobrze na polskich żołnierzy.
W nocy 3 maja 1993 roku o godzinie 4.50 polską 4 kompanię batalionu logistycznego na obrzeżach Siem Reap (gdzie były magazyny z żywnością) zaatakowali Czerwoni Khmerzy. Polacy zerwali się z łóżek, gdy usłyszeli kałasznikowy i ciężką broń maszynową. Czerwoni Khmerzy odpalają granaty kulkowe i nad głowami Polaków świszczą kule. Zaatakowany oddział nie był jednostką bojową tylko oddziałem logistycznym stąd Polacy dysponują tylko 10 kałasznikowami. Na szczęście po atakach 23 i 24 kwietnia dowódca nakazał wykopanie okopów wokół bazy. “Cała potyczka trwa raptem pół godziny. Khmerzy przykrywają Polaków ogniem. Od razu jesteśmy w głębokiej defensywie. Odpowiadamy strzałami i rzucamy granaty, bronimy się, jak to określił później jeden z żołnierzy, metodą wychylasz się, strzelasz i chowasz” – relacjonuje Piotr Głuchowski autor książki “Pole Śmierci”, który przeprowadzał wywiady z żołnierzami z misji w Kambodży. Obroną polskiego oddziału mieli zajmować się żołnierze z Bangladeszu, ale w tą noc sami odpierali ataki w centrum Siem Reap. Po starciu z Czerwonymi Khmerami ranny został jeden polski żołnierz, natomiast po stronie wroga było kilkanaście ofiar.
W czasie trzech zmian od czerwca 1992 do listopada 1993 w Kambodży przebywało ponad 700 polskich żołnierzy. Pięciu z nich tę misję przypłaciło życiem

superszybki Shinkansen

7 lutego 2018 - Kategerie: historia,Japonia,video -

Będąc w Japonii poruszaliśmy się Shinkansenami. To superszybkie pociągi których prędkość przekracza 300 km/h. Jadący z taką prędkością pociąg potrzebuje 5 kilometrów żeby całkowicie wyhamować, a wzmocniona przednia szyba pociągu ma 22 mm grubości. Shinkanseny odjeżdżają co kilkanaście minut, ale zatrzymują się na różnych stacjach, nie zawsze tych samych, stąd każdy pociąg ma swoją nazwę, aby nie pomylić składów.
Shinkansen o nazwie Nozomi 1 z Tokio do Hakata zatrzymujący się na 11 stacjach m.in. Kyoto, Shin-Osaka i Hiroshima pokonuje 1174,9 kilometrów w czasie 292 minut.
Nie ma się więc co dziwić, że Japończycy są bardzo dumni ze swojej kolei.

aresztowanie po ślubie

22 stycznia 2018 - Kategerie: historia,Kambodża -

story_7_web_0
foto: The Phnom Penh Post

18 stycznia 2018 roku na stronach internetowych The Phnom Penh Post ukazał się artykuł pod tytułem „Aresztowanie po zgwałceniu panny młodej w dniu ślubu”:

