Archiwum ‘Sri Lanka’ Category

pociągiem przez góry

31 grudnia 2017 - Kategerie: Sri Lanka,wyprawa -

20171229170552-01-750x501 20171229170222-01-750x501 20171230181457-01-750x501 20171229170625-01-750x501 20171230181528-01-750x501 20171229170725-01-750x501
Jazda pociągiem na Sri Lance to niezapomniane przeżycie i duża adrenalina. Z Kandy pojedziemy pociągiem do Ella. Nie mamy wykupionych miejscówek na pierwszą ani drugą klasę, ponieważ już od miesiąca nie ma ich w kasie. W dzień wyjazdu kupujemy bilety na drugą klasę bez miejsc. Na dworzec przyjeżdżamy z hotelu prawie godzinę przed planowanym wyjazdem pociągu. Nasz pociąg jedzie z Colombo więc nie będzie pusty, a ludzi na peronie zbiera się coraz więcej. Adrenalina rośnie, uda nam się wsiąść z walizkami do pociągu czy nie. Alternatywą jest wynajęcie auta z kierowcą, ale szkoda, bo na tej trasie kolejowej są piękne, górskie widoki. Pociąg przyjechał, tłum się rzucił, przeciskamy się, pchamy, udało się! Wprawdzie nie siedzimy, ale jedziemy. Jest bardzo ciasno, nie ma gdzie nogi postawić. Drzwi pociągu są otwarte, ludzie siedzą nawet na schodkach. Widoki za oknem faktycznie są piękne. Pola herbaciane, góry, lasy, wszędzie bardzo zielono. Pociąg wspina się do góry, to zjeżdża na dół, kręci po serpentynach raz w lewo raz w prawo. Jest gorąco, wszystkie okna i drzwi są szeroko otwarte. Po drodze pociąg zatrzymuje się m.in. w Hatton, skąd można wejść na świętą Górę Adama, czy w Nanu Oya, gdzie wysiadają wszyscy, którzy jadą do znanej miejscowości Nuwara Elija. Z czasem udaje nam się znaleźć miejsca siedzące, ale do samej Ella ludzie jadą na stojąco. W linii prostej z Kandy do Ella jest 65 km, ale kolejowymi serpentynami jedziemy 7,5 godziny. Wjeżdżamy wysoko w góry. Piękny widok za oknem zasłania nam teraz mgła i robi się coraz zimniej, ubieramy swetry. Co jakiś czas przez pociąg przeciskają się sprzedawcy z pełnymi koszami popcornu, ananasów, czy samosów. “Ostre?” pytam pokazując na samosy – trójkątne pierożki smażone na głębokim oleju z warzywnym nadzieniem, “Nie” odpowiada sprzedawca, więc kupuję 5 sztuk. Faktycznie nie są ostre, są bardzo ostre. Dwa wagony dalej słychać rytmy wystukiwane na bębnach i lankijskie śpiewy – męskie głosy. Wjeżdżamy do tuneli, których po drodze jest sporo, i za chwilę marzymy żeby już z nich wyjechać na świeże powietrze, ponieważ ostre spaliny z lokomotywy w ciasnym tunelu wpadają przez otwarte okna do pociągu. Niemalże za każdym razem przejeżdżając przez tunele miejscowi sprawdzają czy jest echo i stojąc przy otwartych drzwiach drą się na całe gardło. Za pierwszym razem (kilka lat temu) myślałem, że ktoś wypadł z pociągu. Dojechaliśmy. Tłum ludzi wysiadł w Ella, pociąg pojechał dalej do Badulli prawie pusty.
20171229170751-01-750x501 20171230181621-01-750x501 20171230181815-01-750x500 20171230181731-01-750x501

targ mięsny

30 grudnia 2017 - Kategerie: Sri Lanka,wyprawa -

20171229212403-01-750x501 20171229212311-01-750x501 20171229212220-01-750x501 20171229212117-01-750x501 20171229212243-01-750x501 20171229211822-01-750x501
Niedaleko dworca kolejowego w Kandy (Sri Lanka) w białym, kolonialnym budynku, oraz wokół niego znajduje się market. Można tam kupić przyprawy, ubrania, kosmetyki, materiały, pamiątki, owoce, herbatę i wiele innych rzeczy. Jest także część w której handluje się mięsem i rybami. Oczywiście nie korzystają tam z chłodni ani lodówek, więc mięso i ryby leżą wystawione na ladach i hakach. Nie muszę więc dodawać, że przy temperaturze 25-27 st C unosi się w powietrzu niezły zapaszek…

słonie w Pinaweli

29 grudnia 2017 - Kategerie: Sri Lanka,wyprawa -

20171229165558-01-750x500 20171229165649-01-750x501
Godzinę drogi od Kandy znajduje się Pinnawela, czyli sierociniec dla słoni. Mieszka tam prawie setka słoni, które urodziły się w niewoli bądź przegrały na wolności w starciu z człowiekiem. Sri Lankę zamieszkują słonie indyjskie, które są mniejsze od afrykańskich, mają mniejsze uszy i tylko 10 % z nich posiada ciosy. Mieszkają w dużym obozie gdzie śpią i jedzą, a dwa razy w ciągu dnia część z nich prowadzona jest do rzeki. Mają tam chwilę na relaks w czasie kąpieli. Duże wrażenie robi widok grupy ponad 30 słoni maszerujących przez miasto do rzeki. Zatrzymany jest ruch uliczny, a sklepikarze chowają głębiej swój towar wystawiony na ulicę. W drodze z Kandy do Pinnaweli zatrzymujemy się w niewielkiej fabryce herbaty, gdzie produkują moją ulubioną “Kandy Nights”. Mam wrażenie, że część urządzeń z linii produkcyjnej pamięta czasy Kolonii Brytyjskiej. Niedaleko znajduje się ogród ziół, gdzie możemy zobaczyć jak rośnie kakaowiec, kardamon, kawa, czy cynamon. Z mieszanki różnych ziół wytwarzają tu maści i olejki na różne schorzenia. Preparaty można oczywiście od razu kupić w firmowym sklepiku. Takich miejsc ze specyfikami naturalnej medycyny ajurwedyjskiej jest na Sri Lance wiele.
20171229165356-01-750x501 20171229165435-01-750x501 20171229165532-01-750x501 20171229165734-01-750x501

Ząb w Kandy

28 grudnia 2017 - Kategerie: Sri Lanka,wyprawa -

20171227202124-01-750x501 20171227202144-01-750x501 20171227201945-01-750x501 20171227202059-01-750x501
Dojechaliśmy do Kandy, miasta w którym żegnamy się z naszym kierowcą Amalem. Wcześniejsze dni były dość intensywne, dużo jeździliśmy jego vanem, dzięki czemu w krótkim czasie mogliśmy zobaczyć wiele charakterystycznych miejsc Sri Lanki. Po intensywnym tygodniu nadszedł czas na nieco spokojniejsze zwiedzanie.
Trzy noce spędzamy w Kandy – miasta położonego w środkowej części wyspy, które otoczone jest z trzech stron górami. Posiada charakterystyczną kolonialną zabudowę, oraz jezioro w centrum miasta. Panuje tu straszny tłok na ulicach i chodnikach. Tuż przy jeziorze jest najważniejsza świątynia buddyjska, w której mieści się najcenniejsza dla nich relikwia – Ząb Buddy. Do tej lankijskiej Częstochowy przyjeżdżają buddyści nie tylko z całej Sri Lanki, ale także z wielu krajów Azji. Wprawdzie Ząb zamknięty jest w siedmiu szkatułkach za złotymi drzwiami to wokół tego miejsca jest tłoczno i bardzo doniośle. Ludzie modlą się, zapalają świeczki i składają kwiaty. Świątynia Zęba to nie tylko sama relikwia, ale cały kompleks. Znajduje się tu m.in. Muzeum Archeologiczne w dawnym Pałacu Królewskim, Muzeum Buddyzmu na świecie, Nowe Pomieszczenie z historią relikwii, oraz Muzeum Słonia Raji. W tym ostatnim stoi wypchany ssak, który do 1988 roku podczas corocznej procesji Esala Perahera nosił na grzbiecie Święty Ząb Buddy.
20171227202043-01-750x501 20171227202013-01-750x501

