Archiwum ‘Laos’ Category

podsumowanie wycieczki do Laosu

11 marca 2019 - Kategerie: Laos,video,wycieczka do Laosu,wyprawa -

W czasie 2 tygodni spędzonych w Laosie i Tajlandii zobaczyliśmy całkiem sporo rzeczy:
- Paxse na południu Laosu,
- wodospady Tad Fane i Tad Yuang,
- plantację kawy,
- khmerską świątynię Wat Phou,
- krainę 4000 wysp,
- delfiny krótkogłowe w rzece Mekong,
- obrzęd kremacji zwłok,
- miejscowość Thakhek,
- Park Narodowy Phu Hinboun,
- Jaskinię Słonia, Buddy i Tham Nang Ene,
- dziurawe drogi Laosu,
- jaskinie Kong Lor do której wpływa się rzeką Hinboun,
- Niebieską Lagunę,
- miasteczko Phonsavan,
- świątynie Wat Phiawat i That Foun niedaleko Phonsavan,
- Równinę Dzbanów,
- farmę jedwabników,
- góry Annamskie,
- backpackerskie miasteczko Vang Vieng,
- Jaskinię Słonia, oraz Jaskinię Wody do której wpływamy na dętkach,
- Jaskinię Kraba przy popularnej Niebieskiej Lagunie,
- nocny targ z grillowanymi przysmakami na patyczkach,
- rzekę Nam Song po której pływamy kajakami,
- dawną stolicę Luang Prabang,
- Whisky Village, gdzie produkują laotańską whisky,
- jaskinię Pak Ou z kilkoma tysiącami posążków Buddy,
- obóz słoni,
- wodospad Kounang Si,
- rezerwat niedźwiedzi,
- świątynie Sene Souk Haram, Manorom i Wat Xieng Thoung,
- bar Utopia nad rzeką Nam Khan,
- wzgórze świątynne Phou Si,
- Pałac Królewski,
- Wientian – stolicę Laosu,
- Park Buddy,
- Bramę Triumfalną,
- świątynie w stolicy: That Luang, Ho Phra Keo, Si Muang, Wat Sisaket,

A w Bangkoku – stolicy Tajlandii:
- popularną ulicę Khao San,
- świątynię Wat Arun,
- leżącego Buddę w Wat Pho,
- targ na wodzie,
- targ na torach,
- świątynie Wat Ratchabopit i Wat Suthat,
- Złotą Górę.

Całą naszą relację z wycieczki do Laosu można zobaczyć w tym miejscu.




nerwowy powrót do domu

6 marca 2019 - Kategerie: Laos,video,wycieczka do Laosu,wyprawa -

Wylatując z Bangkoku – stolicy Tajlandii zakończyliśmy naszą wycieczkę do Laosu. I tym razem na szczęście obyło się bez większych wpadek i wypadków. Na koniec mieliśmy jeszcze stresujące momenty, ponieważ jadąc na lotnisko w Bangkoku utknęliśmy na autostradzie w korku, ale nasz kierowca znalazł drogę alternatywną i dojechawszy na lotnisko mieliśmy 1 h i 45 min czasu na odprawę, przejście przez bramki…. Na miejscu okazało się jednak, że samolot ma godzinne opóźnienie co przyjęliśmy jednocześnie z ulgą i niepokojem, ponieważ w Moskwie mamy tylko 2 godziny na przesiadkę. Do tego doszła zmiana trasy lotu samolotu ze względu na działania wojenne na granicy indyjsko-pakistańskiej i nasz Boeing 777-330ER leciał dookoła: przez Chiny i Mongolię, w efekcie w Moskwie mieliśmy tylko 50 minut czasu na przesiadkę. Biegiem, biegiem, zdążyliśmy wsiąść do samolotu lecącego do Warszawy, ale nasze walizki niestety nie. Prawie dwie godziny spędziliśmy na Okęciu załatwiając walizkową reklamację. Teraz czekamy w domach na kuriera…
To nie był jedyny moment w czasie naszej wycieczki do Laosu kiedy mieliśmy nadmiar adrenaliny w organizmie :-) . Parę dni temu będąc w Vang Vieng wypożyczyliśmy kajaki…

tajsko-laotański dzień

2910552-01-750x499 2910542-01-750x500 2910546-01-750x500 2910536-01-750x500
Od samego rana zwiedzamy świątynie w Wientianie – stolicy Laosu. Zatrzymujemy się przy Pałacu Prezydenckim, gdzie stoi Ho Phra Keo – dawna świątynia króla. Teraz zmieniona jest na muzeum. Po drugiej stronie ulicy stoi Wat Sisaket, która została zbudowana w 1818 roku – 150 lat później niż Ho Phra Keo. Wygląda inaczej, główna świątynia otoczona jest wysokim murem, w którym w niewielkich wnękach znajduje się ponad 2000 figurek Buddy. Kolejna świątynia także różni się od dwóch wcześniejszych. Si Muang jest bardzo kolorowa i składa się z dwóch sal, gdzie odbywają się modlitwy. Jest tak kolorowa, że aż razi kiczem, a do tego z głośników płynie muzyka niemalże na pełen regulator. Wśród wielu budynków służących mnichom, są też pozostałości świątyni khmerskiej, która niegdyś tu stała. Po południu opuszczamy Laos i lecimy do Bangkoku w Tajlandii. Lecimy popularnymi w Azji liniami lotniczymi Air Asia. Przy lądowaniu w Bangkoku, gdy mieliśmy do lewego pasa 3 kilometry i byliśmy na wysokości 150 metrów samolot nagle zaczął się wzbijać, zrobił drugi krąg i wylądował na pasie prawym. Pilot powiedział, że pierwsze lądowanie się nie udało ponieważ był zbyt duży wiatr. Przeżyliśmy wszyscy chwilę niepokoju, …no może nie wszyscy. W Bangkoku wsiadamy do tuk-tuków i najpierw jedziemy na targ owocowy i potem na Złotą Górę. Wchodzimy po wielu stopniach, przy głosie buddyjskiej modlitwy i dźwiękach dzwonków wiszących pod dachem świątyni. Jest już ciemno, więc na samej górze mamy przed sobą piękną, nocną panoramę Bangkoku. Widok i atmosfera jest zdecydowanie lepsza niż z popularnych sky barów.
Dzisiejszego wieczoru żegnamy się z Azją. Idziemy na kulinarną ucztę: grillowane ryby, krewetki królewski, patyczki z mięskiem, przegrzebki i do tego mango shake i piwo Chang. Po kolacji idę na tajski masaż. Voucher na masaż dostałem z okazji urodzin od uczestników wycieczki do Laosu. Tajka, która ledwo sięgała mi do piersi najpierw robiła z moimi nogami wygibasy akrobatyczne (nie miałem pojęcia że tak umiem), potem wkładała mi swoje palce, łokcie i kolana w moje ciało (zazdroszczę siły), by na końcu przespacerować się po moich plecach (przeżyłem to :-) ). Dziękuję Wam bardzo za prezent! Będę to doświadczenie długo pamiętał… i czuł w kościach.
2910708-01-750x500 2910632-01-750x500 2910671-01-750x500 2910650-01-750x500 2910738-01-750x499 2910743-01-750x500