Jak podała policja, w miejscowości Prey Veng (Kambodża) doprowadzono do aresztu 18-latka oskarżonego o zgwałcenie panny młodej w dniu ślubu.
Zgodnie z nakazem aresztowania, wydanym przez sędziego Phea Chea Sądu Okręgowego Prey Veng, Chhoen Chanseng został oskarżony o gwałt na podstawie art. 239 kodeksu karnego. Grozi mu za ten czyn od pięciu do dziesięciu lat więzienia.
Pov Chivy – zastępca komendanta policji w prowincji Prey Veng – powiedział, że Chanseng we wtorek wieczorem włamał się do sypialni 18-letniej kobiety, gdy ta spała i zgwałcił ją.
19-letni pan młody, w tym czasie pił alkohol z rodziną i zasnął na stoliku w pobliżu domu panny młodej.
W raporcie z przesłuchania podejrzany przyznał, że kochał pannę młodą od dłuższego czasu, ale jego rodzina jest biedna i nie odważył się jej oświadczyć. W dniu ślubu ofiary oskarżony co chwilę patrzył na młodą parę… ponieważ jego dom stoi obok domu panny młodej. Kiedy tańce weselne się skończyły, panna młoda poszła do swojej sypialni, a pan młody dalej pił alkohol.  Podejrzany wziął to za okazję, by udawać pana młodego i wszedł do pokoju sąsiadki. Po gwałcie zasnął w jej łóżku, a o 5.30 rano, kiedy ofiara obudziła się i zaczęła krzyczeć, jej rodzina złapała winowajcę w miejscu popełnienia przestępstwa.
Sao Chantha- szef policji okręgu Kanh Chriech – powiedział, że podejrzany przyznał się, że zgwałcił ofiarę trzy razy, zanim opadł z sił i zasnął, chociaż ofiara twierdziła, że ​​została zgwałcona tylko raz. Podejrzany później zmienił swoje zeznania i powiedział, że zgwałcił ją tylko raz, chociaż planował jeszcze kolejny, zanim oblubienica zrozumiała, że ​​nie jest panem młodym. Oskarżony został schwytany nagi w pokoju panny młodej. Wyznał, że wszedł do pokoju, ponieważ jej współczuł, spędzała noc poślubną w samotności, podczas gdy jej mąż był pijany.
Jak dowiedział się dziennikarz The Phnom Penh Post, gdy rodzice pana młodego dowiedzieli się o gwałcie, nie zaakceptowali już ofiary jako żony dla swojego syna. Rodzina pana młodego domaga się również zwrotu kwoty 1400 dolarów od rodziny ofiary.

Wigilia na Sri Lance

26 grudnia 2017 - Kategerie: historia,Sri Lanka,wyprawa -

20171225172947-01-750x501 20171225173916-01-01-750x500 20171225173034-01-750x500 20171225173112-01-750x501 20171225173835-01-750x501 20171225173856-01-750x501
Nadszedł czas wigilii. W naszej hotelowej restauracji zaserwowano świąteczną kolację, którą rozpoczęliśmy od opłatka przywiezionego z Polski od Grzegorza – pracownika Andrzeja. Oczywiście na kolację zupy z uszkami, karpia czy kutii nie było. Zupę grzybową zastąpił krem z trawy cytrynowej zmieszany z owocami morza, mlekiem kokosowym, czosnkiem i kroplą limonki, natomiast zamiast karpia była indian golden calf fish w dwóch odsłonach (może ktoś wie co to za ryba?). Prócz tego był ryż, kurczak, papadan, dhal z carry, pieczone ziemniaki w koszulkach, warzywa, owoce morza, makaron z czosnkiem, ziołami i serem, oraz owoce, galaretki i tort. Tradycji stało się zadość ponieważ na talerzu mieliśmy dwanaście różnych potraw. W tle była choinka, kelnerzy w mikołajowych czapkach i muzyka świąteczna: Last Christmas, Jingle Bells i oczywiście Silent Nights.
Wigilię spędzamy w Dambulli gdzie mieszka zdecydowana większość buddystów. Są stupy, jaskinie pełne podobizn Buddy, ale kościoła katolickiego ze świecą szukać. W czasie rozmowy z recepcjonistą hotelowym na temat tego gdzie jest kościół, jak się tam można dostać, oraz ile kosztuje wynajęcie tuk-tuka, do rozmowy wtrącił się mój kierowca Amal (buddysta) proponując że mnie tam zawiezie. Jako że nie było tego w naszej umowie prosiłem żeby podał mi swoją cenę, ale powiedział że zrobi to za darmo mimo tego że cały dzień spędził za kółkiem.
Świątynię katolicką znaleźliśmy 12 kilometrów od Dambulli. To nowy kościół pod wezwaniem św. Antoniego. Msza rozpoczęła się równo o 24.00. Prowadzona była w trzech językach syngaleskim i tamilskim (ja ich nie rozróżniam) oraz angielskim. Poza tym wszystkie części mszy były takie same jak w Polsce, no może muzyka i śpiew brzmiały trochę inaczej. Po mszy ksiądz stanął przed kościelnymi drzwiami i błogosławił ludzi życząc im Wesołych Świąt. Dowiedziawszy się, że jestem z polski z uśmiechem powiedział „John Paul…”.
Lankijczycy spędzają święta tak jak my: przed pasterką jest uroczysta rodzinna kolacja, a 25 grudnia odwiedzają się.
20171225181346-01-750x501 20171225173253-01-750x501 20171225173327-01-750x501 20171225173417-01-750x501 20171225173435-01-750x501 20171225173724-01-750x501