Sigirija i Dambulla

27 grudnia 2017 - Kategerie: Sri Lanka,wyprawa -

20171225174025-01-501x751 20171225174055-01-501x750 20171225174116-01-750x501 20171225174403-01-750x501
W czasie kiedy jesteśmy na Sri Lance nałożyły się dwa święta: buddyjskie i katolickie. W związku z tym wszędzie jest pełno ludzi, także skała Sigirija przeżywa oblężenie. By wejść na dwustu metrową skałę staliśmy w długiej kolejce, która bardzo powoli się poruszała. Przejścia są tam wąskie, a na ostatnim odcinku na metalowych schodach trzeba iść jeden za drugim. Na górze w miejscu gdzie niegdyś stała forteca Kasjapy, te niedogodności zostały nam wynagrodzone pięknymi widokami. Nieco mniej ludzi było w Dambulli w pięciu jaskiniach świątynnych. Nie można tam wejść w butach, ale na szczęście słońce jest za chmurami i kamienie po których chodzimy nie są tak nagrzane jak to bywało na wcześniejszych wyprawach. Wewnątrz jaskiń znajduje się 150 podobizn Buddy w różnych konfiguracjach: leżące, stojące i siedzące. Ciekawym zjawiskiem jest dzban w drugiej jaskini, do którego woda nie przestaje kapać, a z dzbana nigdy się nie wylewa.
Skała Sigirija i jaskinie w Dambulli wpisane są na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO i leżąc między Anuradhapurą, Polonnaruwą oraz Kandy należą do Trójkąta Kulturowego Sri Lanki.
20171225174247-01-750x501 20171225174217-01-750x501

Wigilia na Sri Lance

26 grudnia 2017 - Kategerie: historia,Sri Lanka,wyprawa -

20171225172947-01-750x501 20171225173916-01-01-750x500 20171225173034-01-750x500 20171225173112-01-750x501 20171225173835-01-750x501 20171225173856-01-750x501
Nadszedł czas wigilii. W naszej hotelowej restauracji zaserwowano świąteczną kolację, którą rozpoczęliśmy od opłatka przywiezionego z Polski od Grzegorza – pracownika Andrzeja. Oczywiście na kolację zupy z uszkami, karpia czy kutii nie było. Zupę grzybową zastąpił krem z trawy cytrynowej zmieszany z owocami morza, mlekiem kokosowym, czosnkiem i kroplą limonki, natomiast zamiast karpia była indian golden calf fish w dwóch odsłonach (może ktoś wie co to za ryba?). Prócz tego był ryż, kurczak, papadan, dhal z carry, pieczone ziemniaki w koszulkach, warzywa, owoce morza, makaron z czosnkiem, ziołami i serem, oraz owoce, galaretki i tort. Tradycji stało się zadość ponieważ na talerzu mieliśmy dwanaście różnych potraw. W tle była choinka, kelnerzy w mikołajowych czapkach i muzyka świąteczna: Last Christmas, Jingle Bells i oczywiście Silent Nights.
Wigilię spędzamy w Dambulli gdzie mieszka zdecydowana większość buddystów. Są stupy, jaskinie pełne podobizn Buddy, ale kościoła katolickiego ze świecą szukać. W czasie rozmowy z recepcjonistą hotelowym na temat tego gdzie jest kościół, jak się tam można dostać, oraz ile kosztuje wynajęcie tuk-tuka, do rozmowy wtrącił się mój kierowca Amal (buddysta) proponując że mnie tam zawiezie. Jako że nie było tego w naszej umowie prosiłem żeby podał mi swoją cenę, ale powiedział że zrobi to za darmo mimo tego że cały dzień spędził za kółkiem.
Świątynię katolicką znaleźliśmy 12 kilometrów od Dambulli. To nowy kościół pod wezwaniem św. Antoniego. Msza rozpoczęła się równo o 24.00. Prowadzona była w trzech językach syngaleskim i tamilskim (ja ich nie rozróżniam) oraz angielskim. Poza tym wszystkie części mszy były takie same jak w Polsce, no może muzyka i śpiew brzmiały trochę inaczej. Po mszy ksiądz stanął przed kościelnymi drzwiami i błogosławił ludzi życząc im Wesołych Świąt. Dowiedziawszy się, że jestem z polski z uśmiechem powiedział „John Paul…”.
Lankijczycy spędzają święta tak jak my: przed pasterką jest uroczysta rodzinna kolacja, a 25 grudnia odwiedzają się.
20171225181346-01-750x501 20171225173253-01-750x501 20171225173327-01-750x501 20171225173417-01-750x501 20171225173435-01-750x501 20171225173724-01-750x501

słonie, krowy,…

24 grudnia 2017 - Kategerie: Sri Lanka,wyprawa -

20171224195851-01-750x501 20171224173303-01-01-750x501 20171224173208-01-750x496 20171224173237-01-750x501
Opuszczamy starożytną stolicę Sri Lanki – Anuradhapure i jedziemy do Dambulli. Po drodze zatrzymujemy się w Aukana, gdzie znajduje się najpiękniejsza rzeźba Buddy. Jest ogromna, mierzy 12 metrów. Do Dambulli droga wiedzie przez Habaranę, gdzie mamy przejażdżkę na słoniu indyjskim w przepięknych okolicznościach przyrody. Jedziemy wzdłuż jeziora, na szczęście nie ma ostrego słońca więc nie jest tak gorąco. Słoń jest grzeczny więc dostaje od nas reklamówkę bananów. Niedaleko jest miejsce gdzie możemy sprawdzić komfort jazdy na wozach które ciągną krowy – tradycyjny środek transportu na Sri Lance. Trochę trzęsie, ponieważ koła nie mają opon. Za chwilę wchodzimy na łódź i po opłynięciu jeziora Hiriwadunna idziemy na tradycyjny posiłek przyrządzony bez elektryczności i podany na liściach. Pełnego odprężenia doznaliśmy na masażu ajurwedyjskim zakończonym chwilą w saunie wyłożoną ziołami.
Przed nami Wigilia…