nocny autobus w Laosie

2 marca 2019 - Kategerie: Laos,wycieczka do Laosu,wyprawa -

IMG_20190302_082904-01-750x501 IMG_20190302_083044-01-750x499 2910453-02-750x500 2910464-01-750x500 2910477-01-750x500 2910491-01-750x500
Ostatnią noc spędziliśmy w autobusie. Wyjechaliśmy z Luang Prabang o godzinie 20.30 i przejechawszy 340 km o godz. 8.15 wysiedliśmy w stolicy Laosu. Jechaliśmy autobusem sypialnym, gdzie każdy ma swoje łóżko. Część grupy trafia na 5 ostatnich miejsc w autobusie i podskakując na wybojach, oraz turlając się na zakrętach tworzą wesoły autobus. Grzegorz był koordynatorem obrotów i na hasło: “raz, dwa, trzy” wszystkie dziewczyny zmieniały bok na którym spały. ZAZDROŚCIMY MU POSŁUCHU. Z lotniska jedziemy razem z kurami do hotelu. Dotarłszy do Wientian jedziemy do Parku Buddy. Park powstał stosunkowo niedawno bo w 1958 roku. Znajduje się tam ponad 200 rzeźb przedstawiających postacie hinduskie i buddyjskie. Ich wielość i różnorodność tworzą niesamowity krajobraz. W samym Wientian idziemy zobaczyć Bramę Triumfalną, bardzo podobną do Łuku Triumfalnego w Paryżu, oraz do najważniejszej świątyni w Laosie That Luang. Świątynia wybudowana w 1566, a odbudowana przez Francuzów w latach 30-tych XX wieku błyszczy się w słońcu, ponieważ cała pokryta jest złotem. Wokół jest wiele budynków, w których mnisi buddyjscy mieszkają, medytują, modlą się. Wieczorem spędzamy bardzo miły wieczór z Olą pochodzącą z Opola, która od 1,5 roku mieszka w Wientian. Pracuje w organizacji charytatywnej Health Frontiers jako koordynator pediatrii. Opowiedziała nam jak się żyje w Laosie, o ludziach, zwyczajach i gorącym klimacie. Dzisiaj w Wientian było 36 st C.
2910498-01-750x499 2910500-01-750x500 2910527-01-750x500 2910512-01-750x500

mnisi w Luang Prabang

1 marca 2019 - Kategerie: Laos,wycieczka do Laosu,wyprawa -

2910227-01-750x500 2910431-01-750x500 2910246-01-750x500 2910254-01-750x500 2910421-01-750x500 2910315-01-750x500
Dzisiejszego dnia zwiedzaliśmy dawną stolicę Laosu: Luang Prabang. Wprawdzie nie ma tu już tyle świątyń jak w dawnych czasach, ale mimo to jest co zwiedzać. Wstajemy chwilę po 5 rano i idziemy na główną ulicę, gdzie codziennie rano mnisi buddyjscy zbierają do swoich mis jedzenie. W Luang Prabang ta buddyjska tradycja zrobiła się bardzo komercyjna, na pokaz. Dziesiątki mnichów idzie jeden za drugim, a turyści kupiony wcześniej ryż wkładają do ich żebraczych mis. Cały obrzęd trwa kilkanaście minut, po czym turyści wracają do hoteli. Po śniadaniu wybieramy sobie kilka najważniejszych świątyń w mieście i od samego rana zwiedzamy. Stare miasto położone jest na półwyspie, z jednej strony płynie Mekong, a z kolejnych dwóch jego dorzecze Nam Khan. Na samym końcu półwyspu znajduje się jedna z piękniejszych świątyń w Laosie: Wat Xieng Thoung. Główna świątynia ma trzy-poziomowy dach schodzący nisko do ziemi i bogate ilustracje na ścianach. Dawniej odbywały się w niej najważniejsze uroczystości związane z dworem królewskim. Zaglądamy do świątyni Sene Souk Haram i tuk-tukiem jedziemy do Manorom, gdzie jest bardzo liczna wspólnota mnichów. W tuk-tuku nie mieścimy się wszyscy i razem z Grzesiem musimy stać na zderzaku i trzymać się dachu. W przerwie między świątyniami odpoczywamy nad rzeką w znanym wśród turystów barze Utopia. Wchodząc do baru zatrzymały nas krzyki mężczyzny, który długim kijem starał się zrzucić węża z drzewa i gdy ten spadł mężczyzna pobiegł za nim próbując go unieszkodliwić. Tuż obok baru Utopia znajduje się góra Phou Si, ale wejście nie jest takie łatwe i kosztuje nas wiele potu. Na górze jest świątynia i widok na rzeki Mekong i Nam Khan. Z góry widać także Pałac Królewski, zmieniony ponad 40 lat temu na muzeum. Najładniejsza w nim jest sala tronowa, o czerwonym wystroju z wyłożonymi na ścianach kolorowymi szkiełkami ułożonymi w laotańsko-buddyjskie historie. Sypialnie i inne pomieszczenia królewskie są dużo skromniejsze. Jedna sala poświęcona jest darom dla króla od delegacji zaprzyjaźnionych państw. Są także prezenty przywiezione z polski: replika miecza koronacyjnego królów polskich “Szczerbiec” z XIII wieku wydana z okazji Millenium 966-1966 i patera z syrenką warszawską.
IMG_20190301_114852-01-01-750x499 IMG_20190301_114523-01-750x499 2910357-01-750x500 2910378-01-750x500 2910407-01-750x500 2910396-01-750x500 2910414-01-750x500 2910429-01-750x500