Dzień Niepodległości

2 września 2017 - Kategerie: historia,Wietnam -

21267469_1574532472606021_284455374_o P2580348 21284566_1865985916750970_29660250_o 21247990_1575010602558208_1868777476_o
2 września w Wietnamie obchodzony jest Dzień Niepodległości. Będąc tam w drugiej połowie sierpnia już wtedy na wielu placach i ulicach rozwieszone były czerwone flagi, oraz podobizny Ho Chi Minha.
2 września 1945 na placu Ba Dinh w Hanoi Ho Chi Minh ogłosiła Deklarację Niepodległości Demokratycznej Republiki Wietnamu. W czasie II wojny światowej sprzymierzeńcy Niemców – Japończycy w 1940 zajęli francuską kolonię w Azji (w tym Wietnam). Po zrzuceniu bomby atomowej na Hiroszimę (8 sierpień 1945) lider Tymczasowego Rządu Rewolucyjnego Wietnamu Ho Chi Minh zostaje szefem Komitetu Wyzwolenia i przywódcą anty-japońskiego powstania. Powstanie wybucha 13 sierpnia i walki trwają dwa dni. Po kapitulacji Japonii Komitet zmusza cesarza Bao Dai z dynastii Nguyen do abdykacji i 2 września 1945 roku powstaje Demokratyczna Republika Wietnamu.
21268223_1865988053417423_2084487742_o P2580350

„Znachor” w Wietnamie

4 sierpnia 2017 - Kategerie: historia,Wietnam -

KazikB&W_1 _MG_0289
Kazimierz Kwiatkowski (fot. www.hueworldheritage.org.vn)      park Kazika w Hoi An
P2440629 P2440601
My Son