cień wargacza

23 grudnia 2017 - Kategerie: Sri Lanka,wyprawa -

20171223133602-01-750x500 20171223133659-01-750x501 20171223133807-01-750x501 20171223133519-01-750x501
Jest jeszcze ciemno, gdy wcześnie rano jedziemy do Wilpattu – największego parku narodowego Sri Lanki. Park słynie z tego, że zamieszkują w nim m.in lamparty, wargacze i słonie indyjskie. Wilpattu leży na obszarze 1317 km kwadratowych, więc tylko możemy mieć nadzieję, że zobaczymy któreś z tych zwierząt. Jedziemy przez dżunglę po czerwonej ubitej ziemi i wypatrujemy zwierzynę. Napotykamy warany, koguty, jelenie aksis, pawie, ale lampartów brak. W pewnym momencie nasz kierowca zdecydowanie przyspieszył i po kilku minutach zatrzymujemy się w miejscu gdzie stoi już kilkanaście aut i ludzie wypatrują w krzakach słonia. Podobno tam jest, ale z naszego miejsca go nie widać. Jeszcze wcześniej nasz ranger zatrzymał się na drodze i pokazywał miejsce, gdzie poruszający się czarny cień wg niego był wargaczem (niedźwiedziem zagrożony wyginięciem). Być może. Trzeba przyznać, że w czasie tej wyprawy na Sri Lankę niewiele udało nam się zobaczyć w Wilpattu.Popołudnie spędzamy na zwiedzaniu starej części Anuradhapury. Bardzo ciekawym miejscem jest kompleks klasztorny Isurumunija. Znajdują się tu (podobno) najpiękniejsze płaskorzeźby na wyspie m.in mężczyzna z koniem, czy kąpiące się słonie w stawie. Pojechaliśmy jeszcze pod święte dla buddystów drzewo Bo – Sri Maha Bodhi, gdzie masa ludzi przychodzi się modlić i składa dary. Szczepka tego drzewa pochodzi z miejsca, w którym 2600 lat temu medytował Budda. Drzewo z Anuradhapura uznane jest za najstarsze historycznie udokumentowane żyjące drzewo na świecie. Posadzono je bowiem w III w p.n.e. Nie tylko w Sri Maha Bodhi są tłumy. Wielu wiernych ubranych na biało przyszło pod stupę Ruwanweli. Niektórzy niosą szarfę symbolizującą sznur Buddy, którą owijają stupę, inny siedzą wokół lub palą świeczki. Robi się już ciemno, spod oświetlonej białej stupy dochodzi głos trąbek przegrywający modlącym się.
20171223215656-01-750x501 20171223215737-01-750x501 20171223215827-01-750x501 20171223215802-01-750x500 20171223215849-01-750x501 20171223215604-01-01-750x501

Sri Lanka dzień pierwszy

22 grudnia 2017 - Kategerie: Sri Lanka,wyprawa -

20171222220200-01-750x501 20171222215623-01-750x501 20171222215812-01-750x501 20171222215935-01-750x500
Spóźniony samolot, oraz długie oczekiwanie na bagaż spowodowało że w hotelu w Negombo byliśmy w środku nocy. Snu nie było więc zbyt dużo ponieważ rano wyruszamy do Anuradhapura. Przed wyjazdem zaglądamy jeszcze na rybny targ znajdujący się tuż przy morzu. Na niewielkiej plaży stoją łodzie przy których rybacy wyciągają ryby z sieci z porannego połowu. Nieco dalej czekają już niebieskie beczki, w których ryby leżą przez kilka dni w soli. Potem rozkłada się je na ogromnych płachtach i suszy się. Leżą posegregowane wg odmiany i wielkości, a na noc są przykrywane folią żeby żadne ptactwo lub inne zwierzęta ich nie porwały, oraz żeby nie zamokły od deszczu. Nieco dalej jest targowisko, gdzie świeże ryby ważą, kroją, patroszą, wyceniają i sprzedają oraz kupują. A wszystko przy nieugiętym targowaniu. Niezły harmider. Tuńczyki, krewetki, kalmary, kraby, rekiny, barakudy,…
Trasa z Negombo do Anuradhapura zajmuje nam pół dnia. Nim dojedziemy do dawnej stolicy Sri Lanki zatrzymamy się nad morzem, na lunch oraz w Mihintale, które położone jest kilka kilometrów od Anuradhapura. Mihintale to miejsce gdzie na Sri Lance ok. 250 lat p.n.e. zaczął się buddyzm. To tu wysłannik z Indii – Mihinda przyjechał by propagować nauki Buddy. Trafił na podatny grunt i buddyzm zaczął się rozwijać na dobre. Na wzgórzu Mihindy znajduje się biała dagoba z włosem Buddy, kolejna z włosem Mihindy, odcisk stopy Buddy oraz jego wielka siedząca podobizna, skała na której Mihinda nauczał, a poniżej wzgórza pozostałości po klasztorze buddyjskim. Wszystko porośnięte bujną zieloną roślinnością na tle której przemykają mali mnisi w szafranowych szatach.
20171222220305-01-750x500 20171222220445-01-750x501 20171222220423-01-750x501 20171222220518-01-750x501 20171222220538-01-750x501 20171222220400-01-750x501

Sri Lanka na WSB

17 marca 2017 - Kategerie: spotkanie,Sri Lanka -

_M1L3468 _M1L3497
Razem z Przemkiem Nijakowskim (uczestnikiem ostatniej wyprawy na Sri Lankę) w Wyższej Szkole Bankowej w Opolu otworzyliśmy wystawę fotograficzną. Kilkadziesiąt zdjęć wykonanych w ciągu dwóch tygodni przedstawia ludzi i zwierzęta zamieszkujące Sri Lankę, oraz najpiękniejsze miejsca na wyspie. Przed wystawą w czasie projekcji multimedialnej opowiadaliśmy o tym jak spędziliśmy czas na Sri Lance, gdzie byliśmy i co widzieliśmy na tej zielonej wyspie. Całe spotkanie zakończyło się skromnym poczęstunkiem i lampką wina.
Fot. Sławomir Mielnik
_M1L3486 17349282_1214289441959646_1286690871_o

czy słonie jedzą fistaszki?

10 marca 2017 - Kategerie: spotkanie,Sri Lanka -

wwwdowietnamupl-1 wwwdowietnamupl-1-2
Na zaproszenie uczniów dwóch klas z PSP nr 15 w Opolu miałem przyjemność pokazać swoje zdjęcia i krótkie filmiki, które zrobiłem w czasie kilku wypraw na Sri Lankę. Opowiadałem nie tylko o lankijskich zwyczajach i kulturze, ale głównie o zwierzętach, które żyją na Cejlonie. Było o bezpańskich psach, małpach-złodziejkach, zebu, waranie paskowanym, oraz gdzie żółwie składają jaja, kto to jest dławigad indyjski, co można zrobić z odchodów słonia, czy o olbrzymim sercu płetwala błękitnego.

Sri Lanka – ostatni wpis

29 stycznia 2017 - Kategerie: Sri Lanka,wyprawa -

dowietnamu.pl002 dowietnamu.pl001-2 dowietnamu.pl001-3 dowietnamu.pl001-5
Mikołajowa relacja cd:

Zgodnie z obietnicą, biorę się za pisanie ostatniej relacji z wyprawy na Sri Lankę w styczniu 2017.

Parę dni minęło i dopiero teraz zaczynam jakoś funkcjonować po przestawieniu się na czas i temperatury w Polsce. A wcale nie było łatwo… Pobudki o trzeciej nad ranem wyspany zupełnie, czy padanie na twarz o 20.00 to norma przez pierwsze dni po powrocie. Ale nie zamieniłbym mojej kolejnej już wyprawy za nic. Pozbyłem się trochę gotówki i zostawiłem zarządzanie firmą na 2 tygodnie, ale warto było. Muszę tu zaznaczyć że odczucia moje, które dla Was przelewam na papier są czysto obiektywne i nie wszyscy muszą się z nimi zgadzać ;) .
Parę słów o wrażeniu jakie zrobiła na mnie Sri Lanka. Nazwa ta w tłumaczeniu oznacza „Olśniewająca Wyspa” i taka też jest w rzeczywistości. Mieszanina kultur, religii, narodowości robi niesamowite wrażenie. Sam kraj jest bardzo biedny, nie ma tam przemysłu i nie ma dobrobytu wśród Lankijczyków, a mimo wszystko ludzie są szczęśliwi i uśmiechnięci. Nie widać złości i chamstwa, jakże widocznego u nas i na naszych ulicach… Życzliwość tych ludzi dla nas, zwykłych turystów jest powalająca i udziela się. Na uśmiech odpowiada się uśmiechem i od razu jaśniejszy staje się dzień.
Następną olśniewającą rzeczą na wyspie jest roślinność, tak kolorowa i różnorodna, że przez te dwa tygodnie zrobiłem mnóstwo zdjęć roślinom i kwiatom, abym mógł pokazać to rodzinie, a nie tylko o tym opowiadać. Oprócz roślinności, wrażenie wywarły na mnie krajobrazy, oglądane z okien wszystkich środków transportu jakie są na Sri Lance oraz z wycieczek pieszych w góry i po plaży. Plaża…. samo słowo przywraca mi wspomnienia o wycieczce i przemeblowało mi pojęcie o tym jak może wyglądać plaża. Byłem na wielu plażach mórz i oceanów, ale nigdzie nie spotkałem takiej. Bardzo łagodny spodek poziomu piasku (kilkadziesiąt metrów od brzegu ma się wody po pachy) i małe pływy powodują, że kąpiel w błękitnym oceanie jest po prostu bajką. A do tego drink-bary i restauracje do których docierają fale to dopełnienie i bardzo wysoko postawiona poprzeczka w mojej ocenie plaża-raj.
Inna sprawą o której chcę wspomnieć są zwierzęta i podejście Lankijczyków do nich.
Z jednej strony rzuca się w oczy ogromny szacunek do słoni, natomiast psy są pozostawione na Sri Lance same sobie. Są ich tam tysiące i bezpańskie, krzyżują się ze sobą i mnożą bez ograniczeń. Żyją z tego co sobie wygrzebią na śmietniku lub użebrają od turystów. Byliśmy również w „żółwim przedszkolu”, gdzie w celu zapobiegania wyginięciu największych żółwi świata, dba się o ich niewyklute jajka oraz o maluchy.
Ogólnie wyprawa spełniła moje oczekiwania, jestem kolejny raz zachwycony Azją i polecam wszystkim zwiedzanie tego regionu świata, bo cały czas się zmienia i za kilka lat nie będzie już taki sam.