północny Laos

28 lutego 2019 - Kategerie: Laos,wycieczka do Laosu,wyprawa -

2900927-01-750x498 2900943-01-750x500 2900899-01-750x500 2900894-01-750x500
Płyniemy dzisiaj w górę rzeki Mekong z Luang Prabang (północny Laos) do najbardziej znanej jaskini w tej prowincji Pak Ou. Wcześniej jednak zatrzymujemy się w Whisky Village, gdzie mieszkańcy są specjalistami w produkcji alkoholu z ryżu. Próbujemy wino ryżowe, whisky laotańskie i coś fioletowego… coś co przypomina denaturat. W jaskini Pak Ou znajduje się 4 tysiące drewnianych i kamiennych podobizn Buddy. Są one znoszone od setek lat przez miejscową ludność. Jest to jedno z bardziej szanowanych miejsc w Laosie. Po drugiej stronie rzeki znajduje się obóz słoni, gdzie można wykąpać się w rzece ze słoniami, lub na nich pojeździć. My karmimy je twardą trzciną cukrową, którą z przyjemnością chrupią. Popołudnie spędzamy nad wodospadem Kouang Si z imponującymi kaskadami. Jest tu wiele naturalnych basenów, w których można się kąpać. Można także wejść na sam szczyt wodospadu, gdzie ludzi w przeciwieństwie do dolnych wodospadów można policzyć na palcach jednej ręki. Chińscy i koreańscy turyści tu nie przychodzą ze względu na strome podejście pod górę.
2900946-01-750x500 2900904-01-750x499 2910026-01-750x500 2910004-01-750x499 2910052-01-750x500 2910063-01-750x500 2910128-01-750x500 2910107-01-750x500

kajakiem po Nam Song

28 lutego 2019 - Kategerie: Laos,wycieczka do Laosu,wyprawa -

2900749-01-750x499  2900758-01-750x499 IMG_20190227_103430-01-750x498 2900764-01-750x500 2900774-01-750x499 IMG_20190227_101011-1-01-750x500 2900797-01-750x500 2900807-01-750x500 2900812-01-750x499
Po południu jedziemy z Vang Vieng do Luang Prabang, ale rano wypożyczamy jeszcze kajaki. Spod hotelu zabiera nas tuk-tuk, ale inny niż ten, który znamy z Kambodży czy Sri Lanki. Przed wypłynięciem jest szybki kurs wiosłowania dla tych, którzy siadają do kajaku pierwszy raz. Przed nami ponad 5 kilometrów po spokojne rzece Nam Song. Momentami rzeka jest rwąca i trzeba uważać na mielizny i wystające skały. W połowie drogi mieliśmy przymusowy postój, ponieważ kajak duetu Ania – Jurek nabrał wody i pasażerowie sięgnęli dna. Na szczęście mieli kapoki i ofiar w ludziach nie było. Zamókł jedynie aparat fotograficzny, ale szybko wsadziliśmy go do dwóch kilogramów ryżu i pełni nadziei, że będzie jeszcze działał ruszyliśmy Nową Drogą do Luang Prabang. Nowa Droga na trasie Vang Vieng – Luang Prabang budzi w nas wiele emocji i pewnych nadziei, ponieważ jechaliśmy już starą drogą, która była bardzo kręta i dziurawa. Nowa Droga nas nie zawiodła. Wprawdzie przez jakiś czas były serpentyny to dziur było zdecydowanie mniej dzięki czemu obie zmiany dziewczyn na tylnym siedzeniu miały bardzo komfortową jazdę – oczywiście porównując do jazdy starą drogą. Dodam tylko, że dwa ostatnie siedzenia w aucie w związku z dużym bujaniem na hopkach są przechodnie. Nowa Droga nie jest jeszcze skończona, ponieważ tuż przed najwyższym swoim punktem (1870 m n.p.m.) nie ma jeszcze asfaltu. Ale to nic, widoki na tych wysokościach są piękne.
2900830-01-750x500 2900818-01-750x500 2900835-01-750x499 2900844-01-750x500

jaskinie pod Vang Vieng

26 lutego 2019 - Kategerie: Laos,wycieczka do Laosu,wyprawa -

2900595-01-750x500 2900499-01-750x500 2900522-01-750x500 2900554-01-750x500 2900547-01-750x500 2900679-01-750x500
Miejscowość Vang Vieng w Laosie przez lata nie miała dobrej opinii. Powodem byli turyści backpackerzy, którzy przyjeżdżali tu tłumnie i dla dobrej zabawy nadużywali alkoholu i narkotyków.