W kilku miejscach środkowego Wietnamu pojawia się polskie nazwisko, które wzbudza szacunek wśród Wietnamczyków. Polski architekt i konserwator zabytków Kazimierz Kwiatkowski przyjechał w 1981 roku do Wietnamu i przez 17 lat prowadził tam misję konserwatorską.
Urodził się 2 lipca 1944 roku na Lubelszczyźnie, studiował na Politechnice Krakowskiej i w 1969 roku otrzymał tytuł magistra inżyniera Wydziału Architektury. Po studiach pracował w Urzędzie Wojewódzkim w Lublinie, potem w lubelskim  oddziale Państwowego Przedsiębiorstwa Pracowni Konserwacji Zabytków i w Biurze Projektowo-Badawczym Budownictwa Ogólnego Miastoprojekt.
W swojej pracy sporządzał plany zagospodarowania przestrzennego, zajmował się projektowaniem urbanistycznym, zaprojektował osiedle Słoneczne w Zamościu, oraz wiele domów jednorodzinnych. Opracował także projekt konkursowy zagospodarowania Placu po Farze na Starym Mieście w Lublinie. Z czasem zajął się ochroną zabytków między innymi dla Muzeum Wsi Lubelskiej, gdzie wykonywał inwentaryzacje architektoniczne budownictwa ludowego. Pod koniec lat 70-tych XX wieku pracując w lubelskim oddziale PPPKZ został kierownikiem Polsko-Wietnamskiej Misji Konserwacji Zabytków i wyjechał do Azji Południowo-Wschodniej.
Wietnam w tym czasie po 40 latach wojny był bardzo zniszczony, więc władze wietnamskie zaapelowały o międzynarodową pomoc w ratowaniu zabytków. Kazimierz Kwiatkowski był pierwszym zagranicznym konserwatorem zabytków, który przyjechał do Wietnamu.
Przez pierwszych kilka miesięcy wraz z garstką wietnamskich fachowców sporządzał dokumentację tego co zostało po wojnie. Skupił się na Czamskich wieżach w My Son niedaleko Da Nang w środkowej części Wietnamu. Brak infrastruktury oraz zaminowany teren po wojnie amerykańsko-wietnamskiej nie były sprzymierzeńcem Kwiatkowskiego więc na początku swojego pobytu w Wietnamie mieszkał w bambusowym szałasie. Najpierw wraz z tubylcami  musiał odgruzować i wyczyścić teren na którym pracowali. Do 1989 roku uratowano tam prawie 20 Czamskich wież, a 26 marca 1994 roku w budowlach D1 i D2 w My Son otwarto Muzeum Rzeźb Czamskich. Pod jego kierunkiem badano i konserwowano także świątynie Czamskie w innych miejscach: Thap Doi, Duong Long, Ph an Rang, Garai, Qui Nhon, Khuong My, Nham Thap, Chien Dang, Bang An i Po Kong. W tym ostatnim Kwiatkowski odkrył bardzo cenne złote naczynia ofiarne. Podobny skarb odkryli Francuzi w My Son w 1904 roku. W lipcu 1982 roku odwiedził Hoi An leżące 40 km od Da Nang by zrelaksować się i wykąpać w morzu. Zwiedzając niewielkie miasteczko był podobno pierwszym białym jakiego widzieli mieszkańcy Hoi An. Władze miasta chciały zburzyć zagrzybione domy w starej części i postawić na ich miejsce nowe osiedle. Kwiatkowski zauroczony Hoi An sprzeciwił się temu i zaczął przekonywać by dano szansę Staremu Miastu. Dzięki jego staraniom zachowała się urokliwa starówka i dzisiaj obok Zatoki Ha Long Hoi An jest najczęściej odwiedzanym miejscem w Wietnamie.