Dziękuję Rafałowi za zorganizowanie tej wycieczki oraz uczestnikom za wspaniałą wspólną zabawę i oczywiście rodzinie za wyrozumiałość ;) .
dowietnamu.pl001-9 dowietnamu.pl001-6 dowietnamu.pl001-4 dowietnamu.pl001-7

ostatni zryw – Galle

22 stycznia 2017 - Kategerie: Sri Lanka,wyprawa -

IMG_20170122_222458 IMG_20170122_221957 IMG_20170122_222703 IMG_20170122_222803
Mikołajowa relacja cd:

Dzień 13, Niedziela 22.01.2017.

Przedostatni dzień naszej super przygody z Sri Lanką rozpoczął się dosyć pochmurną pogodą. Nie zraziło to jednak nas i postanowiliśmy od samego rana kontynuować naszą przyjaźń  z plażą. Najpierw śniadanko na plaży przy szumie fal, potem krótka piesza wycieczka na „sekretną plażę” ukrytą wśród skał. Przy okazji zauważyłem, że sekretna plaża i kochanka mają wspólną nazwę ” secret beach”:)

Na „sekretnej plaży”, bardziej od kąpania zainteresowały wszystkich muszle zalegające plażę w ilościach tak dużych, że koparka łyżką wywoziła je w krzaki. Wśród muszelek było mnóstwo odłamków rafy koralowej i tylko zakaz wywozu tejże, nie pozwolił nam szarpać jej do plecaków kilogramami. Na plaży zaczął pokapywać dyskretnie deszcz, co jest bardzo nietypowe dla pory suchej na Sri Lance. Lecz to nie plaża była naszym dzisiejszym głównym celem. Po zbiorach skorupiaków, zapakowaliśmy się do nietestowanego do tej pory przez nas środka transportu, czyli lankijskiego PKS-u. Ale się działo….. do Galle mieliśmy ok 40 km, ale na Sri Lance nic nie jest takie na jakie wygląda. Droga do Galle to jedna długa ulica, biegnąca wzdłuż oceanu, handlowo-usługowa. Całe życie na tej wyspie odbywa się wzdłuż głównych dróg i jest tam wszystko co ważne: handel, usługi i wyżywienie. Autobus marki Lanka Ashok Leyland (są to jedyne autobusy na wyspie), zatrzymywał się co jakiś czas i dobierał pasażerów, przez co niektórzy z nas, spędzili podróż na stojaka, ale przeżycia w trakcie jazdy i obcowanie blisko z rodowitymi Lankijczykami jest bezcenne. Przy okazji wspomnę, że podróżowanie po Sri Lance, państwowymi środkami transportu jest śmiesznie tanie. Bilet „PKS-em” kosztował nas ok. 0,5 $, natomiast „PKP” za 170 km ok. 1,5 $. Nie wiem jak oni to robią, ale tak jest i mówię wam, warto to zobaczyć ;)

Po przybyciu do Galle zwiedziliśmy stare miasto usytuowane wewnątrz fortu, które składając się z małych wąskich uliczek, tworzy niezapomniany klimat. Wśród tych uliczek pełnych sklepików, knajpek i „art gallery”, poczułem się jak w wietnamskim Hoi An (kto był ten wie, a kto nie, niech żałuje). W między czasie, przez Sri Lankę przeszła potężna burza z piorunami (wyspa płacze nad naszym wyjazdem ;)  ), a największy deszcz przeczekaliśmy w restauracji.  Po czasie wolnym, który spędziliśmy na myszkowaniu po sklepikach oraz małym posiłku, udaliśmy się na targowisko gdzie kto chciał, ten robił ostatnie zakupy do Polski, np. owoce. Po zakupach udaliśmy się wprost na lankijski dworzec „PKS”, gdzie złapaliśmy jeden z ostatnich tego dnia autobusów, odjeżdżających w stronę Mirissy. Tym razem jazda z szalonym kierowcą, nie dość że trwała o 1/3 krócej to była umilana ichniejszym Lanko-Polo. Autobusy mają zamontowane niespotykane u nas nagłośnienie i „konduktor” obsługujący pilota od TV, raczył nas lokalnymi teledyskami na okrągło. Mimo iż nie rozumiemy języka tutejszego, same teledyski podobne do naszego discopolo z lat 80-90, były o treści nie trudnej do zrozumienia.

Po powrocie do Mirissy, udaliśmy się na plażę, aby spożyć ostatnią naszą wieczerzę na wyspie. Oczywiście znów objedliśmy się owocami morza, kosztując ryb oraz kalmarów. Po kolacji siedliśmy w hotelu, komentując i podsumowując całą  naszą wycieczkę. Oczywiście nie omieszkaliśmy zrobić w Galle odpowiednich zakupów „zza krat” i teraz pisząc tą relację, dokonujemy konsumpcji przedniej jakości Arracku, który gorąco polecam tym, którzy się zdecydują zwiedzić Sri Lankę.

Na tym muszę zakończyć moją przygodę z pisaniem, raz że pożegnalna impreza nabiera tempa ;) a dwa że to już wszystko, co mam Wam do przekazania. Mam nadzieję że mój debiut został dobrze przyjęty i że choć trochę moje pisanie przybliżyło Wam klimat naszej przygody.

Jutro nie będzie już relacji z ostatniego dnia.  O 12.30 mamy transfer na lotnisko. Z rana mamy ochotę na jedzenie paluchami lokalnego śniadania oraz ostatnie plażowanie tuż przed wyjazdem. Obiecuję, że za parę dni się zmobilizuję i napiszę relację podsumowującą z całej naszej eskapady. Tym czasem pozdrawiam gorąco nasze rodziny i znajomych, którzy śledzili nasze poczynania, do zobaczenie w Polsce. I nie zdziwcie się jak zobaczycie nas „troszkę” opalonych.
IMG_20170122_221703 IMG_20170122_221759 IMG_20170122_222941 IMG_20170122_222909

smakowanie Mirissy ciąg dalszy…..