My w Vang Vieng spędzamy dwa dni. Miasto otoczone jest wapiennymi górami wewnątrz których znajdują się jaskinie. I właśnie jaskinie są dzisiaj naszym celem. Najpierw odwiedzamy niewielką Jaskinię Słonia z kilkoma rzeźbami Buddy i olbrzymim odciskiem nogi słonia. Tuż obok jest Jaskinia Wody, do której nie wchodzimy tylko wpływamy na olbrzymich dętkach. W niektórych miejscach skalny sufit jest dość nisko więc trzeba uważać na głowę. Trasa w Wodnej Jaskini jest tak fajna, że Gosia i Ewelina wpływają do niej drugi raz, mimo tego, że wcześniej Ewelinę musieliśmy prosiliśmy by weszła do wody. Kolejna jaskinia jest także nietypowa, ponieważ jest wąska, długa i płaska tzn ma kształt tunelu, do którego bez problemu zmieściłby się Złoty Pociąg.  Po lunchu jedziemy do Niebieskiej Laguny. To miejsce na odpoczynek, można tu popływać w rzece, skakać z drzewa do wody i zjeżdżać na ślizgawce, opalać się, lub leżeć na macie w domku pod eternitem. Część grupy decyduje się na wejście do Jaskini Kraba, do której musimy zabrać latarki, ponieważ jaskinia nie jest oświetlona i wchodzi się do niej na własne ryzyko. Coś już o tym wiem, bo roku temu zgubiłem się w niej i trochę czasu minęło zanim odnalazłem wyjście. Jaskinia jest niesamowita, ale trzeba bardzo uważać, ponieważ podłoże jest nierówne i czasem musimy nawet zjeżdżać na tyłkach. Często na naszej ścieżce wyrasta jakaś kamienna przeszkoda, więc szukamy nowej drogi. Widoki natomiast zapierają dech w piersi i co krok odsłania się nam kolejna nowa ściana z innymi formacjami skalnymi.

Grzesiu ratował dzisiaj kolejną osobę. Tym razem był to nasz laotański kierowca który miał podrażnioną spojówkę.
2900637-01-500x750 2900653-01-500x750 2900695-01-750x500 2900670-01-750x500 2900710-01-750x500 2900702-01-750x500 2900616-01-750x500 2900608-01-750x500 2900541-01-750x500 2900723-01-750x500 2900726-01-750x500 2900729-01-750x500

ciężka praca jedwabników

25 lutego 2019 - Kategerie: Laos,wycieczka do Laosu,wyprawa -

2900316-01-750x500 2900305-01-750x500 2900338-01-750x500 2900341-01-750x500
Miasto Phonsavan leży w północnym Laosie na Równinie Dzbanów. Nazwa wzięła się stąd, że jest to miejsce, gdzie znajduje się kilkadziesiąt stanowisk z kamiennymi dzbanami. Do końca nie jest wiadomo do czego były wykorzystywane. Jedna teoria mówi, że były to pojemniki na wodę, inna że ważono w nich alkohol, ale najbardziej prawdopodobna teoria to taka, że były to urny. Znaleziono w nich bowiem fragmenty kości ludzkich, zębów, oraz przedmioty użytku osobistego. Prawdopodobnie chowano tu zmarłych, by po jakimś czasie zwłoki skremować. Na stanowisku nr 1, które odwiedzamy jest około 250 dzbanów o różnej wielkości. Przed wyjazdem do Vang Vieng jedziemy jeszcze do farmy jedwabiu, gdzie pokazują nam cały proces powstania jedwabnych szalików. Najpierw sadzą morwę, której liście z przyjemnością przez 30 dni jedzą jedwabniki. Następnie zwijają się w kokon, który potem moczy się w kwaśnej, gorącej wodzie i kobiety rozwijają kokon w szpulę. Włókna mają nawet 700 metrów długości. Na farmie rosną różnorakie rośliny, które są naturalnym barwnikiem dla włókien. Miejscowi uzyskują nawet 100 kolorów, w których barwią przędzę. Wśród wielu budynków na farmie jest duże pomieszczenie, gdzie kobiety tkają materiały, a obok w sklepie sprzedają jedwabne szaliki.

A teraz pozdrawiamy:
- Wszystkich śledzących bloga, a szczególnie Magdę za którą tęsknimy i żałujemy, że nie uczestniczy w naszej trzeciej azjatyckiej wyprawie.
- Darka również.
- Artura, Agnieszkę, Karolinę i Michała. Karolina dziękujemy za wskazówki pogodowo-ubraniowe.
- Męża Ani, która liczy na przepustkę na kolejną wyprawę.
- Całuję Jędrusia, siostrę Dorotę i moje dzieci. (Wanda)
- Całuję Maćka, Monikę i Madzię. Madziu czekaj na mamę. (Gosia)
- Kiełczów i Warszawę z nadzieją, że czytają bloga. (Dorota)
- Rodziców sióstr Doroty i Renaty.
- Aqua Team. (Wanda i Gosia)
- Adasia, bądź dzielny. Zrób pranie. (Ewelina)
- Lusię, Asię, rodziców, babcię Jadzię, Filipa, oraz jego mamę i tatę.
2900357-01-750x500 2900363-01-750x500 2900395-01-750x499 2900426-01-750x500 2900449-01-750x500 2900466-01-750x500

długa, wyboista droga

24 lutego 2019 - Kategerie: Laos,wycieczka do Laosu,wyprawa -

2900196-01-750x500 2900213-01-750x500 2900191-01-01-750x500 2900234-01-750x500
Nasze bungalowy stoją na stromym zboczu rzeki Hinbuon, która prowadzi do jaskini Kong Lor. Jaskinia jest największą atrakcją tej okolicy, ale nie tylko. Z tarasu restauracji widać niewielki odpływ od rzeki – to Niebieska Laguna. To bardzo spokojne miejsce, nie słychać warkotu motorówek, czy śmiechu bawiących się wzdłuż rzeki dzieci. Woda w tym miejscu jest krystalicznie czysta, dzięki czemu mimo dużej głębokości dokładnie widać co jest na dnie: zwalone konary drzew, olbrzymie głazy. W niektórych miejscach natomiast jest tak płytko, że kajak grzęźnie na płyciźnie. Brzeg Niebieskiej Laguny jest mocno porośnięty dżunglą, a wokół są wysokie góry. Po śniadaniu jedziemy do Phonsavan. Nasza dzisiejsza trasa jest długa, to 400 km, których przejechanie zajmuje nam 10 godzin. Drogi są w bardzo złym stanie, o czym przekonuje się Ania z Eweliną, które siedzą na końcu busa i podskakują z radością pod sam sufit. Zamienić się miejscami nie chcą. Jedziemy na północ Laosu. Krajobraz zaczyna się zmieniać: równina z wyschniętą roślinnością ustępuje zielonym wzgórzom. Tuż przed Phonsavan zatrzymujemy się w Wat Phiawat – świątyni wybudowanej w XIV wieku oraz That Foun – wielkiej stupy, która kilka wieków temu stała pod dachem. Obok That Foun jest niewielki sklepik, gdzie mieszkanka najpierw pokazuje jak robi szale na prymitywnym krośnie, a potem je sprzedaje. Dziewczyny jak tam weszły było jeszcze jasno, ale gdy wychodziły było już ciemno.
2900230-01-750x500 2900253-01-750x500 2900256-01-750x500 2900259-01-750x500 2900262-01-750x499 2900302-01-750x500