Kiedy w 1992 roku po przemianach ustrojowych w Polsce Misja Konserwatorska miała kłopoty finansowe Kwiatkowski nawiązał współpracę z Towarzystwem Przyjaciół Kultury Czamów w Stuttgarcie, od którego dostał fundusze na kontynuację swoich badań.
W drugiej połowie lat dziewięćdziesiątych zaczął prace przy Zakazanym Mieście w Hue, które było bardzo zniszczone po nalotach bombowych w czasie wojny amerykańsko-wietnamskiej. Wykonał też dokumentację grobowca cesarza Tu Duca położonego niedaleko Hue. Tuż przed śmiercią został szefem prac prowadzonych przy Pałacu Cesarskim finansowanym przez wietnamską Agencję Zarządzania Projektem Hue. 19 marca 1997 roku zmarł w Cesarskim Mieście na zawał serca, prawdopodobnie z przepracowania. Dwa dni później miasto Hue uroczyście pożegnało Kazimierza Kwiatkowskiego. Trumna z jego ciałem stanęła w Zakazanym Mieście w wypełnionej po brzegi Sali Mandarynów. Muzyka żałobna wykonana przez orkiestrę w narodowych strojach wietnamskich towarzyszyła przemówieniom pożegnalnym oficjeli. Potem kondukt żałobny prowadzony przez szpaler policjantów na motocyklach odprowadził ciało polskiego architekta ulicami Hue do bram miasta. Jak wspomina pracujący z nim Marek Kowalczyk: “Hue pożegnało Kazimierza Kwiatkowskiego jak jednego z najgodniejszych obywateli tego królewskiego miasta. Konsul stwierdził, że ceremonia miała wyjątkowo uroczysty charakter”. Pochowany został w Lublinie 2 kwietnia 1997 roku na  cmentarzu  parafialnym przy kościele św. Agnieszki na Kalinowszczyźnie. 10 lat później w parku Kazika odsłonięto pomnik Kwiatkowskiego w Hoi An – wietnamskim miasteczku, które zawdzięcza mu swój turystyczny sukces.
Dzięki jego staraniom w 1993 roku na Listę Światowego  Dziedzictwa UNESCO trafiło Zakazane Miasto w Hue, a w 1999 roku stara część miasta Hoi An oraz My Son.
Jego znajomi wspominają, że szybko potrafił zdobyć sympatię ludzi. Był wesoły i pogodny, błyskawicznie nawiązywał kontakty. Nie wywyższał się, pracował, jadł i spał z razem z wietnamskimi robotnikami. Wszyscy nazywali go “Kazik”, a po premierze polskiego filmu w Wietnamie z Jerzym Bińczyckim w roli głównej (do którego był bardzo podobny) dostał przezwisko “Znachor”.
19 marca 2017 roku w 20-tą rocznicę śmierci Kazimierza Kwiatkowskiego odbył się w Hue, gdzie niegdyś pracował, panel dyskusyjny z udziałem osób które go znały. Ukazała się także książka autorstwa Jacka Zygmunta Matuszaka pod tytułem “Kazimierz Kwiatkowski (1944-1997). Wspomnienie niezwykłego człowieka”, która jest dostępna w trzech językach: polski, angielskim i wietnamskim. Można ją bezpłatnie pobrać ze strony Ambasady Polskiej w Hanoi pod adresem: http://www.hanoi.msz.gov.pl/pl/wspolpraca_dwustronna/kultura/kazik/
Pisząc ten tekst korzystałem z wyżej wymienionej książki.
2016-03-13 11.20.55 2016-03-13 10.39.13
Hoi An