21 stycznia 2017 - Kategerie: Sri Lanka,wyprawa -

IMG_20170121_203646 IMG_20170121_203708 IMG_20170121_203456 IMG_20170121_203558 IMG_20170121_203521 IMG_20170121_203624
Mikołajowa relacja cd:

Dzień 12, Sobota, 22.01.2017

Jak już wczoraj wspominałem, dziś dzień zaczął się bardzo wcześnie. Zbiórka o 6.00 i rejs statkiem wycieczkowym w celu zobaczenia największego ssaka jaki występuje na ziemi. Czy się udało… zaraz powiem. Temperatury w Mirissie są bardzo wysokie, nawet teraz gdy piszę ten tekst o godzinie 21.30 jest jeszcze 26 stopni i wilgotność tak wysoka, że po całym dniu ciuchy aż kleją się do ciała. Ale do rzeczy, tuk-tuki  z hotelu zawiozły nas prosto do portu, gdzie w gotowości stało kilkanaście statków gotowych do wypłynięcia. Szybka wymiana gotówki na bilety, zajęcie miejsc, oraz ubranie kapoków i już jesteśmy zwarci i gotowi do poszukiwań. Niestety nie wszyscy turyści są tak zmobilizowani jak nasza wycieczka. Wypłynięcie z portu trochę się opóźniło, ale miało to i pozytywny skutek, ale o tym w dalszej części. Płynęliśmy ponad godzinę i według GPS wypłynęliśmy ok 20 km od brzegu. Jako pierwsze zaobserwowane zostały żółwie, które jeden na drugim pewnikiem starały się o potomstwo. I oczywiście nasz kapitan wypatrzył je jako pierwszy i mieliśmy możliwość sfotografowania tych zwierząt. Po dłuższym oczekiwaniu w pełni napięcia, na horyzoncie pojawiła się mgiełka pary wypuszczona przez wieloryba. Wszystkie statki jak szalone pognały w to miejsce, licząc na obejrzenie tego ssaka. Niestety, obserwacja tych zwierzą, to nie jest wcale taka łatwa sprawa jakby się mogło wydawać. Wieloryb zaczerpnąwszy powietrza znika na kilka minut w odmętach oceanu, żeby wypłynąć znów gdzieś indziej. Leczy wszystko poszło zgodnie z planem. Widzieliśmy kilka razy grzbiety tych olbrzymich zwierząt, których waga dochodzi do 190 ton.  Ich widok, majestatycznie wynurzających się z toni oceanu, robi naprawdę wielkie wrażenie. Z opowiadania naszego przewodnika dowiedzieliśmy się również, że penis dorosłego wieloryba mierzy 2,5 metra, co wywołało pomruk uznania u naszej żeńskiej części wycieczki :) .   Po około godzinnej obserwacji, statki po kolei opuszczają obszar obserwacji i wracają do portu. Nasz statek, zapewne z racji porannego opóźnienia, zostaje do końca i jako ostatni kieruje się do portu. W nagrodę jako jedyni możemy zaobserwować delfiny, które znane ze skłonności do zabawy wykonują piękne skoki i ewolucje w powietrzu. Stojąc na dziobie statku mogliśmy z bliska przyjrzeć kilkunastu sztukom płynącym przed statkiem. To było niesamowite, być tak blisko tych zwierząt, praktycznie na wyciągnięcie ręki.

Po powrocie do portu, zjedliśmy szybki lunch na plaży i resztę dnia mieliśmy przeznaczone tylko i wyłącznie do relaksu z czego skwapliwie skorzystaliśmy. Niektórzy walczyli dzielnie z błękitnymi falami oceanu, inni sączyli leniwie drinki serwowane wprost nad samą wodę. Każdy korzystał ze słońca ile się da, aby naładować akumulatory przed niedługim, acz szybko się zbliżającym powrotem do domu. Wieczorem nie mogliśmy inaczej, tradycyjnie spacer plażą przy zachodzie słońca i kolacja z owoców morza serwowanych ze świeżych połowów. Na kolację spróbowaliśmy: red fisha, barrakudę, rainbow fish oraz ciekawostkę: smażoną płaszczkę. Wszystko to popijaliśmy kolorowymi drinkami o fikuśnych nazwach oraz naszym ulubionym Lion beer’em. Czuć odprężenie w naszej wycieczce, każdy jest już zmęczony wysiłkiem zwiedzania Sri Lanki i te kilka chwil relaksu w kurorcie Mrissa, robią dobrze naszym zmęczonym organizmom.
IMG_20170121_214527 IMG_20170121_214449 IMG_20170121_214358 IMG_20170121_203326 IMG_20170121_203435 IMG_20170121_203808 IMG_20170121_212833

raj w Mirissie

20 stycznia 2017 - Kategerie: Sri Lanka,wyprawa -

IMG_20170120_213239 IMG_20170120_213653
Mikołajowa relacja cd:

Dzień 11, Piątek, 21.01.2017

Od kilku dni krążą wśród nas magiczne słowa : kiedy ocean? Nie bardzo wiedziałem o co chodzi. Ocean… ocean…. hm… Dziś się dowiedziałem.

Z samego rana po śniadaniu, zapakowaliśmy nasz cały majdan do busa, trochę podobnego do Amalowego i ruszyliśmy w stronę Mirissy. O ile bus był podobny, o tyle kierowca nie. Od samej Elli wszyscy nas wyprzedzali… Dopiero gromki doping: driver go, go, go!!! zmotywował naszego kierowcę do szybszej jazdy, no i zaczęło się… Parę razy na żyletkę, ze dwa razy na czołówkę, ale co tam grunt że do przodu. Popatrzyliśmy w mapę, e… co tam kawałek do oceanu i dalej wzdłuż brzegu…. Nic bardziej mylnego. Kierowca wybrał taką drogę, że musiał miejscami jechać 10km/h i omijać dziury. Patrząc na nawigację niedowierzaliśmy, jak można? Ale niestety można. I droga która miała być krótka i przyjemna, wydłużyła się niemiłosiernie powodując ból pośladków, od siedzenia oczywiście. Z tego wszystkiego, kierowca jadąc bez navi, na pamięć, pomylił drogę i gdyby nie nasza czujność, pojechalibyśmy z powrotem na północ Sri Lanki. Ale nie ma tego złego… Jadąc przez takie wioseczki i zadupia, że żaden turysta tam nogi nie postawił, mogliśmy podglądać jak żyją rodowici Lankijczycy nieskażeni komercją. Na krótkim postoju, Przemek w rzece wypatrzył krokodyle i nie omieszkał zrobić im sesji zdjęciowej. Koniec końców dotarliśmy do Mirissy. A tu czekała nas niespodzianka, po kilku noclegach na  wysokości ok 1000 m, gdzie temperatury były całkiem znośnie i w hotelu nawet nie była potrzebna klima, w Mirissie było grubo ponad trzydzieści stopni i taka wilgotność, że pot spływał nam po twarzy. Szybkie zakwaterowanie i ruszyliśmy na plażę. Plażę jak z żurnala, przeźroczysta błękitna woda, bary ze stolikami w wodzie, które omywały fale, ludzie którzy spacerowali wzdłuż plaży w oczekiwaniu na zachód słońca, po prostu jak w bajce. Tego się nie da opisać. Opalone dziewczyny w bikini, przystojni kelnerzy o latynoskich rysach, dla każdego coś miłego. Po szybkim lunchu, ruszyliśmy wzdłuż plaży daleko, daleko, gdzie oczy poniosą…… Po przepięknym zachodzie słońca, fotografowanym przez mnóstwo ludzi, wracając rozgościliśmy się w jednej z wielu restauracji serwujących owoce morza, pochodzące wprost z połowu. Wystawiane na stolikach świeże ryby, kalmary, kraby, homary kusiły nas swoim wyglądem jak i zapachami dochodzącymi z kuchni. Postanowiliśmy zrobić wieczór rozpusty i pozamawialiśmy te dary oceanu. Były przepyszne, do tego zimne piwko, pite wprost na plaży i woda co chwilę podmywająca stoliki dopełniły nam naszego pojęcia raju…… ;)