jaskinia Kong Lor i rzeka Hinboun

23 lutego 2019 - Kategerie: Laos,wycieczka do Laosu,wyprawa -

2890992-01-750x500 2900003-01-750x500 2900032-01-750x499 2900023-01-750x500
Mimo tego, że do Kong Lor wiedzie długa i wyboista droga i nie jest łatwo się tu dostać i wyjechać stąd, naprawdę warto tu przyjechać. Bez wątpienia jest to jedno z najładniejszych miejsc w Laosie. Z naszych bungalowów stojących na wzgórzu (z widokiem na rzekę) płyniemy wąskimi łodziami, z których sternicy co jakiś czas wylewają wodę. Tuż przed jaskinią przesiadamy się do kolejnych łodzi i wpływamy do wewnątrz. Mamy mocne latarki-czołówki, które dostaliśmy razem z kapokami i przez godzinę płyniemy w pełnej ciemności. Jaskinia jest ogromna. Co jakiś czas wychodzimy, by sternik mógł ją przepchać, ponieważ poziom wody nie jest zbyt wysoki i są mielizny. Po 7 kilometrach docieramy do przystani, gdzie próbujemy mleczka sojowego i przyglądamy się jak można utkać szalik dla Grzesia, lub bieżnik na drewniany stół Jurka. Jak wracamy prawie się już ściemnia. Mikołaj z Anią ledwo dopłynęli, ponieważ zahaczyli o konar i łódź niemal rozpadła się na dwie części. Vicky – właścicielka bungalowów z Tajlandii czekała już na nas na tarasie i wołała po polsku: „witajcie z powrotem”. Rzeka prowadząca do jaskini Kong Lor i cała okolica to cudowne miejsce, i do tego nie ma tu wielu turystów. Nie wiem dlaczego ich tu nie ma, ale bardzo mnie to cieszy :-) .
2900052-01-750x500 2900069-01-750x499 2900094-01-750x500 2900102-01-750x499

jaskinie wokół Thakhek

23 lutego 2019 - Kategerie: Laos,wycieczka do Laosu,wyprawa -

2890685-01-750x500 2890675-01-750x500 2890821-01-750x500 2890687-01-750x499 2890724-01-750x500 2890731-01-750x500
Pięć godzin zajął nam przejazd minibusem z Pakse do Thakhek. Mimo, że jest to główna droga z południa Laosu na północ często bywa dziurawa z wieloma nierównościami. Kierowca zwalnia także w miejscach, gdzie krowy, psy, kozy czy bawoły wodne postanawiają przejść na drugą stronę ulicę. Thakhek to miejscowość wokół której leżą krasowe wzgórza Parku Narodowego Phu Hin Boun. Góry przypominają nam te z wietnamskiej Zatoki Ha Long. Jedziemy najpierw do Jaskini Słonia – właściwie groty, ponieważ nie jest zbyt duża. Bez butów natomiast wchodzimy do Jaskini Buddy, która uznana jest przez miejscowych za świętą i stała się miejscem pielgrzymek. Znajduje się tu kilkaset posągów Buddy, które zostały odkryte nie tak dawno bo w 2004 roku przez miejscowego rolnika szukającego guana nietoperzy. Poniżej wejścia do jaskini jest jeziorko, gdzie bierzemy łódź i płyniemy do jej wnętrza. Kurs trwa raptem 10 minut, ale to co zobaczyliśmy to jest duże WOW! Największa z jaskiń jaką dziś oglądamy to Tham Nang Ene. Jest ogromna z kolorowymi światłami podkreślającymi najistotniejsze elementy jaskini, oferuje także możliwością pływania łodzią . Podobno ma kilometr długości z czego my widzieliśmy 1/5.

Mimo tego, że dużo czasu spędziliśmy dzisiaj w samochodzie dzień był bardzo udany. Do tego jeszcze było śpiewanie “sto lat”, życzenia, tort urodzinowy ze świeczką, prezenty… (stąd ta spóźniona relacja).
2890696-01-750x500 2890700-01-750x500 2890745-01-750x499 2890766-01-750x500 2890829-01-750x500 2890842-01-750x500 2890850-01-750x500 2890845-01-750x500

Kraina 4000 Wysp

21 lutego 2019 - Kategerie: Laos,wycieczka do Laosu,wyprawa -

2890269-01-750x500 2890275-02-750x500 2890278-01-750x500 2890294-01-750x500 2890277-01-500x751 2890302-01-500x750 2890280-01-500x750
Jedziemy dzisiaj do najbardziej wysuniętego na południe miejsca w Laosie. Wcześniej jednak zatrzymujemy się w khmerskiej świątyni Wat Phou, która leży u stóp świętej góry Phou Kao. Najpierw mijamy duże bajary wypełnione wodą, potem mniejsze suche i dochodzimy do dwóch pałaców. Wat Phou został wybudowany w XI-XII wieku i swoim wyglądem przypomina świątynie w Angkor w Kambodży. Wybudowane z laterytu i piaskowca z misternymi rzeźbami hinduskimi zdobiącymi nadproża. Z pałaców droga wiedzie po stromych stopniach do najważniejszego miejsca: świątyni poświęconej bogu Śiwie, w której znajdują się rzeźby… Buddy. Nieco na uboczu leży kamień z wyrzeźbionym krokodylem, gdzie prawdopodobnie 1500 lat temu składano ofiary z ludzi. Miejsce to robi duże wrażenie, także na tych którzy byli wcześniej w angkorskich świątyniach w Kambodży. Opuszczamy świątynię Wat Phou i przeprawiamy się promem na drugą stronę rzeki Mekong. Prom nie wygląda by miał solidną konstrukcję w związku z czym wszyscy wysiadamy z samochodu aby w razie zatonięcia tej jednostki pływającej szybko chwycić za kamizelki ratunkowe… gdzieś tu chyba są…