P2520551 P2450341
Cytadela w Hue w której znajduje się Zakazane Miasto    grobowiec cesarza Tu Duca z dynasti Nguyen

Taniec Apsar – dusza Kambodży

22 czerwca 2017 - Kategerie: historia,Kambodża,video,Wietnam -

W kambodżańskim Angkor czy w kompleksie My Son w Wietnamie pośród wielu zdobień i płaskorzeźb na świątyniach można znaleźć wizerunki tańczących kobiet zwanych Apsarami. Apsary w mitologii indyjskiej to żeńskie bóstwa, boginie wody, mgieł i chmur. Według legendy Apsary powstały z mlecznej piany Oceanu Mleka w czasie gdy bogowie szukali eliksiru na nieśmiertelność. Pełne kobiecego wdzięku i urody zabawiały króla bogów Indre swym tańcem.
Król Jayavarman II – założyciel królestwa Angkor – otrzymał władzę od boga Indry, a Apsary przekazały swoją sztukę tańca mieszkankom królestwa. Tak oto taniec Apsar stał się tradycyjnym tańcem Khmerskim i przekazywany był z pokolenia na pokolenie. Służył rodzinie królewskiej nie tylko jako rozrywka, ale był także ważnym elementem w czasie świąt khmerskich: na pogrzebach władców, koronacjach, ślubach, bądź wtedy gdy prosili oni bogów o łaski. Łączył świat ziemski z boskim, służył modlitwom, oraz wychwalał króla i jego wielkość.
Swój pierwszy okres świetności taniec Apsar przeżywa w VIII-XI wieku. Władca każdego roku wybierał 100 najładniejszych dziewcząt z królestwa, które uczyły się tańca. Podobno na dworze króla Jayavarmana VII panującego w latach 1181-1218 było ponad 3000 tancerek. Po najeździe Tajów na Angkor (początek XV wieku) Imperium Khmerskie upadło, a tancerki pojmano i przewieziono na dwór króla Tajlandii, gdzie “Apsary” stały się wzorem dla tajskich tancerek. W XIX wieku Ang Duong (król Kambodży w latach 1841-1860), który wiele lat spędził na dworze w Bangkoku, wprowadził wiele zmian w swoim królestwie m. in. upodobnił stroje “Apsar” do strojów tajskich tancerek, a ich taniec zaczął wychwalać zalety władcy. W drugiej połowie XIX wieku, kiedy Kambodża stała się kolonią francuską “Apsary” zauroczyły kolonizatorów, co spowodowało że ich taniec zaczął bywać na paryskich salonach. Jednak przed występami w Paryżu Francuzi postanowili ubrać tancerki, ponieważ do tego czasu na Khmerskich dworach “bezwstydnie” tańczyły topless. Malarz i rzeźbiarz Auguste Rodin był pod tak dużym wrażeniem ich tańca, że poświęcił khmerskim tancerkom wiele swojego czasu przedstawiając je na akwarelach. Ciężki okres dla mieszkańców Kambodży, oraz całego życia kulturalnego (w tym także dla tańca Apsar) przychodzi w 1975 roku kiedy władzę przejmują Czerwoni Khmerzy. Wśród ponad 2 milionów zamordowanych mieszkańców Kambodży są także niemal wszyscy nauczyciele i tancerze tego tańca (szacuje się że ponad 90 % tancerzy traci życie). Po upadku Pol Pota i Czerwonych Khmerów w latach 80-tych “Apsary” zaczynają znów tańczyć. Ci nieliczni którzy przeżyli otwierają szkoły i zaczynają przekazywać taniec młodym pokoleniom. W 1980 roku zaczyna działać Królewski Uniwersytet Sztuk Pięknych w Phnom Penh z wydziałem Sztuki Choreograficznej i Muzyki, gdzie można uczyć się tradycyjnego khmerskiego tańca.
Aby dojść do perfekcji dziewczynki muszą zacząć ćwiczyć już w wieku 5-6 lat, by później te najzdolniejsze mogły kontynuować edukację na uniwersytecie. Po 9 latach nauki tańca na wyższej uczelni otrzymują także wyższe wykształcenie.
Taniec Apsar składa się z 3,5 tys. gestów rękami oraz nogami i mają one ściśle określone znaczenie. Dzięki gestom tancerze opowiadają proste historie z życia codziennego, bądź złożone opowieści przedstawiające legendy khmerskie i religijne mity. Opowiadają historie o miłości i cierpieniu, wojnie i pokoju, radości i strachu, o powstaniu świata…
Jeden taniec może trwać nawet 30 minut, a opracowanie go do perfekcji zajmuje 6-12 miesięcy. Tancerki są bardzo elastyczne, poruszają się płynnie, z wdziękiem uśmiechają się przy tym lekko nie otwierając ust. Ubrane  są w kolorowe jedwabne suknie przypominające sari i wykonane są ręcznie. Częstym haftowanym elementem są kwiaty i liście lotosu z bogatymi zdobieniami, oraz dużą ilością pereł i złotej biżuterii. Tancerki odróżniają różne nakrycia głowy uzależnione od charakteru granej postaci. Towarzyszy im często chór kobiecy opowiadający fabułę, oraz orkiestra wyposażona w gongi, bębny i dzwoneczki…
W ogromnym kompleksie Angkor możemy znaleźć mnóstwo płaskorzeźb przedstawiających boskie tancerki. Tylko na murach samego Angkor Wat jest ich ponad 1800.
W 2003 roku Balet Królewski Kambodży, czyli taniec Apsar został wpisany przez UNESCO na listę niematerialnego światowego dziedzictwa kultury.
apsary-dowietnamu.pl-8 apsary-dowietnamu.pl-6 apsary-dowietnamu.pl-3 apsary-dowietnamu.pl-11 apsary-dowietnamu.pl-2 apsary-dowietnamu.pl-7 apsary-dowietnamu.pl-5 apsary-dowietnamu.pl-10 apsary-dowietnamu.pl-9

Kraje

Wietnam

Kambodża

Sri Lanka

Birma

Ostatnie wpisy

Azja

ciekawostki

video

Facebook

Get the Facebook Likebox Slider Pro for WordPress