Dziś zbyt długo nie możemy posiedzieć, rano mamy o 6.00 pobudkę, ponieważ czeka na nas następna przygoda. Ale o tym wkrótce….
IMG_20170120_213337 IMG_20170120_213416 IMG_20170120_213449 IMG_20170120_213526

inny rodzaj zwiedzania

19 stycznia 2017 - Kategerie: Sri Lanka,wyprawa -

IMG_20170119_190259 IMG_20170119_190345 IMG_20170119_190609 IMG_20170119_190642
Mikołajowa relacja cd:

Dzień dziesiąty, Czwartek, 19.01.2017

Opowieść o miasteczku Matale, urodziła się już kilka dni temu, lecz czekała cierpliwie na opublikowanie. W nagrodę za cierpliwość będziecie dziś mieli dwa wpisy :)

Dziś opiszę zupełnie inny rodzaj transportu po Sri Lance. Bo cóż można robić na tej przepięknej wyspie, oprócz zwiedzania świątyń, wiosek i miasteczek, jeżdżenia pociągami i tuk-tukiem? Otóż można ruszyć „z buta” w góry. Na Sri Lance są super widokowe pasma gór i dzisiaj właśnie, zaraz po śniadanku ruszyliśmy w drogę aby się trochę zmęczyć i podziwiać to co oglądaliśmy do tej pory z okien pojazdów. Na Sri Lance nie ma typowych szlaków, jednakże turyści wydeptali dosyć szerokie ścieżki na najważniejsze i najładniejsze wzgórza i nie ma problemu ze zlokalizowaniem trasy. Na pierwszy ogień poszła góra o nazwie Mały Adam (1141 m). Po drodze mijaliśmy mnóstwo turystów jak i lokalnych „biznesmenów” oferujących za $ możliwość zdjęcia z małym Lankijczykiem, małpką albo kobrą. Jako że trasa biegła wśród plantacji herbaty, Lankijki zbierające liście, równie chętnie pozowały do zdjęć. Z Adama rozpościerają się zatykające dech w piersiach widoki na całe pasmo gór przeciętych wąską tasiemką asfaltu oraz na Ellę z budującymi się na stokach hotelami. Na szczycie Adama oczywiście wylegiwało się kilka psów, które Kinga uraczyła wodą, pozbywając się swojego zapasu. Wracając z Adama wstąpiliśmy do restauracji ekskluzywnego hotelu, (znajdującego się na zboczu Adama), wyposażonego w lądowisko dla helikopterów, luksusowy basen oraz obsługę która pomiędzy domkami krytymi strzechą, porusza się melexami (wózkami na prąd). Kinga zdążyła sprawdzić cenę za dobę i okazało się, że za 150$ to można dużo ciekawszych rzeczy zobaczyć. Wczorajszego dnia, jadąc do Buduruwagali, czujny jak wąż Przemek, zauważył drogowskaz do jaskini Rawana, którą dodatkowo postanowiliśmy dziś odwiedzić. Czujny, bo jego obiektywowi nie umknie żadna okazja do zrobienia fotek, których ma zresztą już tysiące i każdy liczy, że uda mu się coś od niego wysępić ;) . Z Adama widać było drogę do jaskini, lecz ta znajdowała się po przeciwnej stronie doliny i aby tam dotrzeć musieliśmy zejść na dół kotliny aby ponownie wspiąć się prawie na wysokość Adama lecz z drugiej strony. Trochę nam to zajęło… grupa się rozciągnęła i dotarła do podnóża jaskini w podgrupach. Okazało się, że do jaskini prowadzi kilkaset schodów. Celowo piszę że kilkaset, ponieważ miało ich być 500, a przy 600 przestaliśmy liczyć, a końca nie było widać. Przy temperaturze +33 st. C uwierzcie mi, że pot leje się z człowieka ciurkiem i wielki szacun dla naszych SKS-ów, tudzież nazywanych sarkofagami, że nie odpuścili i chwilę po nas byli na samym szczycie. SKS – czyli Stowarzyszenie Krewkich Seniorów – daje radę :)

Powrót do Ella był już formalnością, po kilkuset schodach, asfaltowa serpentyna wydawała się spacerkiem. Zjedliśmy zasłużony obiad w naszej ulubionej restauracji Ella 360, gdzie kelnerzy na nasz widok już z daleka z uśmiechem szykują miejsce na 10 osób. Jest to już ostatnia noc w tym kurortowym miasteczku. Temperatura dzisiejsza i górski wiatr zrobiły swoje, niektórzy spiekli raka i tylko Ci co namiętnie smarują się kremami z filtrem są bladzi jak córka młynarza :) .  Jutro ruszamy nad ocean do Mirissy, niektórzy już są spragnieni kąpieli w błękitnej wodzie oraz kąpieli słonecznej całego ciała, a nie tylko części wystających poza koszulki….
IMG_20170119_190743 IMG_20170119_191002 IMG_20170119_191339 IMG_20170119_191124 IMG_20170119_190526 IMG_20170119_190910 IMG_20170119_191213

miasteczko Matale i podglądanie Sri Lanki.

19 stycznia 2017 - Kategerie: Sri Lanka,wyprawa -

IMG_20170118_223622 IMG_20170118_223707 IMG_20170118_223923 IMG_20170118_224029
Mikołajowa relacja cd:

W trakcie wycieczki na Sri Lance pomiędzy zabytkami, muzeami i hotelami, wstąpiliśmy na mały rekonesans do lokalnego miasteczka Matale. Zobaczyliśmy na żywo toczące się życie tubylców, zlokalizowane wzdłuż handlowej ulicy. Wstąpiliśmy do miejscowego fryzjera – golibrody, popróbowaliśmy smażonych na głębokim oleju przegryzek oraz dokonaliśmy zakupów do wieczornych wiadomych celów :) . Zaskoczyła mnie reakcja Lankijczyków na nasz widok w miasteczku nie turystycznym, czyli takim gdzie turyści nie zaglądają, z racji tej, że w przewodniku nie ma tu nic do zwiedzania. W większości przypadków, powodujemy uśmiech na twarzy kobiet, przynajmniej ja :-) Nie wiem czy to z powodu mojego wzrostu , czy koloru skóry. Nie mniej jest to bardzo przyjemne. Natomiast handlarze (w większości mężczyźni), uśmiechają się od ucha do ucha z powodów czysto finansowych, widząc potencjalnego klienta. Następną rzeczą która się rzuca w oczy są wszechobecne psy, które poza słodkim nic nie robieniem, czasami przerywają sjestę tylko w celu żebrania jedzenia. Generalnie wszystkie psy są pewnie jednej rasy, „lankijskiej” i pochodzą od jednego przodka, ponieważ wyglądają prawie identycznie, i też identycznie się zachowują. Z wiadomości uzyskanej od hodowczyni z Polskiego Związku Kynologicznego, na Sri Lance żyją psy rasy Basenji. Co prawda na fotografiach są dosyć podobne, ale w rzeczywistości są to w większości kundelki. A są dosłownie wszędzie, nawet na górze Sigiriya. JAK ??? Na tej wysokości, po setkach stromych schodów, w tym kręconych????