Kraina 4000 Wysp znajduje się na południu Laosu i od Kambodży dzieli ją rzeka Mekong. Ze stałego lądu płyniemy łodzią na wyspę Don Det, na której przez chwilę obserwujemy jak mnisi buddyjscy obok niewielkiej stupy towarzyszą miejscowym przy kremacji zwłok leżących na drewnianym stosie. Z Don Det jedziemy na wyspę Don Khon 15-sto osobowym tuk-tukiem (właściwie pickupem z siedzeniami na pace), a tam z niewielkiej przystani wypływamy na Mekong – najdłuższą rzekę w Indochinach. Właśnie w tym miejscu rzeki mieszka największa ilość delfinów krótkogłowych, zwanych inaczej oreczka krótkogłowa. Siedzimy na plastikowych krzesłach na podeście, który łączy dwie podłużne łodzie (prawie jak katamaran). Co jakiś czas sternik wylewa z nich wodę. Płynąc przez pół godziny wypatrujemy w wodzie delfinów i powoli tracimy nadzieję na ich zobaczenie. Sternik łodzi zatrzymuje się w końcu na niewielkiej wyspie i wskazuje miejsce gdzie mamy patrzeć. Po chwili jak na zawołanie delfiny zaczynają pokazywać się nam w pełnej krasie. Czujemy się jak w teatrze, gdzie w czasie spektaklu jest możliwość moczenia nóg w Mekongu. Dzisiaj w ciągu dnia było 36 st C, a teraz kiedy piszę ten tekst (godz. 22.10) jest 28 st C.
2890314-01-750x500 2890323-01-750x501 2890354-01-750x500 2890361-01-750x499 2890574-01-750x500 2890541-01-750x500 2890565-01-750x499 2890399-01-750x500 2890585-01-750x501 2890667-01-750x500

pociągiem do Laosu

20 lutego 2019 - Kategerie: Laos,wycieczka do Laosu,wyprawa -

2890092-01-750x488 2890103-01-750x500 2890120-01-750x489 2890123-01-750x494
Wieczorem przyjechaliśmy na dworzec kolejowy. Jedziemy nocnym pociągiem do miejscowości Ubon Ratchathani. Hala dworca Hulalamphong w Bangkoku jest ogromna. Mamy peron 4, pociąg nr 23, wagon 5, miejsca od 9 do 19. Pociąg jest nowy, długi, ma ponad 10 wagonów sypialnych i jeden restauracyjny. Pociąg rusza i po chwili steward zaczyna ścielić łóżka, które są na dwóch poziomach. Prześcieradło, poszewka, kocyk, barierka, zasłonka, światło… śpimy jak dzieci, pobudka po 6 rano. Wysiadając w Ubon Ratchathani widzieliśmy jeszcze tylko jednego Europejczyka w tym pociągu, natomiast było wielu mundurowych. Na granicy dostajemy druki do wypełnienia i po 40 minutach z wklejonymi wizami w paszporcie wjeżdżamy do Laosu.

Hotel mamy w Paxse – to 100 tysięczne miasto w południowym Laosie. Zostawiamy walizki i jedziemy na wodospady, których w tej okolicy jest sporo. Zatrzymujemy się przy wodospadach Tad Fane. Wprawdzie jest pora sucha i nie są tak obfite jak w porze deszczowej, ale i tak robią duże wrażenie. Próbujemy z Mikołajem zejść ostro w dół wąską ścieżką wśród bujnej roślinności, ale po kilkunastu minutach dajemy za wygraną i zmęczeni wracamy na punk widokowy i kosztujemy Beerlao. Kolejny wodospad Tad Yuang na początku nie robi wrażenia, dopiero gdy schodzimy do podnóża ukazuje nam się jego wielkość. Po drodze zatrzymujemy się na plantacji kawy. Kawa właśnie kwitnie białymi kwiatami, obok niej rośnie pieprz, jackfruit, mango, trawa cytrynowa i stoją ule pełne pszczół. Pijamy tu laotańską kawę, średnio mocną ze słodkim zagęszczonym mlekiem – lao style caffee.
2890133-01-750x500 2890136-01-750x500 2890149-01-750x477 2890182-01-750x500 2890206-01-750x500 2890228-01-750x500 2890200-01-750x500 2890258-01-750x500

powrót do domu

18 listopada 2017 - Kategerie: Laos,wyprawa -

Laos-dowietnamu.pl-wiersz
Monika Koniecka

 

dowietnamu.pl-laos-1-10 dowietnamu.pl-laos-1-12 dowietnamu.pl-laos-1-3 dowietnamu.pl-laos-1 dowietnamu.pl-laos-1-9 dowietnamu.pl-laos-1-7

Kolendra w zupie i dziury na drodze,
Zimne piwo Lao, banany w ogrodzie,
Pieczone żaby i łodzie drewniane,
Orzeszki ziemne po drodze skubane.
Małpa na sznurku i Budda śpiący,
Do tego dźwięk cykad w uszach wibrujący,
Jak kryształ w rzece woda, gorące powietrze,
Strzeliste bambusy gnące się na wietrze,
Dzieci beztrosko bawiące się w błocie,
Kolorowe pranie suszone na płocie,
Ludzie serdeczni, uśmiechnięci stale,
Biegli w laotańskim, a w angielskim – wcale.
Chaty na palach i skaliste góry,
Dostojne bawoły i rozbiegane kury,
Pola ryżowe i wietnamskie prosie,
To wszystko zobaczysz tylko w Laosie.