Teraz coś o transporcie. Na Sri Lance najczęstszym środkiem lokalnego transportu są Tuk-Tuki, czyli trzykołowe pojazdy, potrafiące przewieźć dosłownie wszystko: deski na budowę, rury, cement oraz te, robiące za taksówki. Te są najbardziej wymyślnie przyozdobione i często wyposażone w sprzęt hi-fi albo Cb-radio. Sposób poruszania się tuk-tuków, jest ciężki do opisania, a jest to najczęściej : „trąbię i jadę”.  Są wszędzie,  wyrastają z pod ziemi, wyprzedzają z prawej, z lewej, trąbią i wciskają się w każdą nawet najmniejszą szczelinę. Nie mniej „delikatni” są kierowcy busów-limuzyn, (wspomnę tu o Amalu). Z racji większych gabarytów i głośniejszego klaksonu, przed tuk-tukami mają pierwszeństwo. Ich kierowcy się nie przejmują mniejszymi pyrtkami i nawet w razie potrzeby zawrócenia, nie ustępują im pierwszeństwa , wychodząc z założenia, że mniejsi  i tak wyhamują z racji osiąganych przez nie prędkości. Amal za cztery dni wożenia nas, dał się wyprzedzić tylko paru pojazdom. Natomiast wyprzedził w tym czasie setki jak nie tysiące, a o ilości użycia klaksonu to już nie wspomnę.

Odrębnym tematem są małpy…..

Te stworzenia do perfekcji nauczyły się żebrać i gdy tylko w zasięgu ich wzroku pojawi się bus z turystami, zaraz tłumnie zalegają na parkingu, czekając na okazję „zarobienia” prowiantu w zamian za fotkę. Są do tego stopnia cwane, że bezbłędnie lokalizują turystę trzymającego cokolwiek w ręce i są w stanie ukraść to podstępnie. Byliśmy świadkami otwierania zamka w plecaku nieświadomego turysty, który po zauważeniu tego, dał małpie pstryczka w nos.  Z nudów lub z braku-laku, zajmują się radośnie kopulacją i to w tak śmiesznych pozycjach, że zawstydziły by Wisłocką. A i nasze Panie nie pozostały obojętne na takie wygibasy, komentując to dosadnie :)

Handel i ceny… Nagabywanie i naciąganie na ceny jest wszechobecne. Wszędzie gdzie się pojawimy dopadają nas tabuny handlarzy którzy nie rozumieją słowa „nie”. Do tego trzeba przywyknąć i nie dać się wciągnąć w rozmowę. Natomiast kiedy rzeczywiście coś nas zainteresuje, należy dyktować własne ceny. Przypadek z naszej wycieczki, rzecz w cenie wyjściowej 100$, została zakupiona za 25$. Sam, koszulkę ze słoniem którą kupiłem, stargowałem z 1200 Rupii do 500 Rupii, po czym w sklepie była widziana za 450, co świadczy o pomysłowości lokalnych „biznesmenów” . Często w obronie przed zbyt nachalnymi sprzedawcami wystarczy się oddalić lub zamknąć im przed nosem drzwi do samochodu.

To tyle jak na razie z moich obserwacji, jak coś sobie przypomnę to na pewno wam napiszę. Tym czasem pozdrawiam zimną i śnieżną Polskę ;)
IMG_20170118_223733 IMG_20170118_224057 IMG_20170118_224000 IMG_20170118_224117

tuk-tukami wokół Ella

18 stycznia 2017 - Kategerie: Sri Lanka,wyprawa -

IMG_20170118_203357 IMG_20170118_204044 IMG_20170118_204003 IMG_20170118_203830 IMG_20170118_203515
Mikołajowa relacja cd:

Dzień dziewiąty, Środa, 18.01.2017

Po śniadanku, jakże innym niż do tej pory (były przeważnie brytyjskie), ruszyliśmy czterema tuk-tukami na wycieczkę serpentynami górskimi do Buduruwagala. Zaraz będzie o wycieczce, teraz trochę o tuk-tukach. Ten mały trójkołowy pojazd jest podstawowym środkiem transportu na Sri Lance, oczywiście obok skuterków. Tuk-tuki mają dwusuwowe małe silniczki napędzające tylną oś oraz bardzo skrętne przednie kółko na pojedynczym wahaczu, co czyni go bardzo zwrotnym. Tuk-tuk osiąga zawrotną prędkość 50 km/h z górki, poza terenem zabudowanym, lecz w mieście nie przekracza 30, przez co wkurza kierowców samochodów i powoduje korkowanie miasta. Tym bardziej, że styl jazdy kierowców tuk-tuków jest bardzo specyficzny, pchają się do przodu i z jednego pasa ruchu robią sobie trzy.

Wracając do wycieczki, w Buduruwagala odwiedziliśmy posąg-płaskorzeźbę Buddy wykutą w skale kilkaset lat temu i za bardzo nawet nie wiadomo przez kogo. Kilkanaście lat temu dopiero posąg został „odkryty” na nowo , teren wokół skały w której jest wykuty, wydarty dżungli i udostępniony do zwiedzania. Po obejrzeniu Buddy i zrobieniu pamiątkowych fotek, podjechaliśmy nad pobliskie jezioro Batala Ara Wewa, gdzie podkarmiliśmy ciastkami i polskimi kabanosami ławicę ryb, czym sprawiliśmy ogólną wesołość naszych kierowców. Następnie obraliśmy kierunek wodospadu Rawana, gdzie z wysokości 25 metrów woda spada po skałach, tworząc liczne jeziorka w których można zamoczyć nogi, albo jak niektóre gapy z Polski (na szczęście nikt z naszych), cały tyłek i to w ciuchach :) .

Powrót pod górkę dla tuk-tuków, okazał się nie lada wyczynem. Bardzo często kierowca musiał zredukować do jedynki, aby wtaczać się na górkę z prędkością 8 km/h. Jeden z pojazdów sprawił nam psikusa i odmówił chwilowo jazdy, lecz po krótkiej przerwie i ostygnięciu żwawo pomknął dalej. Po krótkiej sesji „mycia” nóg, udaliśmy się do świątyni Dova, gdzie do naturalnej jaskini została dobudowana świątynia, w której obejrzeliśmy posągi Buddy oraz freski na suficie i ścianach przedstawiające scenki z życia Buddy. Następnym punktem wycieczki był wiadukt kolejowy w pobliżu Ella, wspierający się na dziewięciu łukach i stanowiący ciekawy obiekt architektoniczny wybudowany w 1921 r. Przejazd pociągu kilka razy w ciągu dnia, zbiera całkiem spore grono turystów, którzy czekają cierpliwie na tarasie widokowym na opóźnione pociągi.  Po przejeździe pociągu, wstąpiliśmy na plantację herbaty, gdzie za 3$ dniówki, grupa kobiet zbierała liście. Porobiliśmy sobie zdjęcia, stojąc po pas w krzakach herbaty, oczywiście uważając na węże i pijawki czyhające na ludzi.

Po powrocie do Ella, po całym dniu podróżowania tuk-tukami, udaliśmy się do lokalnej restauracji gdzie pokosztowaliśmy tutejszego specjału, podobno najlepszego na Sri Lance. Janusz nawet pogonił kucharza i odebrawszy mu narzędzia pracy, próbował własnoręcznie przygotować rotti- kotu. Danie to polecam każdemu, jest po prostu pyszne, a z sosem „spicy” tworzy niezapomniany smak. Po posiłku udaliśmy się do naszego hotelu, gdzie tradycyjnie zasiadamy do naszych cowieczornych rozmów oraz zajmujemy się wysyłaniem zdjęć rodzinie i znajomym. Niektórzy jeszcze muszą opisać dzień na stronce „dowietnamu.pl” ;) .
IMG_20170118_203615 IMG_20170118_203744 IMG_20170118_205403 IMG_20170118_203920

dzień transportowy

17 stycznia 2017 - Kategerie: Sri Lanka,wyprawa -

IMG_20170117_215647 IMG_20170117_220209 IMG_20170117_215755 IMG_20170117_215925
Mikołajowa relacja cd:

Dzień ósmy, 17.01.2017.

Dzisiaj nie będzie dłuuugiej relacji, z tej racji że dziś nie było zwiedzania. Był za to dzień podziwiania przepięknych widoków ze środków transportu :) .

Od samego rana, po szybkim i zarazem ostatnim śniadaniu w Kandy, ruszyliśmy dużym busem na dworzec kolejowy. Po drodze, zostaliśmy odpytani przez zabawnego kierowcę z poziomu zaludnienia poszczególnych krajów. I skubany, okazał się lepszy od nas. Okazało się że było to jego hobby, a że wozi turystów z bardzo wielu krajów, to zapamiętał sobie który kraj ma ilu mieszkańców. Wiedział nawet ilu jest Czechów…

Po krótkim postoju na peronie nr 2, okazało się, że na minutę przed wjazdem pociągu na stację, zmieniony został peron na nr 3 i cały nasz misterny plan (jak zająć dobre miejsca w przedziale) poszedł w pi……. ;) Zanim przeszliśmy na inny peron, wszystkie miejsca nam już zajęli i podróż rozpoczęliśmy na stojaka.

Lecz to nie honor, dla naszej grupy,
by na stojaka w przejściu stać,
kombinowali, miejsca szukali,
by w 3 klasie wylądować !!!

I tak oto, posiadając bilety do drugiej klasy (tylko stojące), pojechaliśmy trzecią, ale za to siedząc. Czasami w trzy osoby na dwóch siedzeniach, ale zawsze na czterech literach. Za to mamy super zdjęcia z Lankijczykami, dużymi i małymi.

Nasza podróż pociągiem trwała 6 godzin, z powodu tego, że pociąg nie przekraczał 35 km/h (odległość w linii prostej między Ella a Kandy to 65 km, a odległość wzdłuż torów 170 km) . Tory zbudowane przez Brytyjczyków na początku poprzedniego stulecia, nie doczekały się remontu do dnia dzisiejszego i większa prędkość mogła by się zakończyć niezbyt szczęśliwie dla nieco wyeksploatowanego pociągu. Ale za to widoki wynagrodziły nam wszelkie niedogodności. Z okien pociągu rozciągały się widoki na rozległe plantacje herbaty, porastające całe wzgórza, ogrody warzywne oraz okoliczne domy ludzi z najniższej warstwy społecznej. To trzeba po prostu zobaczyć i żadne słowa czy zdjęcia nie oddadzą tego klimatu.  Jazdę pociągiem na Sri Lance należy zaliczyć obowiązkowo. Do tego bliski kontakt z rdzennymi mieszkańcami wyspy, często „na styk”, rozmowy w pociągu z podróżującymi i handlarzami przegryzek dają cały obraz podróżowania koleją po południowej Azji.

Do Ella dotarliśmy w godzinach popołudniowych, gdzie po przejechaniu do hotelu tuk-tukami i zameldowaniu się, ruszyliśmy na nocne smakowanie Azji w okolicznych restauracjach… W trakcie smakowania, ja klepię w klawiaturę, a Rafał wkleja zdjęcia, abyście mogli chociaż w małej części poczuć to co my.
IMG_20170117_215721 IMG_20170117_221600 IMG_20170117_221529 IMG_20170117_220322

Święty Ząb czasu

16 stycznia 2017 - Kategerie: Sri Lanka,wyprawa -

IMG_20170116_204115 IMG_20170116_204741 IMG_20170116_204429 IMG_20170116_204253
Mikołajowa relacja cd:

Dzień siódmy (16.01.2017) naszej wycieczki, oznacza to, że zbliżamy się do półmetka. Chodzą słuchy, że z tej okazji będzie dziś wieczorem impreza :) A tym czasem, czekając na kolację, zajmę się  nabazgraniem „krótkiego” streszczenia dzisiejszego dnia.

Ponieważ, wczoraj pożegnaliśmy się z naszym przemiłym Amalem, dziś w drogę ruszyliśmy czterema tuk-tukami, Oczywiście nie obyło się bez rywalizacji i drogę do miasta po krętych dróżkach Kandy, odbyliśmy w tempie bardzo szybkim (jak na możliwości tuk-tuka), kilkukrotnie się wyprzedzając i przepychając wszystkimi możliwymi „szczelinami”. Wyścig wygrał „drink team”: Kinga, Przemek no i ja… I nieprawdą jest, że zapłaciliśmy jakąkolwiek łapówkę, po prostu dopingowaliśmy naszego kierowcę gorąco, za co odwdzięczył się nam brawurową jazdą i pierwszym miejscem. Dzisiaj mieliśmy trochę więcej luzu, ponieważ Rafał postanowił dać nam trochę wolnego. Zaraz po śniadaniu, które zjedliśmy „paluchami” w lokalnej knajpce, ruszyliśmy w rejs wokół Kandy Leake i na zakupy suwenirów oraz przypraw na lokalnym targu. Zakupy na targu to niezła historia, mógłbym napisać o tym całą osobną relację. Napiszę pokrótce. Nie znając lokalnych cen, dać się przekręcić na dwu – trzy krotność zapłaty to norma. Jednak doświadczeni już wcześniejszymi zakupami i tym, co już zobaczyliśmy na Sri Lance, nie poszło handlarzom z nami tak łatwo. Targowaliśmy się ostro i zbijaliśmy ceny „zawodowo”. Na targu w Kandy, można kupić dosłownie wszystko. Począwszy od wszelakich owoców, przez przyprawy, lekarstwa, mięso, podroby, ryby, a skończywszy na obrazku ćwiartowania krowy i opalania racic. Nie wszyscy wytrzymali ten widok i zapach. Po zakupach, rozeszliśmy się w podgrupach po mieście, w zależności co kto lubi. Część ruszyła w miasto, szukając zacienionego miejsca oraz złotego, pienistego trunku (który na Sri Lance jest towarem deficytowym i kosztuje dużo), a część ruszyła na nieodległe wzgórze, w celu podziwiania widoków, oraz zobaczenia kolejnego kilkudziesięciometrowego posągu Buddy. Co do cen piwa na Sri Lance, to najtańsze piliśmy za ok. 8,5 zł, a najdroższe po 21 zł. Tak że rozumiecie moi drodzy, nie jest lekko ;) .

Po czasie wolnym i lekkim obiadku, ruszyliśmy na główny punkt dzisiejszego dnia – zwiedzanie najważniejszej świątyni buddyjskiej na Sri Lance – Świątyni Zęba. Nazwę tą zawdzięcza relikwii: górnemu, lewemu siekaczowi Buddy, którego nikt go do tej pory nie widział ;) . W codziennym rytualnym obrządku, pokazywana jest wiernym jedynie złota bogato zdobiona szkatuła, w której jest podobno ząb, a może go tam nie ma……. Tego nie wie nikt. Kilka lat temu, szkatuła była co jakiś czas obwożona w procesji, specjalnym pojazdem typu słoń. Lecz dziś jest wożona tylko replika zęba. Dlaczego? Tego też nie wiemy.

W Świątyni Zęba, zwiedziliśmy wystawę pokazującą historię Buddyzmu oraz mauzoleum wypreparowanego słonia Raja, który kilkadziesiąt lat obwoził relikwię, aż się wyeksploatował w roku 1988 i dziś sam jest obiektem do odwiedzania.

Po zakończeniu dzisiejszego zwiedzania, Rafał pokazał nam w podziemiach tajny skład „ARRACKU” (zadanie dla Was, co to jest?), gdzie zza kraty lokalni spragnieni dokonują zakupów, aby w końcówce dnia wrócić tuk-tukami do hotelu i oddać się temu co lubimy najbardziej ;) i o czym żartujemy przez cały dzień, czyli rozmowom, wspominkom i w ogóle ;) .
IMG_20170116_204603 IMG_20170116_204657 IMG_20170116_221927 IMG_20170116_222127 IMG_20170116_204820

Kraje

Wietnam

Kambodża

Sri Lanka

Birma

Ostatnie wpisy

Azja

ciekawostki

video

Facebook

Get the Facebook Likebox Slider Pro for WordPress