Paweł Michalski

 

dowietnamu.pl-laos-1-2 dowietnamu.pl-laos-1-8 dowietnamu.pl-laos-1-6 dowietnamu.pl-laos-1-5 dowietnamu.pl-laos-1-4 dowietnamu.pl-laos-1-11

ulica Sakkaline

16 listopada 2017 - Kategerie: Laos,wyprawa -

_MG_0797 _MG_0833 _MG_0822 _MG_0810 _MG_0767 _MG_0787
Ostatni dzień w Laosie spędzamy w Luang Prabang – miasteczku, którego urodę doceniono i w 1995 roku wpisano na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO. To miejsce gdzie spotykamy najwięcej mnichów, ponieważ jest tu bardzo dużo pagód i stup buddyjskich. Zwiedzamy kilka z nich: najważniejsza to Wat Xieng Thoung z potrójnym dachem, gdzie odbywały się kiedyś najważniejsze uroczystości władcy Pałacu Królewskiego m.in. koronacje. Sam Pałac z zewnątrz jednak nie powala, znajduje się w nim obecnie Muzeum Narodowe. Nie mamy jednak pełnego obrazu Pałacu ponieważ sale wystawowe były już zamknięte. A szkoda, bo było bardzo gorąco i chwila w chłodnych pomieszczeniach na pewno dobrze by nam zrobiła. Stara część miasta znajduje się na niewielkim półwyspie wokół którego rzeka Nam Khan wpada do Mekongu. To tu przy ulicy Sakkaline, która jest pełna kolonialnej zabudowy znajduje się najwięcej świętych miejsc dla buddystów. Wieczorem na Sakkaline rozkłada się nocny market z pamiątkami, materiałami, ubraniami czy kawą i herbatą. Najlepszą jednak rzeczą przy nocnym markecie jest wąska uliczka, gdzie znajdują się stragany z jedzeniem.
_MG_9995 _MG_9998 _MG_0013 _MG_0011 _MG_0017 _MG_0010 _MG_0009 _MG_0003

Luang Prabang

13 listopada 2017 - Kategerie: Laos,wyprawa -

Laos-dowietnamu.pl-mnich Laos-dowietnamu.pl-mekong Laos-dowietnamu.pl-jaskinia2 Laos-dowietnamu.pl-temple
Wczoraj wieczorem przyjechaliśmy do Luang Prabang i w związku z tym, że jutro po południu opuszczamy to miasto to postanowiliśmy dziś intensywnie pozwiedzać okolicę. Jutro natomiast mamy plan na zwiedzanie tutejszych świątyń. Wcześnie rano zaglądamy więc na chwilę na ulicę Sakkaline. Przed godziną 6 mnisi rozpoczynają swój obrzęd: wychodzą na ulicę i w rzędzie jeden za drugim “proszą” o jedzenie, które wyznawcy buddyzmu wkładają do ich jałmużniczych mis. Kilkudziesięciu mnichów w swoimi szafranowych szatach podąża główną ulicą. Niestety na Sakkaline Road jest to już w dużym stopniu skomercjalizowane – miejscowi sprzedają ugotowany ryż i zapraszają na małe taboreciki, z których rozdaje się mnichom dary.
Zaraz po szybkim ulicznym śniadaniu popłynęliśmy łodzią po Mekongu do jaskiń Pak Ou. Stoi tam ponad 4 tysiące figurek buddyjskich. Jest to najbardziej znana jaskinia w okolicach Luang Prabang (i oczywiście także nieoświetlona). Na szczęście mieliśmy swoje latarki. Zatrzymaliśmy się także w Whisky Village, gdzie produkuje się lokalny alkohol. Tuż przy rzece Mekong jest obóz słoni i płynąc łodzią już z daleka widzieliśmy jak kilka słoni idzie do rzeki na kąpiel. Po chwili staliśmy przy nich i karmiliśmy trzciną cukrową 13 słoni.
Ostatnim etapem naszej całodziennej wycieczki wokół Luang Prabang są wodospady Kuang Si.
Laos-dowietnamu.pl-slon Laos-dowietnamu.pl-slon2 Laos-dowietnamu.pl-wodospad2 Laos-dowietnamu.pl-wodospad3 Laos-dowietnamu.pl-wodospad4i Laos-dowietnamu.pl-wodospad4

w drodze

12 listopada 2017 - Kategerie: Laos,wyprawa -

Laos-dowietnamu.pl-1-grupowe Laos-dowietnamu.pl-3-gory Laos-dowietnamu.pl-2-gory Laos-dowietnamu.pl-2-droga Laos-dowietnamu.pl-1-targ Laos-dowietnamu.pl-2-most
W Laosie dużo czasu zajmują nam przejazdy. Odległości nie są zbyt duże, ale drogi są kiepskie: jezdnia nierówna, wyrwy po osuwiskach, bardzo głębokie dziury i leżące duże kamienie na jezdni, które spadły ze zbocza góry. Drogi są wąskie i kręte, ponieważ w Laosie 70% terenu stanowią góry, więc często jeździmy serpentynami. Kierowcy się tym nie przejmują i nawet na ostrych zakrętach potrafią wyprzedzać inne auta. Do tego wszystkiego dochodzą jeszcze zwierzęta: odpoczywające na jezdni psy, spacerujące środkiem drogi krowy, czy przebiegające na drugą stronę ulicy kozy i świnie. Zdarzają się także kwoki ze swoimi pisklętami, które próbują przebiec między autami. A kierowcy zbytnio nie zwalniają w miejscowościach. Przerażenie budzą małe dzieci, które nie mając placów zabaw bawią się tuż przy ulicy obok pędzących aut. W czasie naszej wycieczki do Laosu przejazdów mamy kilka: Wientian – Kong Lor – Phonsavan – Vang Vieng – Luang Prabang. Krajobrazy cały czas się zmieniają, oglądamy różnorodne góry, porośnięte gęstą dżunglą, pola ryżowe, palmy oraz wiele nieużytków. Zatrzymujemy się na punktach widokowych, oraz przy małych targowiskach gdzie sprzedają lokalne produkty. Na punkcie widokowym w drodze do Vang Vieng toalety nie miały jednej ściany, więc siedząc na “tronie” mieliśmy przed sobą panoramę Gór Annamskich.
W drodze do Luang Prabang natomiast nasz kierowca zatrzymał się na stacji benzynowej, a potem na przydrożnym parkingu i dwa razy zmienił tablice rejestracyjne w swoim aucie… hmmm.
Laos-dowietnamu.pl-4-gory Laos-dowietnamu.pl-toaleta Laos-dowietnamu.pl-2-targ Laos-dowietnamu.pl-3-droga Laos-dowietnamu.pl-1-gory Laos-dowietnamu.pl-gory-2

pająk w jaskini

11 listopada 2017 - Kategerie: Laos,wyprawa -

Laos-dowietnamu.pl-tuktuk Laos-dowietnamu.pl-kajaki Laos-dowietnamu.pl-grupowe Laos-dowietnamu.pl-jaskinia-wodna Laos-dowietnamu.pl-rzeka Laos-dowietnamu.pl-budda
Przyjechaliśmy do Vang Vieng w środkowym Laosie, które otoczone jest ze wszystkich stron wapiennymi skałami porośniętymi bujną roślinnością. Vang Vieng jest bardzo rozrywkowym miastem w Laosie, które przyciąga wielu obcokrajowców. Tylu turystów nie widzieliśmy wcześniej we wszystkich miejscach razem wziętych. W centrum miasta jest pełno knajp, restauracji, sklepów z pamiątkami, budek ze street foodem i biur wycieczkowych. Duży ruch, dużo ludzi, skuterów oraz busów z otwartą paką do przewozu osób. My wybraliśmy taki właśnie pojazd, który przez Laotańczyków zwany jest tuk-tukiem. Różni się jednak wielkością od tych tuk-tuków, które my znamy z Kambodży czy Tajlandii. Pojechaliśmy za miasto zwiedzać jaskinie. Pierwszą była Jaskinia Wody, do której wpływa się na wielkich dętkach. Trasę wyznacza lina, którą trzeba ciągnąć, aby przesuwać się do przodu. Mimo tego, że leżymy na wodzie trzeba uważać na głowę, bo jaskinia jest bardzo niska. Obok znajduje się Jaskinia Słonia, w której po słoniu został już tylko symboliczny odcisk stopy i kawałek skały przypominający to dostojne zwierzę. Mnisi buddyjscy postawili tu kilka podobizn Buddy. Największe wrażenie robi jednak jaskinia Złotego Kraba znajdująca się przy Błękitnej Lagunie. Najwięcej turystów przyciąga oczywiście sama Laguna, ponieważ można się tam wykąpać w chłodnej wodzie i poskakać z kilkumetrowego drzewa do rzeki. Wejście do Jaskini Złotego Kraba znajduje się wysoko w skale. Koniecznie trzeba zabrać latarkę ponieważ wnętrze (jak często w Laosie) nie jest oświetlone. W pierwszej kamiennej sali stoi ołtarz z wielkim Buddą, który oświetlony jest jeszcze światłem padającym z niewielkiego wejścia. Dalej już tylko ciemność i kręte, śliskie ścieżki. Kilka olbrzymich, skalnych komnat, przez które przeszliśmy nie stanowiły całej jaskini, ale i tak wystarczyło żebyśmy się prawie zgubili. W popłoch wprowadził nas olbrzymi pająk, większy od dłoni Pawła, z czarno-żółtymi nogami. Cieszyłem się równie mocno jak nasz przewodnik laotański, że udało mi się znaleźć wyjście z jaskini. Zaniepokojony naszą długą nieobecnością czekał już przy wejściu do jaskini i za bardzo nie wiedział czy zanurzyć się w te “egipskie ciemności”.
Laos-dowietnamu.pl-jaskinia-budda Laos-dowietnamu.pl-jaskinia Laos-dowietnamu.pl-jaskinia-pajak Laos-dowietnamu.pl-jaskinia-kraba

zupa w Laosie

10 listopada 2017 - Kategerie: Laos,wyprawa -

20171110_113453-01-750x500 20171109085737__MG_9674-01-750x500 20171110111303__MG_9844_1-01-750x500 20171110_112439-01-750x499
W Laosie bardzo często jemy zupy. W związku z tym, że mieszka tu wielu Wietnamczyków zdarza się, że podają tu tradycyjną wietnamską zupę pho, ale nie tylko. Laotańczycy mają swoją odmianę, ale często trzeba ją sobie lepiej doprawić. Zdarzają się też prawdziwe perełki jak np. zupa z żaby, która była wyśmienita (ostatnie zdjęcie).

Paweł napisał wiersz:

Zupa Pho Bo

Oglądać, smakować czy wąchać oto jest pytanie?
Zadaje je każdy kto taką zupę dostanie.
Za każdym razem perfekcyjna w swym smakowym chaosie,
zjesz ją w Wietnamie, w Kambodży i w Laosie.

W plątaninie nitek makaronu ryżowego,
odnajdziesz cienkie plasterki mięsa wołowego.
Do tego kapustka pak choi i cytrynowa trawa,
by bardziej wyrazista była ta potrawa.
Zielona cebulka drobno posiekana
z kiełkami sojowymi musi teraz być dodana.
A wszystko to zalewa niczym tsunami,
wywar z tajemnymi, azjatyckimi składnikami.
A gdy w misce jest już cała baza,
czas by zaczęła się doprawiania faza.
Kolendra, czosnek, sos rybny i chilli,
to jest to co trzeba dodać w tej chwili.
Jeszcze deszcz soku z limonki skropi wszystko to,
i już masz gotową zupę Pho Bo.

Jedzenie tego to istna, kulinarna rozpusta,
a jedyna jej wada to to:
że miska staje się za szybko pusta… :-(

Kraje

Wietnam

Kambodża

Sri Lanka

Birma

Ostatnie wpisy

Azja

ciekawostki

video

Facebook

Get the Facebook Likebox Slider Pro for WordPress